Antychrześcijaństwo rycerskich stopni rytu szkockiego (1)

Masoneria tzw. wyższych stopni stara się przedstawiać siebie jako następcę rycerskich zakonów średniowiecznych. Jednak bliższe przyjrzenie się masońskim ceremoniom owych „rycerskich” stopni wyraźnie wskazuje, iż nie ma ona zupełnie nic wspólnego z chrześcijańskimi zakonami. A w istocie, pod pozorem nawiązywania do nich, naucza czegoś wręcz przeciwnego, tj. wrogiego podejścia do wszelkich przejawów chrześcijaństwa.

Na 26. stopniu zwanym książę miłosierdzia lub szkocki trynitarz, masoński kandydat ma nauczyć się tego, iż koncepcja Trójcy nie jest jedynie przynależna chrześcijaństwu, ale rzekomo przejawiała się także w religiach pogańskich, a ponadto jest przyjęta przez masonerię.

Oczywiście występuje w tym jakieś niezrozumienie całego zagadnienia, a zarazem próba masońskiego zniwelowania odniesienia do Trójcy Świętej, jedynego prawdziwego Boga. Ma to się stać poprzez wprowadzony masoński chaos pojęciowy, który jest wtłaczany w głowę kandydata.

 REINTERPRETACJA SYMBOLI

Znak tego stopnia wskazuje, iż będzie tam miała miejsce próba erozji chrześcijańskich symboli i znaczeń religijnych. Zostaje tam bowiem przedstawione serce z płomieniem i napisem I.H.S. – co sugerowałoby, iż ma odnosić się do płomiennego Serca Jezusa Zbawiciela ludzi (Jesus hominum Salvator). Jednak w owym masońskim znaku serce jest jeszcze otoczone przez trójkąt (symbolizujący z kolei masońskie odniesienie do bóstwa). A na poszczególnych ramionach owego trójkąta znajdują się inicjały W.H.F. (wisdom, harmony, force – „mądrość”, „harmonia”, „siła”). Zostaje też wyjaśnione kandydatowi, iż oznaczenie I.H.S. wpisane w ów trójkąt, oznacza to samo, co owe W.H.F. Ma to się zaś dziać przez pokrętne masońskie podłożenie pod I.H.S. łacińskich oznaczeń: imperium, harmonia, sapientia (czyli „władza”, „harmonia”, „mądrość”), które to podłożenie całkowicie zmienia znaczenie przynależne temu skrótowi od wieków. Niweluje się chrześcijańskie znaczenie dawnego symbolu, nadając mu odniesienie do wydumanego dualistycznego masońskiego bóstwa. Według bowiem masońskiej egzegezy, siła i mądrość – to dwie przeciwstawne siły, równoważone przez harmonię. To wszystko stanowi ukryte odniesienie do masońskiego neomanicheizmu. 

NAŚLADOWNICTWO

Z kolei przechodząc do samego ceremoniału masońskiego owego stopnia, to kandydat, nazwany konstansem („stałym”), ma odgrywać rolę katechumena, który w pierwszych wiekach był przyjmowany do wspólnoty chrześcijańskiej. Wszystko to w masońskiej psychodramie stanowi zewnętrzny sztafaż, ponieważ wedle masońskich nauk, kandydat ma się dowiedzieć, iż chrześcijaństwo zawierało rzekomo w sobie wiedzę starożytnej mądrości (a więc gnozę) odnośnie do tego, iż troistość bóstwa nie należy do jednej religii. W masońskiej edukacji chodzi po prostu o próbę oddzielenia kandydata od wiary w chrześcijańską Trójcę. 

RYTUALIZM

Wstępując do pomieszczenia mającego symbolizować katakumby, kandydat styka się ze statuetką z białego marmuru, która jest mu zaprezentowana jako palladium (a więc wzięte z pogaństwa tzw. bóstwo opiekuńcze, a w tym przypadku „bóstwo opiekuńcze masońskiego zakonu”).

Kandydat obchodzi 9 razy dookoła to pomieszczenie i za każdym razem są mu przedstawiane jakieś bóstwa z różnych religii (najczęściej pogańskich) i wyjaśniany koncept „trójcy” w tych religiach. Zatem na planie mentalnym masońskich nauk następuje jakby zrównanie wszystkich religii i wszystkich bóstw. Jest to synkretyzm idei religijnych. Kandydat dowiaduje się o „bóstwach i trójcach” starożytnych ariów, hindusów, buddystów, persów, sabejczyków, skandynawów, egipcjan, hebrajskich kabalistów i w końcu „chrześcijan”. Jak zatem z tego widać masońska ceremonia, rzekomo mająca odtwarzać katakumby w dawnym Rzymie, w istocie ma uczyć inicjowanego synkretyzmu religijnego. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby dawni chrześcijanie pobierali „nauki” takie jak te, którym zostaje poddany masoński kandydat. 

STOPNIE WTAJEMNICZENIA

Ale to jeszcze nie koniec, gdyż dowiaduje się on, iż tak jak w dawnym Kościele chrześcijańskim były kolejne etapy wtajemniczenia, czyli słuchacza, katechumena, wiernego – tak w masonerii są stopnie ucznia, czeladnika i mistrza. Oczywiście takie odniesienie do misteryjności, jakie chciałaby nadać tamtym dawnym chrześcijańskim ceremoniom masońska „nauka”, jest zupełnie nieprawidłowe. Ale masonom chodzi w tym wszystkim raczej o przeforsowanie tezy, iż system, który istnieje w masonerii, jest „nowym kościołem”. Oczywiście nie jest to prawdą, jako że ów masoński antykościół stara się przez takie zafałszowania i podszywanie przydać sobie samemu tylko splendoru. 

MITOLOGIZACJA

Masoński rytuał posuwa się w tym jeszcze dalej, ponieważ porównuje następnie Jezusa Chrystusa z postacią mitycznego idola masonerii: Hirama Abiffa (w istocie symbolizującego antymesjasza). Zresztą przez cały ów masoński rytuał nauk „katakumbowych” widać, iż w istocie masonerii chodzi o poszukiwanie jakiegoś „alternatywnego mesjasza”, jakim zresztą u końca czasów okaże się Antychryst. Zostaje tam np. powiedziane, iż Mitra – bóstwo starożytnych sabejczyków, w dawnych pogańskich misteriach utożsamiany z tzw. wielkim architektem wszechświata – miałby pojawić się na ziemi w widzialnym kształcie.

Trzeba zauważyć, iż masoneria uznaje za swe najwyższe bóstwo owego wielkiego architekta wszechświata, co też wskazuje, jak blisko jest jej do dawnych pogańskich koncepcji, wrogich chrześcijaństwu.

Ten kult pseudomesjasza Mitry rywalizował w pierwszych wiekach z religią Chrystusową.

Nieco dalej w masońskim rytuale kandydat dowiaduje się, iż w loży nie jest od niego wymagane, aby wierzył w boską misję, czy taki też boski charakter Jezusa z Nazaretu. A więc sugeruje się niejako kandydatowi dokonanie odstępstwa (jeżeli jest on np. chrześcijaninem). Można zatem powiedzieć, iż owa loża mająca rzekomo naśladować chrześcijańskie katakumby, stanowi w istocie odwzorowanie m.in. rytualistycznych mitrejskich jaskiń.

 

ZAPRZECZENIE

Następnie i cała chrześcijańska Trójca Święta zostaje w owym rytuale przeciwstawiona masońskiej „trójcy”, tj. mądrości, sile, pięknu (harmonii).

W końcu kandydat składa masońską przysięgę wierności, podczas której do skroni jest mu przykładane ostrze strzały trzymanej przez innego masona (co ma odniesienie do krwawych przysiąg, składanych w masońskiej organizacji).

Kulminacją ceremonii jest zaś „chrzest masoński”, czy raczej antychrzest, podczas którego masońskiemu kandydatowi jest wylewana na głowę woda, co dzieje się tam w imię „bóstwa prawdy”. Okazuje się nim być owa figurka, jaką zaprezentowano kandydatowi na początku, podczas wejścia do masońskich „katakumb” (czy też raczej jaskini neopogaństwa). Figurka ta przedstawia kobietę (zazwyczaj nagą), trzymającą w ręku strzałę, która przez swe trzy kolory symbolizuje właśnie masońską „trójcę” mądrości, siły i piękna (harmonii). A to w imię owej „trójcy” dał się właśnie „ochrzcić” masoński kandydat – czyli dał się „ochrzcić” w imię ukrytego dualizmu (zreformowanej wersji manicheizmu).

Z kolei następuje uczta z chleba i wina, co jest kolejną masońską parodią odprawianych niegdyś w katakumbach Mszy świętych.

Masoński kandydat zostaje jeszcze obdarowany przez braci masonów tesserą – znakiem w kształcie ryby, po którym rozpoznawali się pierwsi chrześcijanie (ryba, po grecku ichtys – oznacza symbolicznie „Jezus Chrystus Bóg Zbawiciel ludzi”). Jednak w masońskim rytuale ten dawny znak zostaje sparodiowany. Zainicjowani masoni używają go w celu ułatwienia sobie kontaktów handlowych i rękojmi pożyczek.

Trudno zatem w całym tym rytuale dopatrywać się czegoś innego, jak tylko kpiny z dawnych chrześcijańskich ceremonii pierwszych wieków i próby podłożenia pod ich formę pokrętnych i szkodliwych duchowo masońskich (czy neopogańskich) znaczeń.

Jakub Szymański


Za: Rycerz Niepokalanej nr 6/2010, s. 180 | http://rycerz.franciszkanie.pl/articles.php?article_id=181

Skip to content