- Bibula – pismo niezalezne - https://www.bibula.com -

Czy „szczególni goście z Meksyku” mają jakieś specjalne prawa?

Na gdyńskiej plaży doszło do awantury pomiędzy załogą meksykańskiego żaglowca „Cuauhtemoc” a kibicami chorzowskiego Ruchu, którzy przyjechali na mecz z miejscową Arką. Media głównego (czy też, jak chcą niektórzy, mętnego) nurtu od razu, bez sprawdzenia faktów i przyczyn całego zdarzenia, wprowadziły swoją narrację oczerniającą fanów futbolu, przedstawiającą ich jako agresywnych bandytów i troglodytów szukających zaczepki, którzy zaatakowali Bogu ducha winnych żeglarzy tylko dlatego, że mieli inny kolor skóry i pochodzili z obcego kraju. „Kibole Ruchu pobili załogę meksykańskiego żaglowca” – brzmiał wczoraj alarmujący przekaz medialnych szczekaczek, do którego doczepiono „relacje” ludzi twierdzących, że kibice prowokowali, że byli pijani, że policja nie reagowała…

Marynarze z „ Cuauhtemoca” zaczepiali plażowiczki i obrażali korzystających ze słońca kibiców. W końcu któryś z nich nie wytrzymał i doszło do szarpaniny, która przerodziła się w bójkę.

„Na plażę wpadło kilkuset kiboli Ruchu Chorzów, widziałem też kilku Arki Gdynia, wszyscy od początku byli agresywni, zaczepiali ludzi, nagle wypatrzyli marynarzy z meksykańskiego żaglowca i zaczęli ich atakować, bić, wyzywać – mówi nam pan Marcin, jeden z plażowiczów” – napisał na swoich stronach internetowych tabloid „Fakt”.

„Marynarze opalali się na plaży, kiedy nagle napadła ich grupa prawdopodobnie pijanych, półnagich mężczyzn, z szalikami Ruchu Chorzów. Kibice z Chorzowa przyjechali do Gdyni na niedzielny mecz ich drużyny z Arką w Pucharze Polski. Agresorzy mieli gonić Meksykanów, krzycząc za nimi: “Brudasy!”, “Czarnuchy!”.” – to relacja „Gazety Wyborczej”.

„Kibole Ruchu zrobili regularne polowanie na chłopców z Meksyku” – alarmował kanał TVN24 a Radio Gdańsk lamentowało: „Do bójki doszło na plaży miejskiej Śródmieście w Gdyni. Działa się ona na oczach innych plażowiczów, którzy chcieli pomóc, ale w tej sytuacji byli bezsilni. Jak mówią, na plaży było kilkuset kiboli w niebieskich koszulkach. Na jednego marynarza rzucało się kilkudziesięciu pseudokobiców. Plażowicze bali się interweniować, jedno co mogli zrobić, to powiadomić policję, która ich zdaniem, nie przyjeżdżała”.

Medialną narrację przejęli politycy, którzy nie pofatygowali się by sprawdzić fakty, tylko z miejsca uznali chorzowskich kibiców za sprawców całego zdarzenia.

Prezydent Gdyni, Wojciech Szczurek, powiedział wprost: „Nasi goście z Meksyku są gośćmi szczególnymi, zawsze serdecznie witanymi. Tak było i będzie. Nie pozwolimy, by jakiekolwiek wybryki bandyckie przekreśliły, czy utrudniały tę przyjaźń”.

Bartłomiej Sienkiewicz podczas konferencji prasowej również całą winę za zajścia zwalił na kibiców ze Śląska: „Dla mnie kluczowe pytanie w tej sprawie brzmi: jak to się stało, że kibole znaleźli się na plaży wśród normalnych ludzi. Tu nie chodzi o politykę, bo niektórzy z państwa mogą uważać tych ludzi za patriotów. Chodzi raczej o pewien rodzaj zdziczenia obywateli polskich. musimy ich socjalizować, a jeżeli się nie da, to socjalizować siłą”.

Od fanów swojej drużyny odcięli się również działacze chorzowskiego klubu, którzy napisali w oświadczeniu: „Mamy nadzieję, że ani klub, ani jego prawdziwi kibice nie będą w żaden sposób utożsamiani z tymi wydarzeniami. Od wielu lat z zaangażowaniem propagujemy pozytywny i zgodny z literą prawa doping i inicjujemy kampanie społeczne popularyzujące futbol. Niestety, szeroko opisywane przez media, negatywne zachowanie grupy pseudokibiców nie tylko godzi w dobre imię klubu, ale także stawia w złym świetle całe środowisko piłkarskie”.

Przekaz jest jasny: kibice to bandyci, których należy izolować od „normalnej” części społeczeństwa, zagrożenie dla porządku publicznego i wstyd dla Polski.

A co wynika z analizy obecnie znanych faktów?

Po pierwsze: to kibic ze Śląska trafił do szpitala z ranami kłutymi klatki piersiowej a nie, jak wstępnie ogłosiły media, Meksykanin. Już ten fakt świadczy o tym, że media przeinaczały rzeczywistość i dostosowywały ją do swojej redakcyjnej linii nakazującej przedstawiać kibiców w jak najgorszym świetle. Fakt ugodzenia kibica nożem może (acz nie musi) potwierdzać wersję, że kibice stanęli w obronie zaczepianej kobiety.

Po drugie: nagrania z monitoringu udostępnione przez policję również nie pozostawiają wątpliwości. Marynarze z „ Cuauhtemoca” zaczepiali plażowiczki i obrażali korzystających ze słońca kibiców. W końcu któryś z nich nie wytrzymał i doszło do szarpaniny, która przerodziła się w bójkę.

Po trzecie wreszcie: Mariusz Sokołowski, rzecznik komendanta głównego policji, twierdzi, że w bójce brało udział trzydzieści osób i to Meksykanie, bez żadnych wątpliwości, ją sprowokowali: „Ze wstępnych ustaleń wynika, że siedmiu Meksykanów zaczepiało ludzi na plaży, a kiedy zaczepili kibiców doszło do utarczek słownych, szarpaniny i bijatyki z użyciem groźnych przedmiotów takich jak potłuczone butelki”.

Drodzy państwo „dziennikarze”, czy kibice usłyszą z waszych złotych i faktotwórczych ust słowo „przepraszam”? Czy w ramach sprostowania napiszecie, że stanęli w obronie zaczepianej i obrażanej kobiety? Czy jesteście gotowi przyznać się do błędu i ponieść jego konsekwencje?

Panie prezydencie Szczurek, czy „szczególni goście z Meksyku” mają jakieś specjalne prawa? Czy do tych praw zalicza się obrażanie kobiet i zaczepianie ludzi? A może, pańskim zdaniem, to kobieta, która odepchnęła „specjalnego gościa” sprowokowała bijatykę zachowując się ksenofobicznie i rasistowsko? Na jakiej podstawie gości zagranicznych nazywa pan „szczególnymi”? Czy nasi rodzimi turyści odwiedzający miasto, którego jest pan chwilowo gospodarzem, są gośćmi niższej kategorii?

Panie ministrze Sienkiewicz, proszę mi zdefiniować pojęcie „normalnego ludzia”. Czy fani piłki nożnej nie spełniają definicyjnych norm? Jakie cechy i właściwości uprawniają „ludzia” do wstępu do miejsc publicznych? A może kibiców powinno się ich pozamykać w klatkach w ramach „socjalizowania siłą” i pokazywać za pieniądze? A’propos „socjalizowania siłą”: proszę mi wskazać przepis prawny zezwalający organom państwa na przymusową reedukację wybranych grup społecznych. A może zapragnął pan był sięgnąć do najlepszych (chińskich i północnokoreańskich) wzorców?

A Wy, drodzy moi szanowni Czytelnicy, zanim następnym razem dacie wiarę medialnym doniesieniom weźcie sobie zimny prysznic i poczekajcie na fakty, nie te prasowe ale te, bardzo przepraszam panią profesor od języka polskiego, autentyczne. Albo lepiej – poświęćcie trochę czasu by owe fakty znaleźć, bo w maistreamowych mediach raczej ich nie znajdziecie. Wczorajszy przekaz zaserwowany przez media to bowiem nic innego jak kłamstwo, manipulacja i oczernianie ludzi, czyli – mówiąc kolokwialnie – dupa zbita, Meksyk w gruzach, pic na wodę i fotomontaż. Wstyd, panowie dziennikarze, wielki wstyd. Wbijcie sobie do swoich zaczadzonych łepetynek, że fakty i rzetelność ZAWSZE są ważniejsze od „linii redakcyjnej” a prawda, mimo nauk dr Goebbelsa, i tak zawsze – prędzej czy później – wyjdzie na jaw. A wy, drodzy moi, wyjdziecie za to na durniów.

Alexander Degrejt i Monika Nowak

Za: Fronda.pl (20.08.2013)

Kto zaczął?

Sprawą wyjaśnienia bójki na gdyńskiej plaży zajmuje się prokurator Witold Niesiołowski, który został niedawno uniewinniony przez sąd dyscyplinarny z zarzutu niewłaściwego nadzoru nad sprawą Amber Gold

Stowarzyszenie Kibiców Ruchu Chorzów „Niebiescy” twierdzi, że niedzielną bójkę na plaży w Gdyni wywołali meksykańscy marynarze, którzy zaczepiali kobiety. Relacja kibiców jest zbieżna z tym, co widać na policyjnym monitoringu.

Potwierdzają to też wypowiedzi świadków, które można znaleźć w internecie. Meksykanie czuli się bezkarni, zaczepiali plażowiczki. Jedna z kobiet odepchnęła mężczyznę, który w reakcji uderzył ją w twarz. W obronie kobiety stanął kibic Ruchu Chorzów; został pchnięty nożem w klatkę piersiową i zaatakowany przez grupę Meksykanów. Wtedy do akcji wkroczyła grupa kibiców Ruchu. Policja nie dementuje tego scenariusza.

Prokurator Witold Niesiołowski z Prokuratury Okręgowej w Gdyni przyznał, że wstępnie uznano, że stroną atakującą byli obywatele polscy, natomiast Meksykanom przypisano status pokrzywdzonych. W czerwcu tego roku Niesiołowski został uniewinniony od dyscyplinarnego zarzutu niewłaściwego nadzoru nad sprawą Amber Gold w czasie, gdy był szefem Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz.

Po kuriozalnym występie szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza funkcjonariusze koniecznie chcą ustalić, czy przed zdarzeniem Meksykanie i Polacy przekomarzali się i czy Polacy byli przypadkiem głośniejsi. MSW szuka dowodów na to, że to Polacy zaatakowali marynarzy, których zażarcie bronią meksykańscy dyplomaci. Dwóch kibiców zostało już oskarżonych o pobicie i udział w zbiegowisku, natomiast dwóch meksykańskich marynarzy ma status pokrzywdzonych, choć na nagranych telefonami komórkowymi filmikach widać, jak pijani Meksykanie szarpią się z policjantami.

W poniedziałek policja zatrzymała 29-letniego mieszkańca Rudy Śląskiej, którego przetransportowano na Wybrzeże, by tam postawić mu zarzuty. Takie informacje przedstawiła wczoraj Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku.

– Ta sytuacja może się zmienić, ale na chwilę obecną mamy takie informacje. Oprócz analizy zapisu monitoringu szukamy świadków zajść na plaży – informuje sierżant sztabowy Marcin Sienkiewicz z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej w Gdańsku.

– Policja powinna zainterweniować dużo wcześniej, gdy po raz pierwszy była informowana o tym, że może stać się coś niebezpiecznego. Takie sygnały były i zostały zignorowane, tak relacjonują świadkowie – komentuje Mariusz Błaszczak, szef Klubu Parlamentarnego PiS. Z policyjnego monitoringu wynika, że awanturę prowokowali i rozpoczęli Meksykanie. W ruch poszły niebezpieczne narzędzia: noże i potłuczone butelki od piwa. – Dlatego najważniejsze będzie ustalenie na podstawie relacji świadków, kto zaczął, czy zaczęło się od utarczek słownych i kto je rozpoczął – podkreśla Sienkiewicz.

Komendant Główny Policji Marek Działoszyński polecił odwołanie zastępcy komendanta miejskiego w Gdyni nadkom. Marcina Potrykusa, zarzucając mu niewłaściwe zabezpieczenie meczu Ruch Chorzów – Arka Gdynia. Działoszyński uważa, że mimo dużych sił policyjnych nie wysłano prewencyjnie patroli na plażę.

Kibice zaprzeczają

Wczoraj, w specjalnym oświadczeniu swoją relację przedstawili kibice skupieni w Stowarzyszeniu Kibiców Ruchu Chorzów „Niebiescy”. Jest ona zbieżna z tym, co widać na materiałach policyjnych z monitoringu. Kibice i marynarze przebywali na gdyńskiej plaży od wczesnego ranka. „Przez ten czas nie dochodziło do zakłócenia porządku. Iskrą zapalną zaistniałej sytuacji przed zbliżającą się godziną zbiórki kibiców było niewybredne zaczepianie, a w efekcie uderzenie w twarz kobiety przez jednego z meksykańskich marynarzy” – relacjonuje Stowarzyszenie.

To wtedy w obronie kobiety miał stanąć jeden z kibiców, który został ugodzony nożem.

Policja uchyla się od odpowiedzi na pytanie o ten fragment sekwencji wydarzeń. – Przesłuchujemy świadków zdarzenia. To nie koniec naszej pracy – ucina sierżant Sienkiewicz.

Oliwy do ognia dolał jeszcze, kolejny już w tym roku, występ ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. – Dla mnie kluczowe pytanie brzmi: jak to się stało, że kibole znaleźli się wśród normalnych ludzi na tyle godzin, bo to jest, prawdę mówiąc, podstawowy problem? – stwierdził w poniedziałek. W jego ocenie, należy „separować te środowiska od normalnych obywateli Polski”, a zachowanie kibiców Ruchu nazwał „zdziczeniem części obywateli polskich”. – Jeśli się nie da, to zsocjalizować siłą, być może sięgając po nowe narzędzia prawne – ciągnął Sienkiewicz.

Najbardziej zaskakuje jednak twierdzenie, że nie interesuje go, kto wszczął bójkę. – Od rana dochodziło do incydentów na plaży z udziałem kibiców. Nie będę rozstrzygał, kto kogo pierwszy popchnął i kto kogo pierwszy obraził – dodał minister.

Zastępca komendanta pomorskiej policji wszczął kontrolę, która ma wyjaśnić, czy funkcjonariusze reagowali na czas. Świadkowie mówili, że policjanci – mimo wezwań – przyjechali zbyt późno.

Zdaniem opozycji, reakcja Sienkiewicza jest kuriozalna i kompromitująca. – Minister tropi rzekomych faszystów, zamiast zająć się zapewnieniem bezpieczeństwa. To jest miara niekompetencji – podkreśla Błaszczak.

Meksykańskie MSZ w specjalnym komunikacie potępiło „atak na 57 meksykańskich marynarzy” na plaży w Gdyni, apelując o ukaranie winnych. Polska ambasador w Meksyku Anna Niewiadomska została wezwana na dywanik, a Ambasada Meksyku w Warszawie przekazała notę dyplomatyczną, w której poprosiła „o interwencję w celu zapewnienia, że odpowiednie władze określą, kto jest odpowiedzialny za ten godny ubolewania incydent oraz o ukaranie winnych”.

– Rozumiem reakcję władz Meksyku, które bronią swoich obywateli. Nie rozumiem jednak postawy władz polskich. Także w przypadku incydentów wcześniejszych, kiedy siostry Radwańskie były w wulgarny sposób wyzywane podczas meczu tenisowego w Izraelu. Wówczas minister Sikorski nie zareagował – podkreśla Mariusz Błaszczak.

Maciej Walaszczyk

Za: Nasz Dziennik, Środa, 21 sierpnia 2013, Nr 194 (4733)