Nie bójmy się prawdy o in vitro

Problemy z płodnością dotykają obecnie wielu małżeństw, przyczyniając się do stresu i depresji, poczucia winy, zaburzeń relacji w rodzinie i funkcjonowania w społeczeństwie. Niepłodność przyczynia się do niższej liczby urodzeń, a kryzys demograficzny do kryzysu ekonomicznego.

Problemy z płodnością mogą obejmować: niepłodność całkowitą, płodność ograniczoną w mniejszym lub większym zakresie, niepłodność przejściową. Brak dziecka w rodzinie może też wynikać z zaburzeń genetycznych, które uniemożliwiają urodzenie dziecka zdolnego do życia lub są przyczyną trudności w donoszeniu ciąży – poronienia, urodzenia dziecka martwego lub niezdolnego do życia.
Niepłodność jest określana czasem jako choroba, ale w rzeczywistości jest objawem różnych chorób, najczęściej przewlekłych, bądź wynikiem szkodliwego oddziaływania czynników zewnętrznych.
Niepłodność jest problemem zdrowotnym pary małżonków, gdyż to oni wspólnie jako małżeństwo są niepłodni. Jest więc „sumą” stanu zdrowia prokreacyjnego mężczyzny i kobiety. Obecnie, kiedy jest możliwe współżycie płciowe bez następującego poczęcia dziecka (antykoncepcja) oraz w sytuacji możliwości poczęcia dziecka poza aktem seksualnym poprzez sztuczny rozród, literatura fachowa często definiuje niepłodność jako problem jednostki.

Przedwczesne rozpoznawanie niepłodności
Klasyczna definicja medyczna niepłodności mówi o niemożności poczęcia po okresie około roku regularnych starań bez stosowania środków i metod ograniczających płodność. Z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii, opublikowanych przez National Institute for Health and Clinical Excellence w 2004 roku wynika, że 84 proc. par zachodzi w ciążę w ciągu jednego roku starań, a 92 proc. w drugim roku starań. Warto więc pokreślić, że połowa par, które nie zaszły w ciążę po roku starań, zachodzi w ciążę w drugim roku starań, nie podejmując leczenia, zupełnie naturalnie.
Problem polega na tym, że według klasycznej definicji niepłodności zalicza się do niepłodnych również małżeństwa, które są płodne. Zanim poczęcie może nastąpić naturalnie, małżeństwa te są często informowane, że są niepłodne. Wywołuje to u obojga niepokój, stres, czasami panikę, a te dodatkowo ograniczają płodność i sprzyjają podejmowaniu nieprzemyślanych decyzji. Małżeństwa powinny raczej w czasie dłuższych starań skupić się na obserwacjach własnego zdrowia, nie ulegać niepotrzebnemu stresowi, dobrze się odżywiać, dbać o wypoczynek, unikać używek. Co ważne, rozpocząć obserwację cyklów miesiączkowych małżonki, ewentualnie wykonać badania informujące o prawidłowości procesów fizjologicznych z nimi związanych. Nie dać sobie narzucać jakichś schematów częstości małżeńskiego współżycia, pozostawiając to naturalnym pragnieniom i uczuciom. Małżeństwa powinny być zachęcone do generalnej troski o płodność.

Ignorowanie naturalnego cyklu kobiety
Powszechne stosowanie antykoncepcji i metod sztucznego rozrodu uczy coraz mniejszej odpowiedzialności za swój stan zdrowia, zmienia styl życia. Kobiety zamiast polegać na sobie, swojej roztropności, świadomości funkcjonowania swojego ciała, a nawet na instynkcie samozachowawczym, wolą swoje zdrowie, plany prokreacyjne przekazywać działaniu tabletek hormonalnych głęboko ingerujących w ich biologię, osobowość – kiedy nie chcą mieć dziecka, a kiedy chcą mieć dziecko, szukają innych środków czy metod, takich jak in vitro (in vitro fertilisation).
Pary często przez wiele lat traktują płodność jako chorobę, akceptują siebie nawzajem z odrzuceniem własnej płodności, na którą „lekiem” jest czasowe ubezpłodnienie poprzez antykoncepcję.
Antykoncepcja często jest stosowana w stanach zaburzenia zdrowia ginekologicznego. Hamuje ona cykle kobiety, a także towarzyszące cyklom objawy, często objawy chorób. W konsekwencji choroby te są wyciszane latami. Nie są one dokładnie diagnozowane ani skrupulatnie leczone przyczynowo, tak więc często po odstawieniu antykoncepcji powracają. W efekcie takiego wieloletniego postępowania lekarze stracili wiele możliwości rozwoju umiejętności dokładnej diagnostyki i leczenia przyczynowego zaburzeń kobiecego cyklu i innych schorzeń ginekologicznych.
Często powielany jest pewien schemat. Otóż w którymś momencie życia małżeńskiego, zwykle po latach negacji płodności, często po latach antykoncepcji, pod wpływem doświadczeń innych i świadomości upływającego czasu pojawia się pragnienie dziecka i dążenie do zrealizowania tego pragnienia – natychmiast. W popłochu małżeństwo poszukuje porady lekarskiej i staje się łatwym łupem dla rozreklamowanych prywatnych ośrodków zajmujących się sztucznym rozrodem.

Sojusz zwolenników antykoncepcji i in vitro
Zauważyć można tendencję, że zwolennicy antykoncepcji bardzo popierają metody sztucznej prokreacji. Zarówno antykoncepcja, jak i in vitro czerpią dochody na strategii opóźniania macierzyństwa. Na przykład małżeństwo przez 15 lat wydaje pieniądze na antykoncepcję, aby uniknąć poczęcia dziecka, wierząc, że będzie to możliwe w późniejszych latach. Kiedy według małżonków przychodzi na dziecko stosowny czas, okazuje się, że poczęcie go nie jest takie proste i małżeństwo znowu wydaje pieniądze, tym razem na in vitro. Zarówno antykoncepcja, jak i in vitro odbywają się ze szkodą dla zdrowia małżonków. Wydaje się, że stan ten odpowiada natomiast producentom środków antykoncepcyjnych i zajmującym się zawodowo wspomaganym rozrodem.
Jak pisze Maria Klepacka-Środoń w artykule opublikowanym w „Imago” (2-3, 2011, s. 13 „Kontrola urodzeń nowej generacji”) – wynalazca współczesnej antykoncepcji hormonalnej prof. Carl Djerassi na londyńskiej konferencji w listopadzie 2010 roku przedstawił pomysł, aby wszystkim nastolatkom pobierano gamety do zamrożenia, a następnie dokonywano na nich przymusowej sterylizacji. „Wówczas przejawy miłości nie musiałyby już nigdy być niczym ograniczone, a każde poczęcie byłoby całkowicie kontrolowane – stałoby się domeną techniki ICSI” – pisze prof. Djerassi.

Diagnostyka w niełasce
„Jedyną i ostatnią nadzieją na posiadanie dzieci było in vitro” – słyszy się często z ust par poddających się tej procedurze.
Trzeba w tym miejscu podkreślić, że współczujemy małżeństwom, które mają problemy z poczęciem dziecka. Szanujemy ich ból i ogromne pragnienie rodzicielstwa. U dużej części tych małżeństw nie udaje się wykryć przyczyny. Po pierwsze, często trudno ją wykryć. Po drugie, badania mające do tego doprowadzić wykonuje się często pospiesznie i pobieżnie. Na przykład jedna z klinik leczenia niepłodności w Polsce informuje, że w jej placówce diagnostyka niepłodności została tak udoskonalona, iż przeprowadzana jest w jednym dniu. Tym samym skracany jest czas, w którym – jak twierdzi ta klinika – „tyka zegar biologiczny pacjentek”. Nie jest możliwe, aby w jednym dniu dobrze zdiagnozować cały cykl żony czy zdrowie męża. Jedna z par relacjonowała, że po wstępnej, mniej więcej tygodniowej diagnostyce, usłyszeli następującą diagnozę od lekarza: „Nie mają Państwo przeciwwskazań do in vitro”.
Często w procedurze in vitro lekarze nie zajmują się w wystarczającym stopniu rozpoznaniem ani rzetelnym leczeniem przyczyn zaburzeń płodności. Doktor Sami David, pionier in vitro z Nowego Jorku, który wykonał pierwszy zabieg IVF w tym mieście w 1983 r., w artykule opublikowanym w „The Sunday Times” 26 lipca 2009 roku stwierdził, że około 50 proc. kobiet poddających się zabiegowi in vitro mogłoby począć dziecko zupełnie naturalnie. Jedynym warunkiem jest dokładna diagnostyka i prawdziwe leczenie. Często pary nie wiedzą nawet o takiej możliwości. W odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje, dr Sami David mówi, że: „Przyczyną jest brak wiedzy, umiejętności lub brak zainteresowania ze strony lekarzy. Mają produkt do sprzedaży i sprzedają IVF. Czasem przyczyną jest niecierpliwość pacjenta lub niecierpliwość lekarza”.
Sami autorzy prac naukowych podkreślają, że obecnie, w dobie powszechnego stosowania in vitro (IVF), daje się zauważyć tendencja do niestarannego, powierzchownego zbierania wywiadu oraz przeprowadzania pobieżnego badania fizykalnego u kobiet z problemem niepłodności, co niekiedy prowadzi do przeoczenia objawów chorobowych ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami. Przedwcześnie stawia się diagnozę, że kobieta z pewnością będzie miała trudności z poczęciem. Budzi to lęk, czasem panikę u kobiet, ale też przysparza klientów do technologii sztucznej reprodukcji, zwłaszcza wówczas, kiedy twierdzi się, że jest to jedyny sposób, by urodzić dziecko.
Małżeństwa wchodzą do klinik prowadzących procedury sztucznego rozrodu z zaburzeniami zdrowia i z tymi samymi zaburzeniami wychodzą.
Technika in vitro stanowi wyzwanie technologiczne polegające na ominięciu dysfunkcyjnego organu, połączeniu plemnika i komórki jajowej poza organizmem kobiety. A przecież celem działania lekarzy powinno być przede wszystkim przywrócenie stanu zdrowia pacjentom, w tym zdrowia prokreacyjnego, który oddziałuje na stan zdrowia całego organizmu. Lekarze tracą w ten sposób okazję do przywrócenia dobrego zdrowia ludziom z problemami medycznymi. „W dodatku nowy człowiek jest powoływany do życia w chorym organizmie matki, co z pewnością nie jest bez znaczenia dla przebiegu ciąży i rozwoju dziecka”.
Gdzie można znaleźć dokładną diagnostykę i zaawansowane techniki prawdziwego leczenia, a nie omijanie problemu?
Istnieją metody uczciwej, skrupulatnej diagnostyki i zaawansowane techniki leczenia dające realne szanse naturalnego poczęcia. Są nimi na przykład diagnostyka i leczenie w ramach NaProTechnology (Natural Procreative Technology). Jest to sposób postępowania medycznego ukierunkowany na utrzymanie w dobrym stanie zdrowia prokreacyjnego pary małżeńskiej poprzez monitorowanie, wczesne rozpoznawanie zaburzeń i ich leczenie, stałą opiekę, edukację i zachęcanie do zachowań sprzyjających zdrowiu.
Najpierw analizuje się cykl miesiączkowy, następnie dopasowuje się diagnostykę indywidualnie do zaburzeń cyklu, w tym: szczegółowe badania laboratoryjne, dokładną technikę badań ultrasonograficznych, później wdraża się zaawansowane techniki leczenia, również leczenia operacyjnego. Skuteczność NaProTechnology została udowodniona klinicznie, a wyniki postępowania zostały opublikowane w międzynarodowych, rekomendowanych czasopismach specjalistycznych.
W podręcznikach NaProTechnology opisuje się nowoczesne i coraz bardziej skuteczne metody przyczynowego leczenia niepłodności. Z wielkim powodzeniem rozwijana jest chirurgia rekonstrukcyjna miednicy mniejszej, macicy, jajowodów i jajników. Przeprowadzana jest w taki sposób, że zmniejsza w znacznym stopniu tworzenie się zrostów (T.W. Hilgers, Journal of Gynecologic Surgery Vol. 26, No 1, 2010, Near Adhesion-Free Reconstructive Pelvic Surgery: Three Distinct Phases of Progress Over 23 Years). Niestety, techniki te nie są często stosowane w Polsce.

Podsumowanie
Metoda sztucznego zapłodnienia (in vitro) – o niskiej skuteczności, tj. 21,5 proc. porodów w stosunku do liczby cykli miesiączkowych, w których ją zastosowano (Human Reproduction, Vol.25, No.8 pp. 1851-1862, 2010) i nieprzewidywalnych skutkach w przyszłości – reklamowana jest w mediach i na stolikach w poczekalniach gabinetów ginekologicznych jako dobrodziejstwo. Popularność in vitro wynika z bezkrytycznej wiary w rozwój techniki. Tymczasem to współczesna nauka i technika niejednokrotnie nie umie odpowiedzieć na pytanie o przyczynę i skuteczny sposób trwałego leczenia niepłodności. Duży niepokój wzbudza świadomość, że upowszechnienie in vitro w rzeczywistości wycofuje naukę z drogi badań nad przyczynami i sztuką skutecznego leczenia niepłodności.
Aby zapobiec powyższej tendencji, należy opracowywać i wprowadzać w życie programy prewencji niepłodności. Należy wyposażyć lekarzy w wiedzę i umiejętności prowadzenia skutecznej profilaktyki i leczenia. Kiedy pojawią się trudności, można sięgnąć po metody leczenia niepłodności, które nie polegają, jak IVF, na omijaniu trudności w poczęciu dziecka. Metody te są nadal ulepszane w zakresie zarówno diagnostyki, jak i terapii. Rozwija się NaProTechnology, skuteczna i zaawansowana metoda, niebudząca wątpliwości etycznych. Zasadą powinna być nie tyle kontrola płodności, ile troska o płodność, troska o zdrowie organizmu jako całości. Do leczenia niepłodności niezbędna jest cnota cierpliwości, zdrowego rozsądku, zrozumienia, że poczęcie człowieka nieraz jest poza mechanizmem obsesji logicznego planowania, nadmiernego perfekcjonizmu w budowaniu rodziny, przesadnej kalkulacji najbardziej odpowiedniego czasu na rodzicielstwo.

Natalia Suszczewicz – lekarz medycyny, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny, instruktor metod rozpoznawania płodności, instruktor Creighton Model System, konsultant medyczny NaProTechnology
Prof. dr hab. n. med. Bogdan Chazan – lekarz specjalista ginekolog-położnik, dyrektor Szpitala Ginekologiczno-Położniczego im. Św. Rodziny w Warszawie, członek Rządowej Rady Ludnościowej, przewodniczący Rady Fundacji MaterCare International

Za: Nasz Dziennik, Wtorek, 14 lutego 2012, Nr 37 (4272) | http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120214&typ=my&id=my05.txt

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content