Polityka uśmiechów – Julia M. Jaskólska

Aktualizacja: 2012-02-1 9:33 pm

o 10 kwietnia 2010 r. Polska prowadziła własną politykę bezpieczeństwa opierającą się na trzech filarach: suwerenności gospodarczej, ścisłej współpracy wojskowej z NATO, polityce zagranicznej zgodnej z interesem narodowym. Po tragedii smoleńskiej celem premiera Donalda Tuska i prezydenta Bronisława Komorowskiego stało się pojednanie z Rosją za cenę rezygnacji z własnej polityki bezpieczeństwa. W nowej doktrynie zagranicznej Polski priorytetami nie są już kordon sanitarny wokół Rosji, Ukraina, Litwa, Łotwa, Estonia, czy Gruzja. To są państwa peryferyjne. Nie jest ważna suwerenność energetyczna. Akceptowane jest energetyczne uzależnienie się od wschodniego sąsiada na warunkach skrajnie niekorzystnych dla naszego kraju. Podczas kampanii prezydenckiej w 2010 r. Bronisław Komorowski w jednej z wypowiedzi poinformował, że z premierem Tuskiem ustalił datę wyjścia z NATO. Biorąc pod uwagę politykę państwa wobec armii oraz coraz ściślejsze kontakty wojskowe z Rosją, była to pomyłka freudowska.

Dziś już nie ma najmniejszych złudzeń – „polityka uśmiechów” zapoczątkowana pierwszą oficjalną wizytą  premiera Tuska i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego złożoną w Moskwie w 2008 r. , a nie u dotychczasowych strategicznych partnerów, w Stanach Zjednoczonych i na Ukrainie, nie jest przypadkiem.

Rozformowana armia

Jeżeli kondycja sił zbrojnych jest słaba, to i państwo pozbawione możliwości obronnych nie gwarantuje bezpieczeństwa swoim obywatelom. Generał Roman Polko były dowódca GROM i wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego w okresie prezydentury Lecha Kaczyńskiego mówi wprost: „Mamy poczucie bezpieczeństwa, ale to jest złudne. Nie mamy żadnej gwarancji bezpieczeństwa w przypadku zagrożenia. Ćwiczenia nadal przeprowadzane są na pokaz – zdobycie budynku, przejście, ostrzał. Według scenariusza, który atrakcyjnie wygląda w przekazach telewizyjnych” [1].

Mimo niemałego budżetu MON wysokości 1,95 PKB, w przypadku konfliktu militarnego armia nie byłaby w stanie obronić państwa: „Nasze wojsko dysponuje siłą korpusu, a zakłada się, że może on bronić terytorium 200 km kw., czyli dwóch województw” – nie pozostawia złudzeń gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych[2].

A może być jeszcze gorzej, gdyż kadra zawodowa opuszcza armię. Według danych Ministerstwa Obrony Narodowej, przedstawionych 17 stycznia br., w 2011 r. z wojska odeszło 7380 żołnierzy (7,7 proc. kadry będącej na służbie na początku roku), czyli najwięcej od lat 90. Rok temu było to 6,5 tysiąca żołnierzy.

Polska armia nie ma nowoczesnego sprzętu. Królują zabytki muzealne. 900 czołgów to radzieckie T-72, polskie PT-91 „Twardy”, będące zmodernizowaną wersją T-72 oraz niemieckie Leopardy 2A4, pochodzące z lat 80., których nie możemy nawet zmodernizować, gdyż otrzymaliśmy je jako dar od Bundeswehry bez licencji na dokonywanie jakichkolwiek zmian konstrukcyjnych. [3] Bojowe wozy piechoty, pamiętają czasy Układu Warszawskiego, kończy się ich okres użytkowania, czyli tzw. resurs. Są co prawda transportery opancerzone „Rosomak”, ale to kropla w morzu potrzeb. Tragicznie wygląda Marynarka Wojenna. Ze względu na koszty zarzucony prawdopodobnie zostanie program budowy nowoczesnej korwety typu „Gawron”, po naszych wodach pływa w większości odmalowany złom. Okręt podwodny ORP „Orzeł”, jedyna jednostka typu Kilo, to konstrukcja sowiecka, zbudowana w latach 80. w stoczni w Leningradzie. Cztery jednostki typu Kobben zostały wyprodukowane w Niemczech w latach 60. i mimo zapewnień MON, iż przeszły one na początku lat 90. pełną modernizację „do najnowszych standardów światowych”, nie spełniają kryteriów współczesnego pola walki. Nasze wizytówki, fregaty rakietowe OORP „Kościuszko” i OORP „Pułaski”, również nie powstały w Polsce, otrzymaliśmy je w darze od Amerykanów. Za oceanem weszły do służby w 1980 r. Dodatkowo okrętów i tak nie ma gdzie remontować, ponieważ Stocznia Marynarki Wojennej w Gdyni jest w stanie upadłości.

Rozreklamowana przez MON reorganizacja często okazywała się farsą (np.”odchudzono” jednostki, a orkiestry wojskowe utrzymały stan posiadania). Część rozformowanego 31 grudnia ub. roku 13. Elbląskiego Pułku Przeciwlotniczego została wcześniej przeniesiona z tego miasta do Gołdapi, miasteczka bez połączeń kolejowych, położonego 5 km od granicy z Rosją, co umożliwia Rosjanom penetrację wywiadowczą jednostki, śledząc szkolenie żołnierzy, a nawet wszelkie ruchy w koszarach. Mogą oni także podsłuchiwać rozmowy prowadzone przez telefony komórkowe.

Zresztą może zmienia się doktryna, zgodnie z deklaracją Komorowskiego z kampanii prezydenckiej, skoro obecnej ekipie nie przeszkadzają wspólne ćwiczenia wojskowe z armią państwa wrogiego NATO, jak również wspólne szkolenie wojsk i dowództw. Rozmowy na ten temat przeprowadzili w Warszawie 25 sierpnia 2010 r. szefowie sztabów generalnych Polski i Rosji- generał Mieczysław Cieniuch i generał Nikołaj Makarow. I są kontynuowane.

 Geopolityka rurociągów

Obecnie około 60 proc. ropy i gazu importujemy z Rosji. Przyjmując, że zagrożenie szantażem energetycznym pojawia się w przypadku importowania ponad 20 proc. całości sprowadzanego surowca od jednego dostawcy, oczywiste jest że Polska jest obecnie państwem uzależnionym od dostaw energii ze strony rosyjskich firm przesyłowych. Rosja, mająca w oficjalnej strategii energetycznej z 2003 r. wpisaną konieczność strategicznego wykorzystywania ropy naftowej i gazu ziemnego w polityce zagranicznej, tak aby za sprawą surowcowego uzależnienia państw poszerzać strefę politycznych wpływów, trzyma nas w garści.

Bezpieczeństwo państwa jest determinowane przez własną, suwerenną politykę zagraniczną oraz dywersyfikację dostaw paliw. Rozumiał to doskonale Lech Kaczyński, budując pozycję Polski jako politycznego lidera w Europie Środkowo-Wschodniej, przeciwstawiającego się dominacji Rosji w regionie m.in. za pomocą Euroazjatyckiego Korytarza Transportu Ropy Naftowej – sojuszu energetycznego, mogącego przeciwstawić się zagrożeniu zakręcenia kurka przez Rosjan.

Ów projekt, którego część miał stanowić rurociąg Odessa-Brody-Płock-Gdańsk, miał umożliwić dostawy ropy naftowej z regionu Morza Kaspijskiego do Polski i Europy. Wydobycie gazu łupkowego, jak najszybsze uruchomienie gazoportu, czy sprzeciw wobec budowy Nord Stream, blokującego wejście do portu w Świnoujściu wynikały z konsekwentnej, zgodnej z polskim interesem, polityki bezpieczeństwa energetycznego.

Zasługą prezydenta było doprowadzenie do zawiązania się szerokiej koalicji energetycznej, zapoczątkowanej szczytem w maju 2007 roku w Krakowie z udziałem przywódców Ukrainy, Litwy, Gruzji, Azerbejdżanu oraz przedstawiciela Kazachstanu. Utworzono wówczas m.in. międzyrządową grupę ds. energetyki.

W efekcie kolejnych spotkań  z udziałem m.in. reprezentantów UE i USA, powołano międzynarodowe konsorcjum Sarmatia, które do dotychczas istniejącej umowy Polski i Ukrainy dołączało przedsiębiorstwa litewskie, gruzińskie i azerskie. Zawarto wówczas porozumienie dotyczące uruchomienia dostaw kaspijskiej ropy do Gdańska po wybudowaniu brakującego trzystukilometrowego odcinka ropociągu łączącego ukraińskie Brody z polskim odcinkiem ropociągu „Przyjaźń”.  Rozważano koncepcję euroazjatyckiego korytarza transportowego, włączającą w przyszłe plany rafinerie słowackie i czeskie, które wykazywały zainteresowanie importem kaspijskiej ropy. Ukraina wyrastała na najbardziej zaangażowanego sojusznika, a całe przedsięwzięcie znajdowało coraz większe zainteresowanie wśród państw regionu. To podejście Lech Kaczyński łączył z podstawową kwestią zwiększania bezpieczeństwa energetycznego Polski oraz, co niemniej istotne, z przesłaniem uwalniania państw WNP od wpływów neoimperialnej Rosji. [4]

Element kluczowy: Gruzja

W polityce bezpieczeństwa państwa z okresu prezydentury Lecha Kaczyńskiego kluczowym elementem stała się Gruzja z uwagi na gazociągi i ropociągi, biegnące przez jej terytorium z basenu Morza Kaspijskiego do basenu Morza Czarnego, stanowiące jedno z najważniejszych skrzyżowań dróg przepływu surowców energetycznych na świecie. Odzyskanie przez Rosję kontroli nad Gruzją, przez którą wiedzie jedyny niezależny od Rosji szlak przesyłu ropy naftowej i gazu ziemnego z regionu Morza Kaspijskiego do Europy stanowiłoby jeden z najważniejszych etapów odradzania się kremlowskiego imperializmu. Kaczyński doskonale o tym wiedział. Dlatego w 2008 r. ratował nie tylko niepodległy byt państwa gruzińskiego, ale także możliwość budowy suwerenności energetycznej Polski oraz kilku innych państw regionu. Wszystkie te koncepcje zostały odrzucone przez rząd Donalda Tuska.

Adam Michnik, jeden przecież z największych antagonistów ówczesnego prezydenta, docenił wagę tego posunięcia: „Niesłychanie wysoko oceniam podróż prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Tbilisi. Pierwszy raz poczułem się dumny z tego, że prezydent mojego państwa w tak godny sposób , a zarazem tak zgodny z polskim i moim wyobrażeniem etosu wolności, honoru, tradycji historycznej i rozumu politycznego dał temu wyraz w Gruzji. Kaczyński zrobił maksimum tego, co mógł w tym momencie zrobić. Była to sytuacja nadzwyczajna, bo bombardowano gruzińskie miasta. W takiej sytuacji należy szukać nadzwyczajnych odpowiedzi. I Kaczyński ją znalazł”.[5]

 „Sytuacja się uspokoiła”

14 stycznia 2011 r. Aleksander Rahr, doradca niemieckiego rządu, parlamentu i przemysłu ds. Rosji, profesor honorowy moskiewskiej szkoły dyplomatycznej (MGIMO) oraz osobisty znajomy Putina i Miedwiediewa w rozmowie ze „Swobodnoj Priessoj”, zapytany o odkrycie złóż gazu łupkowego w Polsce, jako domniemanej przyczynie ostatnich zmian w stosunkach polsko-rosyjskich, odpowiedział:W Polsce jest bardzo silne lobby biznesowe, które ma dość konfrontacji ideologicznej. Chce współpracować z Rosją, a przykładem takiego zbliżenia ekonomicznego jest podpisane porozumienie o dostawach do Niemiec rosyjskiego gazu polskimi rurociągami.Za Kaczyńskiego tego porozumienia nie mogli podpisać, gdyż on chciał w ogóle zrezygnować z rosyjskiego gazu i kupować norweski. Teraz, chwała Bogu, sytuacja się uspokoiła” [6].

Nic dziwnego, że Rahr i jemu podobni w Rosji, Polsce i Niemczech, odetchnęli z ulgą. Śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego usunęła przeszkodę dla rozszerzania się neoimperializmu rosyjskiego.

Po 10 kwietnia 2010 r., a następnie po wygranych przez Bronisława Komorowskiego wyborach prezydenckich z 4 lipca 2010 r., obudziliśmy się w innej rzeczywistości, z władzami realizującymi nie polską a rosyjską realpolitik. Gruzja stała się dla Warszawy państwem peryferyjnym. Dziennik „Izwiestia” z zadowoleniem odnotował odpowiedź prezydenta Polski na pytanie, czy Gruzini mogą liczyć na niego tak samo, jak mogli na Lecha Kaczyńskiego. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Bronisław Komorowski” zadeklarował, że „aż tak na pewno nie”, gdyż „nie pojedzie na granicę tylko dlatego, że wymyślił to sobie prezydent Gruzji”. „Tym samym Komorowski faktycznie zamknął całą epokę w polityce zagranicznej Warszawy, kiedy to Tbilisi było uważane za niemal głównego sojusznika strategicznego” – wskazywały z satysfakcją „Izwiestia”.

Teatr marionetek

Lech Kaczyński używał geopolitycznego klucza w interpretacji stosunków międzynarodowych, podczas gdy premiera Tuska interesuje głównie „pijar”. Wejście na scenę koalicji PO-PSL oznaczało porzucenie suwerennej polityki zagranicznej na rzecz zależności od wschodniego sąsiada.

Już trzy dni po tragedii smoleńskiej „Niezawisimaja Gazieta” ogłosiła, że „katyńska kość niezgody w relacjach Warszawy i Moskwy zostanie pochowana razem z prezydentem Lechem Kaczyńskim” . Dzień później w „Kommiersancie” napisano wprost: „ci politycy w Polsce, którzy opowiadają się za pojednaniem z Rosją, otrzymali taką swobodę manewru, o jakiej tydzień temu mogli tylko marzyć.”

Powyższe komentarze wiernie oddają rosyjskie nadzieje związane ze śmiercią polskiego prezydenta. Nadzieje, które Platforma Obywatelska i prezydent Bronisław Komorowski spełnili. Świadczą o tym dokumenty prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wypracowane w nim ekspertyzy i rekomendacje pokazują kierunek działań obecnej ekipy. Przykładem ekspertyza „Budowa zintegrowanego systemu bezpieczeństwa narodowego Polski” powstała już po tragedii smoleńskiej – w październiku 2010 r. Na czym ów system ma polegać? „Warunkiem jaki musimy zaakceptować, co wymaga kroku do przodu ze strony Polski i całej wspólnoty atlantyckiej, jest porozumienie z Rosją taką jaka ona jest i chce być. Trzeba zrezygnować z misyjności i życzeniowej polityki zmierzającej do skłonienia Rosji do pełnego przyjęcia zachodniego modelu ustrojowego i uznać, że jest możliwa promowana przez Kreml modernizacja Rosji bez demokratyzacji na wzór zachodni. Polska w tym scenariuszu musi zdecydować się na pojednanie z Rosjanami i traktowanie ich państwa nie jako tradycyjnego przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa.[7] Dokument zawiera także postulaty konieczności zrewidowania polskiej polityki wobec NATO i odstąpienia od popierania koncepcji rozszerzania Sojuszu na wschód, osłabienia relacji ze Stanami Zjednoczonymi na rzecz priorytetowych stosunków z Rosją jako gwaranta bezpieczeństwa w regionie euroatlantyckim

Kolejną odsłoną przestawienia azymutów polityki zagranicznej na kurs prorosyjski stała się ubiegłoroczna polska prezydencja w Unii Europejskiej. W oficjalnym dokumencie rządu, określającym priorytety polskiej prezydencji uznano, że „polska prezydencja będzie dążyć do zawierania umów stowarzyszeniowych, tworzenia stref wolnego handlu z UE, dokonania postępu w liberalizacji wizowej i handlowej oraz zintensyfikowania współpracy gospodarczej”. Równocześnie minister ds. europejskich w rządzie Donalda Tuska, Mikołaj Dowgielewicz, oświadczył w czerwcu ub. roku, iż Polska popiera wejście Rosji do Światowej Organizacji Handlu (WTO), a Warszawa chce podpisania nowego układu między Federacją Rosyjską i Unią Europejską.[8]

W efekcie otwarta została  granica z obwodem kaliningradzkim, a Rosja została przyjęta  do WTO.

 Genialny plan Karaganowa

10 kwietnia 2010 roku dla Rosji zapaliło się zielone światło – może już bez przeszkód realizować politykę imperialną kosztem państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Siergiej Karaganow, bodaj najpoważniejszy analityk rosyjskiej polityki zagranicznej ostatnich dwudziestu lat, doradca Putina w sprawach międzynarodowych, ujawnił w sierpniu 2010 r. plan zbudowania przez Kreml nowego układu geopolitycznego – Związku Europy. Miałby to być strategiczny i gospodarczy sojusz Rosji z Europą, stanowiący przeciwwagę m.in. dla ekspansji chińskiej, „stworzony mocą jednego dużego traktatu oraz czterech umów regulujących główne sfery współpracy”. Chodzi o traktat energetyczny, wspólny obszar strategiczny w polityce zagranicznej, wspólną przestrzeń gospodarczą i technologiczną oraz m.in. wspólny rynek pracy. Fundament pod powstanie Związku Europy został na Zachodzie położony już dużo wcześniej. To nie tylko konsolidacja władzy w Unii Europejskiej na zasadach megapaństwa z własnym rządem, polityką zagraniczną, armią i prawem nadrzędnym (traktat lizboński), ale również „partnerstwo dla modernizacji” ogłoszone w listopadzie 2009 r. na szczycie Rosja- UE w Sztokholmie, oraz szczyt w Rostowie nad Donem 1 czerwca 2010 r., na którym ustalono że Unia przestanie krytykować Rosję, np. za łamanie praw człowieka, oraz odrzuci aspiracje takich państw jak Ukraina do wejścia w zachodnią strefę wpływów. Ustalenia te, jak również oddanie przez administrację Baracka Obamy terenów postsowieckich pod ponowną ekonomiczną i polityczną kontrolę Rosji, torują drogę do megasojuszu.

Prezydent Lech Kaczyński koncepcji tej się przeciwstawiał. Duet Tusk-Komorowski – jak się wydaje – Putinowi nie stanie na drodze.

Julia M. Jaskólska

Tekst ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Cywilizacja”


[1] „Wojsko tkwi w Matriksie”, z gen. Romanem Polką, byłym dowódcą GROM, potem wiceszefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawiają Jacek i Michał Karnowscy, „Uważam Rze”, nr 4/2012
[2] Edyta Źemła, „Armia w zapaści”, „Uważam Rze” nr 27/2011
[3]  Edyta Źemła, „Armia w zapaści”, „Uważam Rze” nr 27/201
[4] Szerzej w:Bartosz Światłowski: „Podmiotowość polityki zagranicznej Lecha Kaczyńskiego”, „Teologia Polityczna”, 20 grudnia 2011 r.
[5] Adam Michnik, „Polska zdała gruziński egzamin”, „Gazeta Wyborcza”, 9 sierpnia 2008 r.
[6] w rozmowie z Andriejem Połuninowem pt: „Aleksander Rahr. Polacy nie chcą się przyznać, że zabili swojego prezydenta”, „Swobodnaja Priessa”, 14 stycznia 2011 r.
[7] Prof. dr hab. Ryszard Zięba, Dr hab. Justyna Zając: „Budowa zintegrowanego systemu bezpieczeństwa narodowego Polski. Ekspertyza”, Warszawa, październik 2010, str. 28.
[8] Wypowiedź dla rządowej „Rossijskoj Gaziety”, 9 czerwca 2011 r.

Artykuły powiązane:

  1. Zabójcza doktryna Karaganowa
Tags: , , , , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=51212 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]