Życie online – Izabela Brodacka Falzmann

Usłyszałam w dzienniku propozycję uzdrowienia systemu opieki zdrowotnej i wydawało mi się że śnię. Była to propozycja zastąpienia nocnych dyżurów szpitali i nocnych przychodni pomocą medyczną świadczoną online. Bareja by tego nie wymyślił. Nikt przecież nie wybiera się nocą do szpitala żeby pogadać o zaletach przysłowiowej Maryni. W nocy do szpitala czy przychodni udaje się człowiek w zagrożeniu życia. Nękany gwałtownymi bólami,  wysoką gorączką, krwotokiem, atakiem serca, czy po wypadku. Czasami jego życie liczy się na minuty czy na godziny, na przykład przy rozlanym wyrostku robaczkowym. Jakiej pomocy może mu udzielić chirurg dyżurujący pod telefonem? Wytnie mu na odległość ten wyrostek? Może go tylko bardziej czy mniej uprzejmie spławić. I chyba o to chodzi.

Ta propozycja jest to zwieńczenie ( jak to się głupio mówi: „wisienka na torcie”) totalnego idiotyzmu który jest podstawą całkowitego upadku systemu ochrony zdrowia w Polsce. Idiotyzm polega na niezrozumieniu i niedocenianiu zasadniczych błędów w strukturze organizacyjnej służby zdrowia, pociągających za sobą  na zasadzie dodatniego sprzężenia zwrotnego inne niekorzystne zjawiska.

  • Studia medyczne w Polsce są jak wszystkie inne studia bezpłatne. Mam na myśl oczywiście studia na uczelniach publicznych, na które mogą sobie pozwolić tylko zamożniejsi studenci. Uczelnie płatne, prezentujące o wiele niższy poziom, są okupowane przez niezamożną młodzież z małych miejscowości, której nie stać na korepetycje, łapówki i utrzymanie w wielkim mieście. To polski paradoks, o którym wielokrotnie pisałam. Sposób rekrutacji do tego najbardziej odpowiedzialnego zawodu jest grzechem założycielskim systemu ochrony zdrowia. Motywacją do podjęcia studiów są na ogół względy merkantylne, a nie jakkolwiek rozumiane powołanie. Poza tym -jak mówiło się w czasach realnego socjalizmu- sito gubi diamenty. Bardzo dobrzy potencjalnie kandydaci do zawodu lekarza nie przedostają się przez oczka sita a często przedostaje się miernota intelektualna i moralna. Błędem jest również dopuszczenie żeby po ukończeniu bardzo drogich studiów medycznych lekarze wyjeżdżali pracować do innych krajów bez odpracowania tych studiów w Polsce. Społeczeństwa  polskiego nie stać na fundowanie leczenia obywatelom innych, bogatych krajów. System studiów płatnych z nieoprocentowanymi (a w uzasadnionych przypadkach bezzwrotnymi) pożyczkami na studia byłby sposobem przecięcia tego gordyjskiego węzła.

 

  • Niewłaściwa selekcja na studia, za którą idzie czysto merkantylne podejście do zawodu lekarza jest jednym z istotnych czynników demoralizacji środowiska lekarskiego. Objawem tej demoralizacji jest powszechne łapownictwo czyli uzależnianie dostępu do bezpłatnych z założenia usług medycznych od dodatkowego gratyfikowania lekarzy decydujących o przyjęciu do szpitala czy skierowaniu na operację. Bezpłatność usług medycznych staje się w ten sposób dla pacjentów fikcją natomiast zyski czerpią łapownicy, bez konieczności inwestowania w koszty utrzymania szpitali czy aparaturę.

 

  • Bardzo istotną rolę w degeneracji relacji pomiędzy lekarzem i pacjentem odgrywają zmiany cywilizacyjne i kulturowe. We współczesnej cywilizacji człowiek jest uprzedmiotowiony. Zostało złamane podstawowe tabu cywilizacji łacińskiej jakim jest przykazanie „nie zabijaj”. Zabijanie ludzi w stadium prenatalnym ( aborcja) oraz  nieprzydatnych produkcyjnie ( eutanazja) zostało oddane w ręce lekarzy. Oprócz braku empatii wynikającego z nieuchronnego wypalenia zawodowego znieczulica lekarzy potęgowana jest przez fakt, że  pierwszy raz w historii medycyny lekarz w majestacie prawa pełni w społeczeństwie rolę kata. Kiedyś aborcją zajmowały się tak zwane „babki” surowo ścigane przez prawo natomiast  eutanazja była traktowana jak zwykłe morderstwo. Legalizacja ( przynajmniej na Zachodzie) zarówno aborcji jak i eutanazji likwiduje ewentualne wyrzuty sumienia praktykujących je na co dzień lekarzy. Likwiduje też skutecznie ewentualną empatię, czyli współczucie dla chorego. Jak zresztą można oczekiwać żeby współczuł pacjentowi lekarz biorący udział w legalnym pobieraniu narządów, którzy znieczula delikwenta uznanego za zmarłego tylko po to żeby mu nie fikał w czasie operacji? Umiejętność opanowania emocji umożliwia  wykonywanie wielu odpowiedzialnych prac. Choćby praccy chirurga, ratownika medycznego czy patologa. Jest jednak- dodajmy- różnica pomiędzy przeprowadzaniem sekcji zmarłego, któremu już nikt nie może pomóc a rozbieraniem na części zamienne człowieka żywego, tyle że pozostającego w śpiączce w oparciu o wątpliwą definicję śmierci mózgowej.

 

  • „Wszystko zaczęło się na przełomie XIX i XX w. od niejakiego Johna Davisona Rockefellera, amerykańskiego przemysłowca, który poprzez finansowanie ośrodków naukowych – w największym skrócie, wprowadził zunifikowanie sposobów leczenia. To zaś otworzyło drogę do zmonopolizowania leczenia, które polegało na wyeliminowaniu wszelkich przejawów działań poza ustalonymi z góry i zatwierdzonymi przez wybrane gremia sposobami leczenia”. Tak pisze słynny lekarz pediatra, pulmonolog Włodzimierz Bodnar w tekście pod tytułem „Lekarz już nie leczy. Tak koncerny uśmierciły służbę zdrowia” drukowanym w piśmie Gazeta Bałtycka z dnia  9.09.2019  (http://gazetabaltycka.pl/promowane/lekarz-juz-nie-leczy-tak-koncerny-usmiercily-sluzbe-zdrowia(link is external) ) To prawda, procedury zastąpiły przysięgę Hipokratesa. Pacjent może spokojnie umrzeć, byle w zgodzie z procedurą, a wyleczenie go niezgodnie z procedurą  może stać się przyczyną interwencji Izby Lekarskiej a nawet odebraniem przez tę Izbę prawa do wykonywania zawodu lekarza.

 

  • Kolejny błąd prawny i strukturalny polega właśnie na tym, że Izba Lekarska czyli teoretycznie rzecz biorąc dobrowolne stowarzyszenie specjalistów w danej dziedzinie uzurpuje sobie prawa, które jej nie przysługują. Odebrać lekarzowi prawo wykonywania zawodu powinien móc tylko sąd.

 
Tyle w skrócie. Propozycję usług medycznych świadczonych online traktuję jako metaforę. Całe nasze życie zaczyna toczyć się online.

Izabela Brodacka Falzmann

Za: NaszeBlogi.PL – Izabela Brodacka Falzmann (17-09-2022)

 


 

KOMENTARZ BIBUŁY: Kilka drobnych uwag.

1. Aby zmusić absolwentów polskich uczelni medycznych do odpracowania darmowych studiów, zdaje się że należałoby zmienić zapis w Konstytucji (Art. 70), i albo zlikwidować państwowe uczelnie, albo zmienić Konstytucję. Wołanie więc o to aby młodzi lekarze odpracowywali obowiązkowo swoje studia w Kraju, jest w obecnej sytuacji jedynie gawędziarstwem.

2. Pełna zgoda co do wskazania przez dr. Bodnara na jedną z przyczyn obecnego kierunku rozwoju medycyny, czyli wpływów klanu Rockefellerów na zmonopolizowanie kształcenia i leczenia („rozwoju” w sensie brnięcia w ślepą uliczkę rzekomej dbałości o zdrowie człowieka, lecz autentycznego rozwoju biznesowego medycznego lobby). Szkoda jednak, że dr Bodnar – jak i 99,99% innych lekarzy (to taka optymistyczna kalkulacja z grubsza pokazuje, że może 20 lekarzy w Polsce zdaje sobie sprawę z wagi zagadnienia; Optymistyczna, bo właśnie lekarze z uwagi na długoletnią indoktrynację, zwaną wykształceniem, są najmniej otwarci na szersze spojrzenie)  – widząc te zgubne praprzyczyny nie dostrzega (jeszcze?) tego, iż w tymże „rozwoju nauk medycznych” doszło do zasadniczego oszustwa przypisującego patogeniczność wirusom (jeśli w ogóle można mówić o ich istnieniu – ale to kolejna kwestia do debaty). Ponadto, optymistycznie zakładamy przy tym, że jakieś 0,1% (200 lekarzy w Polsce) zorientowało się, że wszystkie bez wyjątku szczepionki są niebezpieczne dla człowieka i jedynym ich efektem jest niszczenie zdrowia, a wakcynologia to dziedzina opanowana przez groźnych i bezwzględnych guślarzy i okultystów.

3. „Odebrać lekarzowi prawo wykonywania zawodu powinien móc tylko sąd.” Stawianie na mądrość, przenikliwość i niezależność sądów jest jakimś żartem, wszak to sądy w czasie tzw. pandemii nie stawały po stronie prawdy i podstawowej sprawiedliwości. Jeśli ktoś uważałby, że to tylko w tej dziwnej Polsce sądy opanowane są przez zastępy kretynów w togach, to myli się, bo na całym świecie jest podobnie. Ot, weźmy najnowszy przykład z Izraela, gdzie rządowy minister zdrowia odebrał prawo wykonywania zawodu dr. Aryeh Avni, a właśnie „niezależny” sąd odrzucił wniosek odwoławczy. Tak więc pan Avni – już nie doktor – nie będzie mógł więcej „wydawać fałszywych zaświadczeń o zaszczepieniu i leczyć chorych na Covid-19 niesprawdzonymi metodami”, czyli nie będzie mógł chronić ludzi przed niebezpiecznymi szczepionkami i nie będzie mógł aplikować znanych i uznanych lekarstw (jak inwermektyna) osobom chorym, którym fałszywe testy PCR przypisały „koronawirusa”. Takich „chorych na Covid-19” zapraszają mordownie szpitalne aplikujące śmiertelny Remdesivir i inne „zaaprobowane środki leczenia”.

 


 

Skip to content