Gdzie jest prezydent? – Katarzyna TS

W poniedziałek (1.08.2022) na placu Piłsudskiego w Warszawie pojawiła się wystawa „Warszawa-Mariupol – miasta ruin, miasta walki, miasta nadziei”. Składa się ona z 16 par zdjęć pokazujących polską stolicę zniszczoną podczas Powstania Warszawskiego oraz ukraińskie miasto zniszczone podczas obecnie trwającej wojny z Rosją. Wystawa powstała z inicjatywy i pod honorowym patronatem wicemarszałek Sejmu RP Małgorzaty Gosiewskiej oraz przewodniczącego Rady Najwyższej Ukrainy Rusłana Stefanczuka. We wpisach zamieszczonych na Twitterze prezydent Andrzej Duda tak zachwalał ową wystawę: Prosto z warszawskiej Woli, gdzie oddaliśmy hołd pomordowanym mieszkańcom Warszawy, przyjechałem tutaj na plac Piłsudskiego, by zobaczyć wystawę, na której zestawione są zdjęcia Warszawy 1944 i dzisiejszej Ukrainy. Jakże podobne! Dziś chcę powiedzieć wszystkim mieszkańcom Warszawy i tym, którzy przyjechali w związku z rocznicą Powstania Warszawskiego, by przyszli tu i zobaczyli tę wystawę. Warszawa-Mariupol. Historia zatacza koło.

Od ataku Rosji dzień bez deklaracji poparcia dla Ukrainy najwyraźniej jest dla prezydenta Dudy dniem straconym. Nie dał rady powstrzymać się nawet w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, które porównał do walk na Ukrainie. I jakoś nie przeszkadza mu fakt, że Ukraińcy brali udział w pacyfikacji powstania i mordowali powstańców oraz ludność cywilną. Dla prezydenta Dudy „historia zatacza koło”, więc mamy natychmiast popędzić na wystawę i płakać nad zburzonym Mariupolem. Na mnie proszę nie liczyć. Na agitację prezydenta Dudy odpowiem cytatem z książki Marka Hłaski: Widziałem w czterdziestym czwartym roku w Warszawie jak sześciu Ukraińców zgwałciło jedną dziewczynę z naszego domu, a potem wyjęli jej oczy łyżką do herbaty; i śmiali się przy tym i dowcipkowali.

Tak jak za PRL nie kupiłam bajki o przyjaźni polsko-radzieckiej, a po upadku komuny nie nabrałam się na przyjaźń polsko-niemiecką, tak teraz nie dam wkręcić się w przyjaźń polsko-ukraińską. Kości Polaków pomordowanych przez Ukraińców na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej nadal spoczywają w bezimiennych dołach śmierci, ponieważ ukraińskie władze zakazały ich ekshumacji. Pomniki banderowskich zbrodniarzy nadal stoją w ukraińskich miastach, a popiersie dowódcy UPA, Romana Szuchewycza, nadal wisi na polskiej szkole we Lwowie. Skoro Ukraińcy zbudowali swoją państwowość na kulcie ludobójców, to niech nie oczekują, że wszyscy Polacy będą ronić łzy nad ich obecnym nieszczęściem. Nie wszyscy złapią się na lep proukraińskiej propagandy, pod którą podpisuje się prezydent Duda.

Przy okazji łapania się na lep propagandy warto odnotować, że na taki lep złapał się nowy ambasador Ukrainy w Polsce, Wasyl Zwarycz, który uwierzył, że Powstanie Warszawskie było polskim zwycięstwem. Oto jego wpis na Twitterze: Drodzy bracia i siostry Polacy! Dziś w Godzinę „W” solidarnie z Wami oddamy hołd Bohaterom Powstania Warszawskiego! Oni się nie poddali wtedy, my, Ukraińcy, nie poddamy się dziś! Razem do zwycięstwa! Cześć i chwała Bohaterom!

Ktoś powinien poinformować ambasadora Zwarycza, że Powstanie Warszawskie zakończyło się kapitulacją. Pomimo bezprzykładnej odwagi, poświęcenia i ofiary z życia Polacy przegrali tę bitwę. I przegrali wojnę. Zachodni alianci sprzedali nas Stalinowi już w 1943 roku. Nie było zwycięstwa. Była klęska. To są fakty, a mówienie o faktach nie jest „pluciem w twarz powstańcom za heroiczną walkę w obronie Warszawy”, co zarzucił mi w komentarzu jeden z czytelników mojego felietonu pt. „Nigdy więcej takich zwycięstw”. Natomiast wpis ambasadora Zwarycza o tym, że Ukraińcy nie poddadzą się tak, jak nie poddali się powstańcy warszawscy, jest po prostu groteskowy. Co w zasadzie nie powinno nikogo dziwić, bo ukraińska wersja historii jest groteskowa. Kilka dni temu, a konkretnie 28 lipca, Ukraińcy obchodzili Dzień Ukraińskiej Państwowości. Z tej okazji prezydent Wołodymyr Zełenski oświadczył, że ukraińska państwowość ma ponad 1000-letnią historię, a minister obrony Oleksij Reznikow podbił stawkę i napisał na Twitterze, że jest to 1500 lat. Oczywiście na zamieszczonej przez niego grafice znalazł się ukraiński heroj z banderowską flagą. A jednym z symboli państwowości ukraińskiej ma być Pogoń, czyli herb Wielkiego Księstwa Litewskiego. Tak właśnie wygląda ukraińska wersja historii: brednie o 1500 lat państwowości i kult ludobójców z OUN-UPA.

 

 

Po tej dygresji wróćmy do naszych baranów, czyli do prezydenta Dudy. Po poniedziałkowej agitacji proukraińskiej przyszedł czas na wtorkowe podlizanie się Niemcom. Oto jak w wywiadzie dla dziennika Frankfurter Allgemeine Zeitung PAD odpowiedział na zarzut, że „ważni politycy w Polsce rozgrywają kartę antyniemiecką”: Panie redaktorze, postrzegam siebie jako osobę, która pragnie budować dobre relacje polsko–niemieckie. Podejmuję wysiłek zrozumienia Niemców, także dlatego, że wraz z moją żoną, germanistką, mamy wiele dobrych osobistych związków z Niemcami i wielki szacunek dla tego kraju. (…) Jeśli chodzi o politykę: widzę siebie jako orędownika dobrych stosunków polsko–niemieckich tu w kraju. Ale mam głęboką pretensję pod adresem Niemiec, jeżeli chodzi o projekty pod nazwą Nord Stream w zakresie przesyłu gazu ziemnego. Zwłaszcza jako przyjaciel Niemiec.

Nie oczekuję, żeby prezydent Duda nabluzgał Niemcom w wywiadzie dla ich gazety, ale mówienie o „wielkim szacunku” dzień po rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego budzi pewien niesmak. Nawet jeśli jest to grzecznościowy wstęp do krytyki niemieckiej polityki. Oczywiście, żeby nie był to dzień stracony, prezydent Duda wspomniał w wywiadzie o Ukrainie, która „broni Polski, Europy, w tym także Niemiec”.

Pora spróbować odpowiedzieć na pytanie, które jest tytułem tego felietonu, czyli „gdzie jest prezydent?”. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jest on w drodze do posady w jakiejś międzynarodowej instytucji. Druga kadencja na stanowisku prezydenta RP nie będzie trwała wiecznie, a z czegoś żyć trzeba. Więc prezydent Duda zbiera punkciki, dzięki którym może trafi się jakiś prestiżowy i intratny stołek. Zaczynał nieciekawie, bo jako prezydent z ramienia „faszystów”, ale potem nie próżnował: przeprosił Żydów, walczył z antysemityzmem, zawetował reformę sądownictwa, płaszczył się przed komisarz von der Leyen, chodził w masce i rękawiczkach, namawiał do szczepień, a teraz robi za orędownika Ukrainy, która „broni Europy”, czym podlizuje się Amerykanom i Brytyjczykom. I oczywiście jest „przyjacielem Niemiec”. Nic dziwnego, że w tym natłoku zajęć nie ma już czasu na to, żeby dbać o polską rację stanu.

Zapewne zapytacie, po co w ogóle pisać o wyczynach prezydenta Dudy. Odpowiedź brzmi: po to, żeby pokazać, jakim problemem jest to, że po skończonej kadencji prezydent RP de facto zostaje na lodzie, jeśli nie zapewni sobie jakiejś zagranicznej fuchy. Oczywistą konsekwencja jest, że cierpi na tym polska racja stanu. A gdyby tak prezydent dostawał jakąś fuchę w Polsce? Konfederacja proponowała, żeby wprowadzić jedną 7-letnią kadencję, aby prezydent mógł skoncentrować się na pełnieniu swojej funkcji, nie zaś na politycznych grach nakierowanych na uzyskanie reelekcji. Po złożeniu urzędu prezydent zostawałby na kolejne 7 lat marszałkiem Senatu, następnie zaś dożywotnim senatorem. I nie musiałby kombinować, co robić, żeby zarobić. A żeby nie kusiła go wyższa pensja na zagranicznej posadzie, należy mu po prostu więcej płacić. Lepiej tak to rozwiązać, niż mieć na stołku prezydenckim osobę, która zajęta jest szukaniem roboty na obcych salonach. Polski prezydent powinien służyć Polsce. I Polacy powinni zadbać o to, żeby tak się stało.

Katarzyna Treter-Sierpińska

Jeśli podobają się Państwu moje felietony i chcielibyście wesprzeć moją działalność publicystyczną, możecie to zrobić dokonując przelewu na poniższe konto PayPal. Będzie to dla mnie nie tylko wsparcie w wymiarze finansowym, ale również sygnał, że to, co robię, jest dla Państwa ważne i godne uwagi. Z góry dziękuję. Katarzyna Treter-Sierpińska https://www.paypal.me/katarzynats

 

Za: wPrawo.pl (sie 2, 2022) | https://wprawo.pl/katarzyna-ts-gdzie-jest-prezydent/

Skip to content