Kod da Vinci efektem niemocy współczesnego Kościoła

Wchodzący właśnie na ekrany kin film Kod Da Vinci, oparty na fikcyjnej powieści o tym samym tytule, wywołał wielkie poruszenie, tak wśród widzów jak i w hierarchii kościelnej. W Polsce na uwagę zasługuje stanowcza wypowiedź kard. Stanisława Dziwisza, niecodzienna właśnie z uwagi na swą stanowczość, wszak jednoznaczość i zajmowanie konkretnego stanowiska w ważnych kwestiach, nie jest znaną cechą tego nowomianowanego purpurata, zresztą tak samo jak i większości innych kościelnych przedstawicieli.

Tak mocnych słów krytyki nie słyszeliśmy też dawno ze strony Watykanu, który potępiając książkę i film obawiał się chyba bardziej totalnej apostazji wiernych, niż filmowego flirtowania z tematem w ramach „wolności wypowiedzi”. Po tych oświadczeniach naiwny mógłby sądzić, że odżywają najświetniejsze czasy Indeksu czy amerykańskiego Legion of Decency, które w przeszłości swym jednym zaklasyfikowaniem powodowały klapę producentów hollywoodzkich. Świat i Kościół zmienił się jednak i dziś, gdy „katolicy” sięgają częściej po Dan Browna niż po Katechizm, gdy zaledwie kilka czy kilkanaście procent uczęszcza na niedzielne msze (w Polsce jeszcze trochę więcej, choć ze stałym wskaźnikiem spadkowym), gdy takie pojęcia jak „ekumenizm” czy „tolerancja” są dla nich cnotami, gdy naprawdę głęboko zastanawiają się gdzie zamieszkiwało stadko dzieci Chrystusa z Magdaleną  – nie ma co się oszukiwać: osiągnęliśmy etap będący efektem ciężkiej wieloletniej antyewangelizacyjnej pracy posoborowych hierarchów i duchownych.

W przeszłości film tego typu byłby nie tylko totalnie skrytykowany na etapie produkcji – a właściwie można przypuszczać, że pozostałby na etapie brudnopisu antykościelnego frustrata – ale gdyby antykatoliccy sponsorzy z premedytacją wyłożyli by nań pieniądze, film spotkałby się z taką krytyką Legionu Przyzwoitości, iż pociągnęłaby ona zupełny bojkot nie tylko samego filmu ale i kin. Niestety, stopniowa dekonstrukcja Legionu aż po jego likwidację w 1975 roku, doprowadziła do sytuacji, kiedy to ustanowiony przez amerykańskich biskupów nowy system oceny filmów, jest tak zideologizowany i kulawy, że niedawna prohomoseksualna agitka Brokeback Mountain dostała przez biskupów ocenę pozytywną (co prawda zamienioną szybko pod naciskiem oburzonych katolików)!

Mamy więc dzisiaj to co mamy: film Kod da Vinci okazuje się być drugim w historii – po Star Wars – najbardziej kasowym przedsięwzięciem, na który w ciągu pierwszego tylko weekendu sprzedano biletów za blisko ćwierć miliarda dolarów. Film ten okazał się najbardziej kasowym, bijącym wszelkie kinowe rekordy w „katolickich” Włoszech i „katolickiej” Hiszpanii, a także „katolickich” krajach Ameryki Południowej…

Warto jednak w tym momencie przypomnieć któż to stoi za kulisami produkcji i kto był tzw. katolickim konsultantem filmu Kod da Vinci? Otóż był nim nie kto inny tylko stary znajomy, teolog ks. Richard McBrian.

Oto co BIBUŁA pisała o nim w Przeglądzie Prasy na początku 2004 roku:

„Ks. Richard P. McBrian od wielu, wielu lat jest jedną z najbardziej aktywnych postaci w najbardziej skrajnym dysydenckim światku wyświęconych antykatolików. Jest autorem licznych książek i artykułów drukowanych w całym angielskojęzycznym świecie, profesorem teologii na „katolickim” Uniwersytecie Notre Dame w stanie Indiana. Od lat przekazuje studentom na uniwersytetach (obok University of Notre Dame wykładał m.in. na Saint Patrick’s Seminary and University w Menlo Park, Kalifornia) antykatolickość najbardziej obrzydliwego sortu. Nie można powiedzieć, że biskupi nigdy nie reagowali, ale co innego delikatne upomnienie a co innego stanowcze i konieczne postępowanie dyscyplinujące. Już w 1985 roku i ponownie w 1996 roku Sekretariat do spraw Doktryny i Praktyk Pastoralnych Konferencji Biskupów Amerykańskich stwierdził, że szeroko używana na uczelniach i w seminariach książka ks. McBrian pt Katolicym zawiera „nieprecyzyjne i wprowadzające w błąd stwierdzenia” i poprosił ks. McBrian o poprawienie tych stwierdzeń w swojej książce. Po dziś dzień nie słychać jednak żadnej stosownej odpowiedzi ze strony ks. McBrian. Po dziś dzień nie słychać również żadnej konkretnej reakcji dyscyplinującej ze strony biskupów czy Watykanu.

Czy stwierdzenia ks. McBrian są rzeczywiście „nieprecyzyjne”, jak to ujęli biskupi amerykańscy? Widać i dla biskupów największe obelgi są zwykłą „nieprecyzyjnością”. Ksiądz Richard McBrian twierdził – i dalej publicznie nieustannie twierdzi – że Chrystus był takim samym grzesznikiem jak każdy inny człowiek, ża Maria, Matka Chrystusa miała – cytat: „normalne stosunki płciowe po urodzeniu Jezusa”, że Jezus miał biologicznych braci i siostry, itd. Ks. McBrian uznaje za normalne i propaguje też antykoncepcję, homoseksualizm, nawołuje do wyświęcania kobiet, a o Papieżach mówi, że – znów cytat: „popełniali błędy w sprawach wiary”.

Niestety, biskupi nie podejmują walki, bo:
1) wielu z nich podziela z głębi serca opinie ks. McBrian,
2) reszta po prostu boi się coraz silniejszego i przewodzącego dzisiejszemu Kościołowi liberalnego ruchu w Kościele.

Co innego jednak bojaźń i partykularne, ziemskie interesiki, a co innego troska o dusze wiernych. Czy mamy zatem katolickich biskupów? No i po której stronie jest Watykan? A jeśli biskupi nie reagują, to co na to Głowa Kościoła?

Jako wierni, chętnie zamienimy te wszystkie pozdrowienia papieskie na kolejnych audiencjach, gdzie leje sie potok słów witających pielgrzymów z Lipki Małej, rowerzystów z Kutna i listonoszy z Kłodzka, na zajęcie stanowiska w sprawie dysydentów jawnie działających w Kościele.”

Widzimy zatem po raz kolejny gdzie leży jedna z największych przyczyn dzisiejszego rozlewającego się zła, tak w Kościele jak i w szerszym świecie: brak reakcji odpowiednich czynników na propagowane herezje, brak dyscypliny, brak jasno i jednoznacznie przekazywanej Nauki Kościoła, którego przekaz zamieniony został na ambiwalentne formułki podkreślające Miłość Boga, lecz zapominające o Bożej Sprawiedliwości.

Jeśli nie usłyszymy ponownie, że Następca Piotra zacznie naśladowac samego Chrystusa i biczem przegoni sprzedawczyków ze Świątyni, filmy typu Kod będą tylko preludium do ostrzejszej walki, która się wkrótce rozegra. A rozkojarzony tłum stanie niestety po stronie tych, którzy wmówią mu przez coraz doskonalsze technicznie tuby plazmowe, iż wolność i prawda leży tam, gdzie kończy się wpływ Kościoła. Nie znając niezmiennej Nauki Kościoła, której edukacja rozmydlona została w szatańskich tworach „ekumenizmu”, powtórnie przyłączą się do chóru „Ukrzyżyj Go!”, podburzani zresztą przez tych samych co dwadzieścia wieków temu sprawców.

Lech Maziakowski
Washington, DC | 2006-05-22 | www.bibula.com

Skip to content