Ks. prof. Chrostowski poleca książkę o odpowiedzialności Żydów za śmierć Jezusa

W numerze 42. tygodnika Najwyższy Czas, ks. prof. Waldemar Chrostowski wyraził swoje uznanie dla książki „Kto zabił Jezusa?” Pawła Lisickiego. Książka wydana przez Wydawnictwo M została oskarżona na łamach „Gazety Wyborczej” o szerzenie tradycyjnego katolickiego antysemityzmu.

Ks. prof. Chrostowski poleca książkę o odpowiedzialności Żydów za śmierć JezusaNa łamach „Gazety Wyborczej” ks. John Pawlikowski – którego ks. Chrostowski nazwał amerykańskim ks. Czajkowskim i prożydowskim radykałem, John Connelly w „Znaku” i Stanisław Obirek w „Nowych Książkach” zarzucili Lisieckiemu, że wbrew posoborowej politycznej poprawności głosi, że Żydzi odpowiadają za śmierć Jezusa.

Zdaniem ks. Chrostowskiego ataki na Lisickiego są wyrazem amerykańskiej obsesji politycznej poprawności, która doprowadziła do ocenzurowania Nowego Testamentu. Amerykańscy autorzy publikujący na temat książki Lisickiego w polskich czasopismach zażądali w imię drugiego Soboru Watykańskiego by Episkopat Polski potępił książkę i zakazał jej dystrybucji.

Według ks. Chrostowskiego śmierć Jezusa ma dwa wymiary. Jeden teologicznym, w którym to my wszyscy, w tym i Żydzi, ponosimy odpowiedzialność za śmierć Jezusa, i drugi wymiar historyczny. W wymiarze historycznym za śmierć Jezusa odpowiadają Żydzi. Dziś wbrew historii ta odpowiedzialność jest negowana, z racji na pozycję Żydów we współczesnym świecie. Dziś środowiska negujące odpowiedzialność Żydów, negują prawdziwość historii opisanej w Nowym Testamencie, i zarzucają ewangelistom antysemityzm.

Źródło ataków na Lisickiego, ze strony środowisk posoborowych wrogich tradycji katolickiej, ks. prof. Chrostowski dostrzegł w tyrani politycznej poprawności niszczącej swobodę badań naukowych, w tożsamości środowisk prożydowskich w kościele które „ze wszystkich sił podzielają i forsują żydowski punkt widzenia”. Środowiskom filosemickich posoborowców „bardzo łatwo przychodzi (…) odcinanie się od długiej i bogatej tradycji chrześcijańskiej, a nawet opatrywanie jej mianem antysemickiej, oraz obarczanie jej odpowiedzialnością za Szoah, a także sugerowanie, jakoby poprawne dzieje Kościoła zaczęły się zaledwie pół wieku temu”.

Zdaniem ks. prof. Chrostowskiego „tendencje które rozpoznaje i piętnuje Paweł Lisicki, są przejawem odwiecznej pokusy judaizacji chrześcijaństwa”. Przed taką pokusą nawroty do „judaizmu i próbami judaizacji chrześcijaństwa” „dobitnie przestrzegał” św. Paweł.

Jan Bodakowski

Za: prawy.pl (21-10-13)

Czy Żydzi zabili Jezusa? – rozmowa z ks. prof. Henrykiem Witczykiem

Zaiste, niewinna krew Jezusa nie woła o pomstę i karę, ale „jest pojednaniem”. Ona – właśnie jako „pojednanie” – jest tym nasieniem, z którego rodzi się nowy Lud Chrystusa-Mesjasza, Syna Człowieczego.

Miesięcznik „Znak” opublikował recenzję książki Pawła Lisickiego „Kto zabił Jezusa?”. Zdaniem ks. prof. Henryka Witczyka jest ona daleka od rzetelności, książkę Lisickiego uważa za potrzebną.

Jakie spostrzeżenia ma Ksiądz po przeczytaniu recenzji książki Pawła Lisickiego „Kto zabił Jezusa?”, napisanej przez Johna Connelly’ego? Autor odnosi się tam także bezpośrednio w negatywnym świetle do autorytetu Księdza Profesora.

Recenzja ta niemal w całości dotyczy sugestii teologicznych, jakie zdaniem recenzenta da się dostrzec w książce przybliżającej historię procesu i śmierci Jezusa Chrystusa na krzyżu. John Connelly z godną podziwu żarliwością broni nauczania Kościoła na temat relacji Kościół – Synagoga, Kościół – judaizm, Kościół – Żydzi dzisiaj żyjący. Jego zdaniem nauczanie to miałoby być deformowane przez jedną czy drugą interpretację natury teologicznej, jakie na kanwie historii podaje Paweł Lisicki.

W mojej ocenie książka Pawła Lisickiego dotyczy w pierwszym rzędzie kwestii stricte historycznych, czyli tego, co na podstawie dostępnych źródeł da się w sposób obiektywnie naukowy, czyli intersubiektywny, powiedzieć o tych, którzy stoją za śmiercią Chrystusa, czyli o tych, którzy doprowadzili do tego, że Piłat – rzymski prokurator – wydał wyrok śmierci na Chrystusa, a jego żołnierze go wykonali.

Od recenzji tego rodzaju książek oczekuje się merytorycznej oceny takich rzeczy jak zastosowana metoda badania źródeł, komplementarność wykorzystania źródeł i ewentualnie, na ile te źródła zostały poddane analizie krytycznej i poprawnie zinterpretowane w kontekście historycznym, jaki odkrywamy przez pryzmat Nowego Testamentu. Paweł Lisicki w swej książce dokonuje takiej właśnie krytycznej oceny przywoływanych przez siebie źródeł. Przede wszystkim opiera się na Ewangeliach kanonicznych, które w świetle nauczania Soboru Watykańskiego II, zasadzającego się na biblistyce XX wieku, są tekstami wiarygodnymi historycznie w odniesieniu do dziejów Jezusa z Nazaretu. Zarówno dziejów ziemskich jak i ukazywań się Jezusa zmartwychwstałego.

Recenzent wychodzi jednak z założenia, że „Biblia nie jest książką do historii, mimo że możemy się z niej wiele o historii nauczyć. Jest ona świadectwem wiary” (s. 23). Taki pogląd powiela w gruncie rzeczy protestancką tezę R. Bultmanna, który głosił, że w NT i w Ewangeliach poznajemy „Chrystusa wiary” w oparciu o świadectwo wiary Kościoła apostolskiego, a nie „Jezusa historii”. To jednak Sobór Watykański II – tak często przywoływany przez recenzenta – naucza, że Ewangelie kanoniczne są wiarygodne historycznie, czyli zawierają fakty z życia Jezusa oraz ich rozumienie przez tych, którzy w nim uczestniczyli jako powołani apostołowie, uczniowie i uczennice, rzesze ludu. Rozumienie to obejmowało tak wiarę apostołów i pierwotnego Kościoła, jak i niewiarę stronnictw żydowskich i religijnych przywódców Izraela pierwszej połowy I-go wieku.

W Ewangeliach docieramy do historii Jezusa z Nazaretu. Ważną częścią tej historii jest dialog Jezusa z żydowskimi „uczonymi w Piśmie”, faryzeuszami i saduceuszami, a także proces Jezusa, rozprawa przed Piłatem i ukrzyżowanie. Lisicki wnika w teksty Ewangelii przy pomocy „rzetelnych przewodników” (ich rzekomy brak recenzent zarzuca mu całkiem niesłusznie, gdyż sam przypisuje Lisickiemu zbyt mocne trzymanie się tekstów Raymonda Browna, określonego mianem najwybitniejszego egzegety NT-u). Nie uprawia lektury „indywidualistycznej”, sekciarskiej. Przeciwnie, pragnie na płaszczyźnie analizy wiarygodnej historycznie, intersubiektywnej, historię procesu Jezusa i Jego ukrzyżowanie przybliżyć polskiemu czytelnikowi swej książki. Czyni to z pasją dobrego znawcy i popularyzatora najnowszych osiągnięć światowej biblistyki, ale nie z dumą i arogancją! Jeżeli recenzent będący profesorem historii nie wykazuje błędów w warstwie historycznych dociekań prowadzonych przez Lisickiego, to w sumie wystawia jego książce bardzo dobre świadectwo. Moja rekomendacja widoczna na obwolucie książki dotyczy w pierwszym rzędzie tej warstwy analizy historycznej kanonicznych Ewangelii. Sam poświęciłem duży rozdział podobnej analizie procesu i ukrzyżowania Jezusa w ujęciu św. Jana w jednej ze swoich książek (Jezus i Ewangelie w ogniu dyskusji, Kielce 2011, s. 225-288).

Co Ksiądz sądzi o przyczynach napisania tej recenzji przez Colonney’a?

Jest ona wyraźnie pisana z powodu jednej czy drugiej recenzji książki, już zamieszczonych w jakimś tygodniku, a w niewielkim stopniu dotyczy ona samej książki w jej podstawowej warstwie, jaką jest analiza historyczno-krytyczna nowotestamentowych przekazów o procesie, sądzie nad Jezusem z Nazaretu i o Jego ukrzyżowaniu.

Czytając tę recenzję, w gruncie rzeczy bardzo się ucieszyłem, że na łamach miesięcznika „Znak”, szanowany przez redakcję autor, przywołany aż ze Stanów Zjednoczonych, tak mocno opiera swoje myślenie teologiczne na Magisterium Kościoła i na książce „Jezus z Nazaretu” papieża Benedykta XVI-go.

Na łamach szacownego miesięcznika „Znak” miałem przyjemność publikować kilka tekstów dotyczących różnych wydarzeń z historii właśnie Jezusa z Nazaretu. Moi polemiści przywoływani przez Redakcję zarzucali z kolei mi, że powołuję się na jedno czy drugie zdanie z książki Josepha Ratzingera/Benedykta XVI, a zwłaszcza na jego metodę wydobywania teologii z historii dostępnej w Ewangeliach kanonicznych. Zarzucali mi, że nie mam do tego prawa, bo Benedykt XVI w obrazie Jezusa z Nazaretu prezentuje nam już ideologię chrześcijańską, czyli teologię nakłada na analizę historyczną! A ta analiza historyczna – dokonana przez J. Ratzingera/Benedykta XVI w książce „Jezus z Nazaretu” – była dla nich nie do końca przekonująca. Mamy tutaj ad hoc całkowicie odmienne podejście do Magisterium w rozumieniu nauczania soborów, czy encyklik papieskich, ale też samej książki Benedykta XVI. Na marginesie trzeba by zauważyć, że nie ma racji recenzent stawiając książkę papieża Josepha Ratzingera na równi z nauczaniem soborów, czy choćby na równi z innymi tekstami Magisterium takimi jak Katechizm, czy teksty liturgiczne. Sam przecież Józef Ratzinger, papież Benedykt XVI we wstępie do pierwszego tomu „Jezusa z Nazaretu” pisze, że należy te książki traktować jako głos w dyskusji naukowej dotyczącej właśnie tej Osoby, Jej historii, próby wydobycia na bazie Ewangelii przede wszystkim tego, co dzisiejszy badacz – umysł krytyczny – może powiedzieć o historii, w której objawia się Jezus jako Mesjasz i jako Syn Boga. Józef Ratzinger/Benedykt XVI zaprasza naukowców do dyskusji z przedstawionymi przez siebie poglądami. Taka dyskusja się odbywa w Niemczech, we Francji, we Włoszech, nieco mniej w Polsce. Choć kilku z biblistów i teologów odniosło się głębiej do poruszanych przez papieża tematów.

Z drugiej strony poglądy przedstawione Ratzingera/Benedykta XVI w Jezusie z Nazaretu są poglądami podzielanymi i przez biblistów, i przez teologów w Polsce, a przywoływana przez niego metoda historyczno-krytyczna w połączeniu z analizą teologiczną jest powszechnie przez nas stosowana. Nie było potrzeby żeby wszczynać jakieś dyskusje krytyczne, wymyślone ad hoc, żeby uprawiać polemikę z J. Ratzingerem/Benedyktem XVI dla samej polemiki.

Czym w ocenie ks. profesora jest recenzja Connelly’ego

Recenzja ta jest polemiką z interpretacją teologiczną faktu śmierci Jezusa na krzyżu, budowaną przez Lisickiego w oparciu o tekst Mt 27,25, ale nie poprzez wykazywanie błędu w rozumowaniu interpretacyjnym, co poprzez przytaczanie innych jeszcze tekstów biblijnych i wykazywanie, że jest ona niezgodna z nauczaniem Soboru Watykańskiego II, Katechizmu Kościoła Katolickiego i z książki Józefa Ratzingera/Benedykta XVI-go.

Czy interpretacja Lisickiego jest sprzeczna z nauczaniem Soboru i papieża Benedykta XVI?

Najpierw muszę odnotować pewne przestawienie porządku historycznego i porządku teologicznego, jakiego dopuszcza się recenzent. Najpierw przytacza on słowa kardynała Augustyna Bei, który podczas Soboru na temat „winy za śmierć Pana w porządku historycznym” utrzymywał, że „narodowi żydowskiemu jako takiemu – tak w czasach Chrystusa, jak i w naszych czasach – nie powinno się nigdy przypisywać winy, która nie jest ich winą”. I w następnym zdaniu recenzent stwierdza: „Lisicki dochodzi do innych wniosków i pisze: Mateusz wskazuje zatem, że odpowiedzialność spoczęła na całym Izraelu, nie na tym lub innym człowieku. Od tej pory, według autora pierwszej Ewangelii, żeby się zbawić, uwolnić od niewinnej krwi Jezusa, trzeba przystąpić do nowego Izraela, tego, który powołał Syn Człowieczy. W tym cytacie odnajdujemy dokładnie to rozumienie winy Żydów za ukrzyżowanie Chrystusa, które biskupi i papież odrzucili podczas Soboru Watykańskiego” – konkluduje recenzent (s. 24n). Otóż Lisicki nie pisze w tym fragmencie o „porządku historycznym”, o którym mówił kardynał Bea na Soborze, ale o porządku teologicznym – w ujęciu św. Mateusza. Przywoływany przez Lisickiego fragment z książki J. Ratzingera/Benedykta XVI nie przekreśla tej interpretacji, ale ją pogłębia. Zaiste, niewinna krew Jezusa nie woła o pomstę i karę, ale „jest pojednaniem”. Ona – właśnie jako „pojednanie” – jest tym nasieniem, z którego rodzi się nowy Lud Chrystusa-Mesjasza, Syna Człowieczego, w którym nie ma muru wrogości, ale pokój, bo wszyscy są „zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus” (por. Ef 2,11-20). Podobnie przywołane przez recenzenta za Benedyktem XVI teksty Rz 3,23-25, a także Mt 26,28 oraz 1,21 („On zbawi swój lud od jego grzechów”) nie przekreślają interpretacji teologicznej Mt 27,25, podanej przez Lisickiego. Przeciwnie, znacznie ją pogłębiają, ponieważ pokazują, w jaki sposób krew Jezusa, „Krew Przymierza” (Mt 26,28), tworzy tego nowego Izraela, który dzięki niej staje się uczestnikiem „nowego Przymierza” (por. Łk 22,20; 1 Kor 11,25). Aby powiększyć pomieszanie porządków, recenzent na końcu tego passusu dodaje, że „Benedykt (podobnie jak biskupi podczas Soboru Watykańskiego) zajmuje się również historycznym wymiarem tego zagadnienia” (s. 25). Polemizując zatem z teologiczną interpretacją tekstu Mt 27,25, podaną przez Lisickiego, recenzent w gruncie rzeczy przytacza nowe argumenty, które ją uzasadniają znacznie mocniej. Przecież wypowiadając słowa o „Krwi”, wylanej „za wielu” (Mt 26,28; Mk 14,24) i „za was” (Łk 22,20; por. 1 Kor 11,24 w odniesieniu do „Ciała”) Jezus w czasie ostatniej wieczerzy zwraca się właśnie do apostołów – synów Izraela, którzy stanowią fundament owej Reszty Izraela (nowego Izraela), o której pisze Lisicki na str. 358 (cytowanej w recenzji w przypisie 9). Czy recenzent nie zdaje sobie z tego sprawy…?

Dodajmy od razu, że występujący w tej formule (i najstarszym credo chrześcijańskim w 1 Kor 15,3b) przyimek hyper – tłumaczony przez polskie „za” – ma w tych tekstach NT-u podwójne znaczenie: „za” w sensie przyczynowym (i zastępczym) „z waszego powodu”, „w zastępstwie za…”; ale i „dla” w sensie celowym „dla dobra”, „na korzyść” (por. R. Penna, „Morì per i nostri peccati” (1 Cor 15,3b). Due categorie culturali intrecciate, w: Non mi vergogno del Vangelo, potenza di Dio (Analecta Biblica 200), Roma 2012, s. 199-219). Niewinna krew Jezusa nie ściąga przekleństwa śmierci na winnych jej przelania (w sensie historycznym i teologicznym), ale otwiera przed nimi drogę nowego Przymierza, drogę życia i zbawienia. Szeroko pisałem na ten temat w książce Pascha Jezusa odpowiedzią Boga na grzech świata. Eschatologiczna ofiara ekspiacji i nowego Przymierza, Wydawnictwo KUL, Lublin 2003 r. Rzecz jasna, potrzebne jest dobre i szczere rozpoznanie tej winy, bo może pogłębić wiarę w ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Jezusa jako PANA, jak pogłębiło wiarę gorliwego faryzeusza Pawła (por. Dz 22,3-8; Rz 10,9), obdarzonego przez Boga łaską objawienia i poznania Syna Bożego właśnie w ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Chrystusie, w Jego miłości obejmującej sprawców Jego śmierci tak w sensie historycznym jak i teologicznym (por. Ga 1,15-16).

Ewangeliści byli świadomi, że wypowiadane przez bohaterów Ewangelii słowa często nabierają w odniesieniu do osoby i dzieła Jezusa Chrystusa nieoczekiwanie innego znaczenia niż to, które historyczni rozmówcy mieli na myśli (np. Nikodem w J 3). W tym przypadku „cały lud” (rzecz jasna, że nie mógł to być „cały” w sensie historyczno-statystycznym) zebrany na dziedzińcu u Piłata z pewnością nie miał na myśli zbawienia przez krew Jezusa. To – jak pisze Lisicki – ewangelista Mateusz i Kościół apostolski widzi ten głębszy, teologiczny sens w przytoczonym wołaniu o śmierć Jezusa i w słowach o Jego krwi.

A jaką metodę w interpretacji Pisma świętego stosuje recenzent książki Lisickiego?

Jakkolwiek recenzent kilka razy przestrzega przed budowaniem interpretacji życia i śmierci Jezusa w oparciu o jeden, wyrwany z kontekstu fragment biblijny, to jednak swoje rozumienie relacji Kościoła do Żydów wywodzi wyłącznie w oparciu o List do Rzymian (rozdz. 9-11). Podaje racje, które są ważne dla interpretacji pism Pawłowych przez pryzmat Listu do Rzymian. Ale nie wszystkie. Nawet bowiem przyznając Listowi do Rzymian rolę „testamentu” Pawłowego, nie sposób wziąć w nawias (tak jak czyni to autor recenzji) wcześniejsze listy Apostoła. To tak jakbyśmy chcieli czyjeś życie zrozumieć w oparciu o sam testament, całkowicie niemal lekceważąc to, co mówił i czynił jako dojrzały człowiek. To wszystkie inne listy Pawła pozwalają zrozumieć, dlaczego Apostoł ten poświęca rozdz. 9-11 Listu do Rzymian sprawie zbawienia, które każdemu człowiekowi bez wyjątku daje śmierć i wyrastające z niej zmartwychwstanie Jezusa: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie” (Rz 10,9). Jest to tekst centralny w strukturze retorycznej, a więc kluczowy dla interpretacji całej sekcji Rz 9-11. To wydarzenie śmierci i zmartwychwstania Jezusa jest źródłem miłosierdzia: „Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim (czyli poganom i żydom) okazać miłosierdzie” (Rz 11,32; Ga 3,22; 6, 14-16).

Poza tym pomijając milczeniem inne teksty św. Pawła, uznane przez Kościół katolicki za kanoniczne, złamalibyśmy tę zasadę, której sam recenzent na wstępie tak mocno broni. Chodzi o regułę obligującą do całościowej lektury Pisma świętego, a tym bardziej pism jednego autora natchnionego, jeżeli chcemy odczytać jego teologię.

Przeciwdziałanie rodzeniu się wśród chrześcijan postaw wrogich wobec Żydów i judaizmu – na czym recenzentowi (ale i nam!) bardzo zależy – nie dokona się poprzez minimalizowanie jednych fragmentów NT-u i wyolbrzymianie innych, lecz przez rzeczowe dociekanie sensu historyczno-teologicznego każdego fragmentu, każdej księgi NT-u i całego Pisma ST i NT-u – z myślą o odkryciu całego przesłania, które z natury swej jest wielowymiarowe, ale nie sprzeczne, nie anty-żydowskie i nie wrogie wobec judaizmu. Przeciwnie, dopiero odkrycie tej harmonii wewnętrznej, jaka istnieje między pozornie odległymi tekstami Pisma świętego czy nawet w tzw. corpus Paulinum, pozwala zobaczyć całą dramaturgię historii zbawienia, poczynając od grzechu pierworodnego (Rdz 1-3) aż do sądu ostatecznego (Ap 21-22).

Czy potrzebne jest przypisywanie tożsamości etnicznej wszystkim tym, którzy doprowadzili do śmierci Jezusa?” – pyta recenzent, skoro Dietrich Hildebrand pisał w 1937 roku, że „każdy naród zachowałby się tak samo, jak zachowali się Żydzi oskarżeni o zabicie Jezusa” (s. 26). Dlaczego Lisicki jest tak bardzo zainteresowany właśnie odpowiedzialnością Żydów za śmierć Jezusa?

Bo to jest ważne pytanie! Właśnie książka dotyczy bardziej wnikliwego wejrzenia w działania „władz żydowskich wraz z ich zwolennikami” (jak recenzent określa odpowiedzialnych za wymuszenie na Piłacie wyroku śmierci dla Jezusa). Czy była to nieliczna grupka osób, które poczuły się zagrożone w swej po ludzku traktowanej władzy nad ludem Izraela, czy też chodzi o postawę wrogości względem Jezusa z Nazaretu ze strony stronnictw religijno-politycznych w czasie Jego publicznej działalności, decydujących o postawie Sanhedrynu, motywowanej z pozycji Tory i mającej na oku najwyższe dobro ludu, jak mówią arcykapłani i faryzeusze: „Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród” (J 11,48). A Kajfasz, „który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: «Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród” (J 11,49-50).

Przedstawiona w książce Lisickiego poprawna metodologicznie analiza rzeczywistości historycznej, którą odkrywamy w Ewangeliach, pomaga w lepszym zrozumieniu niezmiernie ważnego faktu, a mianowicie tego, że Kościół apostolski złożony niemal wyłącznie z judeo-chrześcijan dosyć wcześnie odłączył się od Synagogi, a Synagoga zaczęła wyłączać ze swej wspólnoty wierzących w Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, Syna Człowieczego i Mesjasza (por. J 9; 16,4). Gdyby powodem śmierci Jezusa były czysto ludzkie kalkulacje bądź ambicje i wady (fanatyzm) ówczesnej wąskiej grupy rządzącej życiem religijnym w Jerozolimie, to powyższy fakt nigdy by nie nastąpił. Nie miałyby też miejsca prześladowania wyznawców ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Jezusa jako Mesjasza i Syna Człowieczego, o czym pisze nie tylko św. Paweł w 1 Tes, ale praktycznie całe Dzieje Apostolskie i kilka razy wspomina o nich św. Jan w swojej Ewangelii. Nie powstałaby też w tradycji rabinicznej swoista „anty-Ewangelia”, która przeszła do Talmudu i aż do dzisiaj kształtuje postawy głęboko wierzących wyznawców judaizmu wobec Jezusa i chrześcijan. Można o niej się dużo dowiedzieć z książki ks. Mirosława Stanisława Wróbla Jezus i jego uczniowie w Talmudzie (Wydawnictwo KUL 2013), w której autor przedstawia teksty, poddając je analizie krytyczno-historycznej, kontekstualnej i teologicznej – z myślą o intensyfikacji dialogu między współczesnymi wyznawcami chrześcijaństwa i judaizmu. Książka ta pozwala zrozumieć, dlaczego dla Żyda wychowanego na tekstach Talmudu chrześcijanin jest po prostu wyznawcą idola, bałwochwalcą, czyli kimś kto zasługuje tak jak poganie na lekceważenie.

Dlaczego takie książki są potrzebne?

Pojawianie się takich książek, które przybliżają nam czas pierwszego wieku, czas działalności Jezusa z Nazaretu, reakcji świata żydowskiego na jego działalność, na jego nauczanie, na jego śmierć i zmartwychwstanie, na działalność apostołów tylko pomoże nam przezwyciężyć pewne lęki czy obawy, które na samym początku były zrozumiałe. Wtedy jeszcze obydwie religie mało się znały, czy precyzyjnie nie rozumiały. To tak jak w rodzinie, kiedy dochodzi do podziału, ale po latach, dziesięcioleciach jest się w stanie spojrzeć na siebie zupełnie inaczej i zobaczyć głębiej. To może z powodu lęku przed spojrzeniem głębiej w historię, zgodnie z najnowszymi badaniami historyczno-krytycznymi, ta „mentorska” tonacja w tej recenzji. Dotyczy też ona mojej osoby, ale tego wątku nie chciałbym rozwijać. Moje publikacje naukowe i działalność mająca na celu intensyfikację autentycznego apostolatu biblijnego zgodnie z nauczaniem Soboru Watykańskiego II, Synodu o Słowie Bożym w życiu i misji Kościoła oraz z nauczaniem Jana Pawła II oraz Benedykta XVI są dobrze znane w Polsce, a nawet poza Polską.

Ale już całkiem niezrozumiała jest chęć, jaką zdradza recenzent, nie przypisywania tożsamości etnicznej wszystkim tym, którzy doprowadzili do śmierci Jezusa, a więc i odpowiednim kręgom żydowskim i władzom rzymskim w Palestynie tamtego czasu. To tak jakby chciało się powiedzieć, że nie jest istotne, gdzie i w jakim narodzie Jezus Chrystus się narodził, gdzie żył i nauczał. Bo wtedy łatwo przekształcić go z postaci historycznej w postać mityczną, w Ideę – a świadectwa zakorzenionej w historii wiary w Niego jako Mesjasza oczekiwanego przez Izraela i Zbawiciela świata (Ewangelia) w mitologię albo ideologię.

Recenzja kończy się przywołaniem cytatu, w którym Lisicki pisze: „można by powiedzieć, że Prawo skompromitowało się przez wydanie wyroku na Chrystusa. Końcem Prawa (…) był wyrok śmierci na Mesjasza. Tak przynajmniej rozumiał to Paweł i jego odbiorcy”. Recenzent stwierdza: „zdecydowanie nie takie było rozumienie Pawła” i przytacza spory w Kościele apostolskim, czy chrześcijanie powinni być obrzezani. Jak św. Paweł rozumie rolę Prawa w odniesieniu do Chrystusa, a ostatecznie do zbawienia?

Akurat św. Paweł w tej materii miał zdecydowanie jasny pogląd, który wyłożył tak w Liście do Galatów jak i w Liście do Rzymian: chrześcijanin, który spełniałby czyny wynikające z Tory kultowej (obrzezanie, święta, prawo czystości rytualnej) i z przepisów jako narzędzia własnego zbawienia, negowałby wartość zbawczą krzyża i zmartwychwstania Chrystusa: „A jednak przeświadczeni, że człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa, by osiągnąć usprawiedliwienie z wiary w Chrystusa, a nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, jako że przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków nikt nie osiągnie usprawiedliwienia. (…) Tymczasem ja dla Prawa umarłem przez Prawo, aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża” (Ga 2,16.19). Apostoł i chrześcijanie, do których pisze, umarli dla Prawa kultowego i dla Prawa przepisów. Żyd, który staje się chrześcijaninem jak Paweł, „umarł dla Prawa”. Ono skończyło swą rolę względem niego: „teraz Prawo straciło moc nad nami, gdy umarliśmy dla tego, co trzymało nas w jarzmie, tak że możemy pełnić służbę w nowości Ducha, a nie według przestarzałej litery” (Rz 7,6). Prawo jako pedagog prowadzący do Chrystusa pełniło ważną rolę, ale ograniczoną w czasie. Nie znika dlatego, że wypełniło swą rolę, ale po doprowadzeniu choćby paradoksalnie (jak Szawła) do Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, ma inną funkcję. Owszem świadczy ono o miłosierdziu Boga, ale nie jest narzędziem zbawienia, bo nie daje Ducha (por. Ga 4,4-7; 5,2-6.22-25). Przyjście usprawiedliwienia przez wiarę oznacza przełom w historii zbawienia: rola Prawa zmienia się w zależności od etapu historii zbawienia: „Lecz Pismo poddało wszystko pod władzę grzechu, aby obietnica dostała się na drodze wiary w Jezusa Chrystusa tym, którzy wierzą. Do czasu przyjścia wiary byliśmy poddani pod straż Prawa i trzymani w zamknięciu aż do objawienia się wiary. Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą, który miał prowadzić ku Chrystusowi, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie. Gdy jednak wiara nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy. Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi – w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,22-28).

Apostoł w poruszający sposób mówi o swoich rodakach odrzucających usprawiedliwienie w Chrystusie: „Bracia, z całego serca pragnę ich zbawienia i modlę się za nimi do Boga. Bo muszę im wydać świadectwo, że pałają żarliwością ku Bogu, nie opartą jednak na pełnym zrozumieniu. Albowiem nie chcąc uznać, że usprawiedliwienie pochodzi od Boga, i uporczywie trzymając się własnej drogi usprawiedliwienia, nie poddali się usprawiedliwieniu pochodzącemu od Boga. A przecież kresem (telos) Prawa jest Chrystus, dla usprawiedliwienia każdego, kto wierzy” (Rz 10,1-4). Użyty tu rzeczownik telos, odnoszący się do Chrystusa, znaczy wypełnienie, które kładzie kres pełnionej wcześniej przez Prawo funkcji pedagoga. Rzecz jasna, dla każdego, kto uwierzył już w Jezusa Chrystusa! W ujęciu Lisickiego: „dla Pawła i dla jego odbiorców”.

Prawo nie usprawiedliwia, bo nie ma w nim mocy usprawiedliwiającej (przeistaczającej) człowieka-grzesznika i śmiertelnika, czyli mocy Ducha, która ożywia umarłych. Ta moc ma swoje źródło w krzyżu i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Tylko w Jezusie Chrystusie jest zmartwychwstanie jako wydarzenie otwarte dla każdego, kto ku Niemu się zwraca w wierze.

W świetle nauczania pawłowego Tora rozumiana jako przepisy Prawa (zwłaszcza kultowe, ale nie tylko) nie jest narzędziem zbawienia dla tych, którzy przyjmują Ewangelię o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. A o tych, którzy pozostają pod Prawem apostoł pisze: „z uczynków Prawa żaden człowiek nie może dostąpić usprawiedliwienia w Jego oczach. Przez Prawo bowiem jest tylko większa znajomość grzechu” (Rz 3,20). Usprawiedliwienie polegające na udziale w życiu Boga jest Jego darem. Wystrzeganie się grzechu może wprawdzie do usprawiedliwienia predysponować, ale udzielenie go jednak zawisło od swobodnego daru Boga – od Jego Łaski, którą On sam ofiaruje każdemu człowiekowi w ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Jezusie Chrystusie (por. Rz 5,20-21; 6,23). To czego „święte, sprawiedliwe i dobre Prawo” (Rz 7,12) nie mogło dać człowiekowi, ponieważ słaba ludzka natura „czyniła je bezsilnym, tego dokonał Bóg. On to zesłał Syna swego w ciele podobnym do ciała grzesznego i dla usunięcia grzechu wydał w tym ciele wyrok potępiający grzech, aby to, co nakazuje Prawo, wypełniło się w nas, o ile postępujemy nie według ciała, ale według Ducha” (Rz 8,3-4). Duch oznacza tu Ducha Świętego i nadprzyrodzone dary oraz postawę przez Niego ukształtowaną, postawę naśladowania miłości Chrystusa (por. Rz 8,14-17, Ga 5,22-23). Apostoł od momentu poznania ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa uznaje swoją sprawiedliwość legalną (opartą na przestrzeganiu Prawa) za nic nie znaczącą: „I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim – nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze – przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych” (Flp 3,8-11).

A co z przymierzem Boga z Żydami?

Lisicki nie pisze, że skoro Prawo się skończyło dla „Pawła i jego odbiorców”, to „skończyło się Boże przymierze z Żydami”, jak to przypisuje mu recenzent. Czyni to pewnie dlatego, aby natychmiast skonstatować: „Trudno wyobrazić sobie większą sprzeczność niż ta, jak zachodzi między papieskim nauczaniem a interpretacją Lisickiego, który praktycznie stwierdza, że istnienie Żydów jest bezcelowe” (s. 27). Tu mamy najlepszy przykład wpisywania przez recenzenta w książkę Lisickiego tego, czego w niej po prostu nie ma, a co jest w wyobraźni piszącego recenzję. Owszem, św. Paweł podkreśla, że dla wierzących w Jezusa Chrystusa, jeżeli wcześniej byli wyznawcami judaizmu i z wielką żarliwością wypełniali Torę kultową jak on przed nawróceniem i powołaniem na drodze do Damaszku, dalsze jej praktykowanie jest bezcelowe, a nawet byłoby odejściem od krzyża i zmartwychwstania Pana.

Dla jasności dodajmy, że św. Paweł nie zabrania swoim braciom-Żydom, którzy nie uwierzyli w Jezusa z Nazaretu jako ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Mesjasza, żyć dalej według Tory kultowej i Tory złożonej z przepisów dotyczących tzw. „identity markers” Izraela (por. A. Gieniusz, Identity markers czy solus Christus – o co toczy się bój w Pawłowej nauce o usprawiedliwieniu przez wiarę?, w: „Duch i Oblubienica mówią: „Przyjdź”, Warszawa, wyd. Vocatio, 2001)jak on przed nawróceniem i powołaniem na drodze do Damaszku – jak on przed nawróceniem i powołaniem na drodze do Damaszku – cieszyć się dalej ważnym przymierzem z Bogiem. Napełnia go jednak wielkim bólem fakt, że nie otrzymali oni łaski wiary w Chrystusa: „Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, potwierdza mi to moje sumienie w Duchu Świętym, że w sercu swoim odczuwam wielki smutek i nieprzerwany ból. Wolałbym bowiem sam być pod klątwą odłączony od Chrystusa dla zbawienia braci moich, którzy według ciała są moimi rodakami. Są to Izraelici, do których należą przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice” (Rz 9,1-4).

Współcześni znawcy pism świętego Pawła dokonują ważnego rozróżnienia: „pierwsze Przymierze pozostaje ważne, ale jedynie nowe Przymierze zbawia. Lud Izraela jest powołany, aby uwierzyć w Chrystusa i razem z wierzącymi spośród narodów pogańskich tworzyć prawdziwy lud Boży” (Udo Schnelle, Le présent du salut, w: Paul, une théologie en construction (red. A. Dettwiller; J-D. Kaestli; D. Marguerat) w serii: Le monde de la Bible 51, wyd. Labor et fides, Genève 2004, s. 341n).

To dlatego św. Paweł wyraża głęboką nadzieję, że ostatecznie „cały Izrael będzie zbawiony” (Rz 11,26), gdy Bóg w nieznany mu sposób okaże im swe miłosierdzie (Rz 11,31-32) i wypełni proroctwo Jeremiasza mówiące: „I to będzie moje z nimi przymierze, gdy zgładzę ich grzechy” (Jr 31,34). Dodajmy, że Jeremiasz zapowiada w tym tekście nowe Przymierze: „Oto nadchodzą dni – wyrocznia Pana – kiedy zawrę z domem Izraela i z domem judzkim nowe przymierze. Nie jak przymierze, które zawarłem z ich przodkami, kiedy ująłem ich za rękę, by wyprowadzić z ziemi egipskiej. To moje przymierze złamali, mimo że byłem ich Władcą – wyrocznia Pana. Lecz takie będzie przymierze, jakie zawrę z domem Izraela po tych dniach – wyrocznia Pana: Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem. I nie będą się musieli wzajemnie pouczać jeden mówiąc do drugiego: „Poznajcie Pana!”. Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie – wyrocznia Pana, ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał»” (jr 31,31-34). Do tego tekstu Jeremiasza nawiązuje Jezus w czasie ostatniej wieczerzy mówiąc: „Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za (i dla) was będzie wylana” (Łk 22,20).

Szkoda, że recenzja w gruncie rzeczy jest polemiką z tym, co według recenzenta Lisicki miałby sugerować swoim czytelnikom. Przyznam, że sugestie te – w mojej ocenie – są dosyć sprytnie wpisywane przez recenzenta w wybrane passusy książki Lisickiego. Dlatego warto przeczytać całą książkę, aby lepiej zdać sobie sprawę z historycznej nade wszystko dramaturgii tego jedynego wydarzenia zbawczego, jakim jest śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu „za i dla (hyper) was” i „za i dla (hyper) wielu”!

Rozmawiał Tomasz Rowiński

Za: Fronda.pl (29.10.2013)

Skip to content