A mleka wciąż dużo

Naszemu krajowi wciąż grożą kary za przekroczenie limitów produkcji mleka. Dlatego ministerstwo rolnictwa liczy na to, że Komisja Europejska zgodzi się na zmianę zasad liczenia kwot mlecznych.

Choć w ostatnich kilku miesiącach obserwuje się zahamowanie wzrostowej tendencji w skupie mleka, to jednak nadal musimy się liczyć z karami za „nadprodukcję mleka”. Agencja Rynku Rolnego podała dane dotyczące dostaw surowca do zakładów przetwórczych w okresie od kwietnia do października. W samym październiku dostawy wyniosły ponad 800 tys. ton, czyli o 0,7 proc. mniej niż we wrześniu. Ale to wciąż 3,4 proc. więcej niż w październiku ubiegłego roku. Z kolei w całym okresie kwiecień – październik rolnicy dostarczyli do mleczarni około 5,94 mln ton mleka, czyli o prawie 6 proc. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku kwotowego. Z tego wynika, że szacunkowy stopień wykorzystania krajowej kwoty mlecznej przeznaczonej dla dostawców hurtowych po 7 miesiącach obecnego roku kwotowego wyniósł 60,61 procent. „Wobec tego następuje wzrost ryzyka przekroczenia przez Polskę kwoty krajowej dostaw. Jeżeli obecna tendencja w skupie mleka utrzyma się do końca tego sezonu, wówczas przekroczenie kwoty krajowej dostaw może wynieść około 2 proc.” – ostrzega Agencja Rynku Rolnego.

Ponieważ Unia Europejska ustaliła, że za każde 100 kilogramów mleka ponad przyznany limit rolnik będzie musiał zapłacić równowartość blisko 28 euro, wielu producentom zagląda w oczy widmo dotkliwych sankcji finansowych. Dlatego z niepokojem czytają oni comiesięczne raporty ARR na temat skupu mleka i nie są one uspokajające. Sytuacji nie poprawia nawet rozdysponowanie przez Agencję krajowej rezerwy dla dostawców hurtowych, która wyniosła około 260 tys. ton, bo zainteresowani rolnicy otrzymywali tylko nieco ponad połowę dodatkowych limitów, o jakiego wnioskowali. W tej sytuacji ministerstwo rolnictwa wystąpiło do Komisji Europejskiej o zmianę zasad liczenia kwot mlecznych. Chodzi o to, żeby kwotę dla dostawców hurtowych powiększyć o ilość mleka, jakiego nie wykorzystali dostawcy bezpośredni. W poprzednim roku kwotowym limit produkcji dla tej części rolników wynosił 155 tys. ton, a został wykorzystany w nieco ponad 50 proc., w tym roku będzie zapewne podobnie. Tak więc zwiększenie kwoty mlecznej dla dostawców hurtowych mogłoby nieco poprawić sytuację. Nie wiadomo, czy ten wniosek KE zaakceptuje, ale są na to większe szanse niż w przypadku innej propozycji, którą zaproponował Krajowy Związek Spółdzielni Mleczarskich. Związek jest zdania, że naliczanie kar powinno mieć miejsce dopiero wtedy, gdyby doszło do przekroczenia wielkości produkcji mleka w całej UE. Wtedy dopiero karani byliby rolnicy w tych państwach, gdzie przekroczono krajowe kwoty mleczne.

Natomiast wydaje się, że raczej nie ma szans na to, aby Komisja Europejska odwołała likwidację krajowych kwot mlecznych, co ma nastąpić w 2015 roku. Choć o utrzymanie kwot zabiega znaczna część rolników w krajach produkujących najwięcej mleka (w tym w Polsce) i jego przetwórców. Bruksela uważa, że kwoty mlecze trzeba znieść, gdyż na unijnym rynku mleka widać dobre perspektywy, zwłaszcza w zakresie cen surowca. KE, opierając się na opinii swoich ekspertów, jest przekonana, że ceny mleka będą rosnąć, a więc i dochody rolników pójdą w górę.

KL

Za: Nasz Dziennik, Wtorek, 18 grudnia 2012, Nr 295 (4530) – 'A mleka wciąż dużo’

Jak wygląda polskie rolnictwo?

Gospodarstwa rolne zajmują nieco ponad 17 mln ha – informuje Główny Urząd Statystyczny. W porównaniu z 2011 rokiem powierzchnia ta zmalała o ponad 3 procent.

GUS opublikował raport na temat użytkowania gruntów i pogłowia zwierząt gospodarskich, z którego wynika, że rolnictwo zajmuje wciąż ponad połowę ziemi. Powierzchnia Polski to około 31,3 mln ha, a w posiadaniu gospodarstw rolnych jest w tym roku około 17,2 mln hektarów. Tym samym powierzchnia gospodarstw rolnych w porównaniu z danymi z 2011 r. okazała się mniejsza o 560 tys. ha, czyli o 3,2 procent. Jeśli zaś na rolnictwo spojrzymy pod kątem form własności, to cały czas dominują gospodarstwa indywidualne – zajmują 15,4 mln ha (prawie 90 proc. gruntów). Około 1,2 mln ha pozostaje w rękach prywatnych spółek i przedsiębiorstw rolnych, często z udziałem kapitału zagranicznego, natomiast nieliczne już gospodarstwa rolne sektora publicznego posiadały nieco ponad 500 tys. ha ziemi.

GUS informuje ponadto, że w tym roku liczba gospodarstw rolnych wyniosła nieco ponad 1 mln 543 tys., z czego 1 mln 480 tys. to gospodarstwa rolne o powierzchni powyżej 1 ha użytków rolnych. -Ktoś może być zaskoczony, że ta liczba jest wyższa od liczby rolników starających się o dopłaty bezpośrednie – takich jest ponad 1,3 mln – do czego mają prawo osoby mające ponad 1 ha ziemi. Iwynika to po prostu z faktu, że część z nich nie występuje o dopłaty – tłumaczy Andrzej Wojcieszek, doradca rolny.

Zwraca ponadto uwagę, że dane GUS kolejny już rok pokazują, iż rośnie średnia powierzchnia statystycznego polskiego gospodarstwa. Urząd podał, że „średnią powierzchnię ogólną gospodarstw rolnych posiadających użytki rolne obliczono na 11,13 ha”. Przeciętna powierzchnia użytków rolnych ogółem przypadająca na 1 gospodarstwo to ponad 10 ha (część gospodarstwa stanowią wszak np. działki zabudowane lub lasy czy nieużytki).

Nasze rolnictwo zachowuje cały czas tradycyjny, czyli rozdrobniony model, choć przybywa jednocześnie gospodarstw specjalistycznych. Dominują rolnicy mający nie więcej niż 15 ha ziemi (ponad 1,3 mln), w których rękach jest blisko 6 mln ha ziemi, zaś tych największych gospodarstw, mających ponad 300 ha (czyli więcej niż wynosi górna granica gospodarstwa rodzinnego), jest około 2700, ale użytkują już ponad 2 mln ha gruntów rolnych.

Co rolnicy uprawiają?

Statystycy obliczyli, że powierzchnia zasiewów w tym roku wyniosła blisko 10,5 mln ha i była mniejsza o około 144 tys. ha w porównaniu z danymi z 2011 roku. Ale akurat to był zapewne skutek katastrofalnego wymarznięcia zbóż i rzepaku w styczniu i lutym i tego, że część gruntów nie została ponownie obsiana. Jeśli natomiast chodzi o strukturę zasiewów, to dominowały zboża – 73,8 proc. ogólnej powierzchni zasiewów, 10,8 proc. zajmowały uprawy pastewne, 9,1 proc. – rośliny przemysłowe. Ten rok i pod tym względem był wyjątkowy, gdyż z powodu wymarznięcia rolnicy dokonywali przesiewów i „znacznemu zaburzeniu uległa struktura zasiewów zbóż”, gdyż zaorane oziminy zastąpiono zbożami jarymi i kukurydzą. Dlatego w strukturze zasiewów zbóż po pierwsze odnotowano znaczny spadek zasiewów pszenicy, pszenżyta, a po drugie – wzrost upraw kukurydzy na ziarno, jęczmienia i mieszanek zbożowych.

Ponad 400 tys. ha stanowiły w polskich gospodarstwach w tym roku tzw. uprawy trwałe (czyli np. sady), a 2,5 mln ha łąki (średnio na 1 gospodarstwo przypadało 2,6 ha łąk), zaś niespełna 700 tys. ha -pastwiska.

A co hodują?

W tym roku obserwujemy wzrost pogłowia bydła i owiec. Nasi rolnicy hodują prawie 5,8 mln sztuk bydła, co w porównaniu z grudniem 2011 r. oznacza wzrost o 5procent. Na mniej więcej tym samym poziomie pozostaje wielkość stada krów mlecznych (ok. 2,6 mln sztuk), rośnie za to populacja pozostałych rodzajów bydła, w tym rzeźnego.

Owiec mamy prawie 267 tys., a to oznacza wzrost aż o ponad 25proc. w porównaniu ze stanem z 2011 r. – jest więc nadzieja, że hodowcy owiec najgorsze mają już za sobą i na Śląsku oraz w Małopolsce pogłowie tych zwierząt zacznie systematycznie rosnąć.

Spada za to, choć już w mniejszej skali niż w poprzednich latach, pogłowie trzody chlewnej. Na koniec tego roku GUS szacuje, że w chlewniach będzie hodowanych blisko 11,6 mln sztuk świń, a to by oznaczało podobny poziom jak w pierwszych miesiącach tego roku – czyli być może rok 2012 będzie pierwszym od dawna, gdy zahamowana zostanie tendencja spadkowa w hodowli trzody.

Niepokoić za to musi duże – około 15-procentowe – zmniejszenie hodowli drobiu (chodzi o sztuki powyżej 2 tygodni). W kurnikach znajduje się ledwie nieco ponad 130 mln sztuk ptaków. A drobiarstwo to przecież jeden z sektorów napędzających polski eksport żywności. Nie jest za to na pewno zaskoczeniem również kilkunastoprocentowy spadek pogłowia koni – hodujemy ich około 222 tysięcy. Niewiele koni pracuje wciąż w rolnictwie, a powoli rozwija się też turystyka i rekreacja konna – ale to już skutek niskiego poziomu zamożności Polaków.

Reasumując, można powiedzieć, że statystyczny obraz polskiego rolnictwa nie jest najgorszy. Dane GUS pokazują też, jak spore mamy rezerwy w tym sektorze gospodarki.

Krzysztof Losz

Za: Nasz Dziennik, Wtorek, 18 grudnia 2012, Nr 295 (4530)

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content