Pionierzy Tradycjonalizmu katolickiego mieli rację. Arcybiskup Marcel Lefebvre

Od Wydawcy: Niniejszy artykuł pochodzi z The Remnant Newspaper z 15 marca 1973 roku. Poniżej znajduje się streszczenie wystąpienia, wygłoszonego 7 sierpnia 1972 r. przez Arcybiskupa Marcela Lefebvre na konferencji księży francuskich. Wystąpienie zostało nagrane na taśmie, a następnie przetłumaczone i przepisane.

Na temat tego artykułu z archiwum The Remnant mam ochotę powiedzieć tylko jedno: Rzućcie wszystko, co robicie i przeczytajcie ten artykuł!

Oto słowa mędrca, wybitnego katolika i proroka. I nie zapominajmy: Arcybiskup Lefebvre był Ojcem Soboru Watykańskiego II. Był tam. Wiedział, co się działo. A jego niezwykłe świadectwo z 1972 roku na łamach The Remnant zadaje kłam twierdzeniu, że Sobór Watykański II został w jakiś sposób błędnie zinterpretowany i zawrócony od swojej pierwotnej „szlachetnej” misji. 

Michael J. Matt

Arcybiskup Marcel Lefebvre:

Drodzy Przyjaciele: Poproszono mnie, abym porozmawiał z wami o kapłaństwie, ale wydaje mi się, że nie mogę wyjaśnić sytuacji, w jakiej obecnie się znajdujemy, bez powrotu do Soboru Watykańskiego II.

Powracam do tego tematu, ponieważ uważam, że konieczne jest uważne przestudiowanie dokumentów soborowych, jeśli chcemy odsłonić drzwi, które zostały otwarte dla modernizmu, i podkreślę fakt, że na soborze istniała wyraźna niechęć do dokładnego zdefiniowania omawianych tematów. To właśnie ta niechęć do definiowania, ta odmowa filozoficznego i teologicznego zbadania dyskutowanych kwestii spowodowała, że możemy je jedynie opisać – a nie zdefiniować.

Nie tylko nie zostały one zdefiniowane, ale często w trakcie debat tradycyjne definicje były fałszowane.

Uważam, że właśnie z tego powodu mamy teraz do czynienia z kompletnym systemem, którego nie możemy zaakceptować, ale któremu niezwykle trudno jest się przeciwstawić, ponieważ tradycyjne i prawdziwe definicje nie są już dopuszczane do głosu.

Małżeństwo

Weźmy na przykład temat małżeństwa. Tradycyjna definicja małżeństwa zawsze opierała się na pierwszym celu małżeństwa, którym była prokreacja, a drugim celem była miłość małżeńska. Cóż, członkowie Soboru chcieli zmienić tę definicję i stwierdzić, że nie ma już głównego celu, ale że są dwa cele – prokreacja i miłość małżeńska – są one jednym i tym samym. To kardynał Suenens rozpoczął ten atak na podstawowy cel małżeństwa, a ja wciąż pamiętam kardynała Browna, Generała Dominikanów, który ostrzegał: „Caveatis!”

„Caveatis! Strzeż się! Strzeż się!” oświadczył gwałtownie: „Jeśli przyjmiemy tę definicję, wystąpimy przeciwko całej tradycji Kościoła”. I zacytował kilka tekstów.

Wrażenie było tak wielkie, że kardynał Suenens został poproszony przez samego Ojca Świętego, jak sądzę, o pewną modyfikację użytych przez niego terminów, a nawet o ich zmianę.

To tylko jeden przykład. Widać jednak, że wszystko, co obecnie mówi się na temat małżeństwa, wiąże się z fałszywym poglądem przedstawionym przez kardynała Suenensa, że miłość małżeńska – obecnie nazywana po prostu i znacznie bardziej prymitywnie „seksualnością” – oznacza, że wszystkie działania stają się dozwolone – antykoncepcja lub praktyki w małżeństwie mające na celu zapobieganie spłodzeniu dzieci, w końcu aborcja i tak dalej.

Kolegialność i ekumenizm.

Jedna zła definicja i pogrążamy się w całkowitym chaosie.

Lub brak definicji. Często prosiliśmy o definicję „kolegialności”.

Nikt nigdy nie był w stanie zdefiniować kolegialności. Często prosiliśmy o definicję „ekumenizmu”.

Z ust przewodniczących i sekretarzy komisji usłyszeliśmy: „Ale to nie jest Sobór dogmatyczny; nie tworzymy filozoficznych definicji. Jesteśmy Soborem duszpasterskim, mającym służyć zwykłemu człowiekowi z ulicy, z czego wynika, że nie ma sensu tworzyć tutaj definicji, które nie byłyby zrozumiałe”.

Jest jednak absurdem to, że spotkaliśmy się, ale nie potrafiliśmy odpowiednio zdefiniować omawianych terminów.

Kościół jako taki

Tym sposobem, również definicja Kościoła została sfałszowana. Sama definicja Kościoła! Istniała niechęć do określenia Kościoła jako koniecznego środka zbawienia; stąd do tekstów soborowych wkradła się niepostrzeżenie idea, że Kościół nie jest już koniecznym środkiem zbawienia, ale użytecznym – jedynie użytecznym – środkiem zbawienia.

W związku z tym, katolicy powinni przeniknąć do ciała ludzkości, która jako całość znajduje się na drodze ku zbawieniu. Katolicy powinni wykonywać swoje zadania, jednocząc się z nią (całą ludzkością) w miłości. To wszystko. Oznacza to zniszczenie całego misyjnego ducha Kościoła u jego korzeni.

Uwaga na prozelityzm

Dosłownie, w wyniku tej koncepcji,  został podważony cały projekt misji. Obecnie widzimy wielu misjonarzy, którzy wrócili z misji i odmawiają powrotu. Nowa idea posługi misyjnej  była im wpajana na wszystkich sesjach i spotkaniach.

Delegaci z Francji ostrzegali ich: „Strzeżcie się zwłaszcza prozelityzmu. Powinniście zdać sobie sprawę, że wszystkie religie, które możecie napotkać, mają znaczną wartość i dlatego misjonarze powinni koncentrować się na rozwoju tych krajów, wraz z wynikającym z niego postępem – postępem społecznym”.

Nie ma już prawdziwej ewangelizacji i uświęcenia.

Misjonarze udawali się za granicę, aby ewangelizować i ratować dusze z myślą: „Jakieś dusze zostaną zbawione z powodu mojej misji”. Ci sami misjonarze zastanawiają się teraz: „nie jest już prawdą, że to, czego zawsze nas uczono, że dusze pozostające w grzechu pierworodnym i wszystkich grzechach osobistych z niego wynikających mogą być w niebezpieczeństwie utraty zbawienia i dlatego musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby je ewangelizować”.

Gdybym miał przy sobie pierwszy szkic słynnego tekstu soborowego, który dotyczy Kościoła w świecie, „Gaudium et spes”, przeczytałbym go wam, aby was ostrzec o treści innych projektów na ten sam temat.

Pierwszy projekt był niedopuszczalny. Było tam wyraźnie powiedziane, że cała ludzkość jest zobowiązana do osiągnięcia ostatecznego końca – szczęścia.

Nie ma tam żadnego odniesienia do grzechu pierworodnego, żadnego odniesienia do chrztu, żadnego odniesienia do sakramentów. Jest to rzeczywiście całkowicie nowa koncepcja Kościoła. Kościół jest jedynie użytecznym narzędziem; wierni są nieustannie upominani, że nie mogą uważać się za lepszych od innych ani wierzyć, że tylko oni znają całą prawdę. Podsumowując, katolicy powinni uczynić się użytecznymi dla ludzkości, ale nie mogą wierzyć, że tylko oni posiadają drogę do zbawienia.

W tym duchu napisano „Gaudium et spes”. Zaczyna się od długiego opisu zmian, jakie zaszły w ludzkości. Jest to postulat nieustannie powtarzany dzisiaj, aby uzasadnić proponowane nam zmiany: świat ewoluuje, wszystkie rzeczy ewoluują, czasy się zmieniają, ludzkość się zmienia, ludzkość się rozwija, jej postęp jest ciągły.

Dla autorów dokumentu, jego konsekwencje są oczywiste. Nie możemy już pojmować religii tak jak w przeszłości. Nie możemy wyobrazić sobie relacji religii katolickiej z innymi wyznaniami tak, jak były one pojmowane w przeszłości. Stąd wynika, że wszystkie proponowane koncepcje powinny całkowicie różnić się od koncepcji naszej religii. Zapewniam was, że ponowne przeczytanie tych szkiców byłoby bardzo przydatne dla ujawnienia błędnego myślenia ich kompilatorów.

Konferencje biskupów

Jest jeszcze jeden temat, który również powinien zostać zdefiniowany z wielką precyzją, są to Konferencje Biskupów. [Konferencje Episkopatu]

Czym jest Konferencja Biskupów? Co ona reprezentuje? Jakie są jej uprawnienia? Jaki jest cel Konferencji Biskupów?

Właściwie nikt jeszcze nie był w stanie zdefiniować pojęcia Konferencji Biskupów. Sam Papież powiedział, że zakres i uprawnienia Konferencji Biskupów zostaną najlepiej zdefiniowane w działaniu, a skutki będą widoczne w praktyce.

Opierając się na tej teorii, pośpiesznie przystąpili do praktycznych działań, choć nie mieli żadnej definicji ani nie wiedzieli, dokąd zmierzają. Była to sprawa ogromnej wagi. Oczywiste jest, że im liczniejsze stają się te Konferencje Biskupów i im większe są ich prawa, tym mniejsze jest znaczenie samych biskupów. Skutkiem jest to, że rola biskupa, który jest prawdziwą ostoją Kościoła naszego Pana, znika wraz z rozwojem tych zgromadzeń.

Nowa Ewangelizacja

To właśnie ma miejsce w obecnej chwili. Wciąż odczuwamy brak definicji. W maju ubiegłego roku spotkałem się z pewnym kardynałem i wyjaśniłem mu, czym się zajmuję. Opisałem seminarium,  jego życie duchowe ukierunkowane szczególnie na pogłębienie teologii Mszy i modlitwy liturgicznej. Powiedział do mnie: „Ależ Monsignor,  jest to dokładne przeciwieństwo tego, czego chcą dzisiaj nasi młodzi księża. Kapłan nie jest już definiowany w kategoriach uświęcenia lub w odniesieniu do Najświętszej Ofiary Mszy, ale w kategoriach ewangelizacji”.

„Jakiej ewangelizacji?” odpowiedziałem. „Jeśli nie jest ona fundamentalnie i zasadniczo związana z Najświętszą Ofiarą Mszy, to jakie znaczenie można w niej znaleźć? Czy jest to ewangelizacja polityczna, społeczna czy humanistyczna? Jakie są podstawy tej ewangelizacji?”

Tak właśnie wygląda obecna sytuacja. To ewangelizacja, a nie uświęcenie, jest teraz w centrum uwagi. Stąd wynika błędna definicja kapłana, a gdy brakuje właściwej definicji, ponosimy wszelkie tego konsekwencje.

Nowe Sakramenty

Podobnie jest z Sakramentami.

Wszystkie sakramenty nie są już definiowane tak jak w przeszłości.

Chrzest nie jest już odkupieniem od grzechu pierworodnego, a jedynie sakramentem, który jednoczy człowieka z Bogiem. Nie ma już wzmianki o odpuszczeniu grzechu pierworodnego.

O małżeństwie już rozmawialiśmy.

Msza jest teraz definiowana jako Wieczerza Pańska – zgromadzenie, a nie prawdziwa Ofiara Mszy. Widzimy aż nazbyt wyraźnie wynikające z tego konsekwencje.

Ostatnie Namaszczenie nie jest już sakramentem niedołężnych i chorych; jest teraz sakramentem starców. Nie jest już sakramentem przygotowania do tej ostatniej chwili, która zmywa nasze grzechy przed śmiercią i w ten sposób przygotowuje nas do ostatecznego zjednoczenia z Bogiem.

Sakrament Pokuty?

Jestem przekonany, że w następstwie nowego dekretu, definicja Sakramentu Pokuty została naruszona, ponieważ nie może być wyjątku od reguły.

Wyrażenie w nim zawarte jest przeciwieństwem definicji i samej istoty Sakramentu Pokuty, który jest sądem, aktem sądowym. Nie można osądzać bez zbadania sprawy.

Wyrok może być wydany tylko po indywidualnym zbadaniu, jeśli grzechy mają zostać wybaczone lub pozostawione bez rozwiązania.

To nowe podejście, jak mi się wydaje, zakończy się zniszczeniem samej istoty Sakramentu Pokuty i nie ma wątpliwości, że od tej pory będzie się ono szybko rozprzestrzeniać. Spowiednikom będzie o wiele łatwiej powiedzieć ludziom czekającym przy konfesjonale: „Słuchajcie, nie mam czasu wysłuchać waszej spowiedzi. Zrozumcie, że teraz możemy udzielić ogólnego rozgrzeszenia. Udzielamy wam ogólnego rozgrzeszenia”.

Teoretycznie można nadal wyznawać grzechy, jeśli popełniono grzechy ciężkie. Ale z psychologicznego punktu widzenia jest to absurd! Kto pójdzie do spowiedzi, jeśli tym samym dla innych stanie się oczywiste, że jest on w stanie grzechu śmiertelnego? Co więcej, ci, którzy już otrzymali Komunię Świętą i rozgrzeszenie, powiedzą: „Skoro już byłem do  Komunii, to po co mam się spowiadać?”. Sprawa jest naprawdę bardzo poważna. Może okazać się początkiem końca Sakramentu Pokuty.

Jestem przekonany, że to właśnie Sobór leży u podstaw tego wszystkiego, ponieważ znaczna liczba biskupów, zwłaszcza tych wybranych na członków Komisji, była ludźmi wychowanymi w filozofii egzystencjonalistycznej, ale brakowało im wykształcenia w filozofii Św. Tomasza, a zatem nie znali znaczenia definicji. Dla nich nie ma czegoś takiego jak istota – już się jej nie definiuje, lecz wyraża, opisuje – definicja należy do przeszłości.

Ten brak filozofii przejawiał się w całym Soborze i jest, jak sądzę, odpowiedzialny za to, że stał się on zlepkiem dwuznaczności, niedokładności, niejasno wyrażonych uczuć, terminów podatnych na dowolną interpretację i otwierających szeroko wszystkie drzwi.

Nowa Msza

Musimy jednak powrócić do Mszy Świętej, głównego przedmiotu troski wszystkich kapłanów. Jak dobrze wyraził to Sobór Trydencki, Msza Święta jest sercem Kościoła.

Atak na Mszę jest atakiem na Kościół, a przez sam ten fakt atakiem na kapłana. To właśnie kapłan, w ostatecznym rozrachunku, jest najbardziej dotknięty tymi wszystkimi reformami, ponieważ znajduje się w samym sercu Kościoła, obarczony obowiązkiem szerzenia wiary i świętości. Ze względu na swój kapłański charakter jest on za to odpowiedzialny.

Kościół ma nade wszystko charakter kapłański.

Tak więc, gdy cokolwiek  dotyka Kościoła, to ksiądz ponosi tego konsekwencje. To właśnie z tego powodu kapłan znajduje się dziś w najbardziej dramatycznej, najtragiczniejszej sytuacji, jaką można sobie wyobrazić. Seminaria pustoszeją, ponieważ zostały porzucone definicja kapłana i prawdziwa koncepcja kapłaństwa.

Przyznaję, że jestem niezdolny, szczerze niezdolny, do założenia seminarium z nową Mszą jako jego fundamentem.

Kryzys kapłaństwa

Ponieważ kapłan jest zdefiniowany przez akt Ofiarowania, kapłan nie może być zdefiniowany inaczej niż przez odniesienie do aktu Ofiarowania, ani Ofiarowanie nie może być zdefiniowane bez odniesienia do kapłana. Pojęcia te są ze sobą nierozerwalnie związane przez samą swoją istotę. Dlatego też, jeśli Ofiarowanie już nie istnieje, nie ma kapłana. Co więcej, nie ma już Ofiarowania bez Ofiary, a nie ma już Ofiary, jeśli nie ma już Rzeczywistej Obecności i Transsubstancjacji. Tam, gdzie nie ma Ofiary, tam nie ma Ofiarowania. Co zatem może jeszcze trzymać przy Mszy kapłana lub seminarzystę?

Na czym opiera się jego zapał i pobożność? Co nadaje sens jego nauce w seminarium? Jest to Ofiara Mszy Świętej!

Sądzę, że dotyczyło to nas wszystkich: naszym szczęściem, naszą radością przez cały pobyt w seminarium była myśl o przyjęciu tonsury, święceń niższych, o zbliżeniu się do ołtarza, o staniu się subdiakonem, diakonem, a w końcu kapłanem. Wszystko, aby móc w końcu sprawować Ofiarę Mszy Świętej! To było całe nasze życie, jako seminarzystów!

Teraz poddaje się w wątpliwość Rzeczywistą Obecność w Ofierze Mszy. Jest to tylko „wieczerza”, „posiłek”, uczestnictwo. Zbawiciel jest obecny w taki sam sposób jak my. Ale to nie jest Rzeczywista Obecność naszego Pana w Eucharystii, która jest Obecnością Ofiary, tej samej Ofiary, która cierpiała na Krzyżu. W tym właśnie tkwi przyczyna istnienia seminariów i powołań.  To możliwość składania Ofiary Mszy Świętej, prawdziwej Ofiary Mszy Świętej, sprawia, że warto podjąć trud stania się kapłanem.

Nie warto zostawać księdzem tylko po to, by uczestniczyć w zgromadzeniu, gdzie świeccy mogą niemalże koncelebrować, gdzie wszystko jest otwarte dla świeckich. W tej nowej koncepcji Mszy już nic nie ma. Jest to koncepcja protestancka i prowadzi do protestantyzmu. Z tego powodu nie mogę sobie wyobrazić możliwości stworzenia seminarium z nową Mszą.

Nie można w ten sposób ani zdobyć miłości i lojalności seminarzystów, ani wzbudzać  powołań.

Tutaj, jak widzę, leży podstawowy powód obecnego braku powołań; nie ma już Ofiary Mszy. Bez tej Ofiary nie ma kapłana, ponieważ kapłana nie można zdefiniować poza Ofiarą. Nie ma innych motywów. Dopóki prawdziwa Ofiara Mszy nie zostanie przywrócona w całej swojej boskiej rzeczywistości, nie będzie  seminariów i kandydatów do kapłaństwa.

Powiecie: „Ale są inne obrządki”. Z pewnością istnieją inne obrządki – koptyjski, maronicki, słowiański – istnieje wybór. Ale w każdym z tych katolickich obrządków można znaleźć koncepcję Ofiary, Rzeczywistej Obecności i natury kapłaństwa. Papież mógł rzeczywiście zmienić niektóre obrządki, kładąc być może jeszcze większy nacisk na trzy lub cztery fundamentalne koncepcje Mszy. Zgoda. Można zaakceptować zmianę na lepsze, na  mocniejsze i bardziej wszechstronne potwierdzenie tych fundamentalnych prawd.

Nigdy jednak na ich osłabianie lub tłumienie!

Koncelebra

Niedawno powiedziano całkiem słusznie i całkowicie się z tym zgadzam, że koncelebra jest sprzeczna z samym celem Mszy Świętej.

Każdy kapłan został indywidualnie konsekrowany do złożenia Ofiary Mszy, swojej Ofiary, Ofiary, dla której on, jako jednostka został konsekrowany. Nie ma zbiorowego, masowego wyświęcenia wszystkich kapłanów. Każdy z nich był prawdziwie i indywidualnie namaszczony i każdy otrzymał pieczęć, której nie otrzymuje grupa. Jest to sakrament. Jest on przyjmowany indywidualnie. Po to kapłan jest wyświęcony, aby ofiarować święty sakrament Mszy jako jednostka.

Niewątpliwie koncelebra nie ma wartości sumy Mszy odprawionych indywidualnie. Jest to niemożliwe.

Jest tylko jedna Transsubstancjacja, stąd jest tylko jedna Ofiara Mszy. Po co mnożyć Ofiary Mszy, skoro jest tylko jedna Transsubstancjacja? Gdyby ta praktyka miała sens, oznaczałoby to, że na świecie była tylko jedna Msza, od czasów naszego Pana. Mnożenie Mszy jest bezużyteczne, jeśli koncelebracja przez dziesięciu kapłanów jest odpowiednikiem dziesięciu oddzielnych Mszy. To nieprawda, całkowita nieprawda. Dlaczego musimy odprawiać trzy Msze w Boże Narodzenie i we Wszystkich Świętych? Byłaby to bezsensowna praktyka.

Kościół potrzebuje tego zwielokrotnienia Ofiar Mszy, zarówno dla realizacji Ofiary na Krzyżu, jak i dla wszystkich innych celów Mszy – uwielbienia, dziękczynienia, przebłagania i modlitwy o łaskę. Wszystkie nowości pokazują brak teologii i brak definicji terminów.

Celibat

Z tego punktu widzenia jestem wdzięczny Opatowi Deenowi za jego traktat na temat „Celibatu kapłańskiego”, pokazujący, że celibat był praktykowany od najwcześniejszych czasów. Nieprawdą jest bowiem twierdzenie, że celibat został narzucony kilka wieków później niż początek ery chrześcijańskiej. Myślę, że istnieje tutaj słabość w logice teologicznej. Celibat nie jest wymagany od kapłana wyłącznie w celu ułatwienia jego apostolatu i uczynienia go bardziej dostępnym dla wiernych. To był dodatkowy powód, ale nie podstawowy.

Myślę, że ksiądz może być porównywany do Najświętszej Maryi Panny. Dlaczego Najświętsza Maryja Panna jest dziewicą? Z powodu Jej Boskiego macierzyństwa, ponieważ jest Matką naszego Pana. Tak ściśle zjednoczyła się ze Słowem Bożym, z samym Bogiem, że jest rzeczą naturalną, iż powinna być dziewicą. Zasadniczo, kapłan odtwarza również to, do czego została wybrana Maryja Dziewica. Najświętsza Maryja Panna przez swoje „Fiat”, sprowadziła naszego Pana na ziemię w swoim łonie. Poprzez słowo, które wypowiada, kapłan również sprowadza naszego Pana na ziemię w Świętej Eucharystii. Kapłan jest tak ściśle z Nim zjednoczony i ma taką władzę nad Nim, że jest rzeczą oczywistą, że powinien być dziewicą!

Tam, gdzie istnieją wyjątki, dzieje się tak dlatego, że Kościół je z bólem dopuszcza. Tak się dzieje na przykład na Bliskim Wschodzie. Żonaci księża jednak nie mogą zajmować tam wysokich stanowisk w diecezji. Biskupi nie mogą się żenić. Wyjątki są jedynie tolerowane.

Jest jednak stosowne – niemal niezbędne – aby pod pewnymi względami i do pewnego stopnia kapłan był dziewicą. To on bowiem wypowiada słowa konsekracji. Na tym polega funkcja, wielka tajemnica kapłana – jednocześnie jego wielkość i pokora. Wobec Najwyższego  Kapłana, Najwyższego Zwierzchnika, Naszego Pana Jezusa Chrystusa, kapłan jest niczym. To Chrystus jest Kapłanem, On jest Ofiarą. To On się ofiarowuje, kapłan, oczywiście, jest tylko Jego sługą.

Jako taki musi uniżyć się przed Naszym Panem, ale w tym tkwi cała jego wielkość, wielkość kapłaństwa. Powinien zawsze o tym rozmyślać. Nigdy nie zdołamy zgłębić wielkiej Tajemnicy Mszy Świętej!

W niej żyje Tajemnica Wiary. To właśnie ona, a nie Tajemnica Jezusa, stoi przed nami na końcu świata.

Przyjście naszego Pana nie powinno być nam przedstawiane („i powtórnie przyjdzie”), gdy wielka tajemnica naszej wiary właśnie została ponownie wprowadzona w życie. Dlaczego miałoby tak być? Słowa „Tajemnica Wiary” zostały wprowadzone właśnie w celu podkreślenia Tajemnicy Słowa, które stało się Ciałem podczas słów Konsekracji.

Poproszono mnie o zasugerowanie tematów do medytacji, a raczej do waszego uświęcenia. Jest jeden szczególny temat – nasze podobieństwo do Najświętszej Maryi Panny. Najświętsza Maryja Panna nie jest kapłanem, ale jest matką kapłana – jest tak blisko kapłana, jak to tylko możliwe.

Nie może być większego podobieństwa między Matką Jezusa a kapłanem, ponieważ oboje sprowadzają Pana Jezusa Chrystusa na ziemię, oboje dają światu Pana Jezusa Chrystusa; dlatego są dziewicami. Wierzę, że jest to temat medytacji, który może nam pomóc we wszystkich naszych trudnościach i zmaganiach.

Komunia na rękę

Nasza Ofiara Mszy musi być prawdziwą Ofiarą, jeśli chcemy zachować naszą świętość kapłańską.

Jeśli nasza Ofiara Mszy jest w jakikolwiek sposób pomniejszana, tracimy źródło naszej kapłańskiej świętości.

Obecna sytuacja z Mszą Świętą jest bardzo poważnym problemem dla Kościoła Świętego. Wierzę, że jeśli diecezje, seminaria i organizacje charytatywne zostały dziś dotknięte jałowością, to dlatego, że ostatnie odstępstwa ściągnęły na nie przekleństwo samego Boga. Wszystkie próby odzyskania tego, co zostało utracone, reorganizacji, rekonstrukcji i odbudowy – wszystko to stało się jałowe, pozbawione prawdziwego źródła świętości, jakim jest Najświętsza Ofiara Mszy Świętej. Sprofanowana, nie daje już łaski, nie przekazuje łaski. Ilu obecnie widzimy kapłanów, którzy nadal odprawiają Mszę, gdy nie ma zgromadzenia? W pojedynkę nie odprawiają już Mszy. Zdarza się to zbyt często, nawet wśród naszych wspólnot zakonnych.

Zastanówmy się również nad rozmaitymi formami świętokradztwa, do których prowadzi obecna pogarda dla Rzeczywistej Obecności naszego Pana w Najświętszym Sakramencie. To Sobór Trydencki ogłosił, że Nasz Pan jest obecny w najmniejszych cząstkach Najświętszej Eucharystii. Na czym więc polega brak czci u tych, którzy wciąż trzymają w rękach fragmenty Hostii, a następnie wracają na swoje miejsca bez oczyszczenia rąk?

Kiedy używana jest patena, zawsze pozostaje na niej kilka fragmentów, nawet jeśli nie ma wielu osób przyjmujących Komunię. Świadczy to o tym, że fragmenty Hostii pozostają w rękach wiernych, a taki brak czci dla Obecności naszego Pana jest równoznaczny ze świętokradztwem. Św. Tomasz przywołuje przyjmowanie Eucharystii do rąk świeckich jako przykład świętokradztwa.

Co prawda, praktyka ta jest obecnie dozwolona, ale znaczenie orzeczenia Kościoła zakazującego jej, polegało na tym, aby wiara wielu wiernych, zwłaszcza dzieci, nie została zachwiana. Jak w tej sytuacji dzieci mogą naprawdę zachować wiarę w Rzeczywistą Obecność? Jak mogą nadal szanować księdza, który przestał szanować samego siebie? Jak mogą zrozumieć istotę Ofiary Mszy, skoro nawet nie ma już krucyfiksu na ołtarzach? Jej całe znaczenie zostało zniszczone.

Nowy Brewiarz

Zbliżam się do końca. Nie chciałbym nadwyrężać waszej cierpliwości. Wierzę, że oprócz pragnienia zachowania Mszy Świętej w nienaruszonym stanie, powinniśmy starać się zachować nasz Brewiarz. Jego definicja również została zmieniona. W przedmowie do tej słynnej „Liturgii Godzin” stwierdza się, że od teraz modlitwy te mają zostać zmodyfikowane tak, aby od czasu do czasu świeccy mogli odmawiać brewiarz wraz z kapłanem. Jest to fałszowanie samego znaczenia Brewiarza. Brewiarz jest modlitwą kapłana. Tylko kapłan jest zobowiązany, pod groźbą grzechu śmiertelnego, do odmawiania godzin brewiarzowych.

Świeccy nie są do tego zobowiązani. Kapłan jest człowiekiem Bożym; jest człowiekiem modlitwy, więc brewiarz jest wkładany w jego ręce, aby mógł modlić się przez cały dzień, czynić akty dziękczynienia i chwalić Boga, w pewien sposób kontynuując swoją Mszę.

Nagle ogłoszono: „Nie, nie, nie! Wszystko się zmieniło! Modlitwy kapłana są modlitwami zaprojektowanymi tak, aby od czasu do czasu mógł je odmawiać ze świeckimi”.

To całkowita iluzja! Przecież ludzie nie mają czasu na odmawianie tych modlitw z księżmi. Takie stwierdzenia mogą wypowiadać tylko ci, którzy nigdy nie poznali posługi duszpasterskiej w praktyce.

Oczywiście można czasem odmówić wieczorne modlitwy ze świeckimi. Ale nie do pomyślenia jest, aby oni odmawiali te wszystkie modlitwy, te wszystkie niezrozumiałe Psalmy! Jeśli chcecie odmawiać wieczorne modlitwy z wiernymi, dobrze by było, gdybyście wybrali bardzo proste modlitwy, takie, które oni rozumieją. W przeciwnym razie, niech to będzie łacina, prawdziwa łacina, piękna łacina, śpiewana tak, jak podczas komplety. Ludzie łączą się w śpiewie, w melodii, a ich dusze są podniesione na duchu.

Musimy zachować nasz Brewiarz! Zapewniam was, że jest to bardzo ważne. Im bardziej zbliżamy się do porzucenia naszego Brewiarza, tym bardziej oddalamy się od źródeł łaski uświęcającej. Dziś powrócono do starego Psałterza, zmodyfikowanego jedynie przez poprawki dokonane przez Opactwo Św. Hieronima. Stało się to na życzenie papieża Jana XXIII. Nie podobał mu się nowy Psałterz. Powiedział to otwarcie Centralnej Komisji przed Soborem. Powiedział do wszystkich, którzy tam byli: „Och, nie jestem zwolennikiem nowego Psałterza”.

On kochał stary Psałterz. Wygląda na to, że w nowym Brewiarzu przyjęto stary Psałterz, zmodyfikowany w wyniku badań podjętych przez mnichów Św. Hieronima. Pokazuje to, że dziś wciąż możliwy jest powrót do zdrowych decyzji z przeszłości.

Destrukcja liturgii

Słyszałem pogłoski, że Kongregacja Świętej Liturgii przygotowuje kolejny nowy dekret w sprawie Mszy Świętej. Kapłan będzie mógł robić, co mu się podoba, z wyjątkiem słów konsekracji, które jednak też zostały zmienione! W ten sposób zmiana będzie kompletna. Nowy dekret będzie zawierał kilka nowych wskazówek dotyczących tworzenia nowych kanonów. Każdy może stworzyć swój własny Kanon (tak zwany), dostosowany do jego konkretnej kongregacji.

Widać, co chcą osiągnąć!

Błędem byłoby dać się porwać prądowi, który prowadzi jedynie do całkowitego i zupełnego zniszczenia Najświętszej Ofiary. Nie wiem, co myślą o tym biskupi. Czy będą zadowoleni z tej nowej reformy, jeśli kiedykolwiek ujrzy ona światło dzienne? Zbliżamy się do końca jakiejkolwiek koncepcji liturgii.

Liturgia bez zasad przestaje być liturgią. Dlatego musimy trwać przy naszym przedsoborowym stanowisku i nie bać się podtrzymywać tradycji dwóch tysięcy lat. Tego nie można nazwać nieposłuszeństwem.

Według jakiego kryterium powinniśmy decydować, czy Magisterium zwyczajne jest, czy też nie jest nieomylne? Według wierności Tradycji…? W zakresie, w jakim Sobór powraca do Tradycji, musimy się dostosować, ponieważ należy to do zwyczajnego Magisterium, ale tam, gdzie jakiś zabieg jest nowy i niezgodny z Tradycją, istnieje większa swoboda wyboru… Nie możemy dać się wciągnąć w nurt modernizmu, który może zagrozić naszej własnej wierze i nieświadomie zmienić nas w protestantów.

To bardzo poważna sprawa, ale to właśnie dzieje się z naszymi biednymi wiernymi, którzy, nie zdając sobie z tego sprawy, są wciągani w nowy protestantyzm, „neomodernizm”, jak nazwał to sam Ojciec Święty. Dzieje się tak również w przypadku wielu kapłanów. Dziękujmy zatem Bogu za łaskę jasnego widzenia pośród tych wszystkich kłopotów w Kościele. I obyśmy pozostali zjednoczeni w modlitwie, zjednoczeni w wysiłku i zjednoczeni w naszych przedsięwzięciach.

Pan Bóg nad tym czuwa! Dlatego nigdy nie możemy tracić odwagi. Pan Bóg wciąż czuwa nad swoim Kościołem. Naszym zadaniem jest działać tak, aby mógł On bezpiecznie przetrwać obecne ciężkie próby!

Arcybiskup Marcel Lefebvre

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant

Skip to content