Franciszek i bokser z Florencji

Św. Franciszek to najbardziej chyba zmitologizowana postać w historii Kościoła. Tak jak ze średniowiecza, epoki rozkwitu uniwersytetów, czasu wystrzeliwania w niebo wspaniałych katedr, wobec których niczym są cuda całej późniejszej architektury, czyni się epokę zacofania i ciemnoty, tak i z tego wielkiego duchem i charakterem człowieka czyni się wyblakłego i przesłodzonego „patrona ekologów”, przyjaciela ptaszków i roślinek, dobrotliwego włóczęgę przypominającego współczesnego hippisa. Ten wyjątkowy fałsz trzeba surowo piętnować, jak czyni to włoski historyk, przypominając, że św. Franciszek „nie był prekursorem teologii wyzwolenia, ani też heroldem chrześcijaństwa przesłodzonego, uproszczonego, ekologiczno – pacyfistycznego” (prof. Franco Cardinali).

Oto, co na temat prawdziwego św. Franciszka można znaleźć w jego życiorysie napisanym przez jego współbrata, Tomasza z Celano:

„Ze wszystkich rodzajów ludzi występnych najbardziej brzydził się oszczercami. Mawiał o nich, że noszą jad na języku… Jednego razu słysząc, jak pewien brat oczerniał innego brata, zwrócił się do brata Piotra Cattani, swego wikariusza, i wypowiedział to straszne słowo: >Przyjdą na zakon złe czasy, jeśli nie poskromi się oszczerców. Szybko zacuchnie choćby najprzyjemniejszy zapach wielu, jeśli nie zamknie się gęby śmierdzielom. Wstań, wstań, pilnie zbadaj sprawę, i gdy stwierdzisz, że oskarżony brat jest niewinny, ujawnij oskarżyciela wobec wszystkich, poddając go ciężkiej karze! A jeśli ty sam nie zdołasz go ukarać, wydaj go w ręce boksera z Florencji<. (Mianowicie brata Jana z Florencji, człowieka wielkiego wzrostu i ogromnie silnego, nazywał bokserem)”. („Źyciorys drugi świętego Franciszka z Asyżu”)

Ten cytat podaję za Vittorio Messorim, który nie waha się bronić św. Franciszka przed kłamcami i manipulatorami dodając do tego „kwiatka” także i kilka innych faktów z jego biografii, ukazujących go bynajmniej nie jako postać łagodnego obdartego mnicha „dialogującego” z muzułmanami, ale młodego silnego człowieka, który „wiele razy próbował dotrzeć na Wschód, z wyraźnym celem poniesienia męczeństwa. Nie szedł tam, by szerzyć idee pokojowe, lecz by głosić Ewangelię w sposób tak oczywisty, że zasłużyłby na śmierć z rąk niewiernych” (V. Messori, „Przemyśleć historię”). Messori przypomina, że pierwszymi męczennikami epoki św. Franciszka są św. Daniel i towarzysze, którzy ponieśli okrutną śmierć wkrótce po odejściu Świętego. „…mimo ostrzeżeń władz islamskich nie chcieli słyszeć o >dialogu< i próbowali nawrócić każdego, kto trafił na nich…”

Józef Chełmoński - Krzyż

Józef Chełmoński – Krzyż

Włoski pisarz przytacza też prawdziwy, a nie zmistyfikowany, twardy dialog, jaki toczył się w namiocie sułtana Malika al-Kamila, gdy w końcu św. Franciszkowi udało się dotrzeć na Wschód, wraz z piątą wyprawą krzyżową.  „Seraficki” święty po zdecydowanej i bezlitosnej wymianie zdań w kwestii Prawdy, odezwał się do sułtana w te słowa:

„…Jezus chciał nas pouczyć, że choćby jakiś człowiek był dla nas przyjacielem lub krewnym, lub nawet był nam drogi jak źrenica oka, musimy być gotowi oddalić go, wyrwać z korzeniami z naszego otoczenia, gdyby próbował oddalić nas od wiary i miłości naszego Boga. Dlatego właśnie chrześcijanie postępują słusznie, kiedy zajmują wasze ziemi i walczą z wami, wy bowiem bezcześcicie imię Chrystusa i staracie się oddalić od religii tylu, ilu tylko możecie. Gdybyście natomiast chcieli poznać, wyznawać i czcić Stwórcę i Odkupiciela świata, kochalibyśmy was jak siebie samych!”  (Przebieg rozmowy zanotował brat Iluminat, obecny przy niej).

W tym miejscu warto zapytać, czym naraził się Ojciec Święty Franciszek zjednoczonym siłom malkontentów z lewa i z prawa,  że początek jego pontyfikatu, a nawet już sam moment ogłoszenia jego nazwiska na zakończenie konklawe, wywołał tak  gwałtowne sprzeciwy, maskowane nierzadko tylko z lekka – szczególnie po prawej stronie – troską o Kościół ? Głos ten rozległ się niczym potężny dzwon wzywający katolików i wszystkich „ludzi rozumnych” na trwogę. I rozbrzmiewa do dziś świętym oburzeniem, przykładami „wykroczeń” kardynała i papieża Bergoglio oraz niewesołymi obrazami przyszłości Kościoła pod jego rządami, albo też cicho szemrze wymownymi westchnieniami i aluzyjnymi napomknieniami, że nie ma się czego spodziewać… Mają one wszystkie jedną cechę szczególną: gdyby wziąć je do ręki i wycisnąć, nie zostałoby nic oprócz wody. I to bynajmniej nie święconej.

O obmawianiu papieża Franciszka przez lewicowe media nie ma co wspominać, to standard, ale wywoływanie wśród katolików nerwicy na tle przyszłych skutków tego pontyfikatu (nieznanych przecież jeszcze nikomu!) jest zjawiskiem na tyle wyjątkowym – zwłaszcza w Polsce, gdzie przywiązanie i miłość do papieża i papiestwa była i jest czymś powszechnym – że warto przypatrzeć się mu z bliska.

Ów ciąg spodziewanych negatywnych następstw – jeśli nie katastrof – obecnego pontyfikatu uruchomiony został w wyobraźni autorów krytycznych ocen Ojca Świętego zaraz po przeprowadzeniu kampanii medialnej (który to już raz?), z jakiej wynikać miało, że Kościół cierpi na nieuleczalną chorobę opanowania go przez lobby dotknięte dewiacją na tle seksualnym, i w zasadzie nie ma co już zbierać po inwazji zła, które sparaliżowało go od środka.

Jeżeli jeszcze się trzyma, to chyba tylko dzięki jego oddanym przyjaciołom, publicystom katolickim, dźwigającym go niczym atleci i napominającym – z braterską miłością – że powinien dokonać aktu totalnego oczyszczenia (czyli najlepiej samorozwiązania, bo sprawy za daleko zaszły). O prawdziwych przyczynach kryzysu Kościoła tego typu krytycy milczą. Rozliczanie papieża z przeszłości, wydobywanie z niej oderwanych faktów, a zarazem przemilczanie prawdziwego źródła kryzysu, jakim jest nadszarpnięcie doktryny – a w wielu krajach i na wielu uczelniach katolickich odejście od niej –  jest  nieuczciwością.

Tymczasem rozpromieniony energiczny Argentyńczyk w białej sutannie  –  jakby nic sobie nie robiąc z wieści na swój temat  – zaczął panowanie od przypomnienia o obowiązku modlitwy do Boga i przestrzegając przed diabłem. Od razu stanął przy dogmatach wiary.

Zakon, z którego wywodzi się Ojciec Święty dostarczył największą ilość świętych i męczenników w dziejach Kościoła oraz odegrał ogromną rolę w nawracaniu ludów Ameryki Południowej (przypomnijmy redukcje urugwajskie skazane na zagładę na skutek poważnych błędów politycznych Kościoła). Ci, którzy wiedzą lepiej czym będzie pontyfikat jezuity zdają się być głusi na wypowiedzi i kazania nowego Ojca Świętego. Wynika z nich tymczasem jedna rzecz niewątpliwa: Franciszek poważnie traktuje doktrynę Kościoła. Nie jest heglistą ani fenomenologiem.  Jest wolny od posługiwania się kategoriami ideologicznymi; modernizm jest mu obcy. Ubodzy są dla niego ludźmi takimi samymi jak wszyscy, a nie szczególnym gatunkiem człowieka – czy klasą, jak chcieli marksiści. I właśnie dlatego trzeba im pomagać, nie odwracać się od nich na pięcie dla jakichś wyimaginowanych idei, czy globalnych projektów, które mają uczynić celem życia człowieka szczęście w doczesności a nie w wieczności. Przypomnijmy raz jeszcze św. Franciszka – by nawrócić sułtana nie zawahał się nawet, by zaproponować mu ordaliów, to jest sądu Bożego, który polegać miał na tym, że Franciszek i muzułmanin weszliby w ogień, każdy wymawiając imię swojego Boga. Mdła i naiwna postać Świętego jest potrzebna dzisiejszemu światu, by pokazać chrześcijaństwo mdłe i naiwne.  Ale takiego chrześcijaństwa nie ma. Nowy papież nawiązując do imienia wielkiego pogromcy herezji i odnowiciela Kościoła jest tego świadom.

Swoimi prostymi i rzeczowymi naukami, w których prawie zawsze pojawia się Matka Boża – w miejscu zaszczytnym, centralnym, co jest wspaniałym znakiem – Ojciec Święty, wytrawny duszpasterz, może przywrócić ewangeliczny konkret w codziennych postawach i myśleniu katolików. Ostatnio zbyt łatwo ulegających czarowi poezji i literatury w nauczaniu (a raczej dywagowaniu) niektórych ludzi Kościoła, infantylności oraz eksperymentom w sferze języka, odbierającym prawdom wiary jednoznaczność. Słowa o podwójnej treści, niemiłosiernie rozciągnięte niejasne pojęcia bywają nieszczęściem, które trudno jest usunąć z katechez, lekcji religii, rekolekcji, naukowych wykładów i niektórych kazań.  

Z pewnością za wcześnie jeszcze na uogólniające wnioski, ale już widać, że szczerość i prostota papieża otwiera serca i umysły ludzi udręczonych obecnością przekazu ideologicznego tam, gdzie bić powinno czyste źródło słowa Bożego.

Zaniepokojenie nowym pontyfikatem, tak zaskakujące w polskich realiach, powinno zwrócić uwagę, że jego przedwcześni krytycy nie posługują się niczym innym jak łatwą do zdefiniowania bronią insynuacji, supozycji oraz swoistej ideologii. A wszystkie ideologie w równym stopniu nie znoszą Ewangelii. Niezależnie od tego, czy wywodzą się one z pnia marksistowskiego czy machiawelicznego, jedyna religia objawiona jest ich śmiertelnym wrogiem.

Źeby zjawisko naświetlić szerzej warto przytoczyć analizę dokonaną przez francuskiego dominikanina Tradycji, przeora klasztoru w Avrille`. O. Pierre – Marie OP z Avrille` w swoim wykładzie pt.  „Rewolucja i Tradycja” (wygłoszonym na jesieni ub. roku w Lublinie, w ramach cyklu konferencji przygotowanych przez Instytut Apologetyczny) przywołał pojęcie „kleszczy rewolucji”. Czym one są?

Józef Chelmoński - W kościele

Józef Chelmoński – W kościele

„>Siły [rewolucyjne] w całkiem naturalny sposób podzieliły się na dwa korpusy: demokratyczny, postępujący naprzód lewą stroną oraz oligarchiczny, zajmujący na planie dyslokacji skrzydło prawe. Te dwa korpusy były jednak nierówne pod względem siły oraz pełnionych funkcji. Najważniejsze i najbardziej aktywne, przynajmniej do tej pory, było skrzydło maszerujące lewą stroną. Jego ostatnim przejawem jest sowiecki totalitaryzm. Reżim sowiecki reprezentuje istotę demokratycznego humanizmu (…). Prawa strona na planie oblężenia jest zajęta przez korpus oligarchiczny i makiaweliczny. Odgrywa on rolę mechanizmu zapewniającego bezpieczeństwo. Podejmuje działanie wówczas, gdy społeczeństwo poddane procesowi rewolucyjnemu, wywołującemu traumatyczne przeżycia, dochodzi do takiego stanu, w którym zaczyna temu procesowi przeciwdziałać, nie cofając się przed aktami przemocy. Wtedy pierwsze skrzypce w reakcji zaczynają grać uczniowie Makiawela, którzy wysuwają na czoło swoje doktryny oligarchiczne (to znaczy elitarystyczne). Wyznaczają reakcji trajektorię, która bynajmniej nie sięga uznania praw Bożych, lecz – przeciwnie – chroni podstawowe zdobycze rewolucyjne. To zawór bezpieczeństwa, który przez pewien czas przepuszcza część napierającego płynu, ale ostatecznie go zatrzymuje (…). Kleszcze, które zdusiły państwo chrześcijańskie, mają więc dwie szczęki o nierównej wielkości: ogromną po stronie lewej, która umożliwia dokonanie oblężenia, oraz małą po stronie prawej, która pozwala uniknąć pochłonięcia przez falę przemocy mającą swe źródło w instynktownej reakcji [obronnej]<”. O. Pierre – Marie zacytował tu Jeana Vaquie`. To analityczne studium, jak zauważył dominikanin z Avrille` można z powodzeniem odnieść do dzisiejszej Nowej Prawicy. Należą do niej również niektórzy krytycy papieża. 

 „Historycznie rzecz ujmując, Nowa Prawica została założona przez ludzi lewicy, którzy podczas ostatniej wojny kolaborowali z niemieckim okupantem. Jest to ruch, który przeciwstawia się rewolucji komunistycznej, ale czyni to w imię fałszywych zasad. Członkowie Nowej Prawicy pragną przywrócić ład, ale nie chodzi im o ład chrześcijański. Opierają się na jakiejś >Tradycji<, ale nie jest to boska Tradycja. Ich doktryna w rzeczywistości jest panteistyczną metafizyką…”. 

 „Pojawienie się Nowej Prawicy, która opiera się na >Tradycji pierwotnej<, zbiega się również z przejściem do drugiej fazy Rewolucji. Po fazie Solve (rozpuszczanie), to znaczy po zniszczeniu naturalnego i chrześcijańskiego ładu, powinna nastąpić faza Coagula (spajanie, wiązanie), czyli budowa nowego porządku światowego. Otóż, aby przeprowadzić tego rodzaju operację, trzeba mieć do dyspozycji skuteczną, zjednoczoną i hierarchiczną elitę…”. Wypowiedź o. Pierre Marie zgodna jest z diagnozą dokonaną przez Leona XIII w encyklice Humanum genus (1884). Leon XIII podkreśla prawdę znaną od początku Tradycji katolickiej , o której jednak – począwszy od roku 1963, kiedy zaczęło zanikać pojęcie Kościoła wojującego – dziwnie często zapominano: 

 „Od czasu jak rodzaj ludzki z powodu zazdrości demona nikczemnie oddzielił się od Boga (…) podzielił się na dwa wrogie obozy, które nie przestają ze sobą walczyć (…) Pierwszy jest królestwem Boga na ziemi, to znaczy prawdziwym królestwem Jezusa Chrystusa (…). Drugi jest królestwem Szatana”. 

Głównym powodem niepowodzenia wszelkich prób odnowy politycznej jest, zdaniem francuskiego dominikanina, to, że nie odnoszą się one i nie opierają się na katolickiej Tradycji. „Moglibyśmy wykazać, na przykład, że Restauracja we Francji po Rewolucji 1789 r. czy wysiłki ruchu Action Française zakończyły się niepowodzeniem z powodu ich oddalenia się od Tradycji”.   

Ks. Ignacy Skorupka

Ks. Ignacy Skorupka

Czy przykładów tego rodzaju niepowodzeń my, Polacy, nie znamy z naszej najnowszej historii? Czy ostatnim naszym wielkim zwycięstwem nie było odparcie bolszewików w 1920 roku? Wtedy, gdy pozwoliliśmy użyć siebie jako narzędzia w ręku prawdziwego Zwycięzcy…. 

 Nowa Prawica i jej ideolodzy (m.in. Rene Guenon) mimo pewnych mylących pozorów, „stanowią część obozu Rewolucji”, twierdzi francuski dominikanin.. „Środowisko to powinno jednak liczyć się z siłą o wiele wyższą, to znaczy z Objawieniem, z naszym Panem Jezusem Chrystusem i z Jego Najświętszą Matką. To na nich my sami powinniśmy się oprzeć. Zobaczymy wówczas, jak spełniają się obietnice Najświętszego Serca Jezusowego: >Będę królować na przekór moim wrogom< i Niepokalanego Serca Maryi: >Na końcu moje Niepokalane Serce zatryumfuje<”. 

Ponieważ Rewolucja jest zjawiskiem ponadnaturalnym, walczyć z nią skutecznie można jedynie opierając się na Objawienie, które pochodzi od Boga. Nie zapominajmy, że św. Franciszek jest „najbardziej reprezentatywnym i ortodoksyjnym wytworem Kościoła z okresu wypraw krzyżowych” (prof. Franco Cardini).  Papież Franciszek, który w każdym swoim wystąpieniu przypomina podstawowe prawdy wiary i głos samego Jezusa, oraz ścisły obowiązek każdego katolika, jakim jest stosowanie się do zasad Ewangelii, jest  dziś głównym demaskatorem Rewolucji i wszelkiej rewolucyjnej blagi, wszelkiego ideologicznego kłamstwa. Nie dziwmy się, że jego wybór wywołał takie zaniepokojenie po obu stronach szerokiego spectrum rewolucyjnego. Łopocze nad nim już nie flaga w kolorze krwi, którą zwykliśmy uważać za kolor Rewolucji, ale flaga w kolorze tęczy (którą zaanektowały dla siebie tzw. mniejszości), zawierająca pełnię odcieni ideologiczno – politycznych obozów wpisujących się w rewolucyjne credo.

Wojciech Kossak - Cud nad Wisłą

Wojciech Kossak – Cud nad Wisłą

_________________________________

Przekładu wykładu o. Pierrre Marie OP z języka francuskiego dokonał Jarosław Zappa). Tekst Jeana Vaquié zaczerpnięty został z jego studium Réflexions sur les ennemis et la manoeuvre[1]: 


Ewa Polak-Pałkiewicz
 

[1] Studium to jest dostępne w internecie na stronie: http://catolicapedia.net/

Za: Ewa Polak-Pałkiewicz (27.03.2013 ) | http://ewapolak-palkiewicz.pl/franciszek-i-bokser-z-florencji/

Skip to content