- Bibula – pismo niezalezne - https://www.bibula.com -

Lecha Kaczyńskiego zemsta zza grobu – Stanisław Michalkiewicz

Gwałtu, rety – co się dzieje?! Czyżby przedwyborczy amok tak poraził wszystkie głowy, że doszło aż do tak spektakularnego braku koordynacji? Niemożliwe, aż tak źle być nie może; zresztą jaki tam znowu „amok”, kiedy przecież wszystko jest pod kontrolą, o czym świadczą kolejne „transfery” do Platformy Obywatelskiej? Znajdzie się tam nie tylko ultramontaniak Jan Filip Libicki, ale i „Czarna Niedziela” z Lublina, a właściwie – z podlubelskiego Radawca, w którym z tej wrażliwości społecznej wybudowała sobie palce lizać dwór – czyli Izabela Sierakowska – niedawno jeszcze osobista nieprzyjaciółka Pana Boga, no i w ogóle – bolszewica z czarnym podniebieniem. U Tuska niczym w Arce Noego – każdego zwierzęcia po parze, więc tylko patrzeć, jak z tej sodomii wylęgną się jakieś monstra. Ale Siłom Wyższym, a zwłaszcza – Jeszcze Wyższym o to właśnie chodzi, żeby ultramontaniaki zbliżały się z bolszewicami i w ten sposób spłodziły nową rasę tubylców dla potrzeb starszych i mądrzejszych. Znaczy – żadnego amoku nie ma, to tylko Umiłowani Przywódcy gonią za posadami, więc wszystko jest pod kontrolą.

Skoro tak, to może upały sprawiły, że zaledwie w dwa dni po pokajaniu, jakie w imieniu całego mniej wartościowego narodu tubylczego złożył w Jedwabnem prezydent Komorowski, zgodnie z żydowską i niemiecką polityką historyczną wmawiając mu przed całym światem, że był „sprawcą” zbrodni II wojny światowej – Piotr Pacewicz w „Gazecie wyborczej” poddał go spektakularnej krytyce za białorutenizowanie Polski w związku z odmową wszczęcia śledztwa w sprawie nadużycia władzy przez ABW wobec Karola Frycza, twórcy strony „Antykomor”. Bo przecież właśnie na Białorusi jęczącej w jarzmie straszliwego Łukaszenki, do red. Poczobuta też zapukała tamtejsza ABW i zaciągnęła go przed niezawisły sąd. Prezydent Komorowski jak prezydent Łukaszenka? Ładny interes! Samokrytyka w Jedwabnem nic nie pomogła, potwierdzając jedynie ludową mądrość, że „kto panu służy wiernie, ten mu za to pierdnie”?

No nie, aż tak źle nie jest, chociaż rzeczywiście – starsi i mądrzejsi mogą nie poczuwać się do żadnych zobowiązań wobec tych wszystkich tubylczych prezydentów, nawet gdyby – oczywiście po uprzednim wyszlamowaniu, w ramach „odzyskiwania mienia żydowskiego” – połowie swoich poddanych poucinali łby za sprawstwo holokaustu, drugą połowę pozostawiając wszakże w charakterze folwarcznej i domowej służby szlachty jerozolimskiej. Irytacja redaktora Pacewicza bierze się z przeczucia kolejnego dysonansu poznawczego z powodu – jakże by inaczej? – ukochanego Kukuńka, czyli byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, Lecha Wałęsy. Jak wiadomo Salon z „GW” na czele, desperacko broni Kukuńka przed oskarżeniami o zbolkowacenie, pewnie w nadziei, że może jeszcze raz użyje go w jakimś szwindlu w charakterze ślepego instrumentum. Tymczasem Kukuniek nie tylko w swoim czasie „coś tam podpisał”, ale i chlapnął, iż „durnia mamy za prezydenta”. Wtedy jeszcze niezawisłe sądy, nie mówiąc o prokuraturach, słuchały innych rozkazów, więc „policmajster powinność swej służby rozumiał” i Prokuratura Okręgowa śledztwo przeciwko Kukuńkowi umorzyła. Aliści prezydent Lech Kaczyński zdążył przed śmiercią zażalić się do niezawisłego sądu w Gdańsku, który wyłaził ze skóry, żeby Kukuńkowi zapewnić bezkarność i w tym celu zadał Trybunałowi Konstytucyjnemu pytanie, czy wspomniany przepis KK nie jest aby przypadkiem niezgodny z konstytucją. Najwyraźniej spodziewał się, że Trybunał zgodnie z rozkazem orzeknie o niezgodności i w ten sposób Kukuńkowi się upiecze.

Lecz tymczasem na mieście inne były już treście” i TK, ku zaskoczeniu niezawisłego sądu orzekł, że przepis penalizujący obrazę prezydenta jest z konstytucją jak najbardziej zgodny. Ale orzeczenie TK to przecież tylko taka rewolucyjna teoria, a jak wiadomo – obok rewolucyjnej teorii funkcjonuje sobie, jak gdyby nigdy nic, rewolucyjna praktyka. Zatem chociaż przepis jest z konstytucją zgodny, to można chyba nikogo za nic nie karać, zgodnie z ustrojową zasadą „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”? Tymczasem ABW najwyraźniej wszystkich konfidentów w sprawie „Antykomora” usztywniła i zamiast gwoli dogodzenia Kukuńkowi położyć po sobie uszy i podkulić ogon – idzie w zaparte, a za nią – prokuratura i niezawisły sąd. Widocznie i pan Bondaryk postanowił podłożyć Salonowi świnię za wcześniejsze podsrywanie, zwłaszcza, że i Lech Wałęsa chyba nie robi na nim wrażenia. W ten oto sposób Kukuńka może dosięgnąć zemsta zza grobu – i to czyja? Źeby jeszcze jakiegoś zatwierdzonego autorytetu moralnego, na przykład – „drogiego Bronisława” to może Salon jakoś by to przełknął. Ale tu zza grobu mści się znienawidzony Lech Kaczyński! Stąd ta irytacja, której w imieniu Salonu daje wyraz redaktor Pacewicz zaledwie w dwa dni po spektakularnym pokajaniu prezydenta Komorowskiego w Jedwabnem, co może sprawiać wrażenie karygodnego braku koordynacji.

Stanisław Michalkiewicz

Felieton   „Nasz Dziennik”   16 lipca 2011

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Ścieżka obok drogi” ukazuje się w „Naszym Dzienniku” w każdy piątek.