- Bibula – pismo niezalezne - https://www.bibula.com -

Ministerialna aktywność zastępcza – Stanisław Michalkiewicz

Albo takie w KIP-ie mieli troski: W odpowiedzi na… Mamy zaszczyt za… – Nacz. Wydz. (-) Ścikowski. I dlatego – Ważny był KIP, groźny był KIP” – wspominał nie bez podziwu poeta. Kiedy my tu sobie obchodzimy a to Święta Wielkanocne, a to uczestniczymy w beatyfikacji Jana Pawła II, a to w uroczystościach trzeciomajowych – w odległym Izraelu 1 maja utworzona została Grupa Zadaniowa d.s. Restytucji Majątku z Okresu Holokaustu (HEART). Celem Grupy Zadaniowej w pierwszej fazie przedsięwzięcia będzie inwentaryzacja obiektów, co do którego żydowskie organizacje rewindykacyjne żywią przekonanie, iż stanowią one „mienie żydowskie”, a w fazie drugiej – jego „odzyskanie”. Nie jest jeszcze jasne, czy w tym „odzyskaniu” muszą w jakiś sposób kolaborować z Izraelem miejscowe władze tubylcze, czy też obejdzie się bez tego – ale wygląda na to, że władze tubylcze zostaną przynajmniej w pewien sposób zaangażowane.

Z „Gazety Wyborczej”, której w takich sprawach mimo wszystko można wierzyć, dowiadujemy się, że pan minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, od pewnego czasu skutecznie spychany w cień przez pana prezydenta Komorowskiego, wynajął pana mecenasa Romana Giertycha, ongiś przywódcę Ligi Polskich Rodzin i członka rządu premiera Jarosława Kaczyńskiego do prowadzenia w jego imieniu procesów sądowych przeciwko osobom używającym w Internecie „języka nienawiści”. Okazało się przy okazji, że to właśnie minister Sikorski w grudniu 2010 roku zwrócił się do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta z interwencją, by prokuratura energiczniej ścigała sprawców przestępstw na tle antysemickim. Jak wiadomo, Prokurator Generalny Andrzej Seremet wystosował do podległych sobie prokuratur polecenie „poważnego” traktowania takich przestępstw. Sądziliśmy początkowo, że uczynił to z własnej inicjatywy, w ramach sławnej niezależności Generalnej Prokuratury, ale informacja o interwencji ministra Sikorskiego pokazuje, że w zakresie niezależności od czasów PRL nic się nie zmieniło.

Mniejsza jednak o to, bo znacznie ważniejsza jest próba stopniowego dławienia wolności słowa w Internecie pod pretekstem zwalczania „mowy nienawiści”. Określenie to jest podobnie nieostre, jak użyte w słynnym art. 58 kodeksu karnego RFSRR określenie „antysowiecka i kontrrewolucyjna agitacja” – jednak, jak wiemy, ten brak ostrości wcale nie przeszkodził objęciu prześladowaniami pod tym pretekstem dziesiątek milionów ludzi. To jednak okazało się dopiero później, w związku z tym art. 58 początkowo sprawiał wrażenie całkiem niewinnego. „Językiem nienawiści” zajęli się u nas najpierw „maleńcy uczeni” w osobach Magdaleny Tulli i Sergiusza Kowalskiego, którzy za pieniądze Ambasady Królestwa Niderlandów w Warszawie sprokurowali książkę, w której oskarżyli o używanie „mowy nienawiści” wszystkich, których opinie im się nie spodobały, albo których wskazano im nieubłaganym palcem. Książka wzbudziła wiele śmiechu, ale pamiętajmy, że miłe złego początki tym bardziej, że SLD właśnie chce rozszerzyć penalizację „mowy nienawiści” nie tylko w stosunku do sodomitów, ale i ze względu na „tożsamość płciową”.

Antysemityzm” – cokolwiek by to miało oznaczać – penalizowany jest u nas już od dawna. Spektakularnym dowodem nadgorliwości a zarazem ignorancji niektórych prokuratorów i – niestety – niezawisłych sędziów, jest skazanie Arkadiusza Łygasa, który porozwieszał w kilku miejscowościach województwa lubelskiego tekst wielkopiątkowej modlitwy za Żydów. Cóż dopiero by się działo, gdyby tak zaczął rozwieszać plakaty protestujące albo przeciwko „inwentaryzacji” mienia uznanego przez żydowskie organizacje rewindykacyjne za „żydowskie”, albo przeciwko próbom jego „odzyskiwania”? Zgodnie z rozkazem Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, wydanym – jak już wiemy – wskutek interwencji ministra Radosława Sikorskiego, każdy taki protest, a nawet uzewnętrzniony odruch niezadowolenia może zostać uznany za szczególnie groźne przestępstwo. Być może sprawcy takich przestępstw nie będą wydawani władzom izraelskim w celu reedukacji, ale żadnej pewności, ma się rozumieć, nie ma. Jak pamiętamy, europejski nakaz aresztowania został w Polsce wprowadzony i zastosowany mimo konstytucyjnego zakazu ekstradycji obywateli polskich, więc wszystko jest możliwe tym bardziej, że izraelski premier Beniamin Netanjahu zapewnił o swoim poparciu dla Grupy Zadaniowej. W tej sytuacji procesowa aktywność ministra Sikorskiego, wspomaganego przez mec. Romana Giertycha pozwala zorientować się w formach kolaboracji, oczekiwanej, a może nawet i wymaganej zarówno od miejscowych rządów tubylczych, jak i tubylczej inteligencji kompradorskiej. Denuncjować, łapać i wydawać.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Ścieżka obok drogi” ukazuje się w „Naszym Dzienniku” w każdy piątek.