Panowie z MSZ i ich wersje

Lekturę książki T. Torańskiej zacząłem od przeglądnięcia rozmowy z red. W. Baterem, w której pojawia się taka osobliwość (s. 95): To była dla mnie dramatyczna chwila, mówię, że wszyscy zginęli [chodzi o wejście w Polsacie na żywo z telefoniczną korespondencją – przyp. F.Y.M.], a chwilę potem znakomity rzecznik prasowy Ministerstwa Sprawa Zagranicznych mówi, że najprawdopodobniej osiem osób przeżyło katastrofę. Przeglądnąłem też rozmowę z amb. J. Bahrem, gdzie pozostała ta opowieść o telefonach (z „miejsca katastrofy”) (s. 30-31): Odruchowo zadzwoniłem do mojej rodziny, odebrała siostra. Powiedziałem dwa zdania. Źe wydarzyła się katastrofa i że to, co widzę, jest przerażające. Usłyszałem jej krzyk. Następny telefon wykonałem do pani Czartoryskiej, mojej sekretarki w ambasadzie. [TT: Nie do ministra Sikorskiego?] Nie miałem przy sobie jego bezpośredniego telefonu, wziąłem nie tę komórkę. Po chwili odezwało się Centrum Operacyjne Rządu i połączyło mnie z ministrem Sikorskim. [TT: Była godzina 8.55.] Minister już wiedział. [TT: Od siedmiu minut. Od dyrektora Jarosława Bratkiewicza z Departamentu Polityki Wschodniej, a ten od swego naczelnika Dariusza Górczyńskiego, który zadzwonił do niego z lotniska.] Zameldowałem ministrowi, co widzę. Nie pamiętam, w jakich słowach. To była krótka rozmowa. Za miejsce, gdzie staliśmy, był wzgóreczek, rodzaj nasypu. Nie widzieliśmy, co za nim. Nie widziałem też żadnego kadłuba ani żadnych odwróconych kół. Ze zdumieniem zobaczyłem je potem w telewizji. [TT: Sfilmował je Darek Łopacz, operator Wiktora Batera. Wdrapując się na dach pobliskiego sklepu.] Na nasypie pojawili się żołnierze. Bardzo szybko. I jakiś samochód z gromadką ludzi. Tam chyba utworzyło się miejsce dowodzenia. Źołnierze rozbiegli się i zaczęli nas odpychać.

Przywołuję te cytaty i dane w kontekście rozmowy, którą uważnie przeczytałem. Chodzi o wywiad z P. Paszkowskim i R. Sikorskim, o którym za chwilę. Już bowiem z powyższych wypowiedzi wyłania się chaos, który nie wiadomo, czy jest zamierzony, czy nie. Czy Bater nie pamiętał, iż 10 Kwietnia nie było żadnej informacji o „ośmiu osobach”, tylko jeśli już, to o trzech i na pewno nie zaraz po korespondencji Batera? Z kolei jego operator (Krzysztof Łapacz) to nie był Darek Łopacz, którego przywołuje Torańska w rozmowie z Bahrem (nie można tego było skorygować przed drukiem?). W tej zaś konwersacji pojawia się godzina 8:55, jeśli chodzi o połączenie z „centrum operacyjnym” i z Sikorskim, choć, jak podawał swego czasu (dopiero w marcu 2012!)  MSZ, połączenie to było prawie kwadrans później, bo o 9:07:53 (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/co-wiemy-jezus-maria-msz-publikuje-rozmowy-sikorskiego,214245.html). Czemu takie rozjazdy Torańska pozostawiła w swojej ekskluzywnie wydanej książce (zrazu zapowiadanej na 10-04-2013, potem na wrzesień 2013), nie wiadomo. Owe rozjazdy pojawiają się również, jak zobaczymy, podczas wywiadu z Paszkowskim (PP) i Sikorskim (RS) (s. 422).

PP: Pierwszą osobą, która zawiadomiła ministra Sikorskiego o wypadku, o 8.48, był Jarosław Bratkiewicz, ówczesny Dyrektor Departamentu Polityki Wschodniej MSZ, który otrzymał wiadomość o wypadku od naczelnika Górczyńskiego.

RS: Czekali na płycie i kiedy zobaczyli wozy strażackie, wsiedli do samochodów i pojechali.

W książce Torańskiej nie ma, niestety, rozmowy ani z Bratkiewiczem, ani z Górczyńskim, otrzymujemy zatem (kolejną już od wielu miesięcy) relację z drugiej ręki. Zobaczyli wozy strażackie, wsiedli, pojechali. A nie zobaczyli przedtem jakiegoś pożaru ani dymu? Sikorski kontynuuje (s. 422-423):

RS: Po dwóch minutach Górczyński zadzwonił do Bratkiewicza, Bratkiewicz do mnie. O, widzi pani, mam tu wykaz połączeń. Wykręciłem numer do Donalda Tuska, ale nie było rozmowy. Wtedy wysłałem do niego SMS-a, że mam informację o wypadku. Potem próbowałem dodzwonić się do ministra Stasiaka. Chwilę później, o 8.53, do Bogdana Klicha, szefa MON, bo sądziłem, że będzie znał szczegóły, to był przecież samolot wojskowy. Numer był zajęty. Próbowałem się dodzwonić do Władysława Stasiaka, sądząc, że jest w Warszawie i może coś wiedzieć [to RS nie wiedział, że Stasiak leci z Prezydentem? – przyp. F.Y.M.]. O 8.58 próbowałem się dodzwonić do wiceministra Andrzeja Kremera, który oczywiście nie odebrał. A to jest numer mojego sekretariatu. W weekend automatycznie przełącza się na Centrum Operacyjne MSZ. To jest grupa ludzi, którzy dyżurują całą dobę, do nich spływają depesze, mogą natychmiast połączyć wszystkich ze wszystkimi. Dałem im polecenie potwierdzenia tej informacji. Potem znowu do ministra Klicha, ale nie dodzwoniłem się. I wtedy, o 9.07, Centrum Operacyjne połączyło mnie z ambasadorem Jerzym Bahrem w Smoleńsku.

Z tego by wynikało, że o 9.07 pierwszy raz Sikorski rozmawiał z Bahrem, ale szef MSZ nieco dalej mówi, być może prezentując billing na oczach Torańskiej, nie ma jednak żadnego skanu w książce (s. 424-425):

O, proszę, mam tu rozmowy wychodzące: Bratkiewicz 8.48, 8.49, Stasiak – 8.52, potem Bahr 8.55 i do mnie 8.56. Tu jest numer mojej ochrony. Miałem samochód z ochroną, ale w Bydgoszczy, a ja byłem u siebie.  

 Sikorski powtarza to, co już kiedyś mówił w dokumentalno-wspomnieniowym filmie Sekielskiego Sobota (por. http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2012/08/woko-filmu-sobota.html) (s. 423):

Pierwsza informacja była taka, że samolot się rozbił, lecz nie było wybuchu. Ale co to znaczy, że „samolot się rozbił”? Myślałem, że może lądowali przymusowo, stracili podwozie, może nawet w coś uderzyli. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że wszyscy nie żyją.

I jeszcze jeden zastanawiający rozjazd czasowy (s. 424):

Do Jarosława Kaczyńskiego dodzwoniłem się o 9.28, dlatego że z dawnych czasów miałem jeszcze w telefonie jego numer domowy. Co można powiedzieć w takiej sytuacji? To była krótka, rzeczowa rozmowa… Łatwiej byłoby nic nie robić, przecież za kwadrans dowiedziałby się z mediów [za kwadrans? Skoro już o 9.19 o „prezydenckim jaku-40” informował TVN24? – przyp. F.Y.M.]. Ale uważałem, że państwo polskie jest mu to winne, że powinien się dowiedzieć od rządu. Nie sposób nie przekazać takiej informacji. (…) Powiedziałem: – Mam panu do zakomunikowania straszną wiadomość, wstrząsającą. Słyszałem, że głęboko oddycha. Emocje, oczywiście. Nie wiedziałem, że pół godziny wcześniej rozmawiał z bratem.

Pół godziny wcześniej? Czyli o 9-tej?

TT: Dzisiaj [Torańska nie podaje, co to „dzisiaj” znaczy – przyp. F.Y.M.] podano informację, że BOR-owcy otoczyli ciało prezydenta.

PP: Oni mylą dwie rzeczy [jacy oni? – przyp. F.Y.M.]. To nie było tak, że BOR-owcy je otoczyli, nie chcieli go wydać, strzelali czy coś podobnego, choć rzeczywiście powstało zamieszanie, kiedy zapadła decyzja, że ciało prezydenta ma być bezpośrednio przewiezione do Polski. Wcześniej służbom rosyjskim wydano dyspozycję, że mają razem z pozostałymi ciałami przewieźć je do Moskwy [kto wydawał dyspozycje? Na jakiej podstawie? Nie wiadomo – przyp. F.Y.M.]. Potem ją zmieniono. A więc gdy nasi poszli po trumnę z ciałem prezydenta [dokąd poszli? – przyp. F.Y.M.], Rosjanie przez chwilę nie chcieli jej wydać. Zwykłe administracyjne zamieszanie.

RS: BOR-owcy z bezpośredniej ochrony prezydenta nie żyli.

PP: Pomylono więc dwie rzeczy.

I na koniec (zamieszczonej raptem na 11 stronach) rozmowy wyznanie Sikorskiego: Najstraszniejsze? Szczerze? Jak człowiek się dowiadywał, ile z ciał zostało. Bo my mieliśmy niestety szczegółowe opisy. Tam było tylko kilkanaście ciał, które dało się względnie łatwo zidentyfikować. I dlatego tak mnie mierzi, gdy słyszę tych wszystkich późnych bohaterów, jak wylewają pomyje na Ewę Kopacz. A trzeba było być tam, w kostnicy, i próbować pomagać rozpoznawać ludzi po strzępach ciała.

Tylko kilkanaście ciał? Nie za mało?

Free Your Mind

Za: Free Your Mind (8 gru 2013) | http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2013/12/panowie-z-msz-i-ich-wersje.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content