- Bibula – pismo niezalezne - https://www.bibula.com -

Proroctwa się wypełniają – Stanisław Michalkiewicz


Jeszcze będzie w Polsce git; z polską szlachtą – polski Żyd!” – powiedział kiedyś w proroczym natchnieniu mój czcigodny przyjaciel Stanisław Szczuka do red. Adama Michnika. Proroctwa, jak wiadomo, rzadko kiedy są precyzyjne, co zresztą potwierdza cytowane przez Henryka Sienkiewicza w „Potopie” słynne proroctwo świętej Brygidy: „owóż nieprzewidziany wypadek” – toteż i proroctwo mec. Szczuki zawierało nieścisłości, a właściwie – jedną nieścisłość. Chodzi oczywiście o „polskiego Żyda”. Bo właściwie dlaczego tylko polski? Dlaczego, dajmy na to, z polską szlachtą nie mają zespolić i przedmiotu umiłowania i wysiłków na rzecz świetlanej przyszłości również inni Żydzi, na przykład słynny „filantrop”, czyli węgierski Żyd Jerzy Soros?

Tym bardziej, że nastręcza się wyjątkowa okazja, można powiedzieć – moment dziejowy. Polska szlachta, mniej więcej od załamania się programu egzekucyjnego, skutkiem marot ostatniego Jagiellona Zygmunta Augusta, buduje swoją strategię przetrwania na dwóch filarach: albo dojenia państwa za pośrednictwem uzyskanego urzędu – w przypadku posesjonatów, albo czepiania się pańskiej klamki – w przypadku szlachty-gołoty. W XIX wieku szlachta-gołota przekształca się w inteligencję, która z jednej strony pielęgnuje tradycję patriotyczną, ale z drugiej – nadaje jej kształt omnipotentnego państwa, państwa-dobrodzieja, które patriotów hojnie wynagradza synekurami. Charakterystyczne, że etatystyczny model, popularny od samego początku w nurcie socjalistycznym, podbił również serca i umysły narodowej prawicy. O ile „starzy” endecy od etatyzmu i interwencjonizmu raczej się dystansowali, o tyle późniejsi byli już narodowymi socjalistami i między innymi również dlatego stosunkowo dobrze adaptowali się do PRL-u, zwłaszcza w jego fazie schyłkowej, kiedy PZPR-owscy arywiści i ambitni, młodzi ubowniczkowie, przeszli na pozycje narodowo-socjalistyczne. Przypominam sobie rozmowę, jaką pod koniec lat 70-tych odbyłem ze „starym” emigrantem z Anglii, endekiem i byłym sędzią w Polsce Niepodległej. Powiedział, że PZPR realizuje przedwojenny program endecki: państwo jednolite narodowościowo, z granicami na Odrze, Nysie i Bałtyku, w sojuszu z Rosją, z autorytarnym rządem i etatystyczną gospodarką.

Z kolei dla zdecydowanej większości Żydów, socjalizm był ideologią szalenie obiecującą i dlatego bardzo w tych kręgach popularną. Nie tyle może ze względu na akcentowany internacjonalizm, chociaż Żydom dawał on jakąś ochronę przed tubylczymi nacjonalistami – co przede wszystkim ze względu na to, że potępienie przez socjalizm antysemityzmu, jedynie Żydom pozwalało na bezpieczne organizowanie się na zasadzie narodowej. W rezultacie, poza mafią bezpieczniacką, w państwach socjalistycznych Żydzi stanowili w gruncie rzeczy jedyne zorganizowane środowisko polityczne, rodzaj „partii wewnętrznej”, co pozwalało im stosunkowo łatwo opanowywać kierownicze gremia „oficjalnej” partii i poprzez nie – kluczowe segmenty gospodarki, zwłaszcza sektor finansowy. W tej sytuacji konflikt między Żydami a narodowymi socjalistami z razwiedki, PZPR i UB był i nieuchronny i oczywisty. Z tego punktu widzenia transformacja ustrojowa, której symbolem jest okrągły stół, stanowiła historyczny kompromis między obydwoma stronami tego konfliktu, kompromis, którego przedmiotem było kondominium n a d tubycami. Proroctwo Stanisława Szczuki spełniło się w gruncie rzeczy w 1989 roku, a jego następstwem jest ukształtowanie gospodarczego modelu państwa w postaci „kapitalizmu kompradorskiego”, będącego w istocie mutacją modelu narodowo-socjalistycznego, znanego z III Rzeszy; szerokie dopuszczenie własności prywatnej, jednakże z zachowaniem w gospodarce dominującej pozycji państwowej biurokracji, wykonującej polecenia ukrytych w cieniu „starszych i mądrzejszych”. Źeby przekonać się o tych podobieństwach, wystarczy przeczytać pamiętniki Alberta Speera, w których m.in. wspomina on en passant o procedurze pozyskiwania przez przedsiębiorstwo pracujące na potrzeby wojny kilograma reglamentowanego spirytusu dla celów badawczych. Obawiam się jednak, że takich rzeczy, jako pozbawionych cech „naukowych” większość uniwersyteckich utytułowanych kujonów nie zna, odurzając się własnym gazem i zatruwając nim umysły kolejnych pokoleń młodzieży, która naiwnie i żarliwie wierzy, że w Polsce dlatego jest tak dobrze (albo tak źle), bo mamy „dziki” kapitalizm.

Proces tego duraczenia może wkrótce nabrać dodatkowej dynamiki z uwagi na decyzję „filantropa”, który właśnie postanowił walczyć z „wolnorynkowym fundamentalizmem”, to znaczy – sypnąć pieniędzmi na socjalistyczną propagandę. Jestem przekonany, że ustawią się do niego, tzn. nie tyle „do niego”, co do jego fundacji, tabuny szlachty-gołoty, z docentami na czele, dzięki czemu narodowy socjalizm dyrygowany przez Żydów zyska nowe, szalenie skomplikowane uzasadnienie teoretyczne. W ten oto sposób proroctwo Stanisława Szczuki, że „jeszcze będzie w Polsce git: z polską szlachtą – polski Żyd!” zyska nową aktualność.

Stanisław Michalkiewicz

Felieton   Gazeta internetowa „Super-Nowa” (www.super-nowa.pl)   11 listopada 2009