Nasza Złota Pani przyspieszyła – Stanisław Michalkiewicz

Wprawdzie wydawałoby się, że w okresie Bożego Narodzenia, mniej więcej aż do Trzech Króli, którzy tego roku znowu są dniem świątecznym, nasz nieszczęśliwy kraj pogrąża się w nirwanie. Niestety – „kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku” – toteż i nasz nieszczęśliwy kraj został wyrwany z tradycyjnej nirwany za sprawą Naszej Złotej Pani Anieli.

Nasza Złota Pani, najwyraźniej musiała wsłuchać się w wiernopoddańcze tyrady naszych Zasrancen (nawiasem mówiąc, wbrew opinii Czytelnika z Niemiec, sugerującego, jakoby w języku niemieckim słowa „Zasrancen” nie było, a tylko np. „Scheisskerl” – inny Czytelnik z Niemiec donosi, że wprost przeciwnie – że Niemcy nagminnie używają określenia „Zasrancen”, zwłaszcza w rejonach graniczących z Polską), wygłaszane podczas sejmowej debaty nad berlińskim przemówieniem ministra Sikorskiego i dojść do wniosku, iż trzeba trochę przyspieszyć nieubłagany proces dziejowy. Tym właśnie tłumaczę sobie orzeczenie niezawisłego sądu w Opolu, który 21 grudnia uznał istnienie w Polsce narodowości śląskiej. Do tej pory ani niezawisłe sądy, ani organy administracyjne nie chciały nawet słyszeć o istnieniu w Polsce takiej narodowości, aż nagle, ni stąd, ni zowąd, wszyscy zaczęli śpiewać z całkiem innego klucza. 

Oficjalnie tłumaczy się to wprowadzeniem kilku subtelnych szczegółów do obowiązującego prawa – i rzeczywiście – na podstawie tych szczegółów w rodzaju słynnej wstawki „lub czasopisma”, można było wpisywać narodowość śląską podczas ubiegłorocznego spisu powszechnego do arkuszy spisowych, ale w takim razie kto i z jakiej przyczyny tę szczegółową  wstawkę po cichutku („nie płoszmy ptaszka…”) wstawił?  Byłby to przypadek rzadki – a czy w ogóle są przypadki? – zastanawiał się poeta. Skoro zatem i w obowiązującym prawie pojawiły się „lub czasopisma” w sprawie narodowości śląskiej, skoro niezawisły sąd zaczął śpiewać z innego klucza, skoro wreszcie administracja wyraża zadowolenie z wyroku niezawisłego sądu, to nieomylny to znak, że nasz nieszczęśliwy kraj wkroczył w nowy etap scenariusza rozbiorowego, na którym obowiązywać będą nowe mądrości.

W normalnych warunkach uznanie narodowości śląskiej nie miałoby może większego znaczenia – ale problem w tym, iż warunki nie są bynajmniej normalne, bo między Niemcami i Polską istnieją otwarte remanenty II wojny światowej w postaci „ziem utraconych” – jak to nazywają Niemcy, i „ziem odzyskanych” – jak nazywano je do niedawna w Polsce.  Niemcy, jako państwo poważne, nigdy nie zrezygnowały z odwrócenia przynajmniej niektórych, niekorzystnych dla Niemiec skutków II wojny światowej, a choćby przebieg  konferencji „2 plus 4”, dzięki której nastąpiło zlikwidowanie okupacji i zjednoczenie Niemiec, utwierdza w przekonaniu każdego obserwatora, że właśnie „ziemie utracone” są jednym z tych skutków. Odwróceniu tych skutków może służyć zarówno zmiana stosunków własnościowych na tych terenach i w jej następstwie – pokojowa zmiana ich przynależności państwowej, a także – taktyka salami, tzn. systematyczne odkrawanie kawałków dotychczasowego polskiego terytorium państwowego. Zwłaszcza przy tej drugiej metodzie uznanie istnienia narodowości śląskiej w Polsce może mieć wielkie znaczenie. Dowodzi tego zarówno precedens Litwy Środkowej z roku 1920 i 1921 oraz precedens Kosowa z roku 2008. Jak pamiętamy, serbska prowincja Kosowo została wskutek różnych okoliczności zdominowana przez Albańczyków, których żydowska gazeta dla Polaków z tej okazji uznała za odrębny naród „Kosovarów”, czy też może „Kosowerów” na tej samej zasadzie, jak na Mazowszu żyją Mazowery: Tadeusz  i Wojciech. Otóż w 2008 roku Kosowery, powołując się na zasadę samostanowienia narodów, proklamowały niepodległość Kosowa, a Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze w roku 2010 uznał, że taka jednostronna deklaracja nie jest sprzeczna z prawem międzynarodowym, bo prawo międzynarodowe nigdzie takich jednostronnych deklaracji nie zakazuje. Gdyby zatem proces dziejowy wkroczył w kolejny etap – a tego już tylko patrzeć – to narodowość śląska, powołując się na kosowski precedens, może ogłosić niepodległość Śląska, a następnie – wzorem Litwy Środkowej – uchwalić przyłączenie tego nowego państwa do Rzeszy. Wprawdzie działacze narodowości śląskiej odżegnują się od takich pomysłów, ale – po pierwsze – dłużej klasztora niż przeora i jeśli będzie trzeba, to już tam Nasza Złota Pani znajdzie sobie innych działaczy, a poza tym już książę Gorczakow radził, by nie wierzyć nie zdementowanym informacjom prasowym. Skoro nawet niezawisłe sądy na komendę zaczynają śpiewać z właściwego klucza, to cóż dopiero – działacze?

Jakby tego było mało, niezależna prokuratura w Warszawie umorzyła śledztwo przeciwko „generałowi Gromosławowi Cz” z powodu przedawnienia. Nie chodzi o zarzuty w sprawie STOEN i LOT-u, w związku z którymi generał był zatrzymany, a o zarzuty wcześniejsze. Ponieważ nic nie udało się ustalić, sprawa się szczęśliwie przedawniła – co stanowi dobry prognostyk na przyszłość. Właśnie generał był przesłuchiwany w związku z nowymi zarzutami, ale wydaje się, że i w tym przypadku wszystko zakończy się wesołym oberkiem. Przecież „generał Gromosław Cz.” nie  jest dzieckiem i doskonale wie nie tylko, kto, od kogo, za co i ile wziął, ale nawet – gdzie to schował, więc eskalowanie wojny byłoby niekorzystne dla każdej ze stron wojujących, zwłaszcza w obliczu zadań, jakie spadną na bezpieczniackie watahy ze strony strategicznych partnerów oraz starszych i mądrzejszych. Po pierwsze – trzeba będzie odpowiednio przygotować mniej wartościowy naród tubylczy do realizacji scenariusza rozbiorowego, to znaczy – obezwładnić go psychicznie – bo państwo zostało już rozbrojone. Po drugie – doprowadzić do depopulacji zwłaszcza starszej i schorowanej części mniej wartościowego narodu tubylczego, żeby w ten sposób nie tylko zwiększyć jego ekonomiczną rentowność, a po drugie – żeby w ten sposób zrobić miejsce dla starszych i mądrzejszych, którzy po zrealizowaniu programu odzyskiwania mienia żydowskiego w Europie Środkowej, będą tworzyli tutaj szlachtę jerozolimską. 
 Jeśli chodzi o depopulację, to służy temu narodowy program eutanazji, który przybrał postać ustawy o refundacji leków. Chodzi o podwyżkę cen lekarstw, w następstwie której najmniej produktywna i najbardziej obciążająca budżet część mniej wartościowego narodu tubylczego przeniesie się na tamten świat, bez konieczności uchwalania kompromitujących ustaw czy kłopotliwego wypytywania każdego, czy aby jest już gotowy dla takiego poświęcenia dla partii. Wydawało się, że program wejdzie gładko w fazę realizacji, ale na skutek aroganckich rozwiązań przyjętych przez rząd premiera Tuska, w okolicach Nowego Roku doszło do protestów lekarzy, oburzonych przerzuceniem na nich obowiązku dokonywania selekcji pacjentów, i to pod rygorem surowych kar pieniężnych. Chodzi o kontrolowanie, czy pacjent jest ubezpieczony, czy nie, a także – jaki stopień refundacji mu przysługuje. Lekarze uważają, że takie rzeczy powinni robić urzędnicy NFZ, podczas gdy tamci uważają, że oni nie powinni robić nic, bo przecież nie są od żadnej roboty, tylko od dojenia Rzeczypospolitej. Na pierwszą linię frontu premier Tusk rzucił ministra Bartosza Arłukowicza, który w ten efektowny sposób może zakończyć swoją błyskotliwą karierę. Być może właśnie o to między innymi chodziło premieru Tusku, a jeszcze bardziej – Siłom Wyższym, które nakazały premieru Tusku schować minister Ewę Kopacz  za  murami Sejmu, którego została marszalicą. Jakie zasługi ma Ewa Kopacz dla razwiedki, że tak ją ochraniają, niczym jakiś skarb narodowy – oto pytanie, na które nie potrafię udzielić odpowiedzi. Łgarstwa w sprawie katastrofy smoleńskiej to chyba za mało? Rzecz w tym, że to właśnie jej można przypisać autorstwo narodowego programu eutanazji, który minister Arłukowicz – zresztą, żeby było śmieszniej – wbrew krytycznej ocenie, jaką prezentował, będąc jeszcze na etapie opozycji do rządu premiera Tuska – nie tylko musi dzisiaj realizować, ale w dodatku – zachwalać.

Bo właśnie chodzi o to, żeby zachwalać, żeby bez względu na to, co się stanie, nie podniósł się żaden głos krytyki. I dlatego właśnie Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji  z działaczem Platformy Obywatelskiej Janem Dworakiem na czele, którego partia rzuciła na ten odcinek frontu ideologicznego, ażeby pilnował interesu razwiedki i jej zagranicznych mocodawców, właśnie odmówiła przyznania Telewizji TRWAM koncesji w naziemnej telewizji cyfrowej. Telewizja cyfrowa wejdzie w Polsce w powszechne  użycie już w roku 2013, zatem odmowa koncesji oznacza praktyczną eliminację TV TRWAM z rynku. Taki efekt z pewnością wychodzi naprzeciw oczekiwaniom strategicznych partnerów oraz starszych i mądrzejszych, którzy nie są przecież zainteresowani w tym, żeby podczas wchodzenia scenariusza rozbiorowego w decydującą fazę mniej wartościowy naród tubylczy podnosił jakieś hałasy czy w ogóle – dysponował jakimiś nośnymi środkami przekazu. W ten sposób zostanie psychicznie obezwładniony – a zadaniem tym zostały obarczone tubylcze watahy bezpieczniackie, które z kolei właśnie przerzucają je na Zasrancen – każdemu zgodnie z odcinkiem, na jaki został rzucony.

Stanisław Michalkiewicz
www.michalkiewicz.pl

Za: GONIEC, NR 1/2012 - Toronto - Canada - Sobota - 7 stycznia 2012 | http://www.goniec.net/teksty.html#1

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content