Drzewo poznaje się po jego owocach – Brian Mershon

PO ICH OWOCACH: Upadek sakralnego kapłaństwa w amerykańskim Kościele katolickim od 1970 r.

 

Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, lecz wewnętrznie jako drapieżne wilki. Poznacie ich po ich owocach. Czy winogrona zbiera się z cierni, a figi z ostów? Tak więc, każde zdrowe drzewo przynosi dobre owoce, ale złe drzewo przynosi złe owoce. Zdrowe drzewo nie może przynosić złych owoców, a złe drzewo nie może przynosić dobrych owoców. Każde drzewo, które nie przynosi dobrego owocu, jest ścinane i wrzucane do ognia. Tak więc poznacie ich po ich owocach” (Mt 7, 15-20).

 

Po porannej Mszy św. Rorate Caeli w mojej diecezjalnej parafii, usiadłem, aby medytować nad czytaniami. Można było skorzystać z czytań mszalnych z Rorat albo z czytań mszalnych z soboty adwentowej w suche dni (Ember Saturday). Do 1970 roku w te soboty zwyczajowo udzielano w Kościele święceń kapłańskich i mniejszych święceń.

Jakże pasuje więc do tego, że po powrocie do domu widzę, że watykański szef Kongregacji Kultu Bożego i Sakramentów właśnie wydał kolejny tyraniczny dokument, aby stłamsić jedną z niewielu rosnących grup w Kościele Katolickim w USA – tych z nas, którzy są traktowani jako „obywatele drugiej kategorii” – jak kardynał Castrillon Hoyos (były szef Papieskiej Komisji Ecclesia Dei) nazwał tych z nas, którzy doceniają i preferują Mszę i Sakramenty z ksiąg używanych w 1962 roku i wcześniej.

Jakże pasuje to, że dzień, który zwyczajowo (jeden z czterech takich dni w roku kalendarzowym) był powodem radości Boga i Kościoła z powodu święceń kapłańskich – z wieloma, wieloma święceniami przed 1970 rokiem – jest dniem, w którym obecny pontyfikat i hierarchia watykańska wydaje oświadczenie, które demoralizuje tych kapłanów i seminarzystów, którzy są duchowo budowani przez liturgię i sakramenty Kościoła, które są w użyciu z niekwestionowanymi owocami duchowymi od ponad 1500 lat. A tak przy okazji, w tym dniu w Kościele amerykańskim nie było żadnych święceń.

 

Drzewo poznaje się po jego owocach

W 1920 roku w Stanach Zjednoczonych było 21 019 księży diecezjalnych i zakonnych. Pięćdziesiąt lat później, w 1970 roku, w Kościele amerykańskim było 59 192 księży (90 procent z nich było aktywnych), w tym 37 277 księży diecezjalnych i 21 920 ze zgromadzeń zakonnych.

W ciągu zaledwie 50 lat Kościół amerykański i Duch Święty odnotowały wzrost o ponad 38 000 dodatkowych kapłanów. Rozwijający się Kościół Katolicki, który przez lata kształtował kulturę Stanów Zjednoczonych, a w latach 40-tych i 50-tych również co tydzień w telewizji, z biskupem Fultonem Sheenem. Rozkwitające parafie i szkoły katolickie, duże grupy chłopców śpiewających Mszę św. i inne liturgie, katolicy wszystkich narodowości odciskający swoje piętno w budowaniu Królestwa Bożego „na ziemi, tak jak jest w niebie”.

Kościół, dzięki wspomaganiu Ducha Świętego i przy użyciu tradycyjnych sakramentów i nabożeństw Kościoła, wyprodukował 180-procentowy wzrost liczby księży służących rosnącej trzodzie, która kształtowała kulturę Stanów Zjednoczonych, zamiast być kształtowana przez kulturę.

 

Pospieszmy naprzód do teraźniejszości. Kościół w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej gwałtownie się rozpada. Podczas gdy antykatolicyzm jest szerzony w głównych instytucjach, mediach głównego nurtu i rządach na całym Zachodzie, wielu jego wrogów to ochrzczeni katoliccy świeccy, księża, biskupi, kardynałowie, a nawet sam papież. Chcąc czy nie chcąc, świadomie czy nie, owoce produkowane w Kościele amerykańskim, mierzone statystykami ilościowymi, pokazują Kościół w poważnym upadku – nie kształtujący kultury śmierci, ale zamiast tego kształtowany przez nią.

W 2020 roku liczba księży w USA wynosiła 35 513  (24 653 diecezjalnych i 10 308 w zakonach), spadek o 40 procent od 1970 roku i ogromny 53 procentowy spadek w zakonach i tylko 65 procent (około 23 000) w aktywnej posłudze. Liczba parafii bez proboszcza w 1970 roku wynosiła 571, czyli tylko 3,1 procent. W 2020 roku będzie 1 521 parafii mniej, obsługiwanych przez 40 procent mniej księży. W 1970 roku, amerykańskie parafie miały średnio 1,8 kapłana na parafię. W 1965 r. w USA było prawie 180 000 sióstr zakonnych. W 2020 r. będzie ich 41 357, co oznacza spadek o 74%.

Drzewo poznaje się po jego owocach. Co ważnego wydarzyło się w 1965 roku dla Kościoła katolickiego? […]

 

Nasza parafia w sercu Pasa Biblijnego [południowo i południowo-wschodznie regiony w USA z dominacją protestantów – przyp. red.]  ma ponad 400 katolików uczestniczących w tradycyjnej łacińskiej Mszy św. w każdą niedzielę. Zaczęło się od zaledwie kilku rodzin w późnych latach 90-tych. Podążaliśmy za wszystkimi małymi zasadami i obręczami ustanowionymi dla nas przez ponad 20 lat. Duch Święty wieje tam, gdzie chce.

I chociaż zdaję sobie sprawę, że używanie analogii ze świata biznesu często nie sprawdza się, gdy próbuje się porównywać sukces finansowy biznesu do Mistycznego Ciała Chrystusa, Kościoła Wojującego, to wciąż jest coś pouczającego do rozważenia, podobnego do nowej Coca-Coli, która [z nową nazwą Coke] została wprowadzona na rynek w 1985 roku, poniosła sromotną klęskę, zmieniła markę w 1990 roku [na Coke II], a następnie w końcu została wycofana z rynku i przestała istnieć w 2002 roku, umierając zasłużoną śmiercią.

Co by się stało z kadrą kierowniczą wyższego szczebla w spółkach giełdowych i ich radą nadzorczą, gdyby wdrożone przez nich strategie spowodowały dramatyczne zmiany, które zdziesiątkowały przychody i zyski na 10, 20, 30, 40, 50 lat? Czy 52 lata później, po wdrożeniu nowych strategii, które według nich miały być potrzebne światu i które ten świat powinien przyjąć, nadal byliby obecni na rynku? Tymczasem, według wszelkich wymiernych wskazań, ich strategie w rzeczywistości wpuściły szatana w ich szeregi (jak sugerował papież Paweł VI) i zniszczyły ich firmę, ich markę, ich klientów i pracowników.

A co by się stało, gdyby ci sami menedżerowie, po ponad 50 latach nieudanej i spadającej sprzedaży i zysków, zobaczyli kilka pędów życia wyrastających z popiołów i zniszczenia, i zamiast wzmacniać i powielać te niespodziewane pędy życia, zdecydowali się zamiast tego podwoić i zdusić je oraz podsycać podziały i niezgodę w jednym z jedynych jasnych punktów pośród nich?

Jedną z popularnych definicji szaleństwa jest realizowanie strategii i związanych z nią zadań przez pewien okres czasu w nadziei na pozytywny rezultat, który nigdy się nie urzeczywistnia, a następnie zamiast wprowadzić poprawki lub zmienić swoją strategię, podwoić wysiłki i kontynuować realizację tej samej nieudanej strategii, oczekując innych rezultatów. Czy to brzmi znajomo dla katolików, którzy angażowali się w życie swoich odpowiednio wyznaczonych pasterzy i duchownych przez ostatnie 10, 20 czy 50 lat?

Brian Mershon

 

Tłum. Roman A.Robaczewski

Źródło: The Remnant Newspaper (December 22, 2021) – „Brian Mershon: BY THEIR FRUITS: The Decline of the Sacred Priesthood in the U.S. Catholic Church since 1970”

 

 

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content