Koniec „kłamstwa lefebrystowskiego”? –Arkadiusz Robaczewski

Ostatnie lata w Kościele pozbawione są spektakularności, której tak pożądają „obserwatorzy”, „watykaniści” i dziennikarze. Często czynią oni, ze swej pespektywy zarzut Papieżowi – że „nic nie robi”.

O ile poprzedni Papież podróżował, spotykał się, brał udział w ważnych wydarzeniach, łamał schematy i bariery – o tyle obecny zdaje się być jego zaprzeczeniem.

Benedykt XVI ową różnicę zapowiedział na samym początku swego pontyfikatu: „Drodzy bracia i siostry, po wielkim papieżu Janie Pawle II księża kardynałowie wybrali mnie, prostego i skromnego robotnika winnicy Pańskiej. Pocieszam się faktem, że Pan potrafi posługiwać się i działać przy pomocy niedoskonałych narzędzi, a przede wszystkim zawierzam się waszym modlitwom.[…]”

„Prosty i skromny robotnik winnicy Pańskiej” wykonuje w owej winnicy pracę, która, po czasie jej pustoszenia (tak właśnie – mianem spustoszenia – określił procesy zachodzące w Kościele jeden z jego wielkich synów, Dietrich von Hildebrand) jest konieczna, by winnica mogła wydawać dobry owoc.

Na pewno do owych prac należy cofnięcie przez Jego Świątobliwość ekskomunik zadeklarowanych przez Kongregację Biskupów 1 lipca 1988 roku w związku z konsekrowaniem czterech biskupów Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X przez śp. abpa Marcela Lefebvre’a oraz śp. bpa Antónia de Castro Mayera.

Choć nie ma w dokumencie mowy o rehabilitacji Arcybiskupa Marcela Lefebvre’a, to jednak sam gest cofnięcia deklarowanych ekskomunik a także wyrażona nadzieja na pełne uregulowanie relacji z Bractwem św. Piusa X jest aktem sprawiedliwości zarówno wobec tych biskupów, jak i kapłanów posługujących Kościołowi w tym Bractwie.
Jest też swoistą próba udzielenia odpowiedzi na dramatyczne pytania, które ponad 40 lat temu stawiał Arcybiskup Lefebvre i które spotkały się z głuchym milczeniem. Choć niezupełnie – odpowiedzią było nakładanie na Arcybiskupa kar kościelnych. Mówił: „Nie robię nic innego ponad to, co robili wszyscy biskupi w ciągu wielu stuleci. Nie zrobiłem nic innego ponad to, co robiłem podczas trzydziestu lat mojej drogi kapłańskiej i co przyczyniło się do tego, że zostałem biskupem, delegatem apostolskim na Afrykę, co przyczyniło się do tego, że zostałem członkiem głównej komisji przygotowującej Sobór Watykański II i wreszcie asystentem tronu papieskiego. (…) Choć robię to samo co przedtem podczas trzydziestu lat (…), oto zostaję nagle a divinis zasuspendowany, a być może wkrótce ekskomunikowany, wykluczony z Kościoła, nazwany odszczepieńcem, i nie wiem, co jeszcze. Czy to naprawdę możliwe, aby to wszystko, co uczyniłem w ciągu trzydziestu lat zasługiwało na suspensę a divins? (…)Nic z tego nie rozumem. Faktem jest, że coś się w Kościele zmieniło.”

Cóż to była za zmiana, która kazała nakładać najcięższe kary na tych, którzy nie chcieli owej zmianie ulegać, a którzy długie lata służyli Kościołowi z dużym poświęceniem, pokorą i których praca przynosiła dobre owoce?

Czyż nie miał racji abp Lefebvre, gdy twierdził, że owszem, zasługiwałby na ekskomunikę, gdyby kształcił swych seminarzystów tak, jak zaczęto ich kształcić po Soborze Watykańskim II, gdyby nauczał tego, co wówczas zaczęto nauczać?

Ostatnie ważne wypowiedzi i akty Stolicy Apostolskie, takie jak: dokument Kongregacji Nauki Wiary, wyjaśniający niektóre dyskutowane punkty doktryny eklezjologicznej Soboru Watykańskiego II, jak i inne ważne interpretacje nauczania soborowego w ciągłości z tradycją, Summorum Pontificum, oddający pełnię należnych praw Mszy Wszechczasów, czy wreszcie cofnięcie ekskomuniki z biskupów konsekrowanych przez ś.p. abpa Marcela Lefebvre’a – to wszystko jest pośrednim uznaniem, że konieczna jest rehabilitacja Tradycji. To, że są miejsca, w których Tradycja przetrwała, to, że Msza nie została zupełnie zapomniany – to zawdzięczamy z pewnością niezłomnej, mężnej postawie abpa. Marcela Lefebvre’a. Pozostał on bowiem – za cenę duchowego męczeństwa i odtrącenia – wierny temu, do czego się zobowiązał w czasie święceń kapłańskich i biskupich – trosce o zbawienie dusz i przekazanie tego, co otrzymał – niezmiennego depozytu doktryny wiary.

Oby niedawny akt Benedykta XVI, cofający deklarację ekskomuniki, przyczynił się do oddania sprawiedliwości tym nie tylko samemu Arcybiskupowi, ale także tym, którzy w świecie pogrążonym w doktrynalnym chaosie, który nie ominął także Kościoła – przechowali żywą niezmienną doktrynę wyrażoną w nauczaniu i liturgii. Pora już, by kapłani i biskupi dostrzegli, że to nie Bractwo św. Piusa X jest dziś największym zagrożeniem dla Kościoła, tylko odstępstwo od zdrowej, wielowiekowej nauki, zapominanie praktyk pobożnych i uległość wobec wrogich ewangelii nurtów wartko płynących we współczesnym świecie.

Bo, prawdę powiedziawszy, przez ostatnie lata było Bractwo św. Piusa X inkryminowane przez hierarchów różnych szczebli z uporem godnym lepszej sprawy. Dziwiło to postronnego obserwatora, bo podczas gdy walczono z Bractwem, wykazywano jednocześnie nieograniczoną tolerancję wobec heretyków wewnątrz Kościoła, a także prowadzono uporczywy dialog z heretykami-odszczepieńcami. Bractwo nie miało przecież kłopotu doktrynalnego, miało problem dyscyplinarny. Niestety, wbrew doświadczeni Kościoła, większą wagę przywiązywano do poprawności dyscyplinarnej niż ortodoksji doktrynalnej. Miejmy nadzieję,że ten nieszczęsny czas raz na zawsze będzie można uznać za zamknięty.

Arkadiusz Robaczewski


Za: Blog Arkadiusza Robaczewskiego


Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content