Wróg publiczny

Gdyby Jan Kobylański wspierał „Gazetę Wyborczą” i Adama Michnika, to sprawę z ministrem Radosławem Sikorskim wygrałby bez problemów, nawet gdyby był „antysemitą” i „szmalcownikiem”. Ponieważ jednak lider Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej pomaga Radiu Maryja i broni katolicyzmu, to nie będąc antysemitą i nie wydając Żydów Niemcom podczas okupacji, sprawę przegrał. I nic nie pomogły ustalenia Instytutu Pamięci Narodowej.

„Są jeszcze sądy w Warszawie. Oficjalnie: Jan Kobylański to antysemita i typ spod ciemnej gwiazdy.” Tak minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zareagował na twitterze na ogłoszony 27 marca korzystny dla niego wyrok w sprawie wytoczonej mu przez Jana Kobylańskiego. I w kolejnym wpisie dodał: „Po wyroku w sprawie antysemity Kobylańskiego spodziewałbym się, że Radio Maryja odeśle środki, które otrzymało z tak grzesznego źródła.”

A może by minister Sikorski tak nie zajmował się toruńską rozgłośnią, która będzie nadawać długo po tym jak on zniknie z firmamentu polityki polskiej. No, ale nie może darować szefowi USOPAŁ tego, że ten twierdzi, iż z współpraca z Radiem Maryja „jest honorem” i że jest z niej dumny.

Sikorski z taką zaciekłością tropiący rzekomy antysemityzm Kobylańskiego, nie widzi jakoś antypolonizmów, które jako szef MSZ powinien zwalczać, gdyż uderzają one w dobre imię naszego kraju. A tu nic, chyba że przybierają one groteskową formę braku w berlińskim hotelu polskich stacji telewizyjnych.

Czarna lista

Twierdzenia ministra spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska zawarte w 2007 roku w wywiadzie-rzece pod nazwą „Strefa zdekomunizowana” nie były wypadkiem przy pracy, jeśli przypomnimy umieszczenie przez Sikorskiego nazwiska Kobylańskiego na nieformalnej „czarnej liście” przedstawicieli Polonii, z którymi polscy dyplomaci nie mają prawa utrzymywać stosunków i mają wycofywać się ze wspólnie prowadzonych przedsięwzięć.

Ta izolacja miała dotknąć nie tylko Kobylańskiego. „Nasz Dziennik” z 10 stycznia 2008 roku  w tekście „Polacy non grata” pisał, że „na „czarnej liście Polaków, z którymi urzędnicy rządu Donalda Tuska mają zerwać kontakty, widnieje nie tylko nazwisko prezesa USOPAŁ-u Jana Kobylańskiego, ale również czołowych przedstawicieli organizacji polonijnych: wybitnego polskiego misjonarza ks. Jerzego Morkisa oraz Mariana Kurzaca, prezesa „Juwentusu”, największej polonijnej organizacji w Brazylii. Krytycznie oceniali oni działania rządu Tuska, niepochlebnie komentowali nominację Sikorskiego i Bartoszewskiego. Polska dyplomacja w wyniku politycznych zaleceń już wycofała się ze współorganizowania 110-lecia istnienia brazylijskiego „Juwentusu”.

Przeciwko tym praktykom zaprotestowała lwia część Polonii, w tym Kongres Polonii Amerykańskiej. Z ostrym listem protestacyjnym wystąpił w styczniu 2008 roku do Prezydenta i Premiera RP – co przywołuje prof. Jerzy Robert Nowak w książce „Potępiany za patriotyzm. Sylwetka Jana Kobylańskiego” – prezes Światowego Kongresu Polaków Katolików Adam Ocytko. Podkreślał w nim, iż „ byliśmy świadkami bezprecedensowych oszczerstw wypowiedzianych przez prominentnych przedstawicieli polskiego rządu. Panowie ministrowie Radosław Sikorski, Ryszard Schnepf, Jarosław Gugała, uprzednio również pan min. Bartoszewski, przy braku jakiejkolwiek reakcji odpowiedzialnego za działania swoich podwładnych Pana Premiera D.Tuska (…) w sposób zupełnie bezpodstawny i bardzo krzywdzący zniesławili i znieważyli zasłużoną organizację Polonii – Unię Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej – oraz w szczególny sposób zniesławili i znieważyli jej prezesa, Pana Jana Kobylańskiego, prominentnego członka naszej społeczności”.

 Jeszcze nie „dorżnął watahy”?

27 marca sąd uznał, że Sikorski miał prawo określić lidera Polonii w książce „Strefa zdekomunizowana” „antysemitą” i „typem spod ciemnej gwiazdy”, a do tego zarzucić mu „szmalcownictwo”. Ba, było to wręcz jego obowiązkiem jako urzędnika państwowego!

A że zarzutom wobec Kobylańskiego przeczą fakty? Tym gorzej dla nich.

Wyrok, co prawda, nie jest prawomocny i apelacja pewnie zostanie zgłoszona, jednak na razie Sikorski nie musi przepraszać Kobylańskiego w mediach, ani wpłacać 20 tysięcy złotych zadośćuczynienia na cele społeczne. Na odwrót: to 88-letni szef USOPAŁ za nie swoje grzechy musi zwrócić Sikorskiemu 2,4 tys. złotych kosztów postępowania sądowego. I niech Kobylański się cieszy, że sąd nie wystąpił o jego ekstradycję, czy zaocznie nie skazał go na pracę w kamieniołomach!

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Bożena Chłopecka powiedziała przecież, że i tak Sikorski zachował się po dżentelmeńsku: „Proces bezspornie wykazał antysemickie poglądy Jana Kobylańskiego, wobec czego określenie go przez Radosława Sikorskiego „antysemitą i typem spod ciemnej gwiazdy” może być określane jako łagodne”.

Wypada się sądu spytać: co by już nie było „łagodne”. Może wcielone w życie hasło „dorżnięcia watahy”? Chociaż, kto wie? Jeśliby sąd stwierdził, ze „dożynane” są właściwe osoby, to wszystko można uzasadnić „ważnym interesem społecznym”…

 Świadkowie Sikorskiego nieobiektywni? Tym lepiej!

Wszystko zaczęło się od zarzutów postawionych przez Sikorskiego w 2007 roku w wywiadzie-rzece pt.: „Strefa zdekomunizowana” przeprowadzonym przez Łukasza Warzechę. Sikorski – oprócz zarzucenia Kobylańskiemu antysemityzmu i nazwania go „typem spod ciemnej gwiazdy” – podkreślał też, że pion śledczy IPN rozważał postawienie Kobylańskiemu zarzutu o szmalcownictwo w czasie II wojny światowej. Kobylański pozwał Sikorskiego o naruszenie dóbr osobistych.

W pozwie pełnomocnik lidera USOPAŁ, mec. Zbigniew Cichoń wnosił o: „nakazanie pozwanemu opublikowanie przeproszenia powoda w terminie 7 dni od uprawomocnienia się wyroku na pierwszej stronie „Rzeczpospolitej”, „Naszego Dziennika”, „Gazety Wyborczej”, czcionką o podwójnej wielkości w porównaniu z sąsiednim tekstem treści: „Przepraszam Pana Jana Kobylańskiego Prezesa Polonii Latynoamerykańskiej za oszczerczą i znieważającą wypowiedź o nim na s.128 książki „Strefa zdekomunizowana. Wywiad rzeka z Radkiem Sikorskim” autorstwa Łukasza Warzechy brzmiącą „I pewnie dlatego nie uwzględnił mojego wniosku o odwołanie z funkcji konsula honorowego niejakiego Jana Kobylańskiego, samozwańczego przywódcy Polonii Latynoamerykańskiej, antysemity i typa spod ciemnej gwiazdy. Dopiero Bartoszewski miał dość jaj, aby mój ponowny wniosek zaakceptować. Tymczasem IPN rozważał postawienie Kobylańskiemu zarzutu o szmalcownictwo w czasie wojny, co nie przeszkadza mu wywierać wpływu na obsady ambasadorskie i konsularne, i to nie tylko w Ameryce Łacińskiej” [podkr. Aut.] i upoważnienie powoda do opublikowania tych przeprosin na koszt pozwanego w razie nie dokonania tego przez pozwanego.”

14 marca, po zakończeniu przedostatniej odsłony procesu, zakończonej odroczeniem terminu ogłoszenia orzeczenia,  mec. Cichoń, odnosząc się do zarzutów szmalcownictwa, powiedział „Kurierowi Chicago”, że „w zeznaniach niektórych świadków, czy w napastliwych publikacjach, których sporo się pojawiało, taki wątek się przejawiał. Tym bardziej jest to niegodziwe jeśli się usiłuje podważyć ewidentne fakty, udowodnione dokumentami stosownych instytucji naszego państwa, które potwierdzają że pan Kobylański był więziony w obozach hitlerowskich.”

Jak podkreślał mec. Cichoń, Sikorski oparł się na zeznaniach świadków, którzy „albo są osobami podległymi ministrowi Sikorskiemu, albo pracowały w resorcie spraw zagranicznych, bądź są to osoby, które były w osobistym konflikcie z panem Kobylańskim. Taki konflikt istniał między panem Gugałą, między panem Schnepfem, którzy wcześniej byli na placówce dyplomatycznej w Ameryce Południowej, oni przyznali zresztą w swoich zeznaniach, że ten konflikt istniał. (…) Dowody mówią, że świadkowie nie są obiektywni. Zawsze ilekroć świadek jest skłócony z którąkolwiek ze stron, to walor jego obiektywności jest słabszy, i tak to generalnie rzecz biorąc sądy przyjmują.”

Być może, tyle że sąd w Warszawie konfliktu osobistego nie wziął pod uwagę. Bo wziąć nie chciał.

 Skazała Wassermanna, skazała Kobylańskiego

Jak niezależne są polskie sądy wie każdy, kto choć raz musiał zmierzyć się z kimś skoligaconym towarzysko, bądź politycznie z rozdającym karty „salonem”. Można mieć 1000 proc. racji i tak się przegra. To właśnie casus Kobylańskiego. Wystarczy odpowiedni skład sędziowski.

Sprawę Kobylański-Sikorski zabezpieczył dobrze dobrany duet. Obok wspomnianej już Bożeny Chłopeckiej za stołem sędziowskim zasiadła Małgorzata Perdion-Kalicka.

W 2007 roku sędzia Chłopecka, delegowana do sądu okręgowego z sądu rejonowego, orzekła, że poległy 10 kwietnia 2010 roku Zbigniew Wassermann, były koordynator służb specjalnych w rządzie PiS, ma przeprosić Agorę, wydawcę „Gazety Wyborczej”, za stwierdzenia ze stycznia 2006 roku, w których zarzucał „GW”, że toczy „zawziętą wojnę w celu ochrony układu ludzi władzy, biznesu, mafii i służb specjalnych” oraz że „działania i praktyki „GW” wskazują na instrumentalną manipulację polityczną”. Sędzia Chłopecka uznała, że Wassermann naruszył dobra osobiste i wiarygodność „Gazety Wyborczej”. Wyrok nakazywał opublikowanie przeprosin, wpłacenie 15 tys. zł na cel społeczny oraz zwrot Agorze 2 tys. zł kosztów sądowych. Wassermann odwołał się od wyroku do Trybunału w Strasburgu.

 Rekordzistka Guinnessa

Z kolei Małgorzata Perdion-Kalicka zasłynęła w 2010 roku jako przewodnicząca składu sędziowskiego w procesie w trybie wyborczym, dotyczącym tzw. prywatyzacji szpitali. Jak pamiętamy Jarosław Kaczyński zarzucił podczas kampanii wyborczej Bronisławowi Komorowskiemu, iż ten chce, by służba zdrowia była sprywatyzowana. Kaczyński sprawę przegrał, gdyż – według orzeczenia – Komorowski opowiadał się za komercjalizacją, a nie prywatyzacją. Tyle tylko, że komercjalizacja to przekazanie państwowych szpitali w gestię samorządów wraz z długami, którymi będą obciążone obdarowane samorządy, a z braku pieniędzy zostaną one zmuszone do ich prywatyzacji, która ustawowo zlikwiduje bieżące zadłużenia. Ale ta prawidłowość, że komercjalizacja otwiera drogę do prywatyzacji, sądu nie interesowała. Wszak Komorowski sprawy w normalnym układzie nie do wygrania nie mógł przegrać.

Uzasadnienie do wyroku Perdion-Kalicka odczytywała przez kilkadziesiąt minut. Przygotowując je musiała chyba pobić rekord Guinnessa, gdyż było gotowe w ciągu dwóch godzin po przesłuchaniu Komorowskiego. Zresztą jeszcze zanim nastąpiło wydanie wyroku, minister zdrowia, a obecnie marszałek Sejmu, Ewa Kopacz (PO) stwierdziła, że „Jarosław Kaczyński musi przeprosić pacjentów”. Nie chce się już nawet zadbać o pozory.

O tym jak przebiega dobór sędziów do składu sędziowskiego podczas rozpraw z ludźmi o poglądach politycznych innych niż te „salonu” z Czerskiej i okolic niech świadczy inny smaczek. We wcześniejszej odsłonie procesu Komorowski-Kaczyński wyrok, również niekorzystny dla kandydata PiS na prezydenta, wydała sędzia Agnieszka Matlak, która orzekała m.in. w procesie Stanisława Remuszki z „Gazetą Wyborczą”. Remuszko oczywiście sprawę przegrał. Zszargał świętości, gdyż według Matlak „negatywne treści na temat Adama Michnika redaktora naczelnego Gazety Wyborczej oraz wydawcy tej gazety Agory S.A. są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego”.

Sędzi Matlak dużo do zawdzięczenia ma także gen. Wojciech Jaruzelski, nieformalny doradca prezydenta Komorowskiego ds. stosunków z Moskwą. To dzięki niej szef wojskowej junty nadal może mieszkać w warszawskiej willi przy ul. Ikara. Generał wygrał bowiem w 2006 roku proces wytoczony mu przez Jana Przedpełskiego, spadkobiercę przedwojennych właścicieli willi, którą została odebrana przez komunistów na podstawie tzw. dekretów Bieruta.

 Bartoszewski zmienny jest

Radosław Sikorski w swoim wywiadzie chwalił Władysława Bartoszewskiego, który w 2000 roku pozbawił Kobylańskiego tytułu Honorowego Konsula RP w Urugwaju. Rzecz jasna za „antysemityzm” i „szkodzenie Polsce”. Bartoszewski, jak to poetycko ujął Sikorski, „miał dość jaj, by to zrobić”. To szkodzenie, jak wynika z kuriozalnego listu Bartoszewskiego do prezesa USOPAŁ, miało polegać na tym, że Kobylański jako konsul honorowy RP nie popierał linii politycznej ministra spraw zagranicznych, a ponadto posiadał odmienne zapatrywania polityczne. Rzecz ciekawa, skoro nigdzie na świecie konsule honorowi nie reprezentują programowo ani żadnej linii politycznej, ani tym bardziej partii politycznej.

Kto by pomyślał, że jeszcze w 1995 roku Bartoszewski wystawiał Kobylańskiemu piękną laurkę: „Chciałbym stwierdzić, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych w pełni docenia Pańskie zasługi dla odrodzenia polskości wśród naszych rodaków i ich potomków zamieszkujących w Ameryce Południowej. Mamy pełną świadomość tego, że to właśnie zaangażowanie Pana konsula doprowadziło do ożywienia działalności polonijnej, która zaowocowała utworzeniem Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych w Ameryce Łacińskiej (USOPAŁ). Tych niezwykle ważnych działań na rzecz spraw polskich nie sposób przecenić.”

Wolta jednak musiała nastąpić. Nie do zaakceptowania dla elit poprawnych politycznie było to, że Kobylański wespół z nieżyjącymi już Edwardem Moskalem, prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej i dr. Janem Pyszką z Ligi Polskiej Organizacji Narodu Polskiego stworzyli wspólny front obrony Polski przed antypolonizmem. Protestowali przeciwko oszczerstwom Jana Tomasza Grossa o mordowaniu Żydów przez Polaków w Jedwabnem, czy przepraszaniu Ukraińców za „polskie zbrodnie”.

Tajemnicą poliszynela jest, że za decyzją Bartoszewskiego o pozbawieniu Kobylańskiego funkcji Konsula Honorowego RP stali ambasadorzy RP w Urugwaju i Kostaryce, których zeznania sąd tak skwapliwie uznał za bezstronne. Jarosław Gugała, dziś dyrektor Pionu Informacji i Publicystyki telewizji „Polsat”, bezpodstawnie – gdyż kwerenda odpowiednich zasobów w MSZ tych zarzutów nie potwierdziła – oskarżał zasłużonego dla umacniania polskości działacza o związki ze służbami sowieckimi. W atakach na lidera USOPAŁ wspomagał go Ryszard Schnepf, obecny ambasador RP w Hiszpanii, który podczas wytoczonego przez Kobylańskiego m.in. jemu głośnego procesu o zniesławienie, nazwał prezesa USOPAŁ „dobrze znanym bandytą międzynarodowym”.

Przeciwko decyzji Bartoszewskiego protestował m.in. prezes Wspólnoty Polskiej prof. Andrzej Stelmachowski. „Prezes Kobylański jest jedną z najbardziej liczących się postaci światowego życia polonijnego, człowiekiem, którego zasługi w odrodzeniu polskości w krajach Ameryki Południowej są niepodważalne, a nawet – nie waham się użyć tego określenia – nieporównywalne. Dzięki jego wysiłkom powstała Unia Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej, która ożywiła życie polonijne w krajach Ameryki Południowej. Również hojności Jana Kobylańskiego zawdzięczają m.in. swe funkcjonowanie domy polskie w Montevideo i Buenos Aires. Spektakularnym efektem jego działań jest wprowadzenie do kalendarza świąt państwowych Argentyny Dnia Osadnika Polskiego.” – argumentował Stelmachowski. Było to jednak wołanie na puszczy.

 „Drugi Ignacy Domeyko”

Obecny szef dyplomacji w zwalczaniu Kobylańskiego doszedł dosłownie do ściany. By zdeprecjonować osobę lidera polonijnego nie wahał się nawet wykorzystać osoby Sługi Bożego Jana Pawła II.

USOPAŁ, uważany tendencyjnie przez Sikorskiego za nic nie znaczącą organizację, choć skupia ona ponad 100 tys. członków, to także kultywowanie pamięci o Papieżu-Polaku, to liczne jego pomniki ufundowane przez Jana Kobylańskiego, jak również emisje „papieskich” znaczków pocztowych. Do obiegu weszło ich zapewne znacznie więcej niż w Polsce. Tymczasem Sikorski insynuował na forum publicznym, ze tego rodzaju działalność nie ma nic wspólnego z rzeczywistymi celami Kobylańskiego.

19 lutego 2008 roku w liście do marszałka Senatu Bogdana Borusewicza stwierdzał oto, że „fundowanie przez USOPAŁ pomników Jana Pawła II ma stworzyć wrażenie, jakoby Ojciec Święty aprobował działalność i ideologię Jana Kobylańskiego. Tymczasem powszechnie wiadomo, że Jego Świątobliwość Papież Jan Paweł II całym swoim życiem wykazał jak odległy był od nienawiści religijnej i rasowej. Według mojej wiedzy, Jan Paweł II nigdy nie zgodził się przyjąć Jana Kobylańskiego”

To było już trafienie kulą w płot, zważywszy że Papież-Polak spotykał się z prezesem USOPAŁ kilkakrotnie i wyrażał się o nim z uznaniem. Dość powiedzieć, że Ojciec Święty nazwał Jana Kobylańskiego „drugim Ignacym Domeyką Ameryki Łacińskiej i arcyambasadorem Polski w świecie”.

 Kobylański nie był szmalcownikiem

W uzasadnieniu sąd stwierdził m.in., że Sikorski miał prawo mówić o podejrzeniach IPN co do domniemanego szmalcownictwa Kobylańskiego, bo szef MSZ nie oceniał ich zasadności. Nie jest to prawda, gdyż w momencie ukazania się książki na rynku znana już była decyzja Instytutu Pamięci Narodowej odrzucająca wszystkie oskarżenia wobec lidera USOPAŁ. Sikorski musiał ją znać, więc świadomie publicznie skłamał. Prof. Jerzy Robert Nowak w, wydanej w 2009 roku, książce pt.: „Potępiany za patriotyzm. Sylwetka Jana Kobylańskiego” wykazał to jednoznacznie .

Jak podkreśla: „w ciągu 2007 roku doszło do ostatecznego obalenia wszystkich oskarżeń medialnych przeciwko prezesowi Janowi Kobylańskiemu – w oparciu o badanie dokumentów sprawy przez odpowiednie instytucje. (…) W styczniu 2007 roku pion śledczy IPN-u ostatecznie umorzył śledztwo przeciwko Kobylańskiemu. 8 marca 2007 roku prezes IPN-u Janusz Kurtyka poinformował wicemarszałka Senatu Ryszarda Legutkę o tym, że prowadzone od kwietnia 2005 roku śledztwo IPN-u oraz rozległe poszukiwania i kwerendy archiwalne „nie doprowadziły do potwierdzenia informacji, jakoby sprawcą wydania w ręce funkcjonariuszy Gestapo rodziny Szenkerów był Jan Kobylański – były Konsul Honorowy RP w Urugwaju. W tej sytuacji prokurator Oddziałowej Komisji IPN w Warszawie (…) odmówił wszczęcia śledztwa w przedmiotowej sprawie.””

 Kobylański był więźniem obozów

Jedną z osi wieloletnich ataków na lidera USOPAŁ było kwestionowanie jego pobytu w niemieckich obozach koncentracyjnych. IPN wykazał, że i ten zarzut jest kłamliwy. Prof. Nowak przypomina, iż 22 października 2007 roku kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Wiktor Spirydonowicz wydał decyzję przyznającą Janowi Kobylańskiemu uprawnienia kombatanckie „w wymiarze jednego roku i ośmiu miesięcy z tytułu przebywania od sierpnia 1943 roku do końca kwietnia 1945 roku w hitlerowskich więzieniach i obozach zagłady: w więzieniu Pawiak w Warszawie oraz w obozach koncentracyjnych Oświęcim-Brzezinka, Mauthausen, Gross Rosen, Flossenburg, Natzwailer i Dachau.”

 Lipowicz sprawdzała, czy Kobylański współpracował z SS

W grudniu 2011 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa umorzył – z powodu przedawnienia – proces karny grupy dyplomatów i dziennikarzy, których Kobylański oskarżył o zniesławienie. Czując się dotknięty tekstami w „GW”, „Rzeczpospolitej”, „Newsweeku” i „Polityce” z lat 2004-2005, skierował on prywatny akt oskarżenia wobec szefów tych mediów oraz ich dziennikarzy, a także b. ambasadorów w Urugwaju: Jarosława Gugały i Ryszarda Schnepfa. Kobylański chciał, by każdy z oskarżonych wpłacił 100 tys. zł na cel charytatywny.

Na ławie oskarżonych zasiedli m.in.: wiceminister spraw zagranicznych Ryszard Schnepf (obecnie ambasador RP w Madrycie), były ambasador w Chile Daniel Passent (czołowy publicysta postkomunistycznej „Polityki”), naczelny redaktor tego tygodnika Jerzy Baczyński, były ambasador Urugwaju Jarosław Gugała (obecnie w TV Polsat), redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” Adam Michnik (za „dopuszczenie do druku” artykułów zniesławiających Kobylańskiego) i dziennikarze „Gazety Wyborczej” Mikołaj Lizut, Hanna Recman, Dominik Sadowski, Jacek Hołub, Karol Dolecki, Dominik Uhlik oraz Agnieszka Kublik, Jerzy Wójcik, redaktor naczelny wydawanej przez Agorę bezpłatnej gazety „Metro”, dziennikarze i dokumentaliści „Rzeczpospolitej” Jerzy Morawski i Andrzej Kaczyński, ich były naczelny Grzegorz Gauden oraz były naczelny „Newsweeka” Tomasz Wróblewski, dziennikarka TVP Dorota Wysocka – Schnepf.

Proces długo nie mógł się rozpocząć. Adwokat Andrzej Lew – Mirski jako pełnomocnik prezesa USOPAŁ złożył do sądu liczący 197 stron pozew 1 października 2005 roku Dopiero dwa i pół roku później, 5 maja 2008 roku, odbyło się pierwsza, pojednawcza, rozprawa. Bezskuteczne jednak, gdyż żaden z pozwanych nie przybył na rozprawę. Ostatecznie proces ruszył 27 marca 2009 roku.

Skandali nie zabrakło. Mecenas Beata Czechowicz podczas jednej z rozpraw ujawniła np. szukanie haków na Kobylańskiego dotyczących jego współpracy z SS. Okazało się, że w lutym 2001 roku ówczesna ambasador RP w Austrii Irena Lipowicz , dziś Rzecznik Praw Obywatelskich (!), po rozmowie z Szymonem Wiesenthalem – założycielem centrum tropiącego zbrodniarzy nazistowskich – wysłała do MSZ tajną depeszę, która została omówiona w jawnych aktach . Wiesenthal miał rozmawiać z ambasador Lipowicz o teczce Kobylańskiego dokumentującej rzekomą współpracę Kobylańskiego z SS w obozie koncentracyjnym i zawierającą informację o możliwym tatuażu SS. Postawiony wniosek o doprowadzenie do oględzin ciała mieszkającego w Urugwaju Kobylańskiego w poszukiwaniu tatuażu lub śladu po jego wywabieniu został jednak oddalony.

 Przeprosiny? Jakie przeprosiny?

Jak widać przegrana z Sikorskim to nie pierwsze takie potraktowanie Kobylańskiego przez tzw. wymiar sprawiedliwości III Rzeczypospolitej. Nie pomagają dokumenty IPN, nie pomaga nic. Szef USOPAŁ ma po prostu nie takie poglądy jak potrzeba. Nie ma więc czego szukać w gmachach sądowych w Polsce.

Wszystkie dotychczasowe zarzuty wobec Jana Kobylańskiego okazały się czarną propagandą mającą szefa USOPAŁ zniesławić i poniżyć. Czy ktoś za to przeprosił? Wolne żarty! Nikt nie przeprosił i nie przeprosi. Nie po to bowiem był robiony cały ten propagandowy harmider i produkowane „fakty prasowe”, by cały ten trud i znój poszedł na marne.

Julia M. Jaskólska
Piotr Jakucki

Tekst ukazał się w „Kurierze Chicago”, 30.03-5.04 2012,

Za: Strona Autorska: Julia M. Jaskólska, Piotr Jakucki - jakuccy.pl (30/03/2012) | http://jakuccy.pl/wrog-publiczny/

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content