Bez pamięci nie ma świadomego narodu – rozmowa z prof. Andrzejem Nowakiem

Rozmowa z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego, publicystą, autorem wydanej właśnie przez wydawnictwo Biały Kruk książki „Strachy i Lachy. Przemiany polskiej pamięci 1982-2012”.

Bez pamięci nie ma świadomego narodu - niezalezna.plW jednym z rozdziałów swojej najnowszej książki pokusił się Pan o bardzo ciekawe ćwiczenie intelektualne. Napisał Pan mianowicie, jak na katastrofę Smoleńską zareagowałby marszałek Józef Piłsudski. Porównanie potencjalnego zachowania Marszałka z działaniami obecnej ekipy rządowej wypada dla niej miażdżąco…

Zdecydowałem się na taki zabieg na podstawie swojej znajomości charakteru i działań Józefa Piłsudskiego wynikającej z moich badań historycznych. Jestem przekonany, że Marszałek – człowiek, który dobrze znał Rosję, a interes Polski stawiał zawsze na pierwszym miejscu – potrafiłby uniknąć tej tragicznej sytuacji, jaka wydarzyła się 10 kwietnia i po nim. Znając jego dalekowzroczność i umiejętność politycznej kalkulacji, można być pewnym, że nie dopuściłby w ogóle do takiej katastrofy. Odmówiłby stanowczo wyjazdu do Rosji w warunkach, w których de facto za wizytę w pełni odpowiada strona rosyjska. Strona nieżyczliwie do Polski nastawiona i usiłująca wykorzystać rocznicową uroczystość do własnej rozgrywki politycznej, w której w dodatku część naszej ekipy rządowej – tak trzeba to powiedzieć – grała przeciwko polskiej głowie państwa. Gdyby już jednak doszło do katastrofy, to Piłsudski bez najmniejszych wątpliwości nie pozwoliłby na takie traktowanie Polski, jakie po 10 kwietnia zafundował nam Władimir Putin i jego „elita”. „Elita” – przypomnijmy – składająca się z ogromnej większości z dawnych funkcjonariuszy sowieckich i rosyjskich służb specjalnych. Nie dopuściłby do tak upokarzającego traktowania naszego kraju, jakiego byliśmy i nadal jesteśmy świadkami. Do wielokrotnego upokarzania państwa polskiego jako takiego i – co szczególnie bolesne – upokarzania rodzin ofiar katastrofy. Czymże innym bowiem jak nie upokorzeniem jest skazywanie ich dzisiaj na bolesną procedurę ekshumacji? Ekshumacji, której alternatywą może być wieczna niepewność, czy w rodzinnym grobie na pewno pochowana została bliska osoba. A czy upokorzeniem nie jest niby przypadkowe umieszczanie w Internecie drastycznych zdjęć ofiar katastrofy? Zapyta pan, co konkretnie mógłby zrobić Piłsudski? Po pierwsze na samym wstępie postawić jasno sprawę: Rosja daje nam pełny dostęp do wraku, miejsca wypadku, ciał ofiar i wszelkich działań wyjaśniających. Odpowiedź strony rosyjskiej na ten postulat byłaby tu decydująca: albo Rosja nie ma nic do ukrycia, w pełni zgadza się na szeroką współpracę z Polską i nie stara się uniknąć odpowiedzialności, albo jednak ma coś do ukrycia, chce chronić winnych zaniedbań, a może nawet czegoś gorszego. W przypadku odmowy Polska miałaby pełne prawo zagrozić Rosji poważnymi konsekwencjami politycznymi i dyplomatycznymi. Zastosowanie sankcji dyplomatycznych (wezwanie ambasadora, zamknięcie placówek dyplomatycznych itd.), zablokowanie rosyjskiej ekspansji politycznej i gospodarczej w Europie, wykorzystanie pomocy NATO i Unii Europejskiej było po 10 kwietnia jak najbardziej możliwe – gdyby Rosja odmówiła realnej współpracy w wyjaśnieniu tej tragedii. To, że Polska nie skorzystała z tych możliwości, to wyłącznie wina ekipy rządzącej, wina która obciąża ją w sposób zasadniczy. Polski rząd całkowicie skompromitował się od 10 kwietnia 2010 r. swoją bezczynnością. Dlaczego bowiem państwo polskie oddaje tak ważną sprawę, jaką jest śledztwo w sprawie śmierci elity kraju z aktualnie urzędującym prezydentem, w ręce obcego mocarstwa? W dodatku mocarstwa żywo zainteresowanego ukrywaniem realnych wyników tego śledztwa. Na tym polega – z państwowego punktu widzenia – istota reakcji na Smoleńsk: jeżeli nie upominamy się energicznie, stanowczo i ze wszystkich sił o swoich zabitych obywateli – wszystkich obywateli, niezależnie od ich państwowej rangi – to oznacza, że nie chcemy być państwem suwerennym i poważnie traktowanym. Źe akceptujemy możliwość traktowania polskich obywateli jak ludzi niższej kategorii, którym nie należy się ten sam zakres ochrony co obywatelom Niemiec, Francji, Stanów Zjednoczonych czy Rosji. Proszę sobie wyobrazić, co działoby się, gdyby taka katastrofa przydarzyła się samolotowi rosyjskiemu na terenie Polski. Mam nadzieję, że rząd ten poniesie w końcu odpowiedzialność polityczną za błędy popełniane w ostatnich kilku latach.

O stosunkach polsko-rosyjskich traktuje także jeden z rozdziałów Pańskiej książki. Jakie jest według Pana znaczenie naszych relacji ze wschodnim sąsiadem i jaki wpływ na nie ma tragedia smoleńska?

Rzeczywiście, druga część książki, zatytułowana „Głębsza pamięć imperium”, dotyczy bardzo moim zdaniem ważnych stosunków polsko-rosyjskich na przestrzeni wieków. Znalazły się w niej m.in. dwa obszerne szkice poświęcone postaciom Zygmunta Krasińskiego i jego podejściu do Rosji oraz Henryka Kamieńskiego (XIX-wiecznego filozofa i działacza demokratycznego, zesłańca w Rosji). Opisując te dwie postacie, ich działalność i przemyślenia związane z rosyjskim imperium, chciałem pokazać, że pewne myślowe i ideowe podejścia wobec Rosji pojawiły się już półtora wieku wcześniej i, co ciekawe, wcale nie straciły na aktualności. „Podbój Europy przez Rosję […] dokona się metodą zupełnie nową. Rozszerzy się i ustanowi bez oddania przez Rosję jednego wystrzału” – pisał w 1851 r. emigracyjny publicysta Józafat Ostrowski. „Moskwa szczerze nigdy nic dla Polski nie może uczynić, bo jej istotnym interesem jest śmierć Polski” – dodawał Zygmunt Krasiński. Czy nie brzmi to aktualnie? Rosja od zawsze prowadziła pewną określoną politykę wobec swoich sąsiadów. Była to linia wewnętrznego rozbijania i skłócania, a także osłabiania miejscowych rządów. Chodziło o to, by doprowadzić do jak największego skonfliktowania rządów i opozycji, co zaskutkuje chaosem w kraju i jego politycznym paraliżem. W takiej sytuacji jako arbiter pojawiała się Moskwa i w zależności od potrzeb albo rozsądzała spór, albo dolewała oliwy do ognia. Moskwa zawsze też wspierała ośrodki jej życzliwe. Tak było w odniesieniu do sąsiadów Rosji w Azji, na Kaukazie i w Europie. Znamy to dobrze z naszej historii. Tak było w XVIII w., za czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego, tak było w czasach rządów komunistycznych, tak jest po 1989 r. Dobrym przykładem jest tutaj umiejętne podsycanie konfliktu prezydent – premier w okresie pierwszej kadencji rządów Donalda Tuska. To działania rosyjskie, ochoczo podchwycone przez ekipę PO, doprowadziły do rozdzielenia wizyt premiera i prezydenta w Katyniu, czego skutkiem była katastrofa smoleńska. Wydarzenia po 10 kwietnia 2010 r. to cały ciąg przykładów wpływania i podsycania wewnętrznych sporów w Polsce przy wykorzystaniu smoleńskiej tragedii. Paraliż wewnętrzny silnego państwa sąsiadującego z Rosją, państwa, które za czasów prezydenta Lecha Kaczyńskiego pokazało, że może stanowić realne zagrożenie dla wielkomocarstwowej rosyjskiej polityki, paraliż z powodu wewnętrznego konfliktu i wynikająca z tego słabość rządu – to zjawiska służące imperialnej Rosji Władimira Putina. Przykre i oburzające jest to, że część polskich środowisk politycznych – z RPP – „Ruchem Poparcia Putina” na czele – daje się wciągnąć w te sterowane z Moskwy rozgrywki. Rosja nie zmieniła swoje polityki – nadal popiera w Polsce pewne partie, z którymi wiąże nadzieje.

Pańska książka nosi podtytuł „Przemiany polskiej pamięci” i jest świadectwem tych przemian w ostatnich trzech dekadach.

Uważam – i to nie tylko dlatego, że jestem historykiem – że pamięć jest niezwykle ważna dla narodu i to każdego narodu. To, skąd przychodzimy, co było przed nami, skąd bierze się całe to dziedzictwo, któremu na imię Polska, to niezmiernie ważne elementy składające się na społeczną świadomość i poczucie narodowej odrębności. Nie można nazywać się narodem bez znajomości swojej historii. Na ową historię składają się zarówno dzieje całej społeczności, jak i dzieje pojedynczych osób ją tworzących. Każdy z nas ma wszak swoją własną odrębną historię. Urodził się w określonym czasie, w określonym czasie dorastał, wchodził w wiek dojrzały, starzał się. Ta własna, indywidualna historia daje nam swoiste zakotwiczenie w czasie, pozwala stanąć na twardym gruncie, dostarcza układu odniesienia, bo tylko przeszłość jest stała i pewna. O przyszłości nie wiemy zbyt wiele, ona jest płynna, stanowi wyłącznie swoistą obietnicę. Natomiast przeszłości nie możemy dowolnie zmieniać, a jeżeli już, to tylko kosztem prawdy. Od pewnego czasu daje się zauważyć w Polsce (choć nie tylko w Polsce) pewna niechęć, albo chociaż brak zainteresowania historią. Ważniejsza od refleksji nad przeszłością staje się teraźniejszość, chwila bieżąca, nie wspominając już o konsumpcji. „Wybierz siebie – wybierz pepsi” zachęcają reklamy. Tymczasem na samej konsumpcji (choć – nie neguję – jest ona ważna w naszym życiu) nie da się zbudować w pełni świadomego społeczeństwa. Świadomego swojej przeszłości, miejsca, jakie zajmuje i roli, jaką odgrywa w obecnym świecie. Sama konsumpcja nie wystarczy, by stworzyć społeczeństwo. Potrzebna jest podbudowa, której może właśnie dostarczyć pamięć i historia. Ważne jest też ich odpowiednie pielęgnowanie. Historia nie jest zabawą, nie można bawić się nią dowolnie, postmodernistycznie układać z jej elementów nowe konstrukcje, wymyślać alternatywne scenariusze. Nie można też jej sprowadzać do jednego wymiaru – pasma narodowych klęsk, win, za które musimy przepraszać, zbrodni, za które musimy się kajać. Istnieje silny nurt w krajowej historiografii, który z lubością eksploruje te wątki, próbując wytworzyć w Polakach nieustające poczucie winy. Na podstawie kilku książek tworzy się daleko idące uogólnienia, a za tym idzie coraz bardziej rozwinięty przemysł pogardy wobec polskości, tradycji, historii i narodu. To nie przypadek, to intencjonalne działanie zmierzające do przekształcenia i przebudowania polskiej pamięci. W tej „nowej”, lepszej” pamięci nie będzie już miejsca na dumę z narodowych osiągnięć, wielkich zwycięstw, sukcesów nauki, gospodarki i kultury. Ta swoista pedagogika wstydu ma wyrugować z pamięci Polaków wszelkie elementy mogące pokazać nas w nieco lepszym świetle niż tylko jako antysemitów, ciemnogrodzian, morderców i grabieżców cudzego mienia. Uprawia ją ochoczo od ponad dwudziestu lat część polskich mediów, dołączyła do nich powodowana konformizmem część historyków. Wszyscy mamy wstydzić się tego, że jesteśmy Polakami, że należymy do tego narodu, mamy wstydzić się polskości w ogóle. Tamę tym działaniom próbował położyć w latach 2005-2007 rząd Prawa i Sprawiedliwości przywiązujący odpowiednią wagę do tzw. polityki historycznej, tak bardzo atakowanej przez niektórych dziennikarzy i publicystów. Gorącym zwolennikiem polityki historycznej był prezydent Lech Kaczyński, twórca wspaniałego Muzeum Powstania Warszawskiego, które nieustannie przyciąga tysiące zwiedzających. Wyrazem tej właściwie realizowanej polityki historycznej była także decyzja o wizycie prezydenta w Katyniu w 70. rocznicę zamordowania tam polskich oficerów. Śmierć urzędującego prezydenta, prezydenta na uchodźstwie, wielu posłów i senatorów, generałów, duchownych stała się jakby kolejną ofiarą w walce o narodową pamięć, ofiarą, która nie pójdzie na marne. Dowodem na to comiesięczne obchody katastrofy, wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu, duchowe i moralne wzmożenie, jakie po 10 kwietnia ogarnęło znaczącą część naszego społeczeństwa. Jeżeli przyjąć, że pamięć i narodowa historia wymagają ofiary, to ofiara taka została złożona.

Ważną częścią Pańskiej książki są rozważania dotyczące najnowszej historii naszego kraju, tej po 1989 r. Nosi ona znamienny tytuł „Między śmietnikiem i pomnikiem: walka o pamięć III RP”.

Tytuł tego rozdziału zaczerpnąłem oczywiście z powieści „Generał Barcz” Juliusza Kadena-Bandrowskiego. W naszej narodowej pamięci o historii, o której wspominałem wcześniej, ważne miejsce zajmuje obraz dziejów najnowszych – tych po 1989 r. Zmagania o kształt tej pamięci toczą się od dawna. O ile odzyskaniu niepodległości w 1918 r. towarzyszyła autentyczna radość z własnego państwa, to radość po 4 czerwca 1989 r. była bardzo krótka. Złudzenie odzyskania państwa zastąpiła szybko świadomość układu zawartego przy Okrągłym Stole. O obowiązywaniu tego układu przypominali nam nieustannie jego sygnatariusze, i to zarówno ze strony solidarnościowej, jak i rządowej. Nie odzyskaliśmy więc niepodległości sami, własnymi staraniami i trwającą pięćdziesiąt lat walką, ale zostaliśmy po prostu wyzwoleni z łaski tych, którzy nas przez owe pięćdziesiąt lat trzymali pod knutem z moskiewskiego nadania. Przy takim założeniu nie może dziwić cenzura, jaką część elit szybko narzuciła publicznemu dyskursowi o najnowszej historii. W ramach tej cenzury o gen. Jaruzelskim należy pisać jako o wybitnym Polaku i patriocie, wszelkie odwołania do wielkiej narodowej historii określane są jako śmieszne i zacofane, duma z przynależności do własnego narodu to nacjonalizm, a deklarowanie przywiązania do wiary to Ciemnogród. Do rangi najwyższej wartości podniesiona została wolność, ale wolność specyficznie rozumiana. Wolność w znaczeniu ponowoczesnego liberalizmu, uwalniająca od narodowych obowiązków i powinności, od patriotyzmu, religii, społeczeństwa. Czy należy poddać się temu dyktatowi elit? Ależ nie. Polska się nie obroni, jeżeli my zrezygnujemy z jej obrony. Należy walczyć z naporem „ponowoczesności”, odbudowywać poczucie przynależności i dumy narodowej, tworzyć nowe, wspaniałe dzieła narodowej kultury. Niech wolność stanie się dla nas inspiracją do oryginalnej twórczości. Tylko od nas zależy, jak spożytkujemy ową daną nam wolność i czy poddamy się dyktatowi obdarowujących. W swojej książce cytuję Karola Wojtyłę: „Wolność stale trzeba zdobywać, nie można jej tylko posiadać. Przychodzi jako dar, utrzymuje się poprzez zmaganie”. Te słowa chyba najlepiej określają jak należy z wolnością postępować. Wolność musimy zdobywać codziennie i codziennie możemy ją stracić.

Strachy i Lachy Przemiany polskiej pamięci 1982-2012 autor: Andrzej Nowak, 344 str., 17×24 cm, kreda 135 g, twarda oprawa, 14 rysunków satyrycznych autorstwa Ewy Barańskiej-Jamrozik, na okładce rysunek: Noc w Belwederze

 

 

 

 

 

 

 

Autor: niezalezna.pl, | Źródło: Biały Kruk; materiały prasowe | (foto. Biały Kruk; materiały prasowe)

Za: niezalezna.pl (2012-10-24) | http://niezalezna.pl/34148-bez-pamieci-nie-ma-swiadomego-narodu | Bez pamięci nie ma świadomego narodu

Skip to content