Wojna totalna czy też operacja specjalna? – Piotr Panasiuk

W nawale codziennych newsów z Ukrainy i idącej wraz nimi walce informacyjnej obu stron zatarciu ulegają dotychczasowe znaczenia różnych pojęć, a wiele zdarzeń, które mają tam  miejsce nie ma jeszcze swoich nazw. Bo jak nazwać konflikt zbrojny, który nie jest wojną energetyczną pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi, a jak określić to, co dzieje się na Ukrainie pomiędzy Ukrainą i Rosją, gdzie trwają starcie zbrojne, giną ludzie, ale Rosja nie nazywa tego wojną?

Zostawmy na razie analizowanie istoty sporu geopolitycznego pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Rosją a przyjrzyjmy się konfliktowi, który ma miejsce tuż za naszymi granicami. Rosja cały czas używa pojęcia „operacja specjalna”, Ukraińcy zaś mówią o „totalnej wojnie” i eksterminacji narodu ukraińskiego. A jak jest w rzeczywistości? Co tak naprawdę dzieje się na Ukrainie?

Porównując ten konflikt do innych toczonych w XXI wieku widzimy, że nie możemy zdecydowanie mówić o jakiejś totalnej wojnie, porównywalnej na przykład z II Wojna Światową, albo operacją „Pustynna Burza” w Iraku, czy też z wojną w Wietnamie. Konflikt jest zdecydowanie lokalny, ograniczony do terytorium wschodnich obwodów Ukrainy. Rosjanie, jak widać, traktują go w kategorii interwencji zbrojnej na przyległych do Rosji terenach zamieszkiwanych przez ludność posługującą się językiem rosyjskim.

Aby lepiej uchwycić istotę sporu o pojęcia powiedzmy, czego Rosjanie nie dokonują na terytorium Ukrainy.

  • Nikt nie atakuje ukraińskich elektrowni – Ukraińcy mają prąd do zasilania pralek i telewizorów.
  • Nikt nie niszczy ukraińskich wodociągów – Ukraińcy mogą pić i kapać się do woli.
  • Nikt nie odcina Ukrainy od telefonów i Internetu, Ukraińcy mogą łączyć się z całym światem, a prezydent Zelensky może paradować on-line w parlamentach krajów tzw. „demokratycznych” pragnących poznać ukraińskiego Leonidasa.
  • Nikt nie niszczy zakładów pracy, chyba że są wykorzystywane militarnie.
  • Bankomaty wypłacają hrywny, urzędy pracują, dzieci i studenci uczą się bez przeszkód.
  • Nikt nie niszczy ukraińskich dróg, a do modnego w mediach Kijowa, co rusz udają się przedstawiciele wiernych USA państw, aby tam zdobywać laury w walce z perfidnym moskiewskim „tyranem”. Trzeba odnotować już obecność prezydenta Dudy, marszałka polskiego Senatu, a także ostatnią podróż sekretarz stanu USA – Blinkena. Praktycznie codziennie jakiś oficjel z UE lub z Ameryki  lansuje się w Kijowie. Rosja z reguły nie przeszkadza tym wizytom.

Powiedzmy sobie uczciwie – gdyby to była poważna wojna totalna – to Ukraina już pierwszego dnia nie miałaby ani łączności, ani prądu, ani wody, ani transportu a jej kluczowa infrastruktura zostałaby starta z powierzchni ziemi w przeciągu paru godzin. Rosję stać na zadanie natychmiast druzgocących ciosów, stać na zniszczenie natychmiast wszystkiego, czym jeszcze dysponuje Ukraina jako państwo. Ale jednak, jak widzimy, nie zadaje tych ostatecznych razów swojemu zachodniemu sąsiadowi. Rosja nie przeprowadza dywanowych nalotów, jak za czasów II Wojny Światowej, ani nie atakuje sieci telefonii komórkowej, co widzieliśmy w czasie wojny w Zatoce Perskiej, nie zrzuca chemikaliów na wioski jak USA w Wietnamie.  Nie zawsze się to jej udaje, lecz stara się, aby straty wśród ludności cywilnej były jak najmniejsze oraz aby nie uszkodzić dróg, czy też osiedli mieszkaniowych.

Zatem czy możemy mówić, że Rosja prowadzi na Ukrainie wojnę totalną? Na pewno nie. W tym sensie Rosjanie mają rację, gdy twierdzą, że to „operacja specjalna”, czyli ograniczona terytorialnie i rzeczowo -poprzez wyraźne określenie celów. Nie są nimi unieszkodliwianie ludności Ukrainy, ale zmiana porządku politycznego, który – zdaniem Rosji – jest zagrożeniem dla jej bezpieczeństwa. Dlatego nieprzyjaciółmi Rosji –wskazanymi przez prezydenta Putina-są przedstawiciele nielegalnej- jej zdaniem- tzw. junty kijowskiej. Są to według Rosjan środowiska oligarchiczne, które zawłaszczyły sobie władzę na Ukrainie po zamachu stanu w 2014 roku oraz terroryści z nazistowskich batalionów ochotniczych, którzy narzucili swoją faszystowską ideologię armii i administracji. Rosja uważa, że przewrót dokonany w 2014 na Majdanie z inspiracji USA spowodował nieodwracalne konsekwencje geostrategiczne, które naruszają ład w Europie i grożą państwu unicestwieniem. Ukraina bowiem miała stać się od czasów tzw. Majdanu z 2014 forpocztą i bastionem zaplanowanej dużo wcześniej antyrosyjskiej dywersji.  Rosja twierdzi, że prowadzona od dziesięcioleci przez zachodnie media podmiana tożsamości cywilizacyjno-kulturowej Ukraińców, nachalne propagowanie wytrzebionego wcześniej ukraińskiego nacjonalizmu odwołującego się do ludobójczych praktyk UPA – spowodowały spustoszenia w percepcji ideowo-tożsamościowej wśród młodzieży na Ukrainie. Manipulacje medialne miały iść w parze z pomniejszaniem i wyśmiewaniem wspólnego ukraińsko-rosyjskiego dziedzictwa. „Hodowla” wyalienowanych kulturalnie pokoleń nałożyła się na permanentny kryzys państwa i narastającą biedę. Ubodzy, „oczyszczeni” z tradycji i uformowani antyrosyjsko Ukraińcy mieli się stać doskonałym materiałem dywersyjnym dla zachodnich służb i korporacji. Godzili się na najbardziej poniżające i „brudne” zajęcia, o których nie godzi się tutaj wspominać. Ukraina była niewątpliwie prymusem zachodniego wyuzdania kulturowego na wschodzie. Państwo oddawało się z lubością różnym formom narzucanej z zewnątrz „prostytucji”. Rosjanie podają tutaj pogłoskę utrzymywania na swoim terytorium dziesiątek laboratoriów, w których testowano najgroźniejsze patogeny i broń biologiczną? Które państwo cywilizowane pozwala z obywateli robić obcym pastwom i korporacjom- tzw. „króliki doświadczalne’? – pyta Putin?

Zdaniem Rosjan, upadłe państwo ukraińskie stało się śmiertelnym zagrożeniem dla wszystkich sąsiadów. Zagrożeniem kulturowym, epidemiologicznym i militarnym, etc., Dlatego też konflikt z Rosją lub z innym sąsiadem miał być tylko kwestią czasu. Ale to tylko Rosja, – jako państwo silniejsze -mogła upomnieć się o prawa swoje i milionów Rosjan mieszkających na Ukrainie, tylko ona mogła powiedzieć: nie – prześladowaniom ludności w Donbasie. Inni sąsiedzi są za mali i za słabi.

W narracji Rosjan operacja specjalna jest przedstawiana jako próba tzw. „sanacji” zachodniego sąsiada, próba „oczyszczenia” ideowego- z naleciałości neofaszystowskich, oczyszczenia militarnego – z tysięcy ton różnej broni dostarczanej tutaj przez wywiady całego świata w celu „powstrzymywania” Rosji.  Miałaby być także próbą uwolnienia mieszkańców rosyjskojęzycznych z nieznośnego niewolniczego statusu darmowej siły roboczej dla ukraińskiej oligarchii finansowo-urzędniczej i wielką szansą na włączenie ich- przecież braci krwi i języka -w struktury nowoczesnego państwa. Bo tak naprawdę tylko Rosja interesuje się losem Ukrainy i tylko ona może dać jej mieszkańcom szansę modernizacyjną, tak jak to miało miejsce wielokrotnie wcześniej w historii. Nikt inny tego nie dokona.

Dlatego w oczach Rosjan decyzja prezydenta Putina i poczynania armii są godne i w pełni usprawiedliwione. To po prostu rosyjska misja dziejowa. Ale ta narracja pociąga za sobą konsekwencje. Nie będzie wojny totalnej, jak chciałyby to widzieć „jastrzębie” z USA, ale właśnie ograniczona „operacja specjalna”, oszczędzająca ludność cywilną i infrastrukturę. Zapewne Rosjanie zadają sobie dziś pytanie: czy otumanieni zachodnią propagandą i mirażami Ukraińcy będą w stanie samodzielnie przeprowadzić rachunek korzyści i strat i zrozumieć, że wojna z Rosją im się nie opłaca i nie ma sensu wysyłać na zatracenie kolejnych roczników młodzieży, bo dawno już ta wojnę przegrali? Są przekonani, że dla Ukraińców najgorszy pokój zawsze jest lepszy od wojny.

To, co Rosjanie nazywają „operacją specjalną”, w tradycyjnym języku polityki określano mianem „wojny ograniczonej”

Piotr Panasiuk

Facebook

Źródło: konserwatyzm.pl (29 kwietnia 2022)

Za: Dziennik gajowego Maruchy (2022-04-30) | https://marucha.wordpress.com/2022/04/30/wojna-totalna-czy-tez-operacja-specjalna-2/

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content