Skąd się biorą antypolskie filmy? – List Bohdana Poręby

Na przestrzeni ostatniego czasu, czasu nasilającego się rewizjonizmu niemieckiego, hołubiącego coraz bardziej oficjalnie tzw. „wypędzonych” oraz proniemieckiej, proukrainskiej i prożydowskiej propagandy, dążącej do podważenia historycznej prawdy o Polsce jako kraju napadniętym z dwu stron przez totalitaryzmy niemiecki i sowiecki, najdłużej powstrzymującym uderzenie w całą ludzkość przez ówczesny globalizm, oraz kwestionowania polskiego bohaterstwa, mającego odebrać Polakom ich prawo do katolicko-narodowego etosu, ich siłę moralną i godność.[…]

 

 

Obywatelski Komitet Obrona Westerplatte 2008
Szanowni Panowie!

Z całej duszy popieram Wasz protest i z radością popieram Waszą inicjatywę wspierającą głos pełnomocnika wojewody pomorskiego d.s. rewitalizacji Westerplatte p. Mariusza Wojtowicza-Podhorskiego, zamieszczony 30-31 sierpnia w „Naszym Dzienniku „w sprawie na szczęście niedoszłego na razie filmu o antypolskiej wymowie „Tajemnica Westerplatte” autorstwa i w reżyserii Pawła Chochlewa.
Pozwólcie jednak, że jako reżyser od ponad pół wieku uprawiający ten zawód, znającego środowisko, i autor „Hubala”,  pozwolę sobie na kilka chwil refleksji  i własną propozycję rozszerzającą Wasz protest to nie pierwszy obywatelski protest w sprawie  filmów o wymowie antypolskiej, dotyczących walki obronnej Polaków przed uderzeniem zhitleryzowanych Niemiec. Na przestrzeni ostatniego czasu, czasu nasilającego się rewizjonizmu niemieckiego, hołubiącego coraz bardziej oficjalnie tzw. „wypędzonych” oraz proniemieckiej, proukrainskiej i prożydowskiej propagandy, dążącej do podważenia historycznej prawdy o Polsce jako kraju napadniętym z dwu stron przez totalitaryzmy niemiecki i sowiecki, najdłużej powstrzymującym uderzenie w całą ludzkość przez ówczesny globalizm, oraz kwestionowania polskiego bohaterstwa, mającego odebrać Polakom ich prawo do katolicko-narodowego etosu, ich siłę moralną i godność.
17 czerwca 2008 ukazał sie w „Naszym Dzienniku” protest córki generała AK Augusta Fieldorfa  „Nila”,  zamordowanego przez żydokomunistyczne UB, pt. „To nie jest film o moim Ojcu”. Protest Pani Marii Fieldorf-Czarskiej dotyczył powstającego wtedy filmu reż. Ryszarda Bugajskiego mającego nosić tytuł „Generał Nil”. Oto co m.in. pisze Pani Fieldorf Czarska: „Jeśli Panowie chcecie robić film autorski, to oczywiście nie moja sprawa, pod warunkiem, że nie będzie tam  mojego Ojca, mojej Matki, mojej Siostry i mnie. To może być np. film „Generał Kowalski”. Nie życzę sobie jednak zmyślonych, wątpliwych scen z udziałem moich najbliższych Zmarłych – przez szacunek dla Nich. Wykorzystam też wszystkie dostępne mi środki prawne, by nie dopuścić do emisji takiego filmu a w razie potrzeby gotowa jestem wystąpić przeciw producentowi z powództwa cywilnego, w obronie dóbr osobistych…”
I dalej pisze córka Bohatera: „Film został pogrzebany z powodu braku profesjonalizmu  ze strony scenarzysty i reżysera – ich niechęci do zagłębienia sie w dostępne, obfite materiały piśmienne i ikonograficzne, które powinny być punktem wyjścia, zanim napisali pierwsze słowo scenariusza! Mieli do dyspozycji żyjącą córkę Bohatera, i autorów monumentalnej, ponad tysiącstronicowej monografii. Mieli do dyspozycji nagrane na taśmę magnetofonową i opublikowane w Paryżu (dostępne w internecie) wspomnienia mojej Matki z kompetentnymi przypisami autora opracowania. Nic z tego nie wykorzystali, a jak wynika z rozmowy w moim mieszkaniu, nie wiedzieli nawet o istnieniu wspomnień Źony Bohatera! Do mnie przyjechali już w trakcie realizacji filmu (!) na moje wyraźne żądanie. Reżyser oświadczył mi, że jego film „nie jest historyczny” (!) a w związku z tym – dał mi wyraźnie do zrozumienia – zgodność scen z faktami jest drugorzędna. Ja tego nie rozumiem. Z tego filmu młodzież będzie się uczyć historii, zapamięta nieprawdziwe sceny i ryzykowne dialogi, nie dowie się w końcu, dlaczego „Nil” został zamordowany, utrwali nieprawdę, która będzie potem nie do sprostowania!”.
Co uderza w postawach reżyserów obu wspieranych przez PISF filmów? Pogarda dla prawdy, nonszalancja wobec faktów historycznych, negatywny stosunek do prawdziwej, potwierdzonej życiem i krwią postawy narodu polskiego. Chęć przypodobania się proniemieckim (wg nich „proeuropejskim) tendencjom wspieranej przez media poprawności politycznej, wspierającej trzy sępy, które uznały Polskę za padlinę a dążące do rewindykacji materialnych za wywołanie i wsparcie drugiej wojny światowej.
Pani Fieldorf-Czarska grozi procesem producentowi filmu „Generał Nil”. Ale producentem jest nie tylko konkretna osoba realizująca film. Współproducentem obu antypolskich filmów jest „polski” Instytut Sztuki Filmowej  a konkretnie jego przewodnicząca pani Agnieszka Odorowicz. Została ona mianowana głównym programistą filmu polskiego jeszcze przez ministra kultury i szefa polskiej kinematografii, przyjaciela Kwaśniewskiego, pierwszego playboya czasu „transformacji” a zarazem wiceprzewodniczącego fundacji „Shalom”, Waldemara Dąbrowskiego. Pisowski minister kultury Ujazdowski obejmując po Dąbrowskim fotel, powiedział w wywiadzie, że nie będzie dokonywał zmian personalnych w kinematografii. Utrwalił je również obecny minister Zdrojewski. Słowa te pisze reżyser od 20 lat bezrobotny. Ani Dąbrowski, ani Ujazdowski ani Zdrojewski nie spotkali sie ze mną ani razu. Pani Odorowicz po jednym spotkaniu, które miało miejsce 10 lutego 2006 roku, na którym przedstawiłem moje plany (m.in. scenariusz o Katyniu), idąc śladem swoich lewicowych i prawicowych szefów, już się więcej ze mną nie spotkała.
Minister Zdrojewski, który otrzymał ode mnie datowany 24 lutego 2008 roku list, na który nie odpowiedział (co jest złamaniem ustawowej pragmatyki), a który dotyczył mojego żądania spotkania. Może tu się kryje tajemnica nie powstawania rzetelnych historycznie filmów o polskiej historii? Nie zatrutych jadem nienawiści w stosunku do wartości historycznych narodu polskiego? Takich jak „Hubal” i „Westerplatte” Stanisława Różewicza? Bo to jedyne dwa nie zakłamane filmy o obronie w 1939 roku! Tylko że ja wybrałem na moich konsultantów Komendanta AK Okręgu Łódzkiego Michała Stępkowskiego oraz Marka Szymańskiego, dowódcę hubalowskiej piechoty i przejechałem z nimi wszystkie ścieżki i miejsca, które przebył „Oddział wydzielony Wojska Polskiego”. I byłem w stałym kontakcie z 60 innymi żyjącymi hubalczykami i przyjaźniłem sie z Nimi aż do śmierci większości z nich. I za to spotkałem sie z totalnym bojkotem w czasie produkcji. Tych, którzy chcieli widzieć w Hubalu tylko jeszcze jednego głupiego ułana, skorego do anarchii, szabelki i szarż (może na czołgi jak w powielonym przez Wajdę w „Lotnej” a wymyślonym przez Goebbelsa ataku polskiej kawalerii, rąbiącej szabelkami stalowe pancerze!)
List ten przesyłam, bowiem właściwie mówi wszystko o nastrojach, terrorze ideowym i wybiórczości w popieraniu artystów jakie panują w kinematografii i kulturze teatralnej. List ten będzie punktem wyjścia do mojej propozycji dla „Westerplatte 2008”. Ale zanim do niego przejdę, ciśnie mi się jeszcze jedna uwaga: Pan Wójtowicz-Podhorski w „Naszym Dzienniku” pisze, że Paweł Chochlew przyznał się, że scenariusz oparł głównie na materiałach Stanisławy  Górnikiewicz-Kurowskiej, oficera Służby Bezpieczeństwa, szkolonej tuż po wojnie przez NKWD…”Inwigilowała ona środowisko westerplatczyków przez kilkadziesiąt lat, zarazem skutecznie je skłócając. Ma też niemały udział w fałszowaniu historii Westerplatte oraz szkalowaniu dobrego imienia niejednego z westerplatczyków… Teraz już wiadomo, dlaczego w tym filmie obrońcy mieli walczyć nago i w pijanym amoku. I od razu przeskok do filmu „Przesłuchanie” Ryszarda Bugajskiego. Film ten zdobył poparcie polskiej widowni, która urzeczona możliwością obejrzenia ubeckich tortur, nie dostrzegła, że bohaterka z AK była tam ukazana jako pijaczka i dziewczę swobodne wobec wszystkich spotykanych na drodze życia mężczyzn. Włącznie z pozwoleniem sobie na romans ze śledczym i bezkarne rozbicie stołka na głowie ubeckiej strażniczki. To obraz tego UB, o którym mówi rotmistrz Pilecki, że „Auschwitz  był wobec niego igraszką”. Kiedy zderzyłem się na kolaudacji tego filmu z Bugajskim okazało się, że konsultantem była główna fałszerka historii  epoki stalinowskiej, niedawno zdemaskowana jako agent żydokomunistycznego UB prof. Maria Turlejska. Na moje zarzuty wobec szargania pamięci dziewcząt z AK, odpowiedziała, że „sama ma jedną znajomą, która to przeszła”.  Ta znajoma w okresie premiery filmu wystąpiła w radio i wtedy okazało się, że prototyp akowskiej bohaterki był komunistką więzioną za trockizm (czyli bardziej radykalna odmianę komunizmu).
I teraz pytanie: czy dobór ubeckich konsultantów w filmach o ich ofiarach wynikał z nonszalancji wobec historii i niewiedzy reżyserów i scenarzystów, czy był świadomie podsuwany przez władze kinematografii, co zapewniało zeszmacony obraz historii Polaków? Panowie! Sam protest jest biernym stwierdzeniem faktu. Jest dobrą sytuacją wynikającą z odsłonięciem prawdziwych postaw i przerwaniu sie ucha w dzbanie plwocin przeciw narodowi. Proponuję dokładne przestudiowanie mojego listu do ministra, wybranie na pierwszy plan jednego ze scenariuszy, które wszystkie wniosę w wiano, i przekształcenie Obywatelskiego Komitetu „Westerplatte 2008” w studio filmowe o tej samej nazwie. Byłaby to społeczna inicjatywa zapewniająca próbę zapewniającą polskiej widowni dostarczenia prawdziwych wartości opartych na zasadach zwalczanej dziś europejskiej i narodowej cywilizacji prawdy dobra i piękna.
Pozostaję z szacunkiem

Bohdan Poręba
Warszawa, 1 września 2008

Za: Myśl Polska,
Nr 38 (21.09.2008)

(www.wicipolskie.org)

Skip to content