Arcybiskup Viganò o rewolucji liturgicznej i reformach liturgii Wielkiego Tygodnia Piusa XII

Szanowny Panie,

Dziękuję za przesłanie do mnie pytania księdza (…) dotyczącego reformy liturgii Wielkiego Tygodnia.

 

Zgadzam się z Nim, że reformę tę można uznać za rodzaj balonu próbnego, za pomocą którego architekci późniejszej reformy soborowej wprowadzili całą serię zmian – moim zdaniem całkowicie wątpliwych i arbitralnych – do Ordo Majoris Hebdomadæ, jakie istniało do tego czasu.

Powiedziałbym wręcz, że te modyfikacje mogły wydawać się prawie nieszkodliwe, choć dziwaczne, ponieważ zamysł, który je zrodził, nie był jeszcze widoczny ani w reformie Jana XXIII, ani w reformie o wiele bardziej niszczycielskiej, zapoczątkowanej przez Konstytucję Sacrosanctum Concilium, a następnie jeszcze bardziej zaostrzonej przez Consilium ad exsequendam.

Niemniej jednak, to co dla zwykłego proboszcza w 1956 r. mogło wydawać się uproszczeniem podyktowanym koniecznością dostosowania złożoności obrzędów Wielkiego Tygodnia do rytmów nowoczesności – i co prawdopodobnie przedstawiano w ten sposób samemu Piusowi XII, ukrywając wywrotowe znaczenie tej reformy – z naszej perspektywy nabiera zupełnie innego sensu, ponieważ dostrzegamy w tym przede wszystkim mentalność modernistów i uczniów nigdy nie zdeprecjonowanego ruchu odnowy liturgicznej; a po drugie, w decyzjach, które rzekomo podjęto w celu uproszczenia obrzędów, dostrzegamy to samo ideologiczne narzucenie najbardziej śmiałych innowacji Novus Ordo.

Wreszcie, do ludzi wyróżniających się w tej reformie, należą zwolennicy reformy soborowej, awansowani na wyższe stanowiska właśnie ze względu na ich notoryczną niechęć do powagi kultu. Trudno nie dojść do przekonania, że to, co rozpoczęli w latach 1951-1955, nie było pomyślane jako pierwszy krok w kierunku przewrotów, które doprowadzono do końca niecałe dwadzieścia lat później.

Oczywiście, powietrze, którym oddycha się w niektórych częściach rytu Piusa XII – myślę tu na przykład o Pater Noster odmawianym przez celebransa wraz z wiernymi – jest tym samym powietrzem, które znajdujemy w Novus Ordo. Wyczuwa się „coś” obcego i nienaturalnego, co jest typowe dla dzieł, które nie są natchnione przez Pana i które są w oczywisty sposób ludzkie, przepojone racjonalizmem, który nie ma w sobie nic prawdziwie liturgicznego, ale cuchnie gnostyckim domniemaniem, które słusznie potępił Pius XII w nieśmiertelnej encyklice Mediator Dei.

Zadziwiające jest, że te same błędy, które zostały opatrznościowo potępione w 1947 r., zdołały się ponownie ujawnić w reformie, którą ogłosił sam Pius XII. Nie zapominajmy jednak, że papież był w zaawansowanym wieku i był bardzo wyczerpany fizycznie i duchowo niedawnym światowym konfliktem. Umieszczenie Piusa XII na liście burzycieli Tradycji byłoby tyleż niesprawiedliwe, co nieuprzejme.

W związku z tym należy ocenić, czy te same zarzuty, które dotyczą Novus Ordo Missae promulgowanego przez Pawła VI w Konstytucji apostolskiej Missale Romanum z 3 kwietnia 1969 r., mają zastosowanie do obrządku promulgowanego przez Piusa XII w Decreee Maxima Redemptionis Nostræ Mysteria z 16 listopada 1955 r.

Albo ujmując to jeszcze inaczej. Czy biorąc pod uwagę, że Motu Proprio Summorum Pontificum uznaje prawo katolików do korzystania z obrządku poprzedzającego ze względu na jego specyfikę rytualną, doktrynalną i duchową, oraz biorąc pod uwagę, że Motu Proprio nie wchodzi w meritum oceny ortodoksyjności Novus Ordo, lecz ogranicza się do kwestii smaku liturgicznego, czy można, że tak powiem, rozszerzyć tę zasadę na obrzędy poprzedzające Motu Proprio Rubricarum Instructum Jana XXIII i Dekret Piusa XII Maxima Redemptionis Nostræ Mysteria, wyrażające naszą „preferencję” dla tzw. obrządku Św. Piusa X?

Jest to właściwie prowokacja. Po pierwsze dlatego, że nie zgadzam się na współistnienie dwóch form tego samego obrządku w Kościele Rytu Rzymskiego. Po drugie, ponieważ uważam obrządek zreformowany za bardzo wybrakowany i z pewnością favens haeresim (zgoda na herezję), przyłączając się do potępienia kardynałów Ottavianiego i Bacciego, jak również arcybiskupa Marcela Lefebvre’a, i jestem przekonany, że Novus Ordo powinno być po prostu zniesione i zakazane, a obrządek tradycyjny powinien zostać ogłoszony jedynym obowiązującym Obrządkiem Rzymskim. Tylko z tego punktu widzenia uważam, że możliwe jest kanoniczne „zakwestionowanie” Ordo Hebdomadæ Sanctæ Instauratus i, jeśli chcemy być drobiazgowi, także Motu Proprio Rubricarum Instructum, przede wszystkim z powodu spójności ich tonu z Novus Ordo i ich oczywistego zerwania z tonem poprzedniego Missale Romanum.

Teraz, biorąc pod uwagę vacatio legis, w którym się obecnie znajdujemy, uważam, że jeśli Bractwo Świętego Piusa X uważa za uprawnione odwoływanie się do Mszału Jana XXIII, ponieważ dostrzega tę samą podłą myśl we wszystkich późniejszych reformach, które doprowadziły do powstania Mszału Pawła VI, to z tego samego powodu – głównie z  ostrożności – może zastosować tę samą zasadę do reformy Wielkiego Tygodnia, nawet jeśli sama w sobie – podobnie jak Mszał Jana XXIII, nie ma nic heterodoksyjnego ani nawet w najmniejszym stopniu skłaniającego się ku herezji.

To, jak sądzę, było powodem, dla którego Abp. Lefebvre wybrał właśnie obrządek z 1962 roku. Z drugiej strony, ponieważ dzięki solidnej formacji miał umysł prawniczy, dobrze rozumiał, że nie można zastosować w odniesieniu do liturgii swego rodzaju „swobodnych badań”, ponieważ upoważniałoby to każdego do przyjęcia dowolnego obrządku. Jednocześnie jednak nie umknęła mu (tak jak nie umknęła nam dzisiaj) wywrotowa natura reformy soborowej: celowo otwarta na execeptions ad experimentum (wyjątki celem eksperymentowania), na nieskończoną ilość ad libitum (opcjonalności), pod pretekstem odzyskania rzekomej pierwotnej czystości po wiekach zastoju liturgicznego.

Właśnie z tego powodu Abp. Lefebvre zdecydował się powrócić do bardziej kompromisowego rytu z 1962 r., być może nie dostrzegając niektórych kontrowersyjnych aspektów reform Pacellego i Roncallego, które uchwyciłby tylko wytrawny liturgista, zwłaszcza w niespokojnych latach siedemdziesiątych.

Nie zapominajmy ponadto, że „nowy ruch liturgiczny” rozpoczął się we Francji na długo przed tym, jak rozwinął się we Włoszech, i że wiele innowacji, które później stały się normą Kościoła powszechnego, eksperymentowano w diecezjach francuskich już w latach dwudziestych XX wieku, poczynając od stosowania szat gotyckich i ołtarza versus populum, zawsze w imię  archeologizmu, który próbował jednym pociągnięciem pióra przekreślić całe tysiąclecie życia Kościoła. Wyobrażam sobie, że w oczach włoskiego hierarchy odprawianie coram populo w średniowiecznym ornacie wydawało się ekstrawagancją, podczas gdy dla francuskiego arcybiskupa była to już wtedy praktyka utrwalona, a pod pewnymi względami nawet zalecana.

Musimy również zrozumieć – i w tym względzie, jak sądzę, wyraziłem się już obszernie – że sens reformy, która rozpoczęła się na poziomie lokalnym na długo przed Piusem XII, a następnie stopniowo rozprzestrzeniała się na cały świat katolicki, był całkowicie anty-jurydyczny: Jej architekci korzystali z autorytetu Prawodawcy, aby narzucić z mocą prawa obrzęd, który miał być czymś innym niż tylko niewolniczym stosowaniem tekstu liturgicznego; Mszał nie miał już zawierać tekstów, które celebrans miał wiernie odmawiać, ale był raczej postrzegany jako rodzaj płótna, które zezwalało na malowanie najgorszych dziwactw i wpajało w ciało kościelne nieuchronną utratę poczucia sacrum.

Nie było to jeszcze widoczne ani w Ordo Hebdomadæ Sanctæ Instauratus, ani w Mszale Jana XIII, ale zasada ciągłej zmienności obrzędu i jego swobodnej aktualizacji (wraz z błędnym przekonaniem, że uległ on zepsuciu z biegiem wieków i dlatego należy go „dostosowywać” przez różne dodatki, podczas gdy w rzeczywistości jest on owocem harmonijnego rozwoju, nadanego przez okoliczności, czas i miejsce) już obowiązywała. Z pewnością modyfikacja Kanonu Rzymskiego dokonana przez Roncallego, polegająca na dodaniu imienia św. Józefa, poszła w tym samym kierunku, dotykając nawet najbardziej starożytnej i świętej modlitwy Najświętszej Ofiary.

Na zakończenie pragnę podzielić się pewnym spostrzeżeniem. Wiele wspólnot, które korzystają z Motu Proprio Summorum Pontificum, celebruje obrzędy Wielkiego Tygodnia według Mszału sprzed reformy Piusa XII. Sama Komisja Ecclesia Dei zatwierdziła tę dyspensę, biorąc pod uwagę racje podane przez tych, którzy prosili o jej uprawomocnienie. Dlatego nie widzę powodu, dla którego Bractwo, które stało na czele obrony Mszy tradycyjnej w znacznie trudniejszych czasach, nie może zrobić tego samego. Z pewnością, kiedy Kościół odnajdzie się na nowo, wszystko to będzie musiało zostać ponownie wciągnięte w ramy prawa; prawa, które – miejmy nadzieję – mądrze weźmie pod uwagę krytykę, jaka została podniesiona.

Mam nadzieję, że te rozważania, które przedstawiłem, mogą być w jakimś stopniu pomocne księdzu (…).

Jestem wdzięczny, że mogę udzielić wam wszystkim, drodzy przyjaciele, mojego ojcowskiego błogosławieństwa.

+ Carlo Maria Viganò, Arcybiskup


Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant (May 10, 2022) – „Viganò on Liturgical Revolution and the Holy Week Reforms of Pius XII”

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content