Małą mądrością, małym rozumkiem – Stanisław Michalkiewicz

Jak zauważył szwedzki kanclerz Johan Gabriel Oxentstierna, małą mądrością rządzony jest ten świat. Możemy się o tym przekonać zwłaszcza dzisiaj, kiedy największych dygnitarzy i mądrali wodzi za nos niestabilna psychicznie szwedzka nastolatka Greta Thunberg, a oni skaczą przed nią z gałęzi na gałąź. Inna sprawa, że to może być tylko taki pozór, bo z tym „ratowaniem planety” chodzi przede wszystkim o pieniądze, które można dosłownie wypłukiwać z powietrza, handlując limitami dwutlenku węgla, który dla ludzkości może okazać się groźniejszy od Cyklonu B. Tak w każdym razie uważają eksperci, według których losy świata zdecydują się w najbliższych latach. Skoro tak, to może nie warto się już losem planety przejmować, skoro, – jak to się mówiło za moich czasów w kołach wojskowych – tak czy owak – sierżant Nowak? Z drugiej jednak strony osobistości angażujące się w ratowanie planety uwijają się wokół forsy, jakby świat miał istnieć jeszcze miliony lat! W tej sytuacji być może z tą nieuchronną zagładą, jaka ma nastąpić już za 20 lat, to nie jest naprawdę, bo niby po co komu forsa, jak już świata nie będzie? Inna rzecz, że niektórzy nie tracą namiętności do interesów nawet w obliczu zagłady. W filmie „Pianista” jest scena, jak to wśród Żydów oczekujących na Umschlagplatzu na transport do Treblinki, uwija się chłopiec oferujący jakieś cukierki. Kiedy ojciec Szpilmana chce jeden cukierek kupić, tamten z całym zaangażowaniem się targuje, aż w końcu dopina swego.

W ten sposób dotarliśmy do zasadniczego tematu, jakim są oczywiście żydowskie roszczenia wobec Polski, odnoszące się do tzw. własności bezdziedzicznej. Uchodzący za wielkiego przyjaciela Polski, pan dr Szewach Weiss, ten sam, co to potwierdził szacunkową wartość tych roszczeń na 65 mld dolarów, niedawno wezwał Polskę do zadośćuczynienia tym roszczeniom. Chodzi oczywiście o to, by polskie władze stworzyły jakiś pozór legalności, dzięki któremu żydowskie organizacje przemysłu holokaustu zyskałyby podstawę prawną, której obecnie brakuje. Właśnie w tym kierunku idą żydowskie i amerykańskie naciski – żeby Polska przeforsowała „kompleksowe ustawodawstwo”. Zwłaszcza ze strony amerykańskiej jest to wyjątkowe łajdactwo, dlatego, że Nasz Najważniejszy Sojusznik oczekuje, że Polska odstąpi w ten sposób od zasady obowiązującej również w prawie amerykańskim – że majątek po spadkodawcy, który nie pozostawił testamentu, ani spadkobierców ustawowych, przypada państwu, którego zmarły był obywatelem. Tymczasem żydowskie organizacje przymysłu holokaustu nie potrafią swoich roszczeń uzasadnić żadną prawną podstawą, podobnie jak Izrael, który podczas drugiej wojny światowej jeszcze nie istniał, jako państwo, więc Żydzi zamordowani w tym czasie nie mogli być jego obywatelami. Żydzi ci byli obywatelami polskimi i z tego tytułu właśnie Polska, na podstawie przepisów wprowadzających dekret Prawo spadkowe z 8 października 1946 roku, przejęła własność tego mienia.

Wydawałoby się, że zrozumienie tej sprawy nie przekracza możliwości umysłu ludzkiego, ale okazuje się, że nie w każdym przypadku. Pół biedy, jak taki głupek nie wypowiada się publicznie, dzięki czemu może swój niedorozwój umysłowy ukryć. Nie dotyczy to jednak naszych Umiłowanych Przywódców, którzy nawet jak mają okazję, by siedzieć cicho, w pogoni za popularnością z tej szansy nie korzystają. Ma to oczywiście swoje plusy ujemne, ale również plusy dodatnie, a konkretnie ten, że dzięki temu możemy zorientować się w ich poziomie umysłowym.

I oto właśnie, na apel pana dra Szewacha Weissa zareagował Książę-Małżonek, czyli pan Radosław Sikorski. W – jak to określił dziennikarz portalu „Onet” – „bardzo ostrym” wystąpieniu zaproponował, że skoro Żydzi bez zadośćuczynienia tym roszczeniom już nie mogą wytrzymać, to Polska powinna wystawić im weksel, który oni z kolei przedstawią do zapłaty Berlinowi, jako, że Polsce należą się od Niemiec reparacje wojenne. Trudno sobie wyobrazić coś bardziej głupiego, niż ta propozycja. Jeśli bowiem Książę-Małżonek nie wykonuje zadania zleconego mu przez Światową Organizację Restytucji Mienia Żydowskiego z Nowego Jorku, to najwyraźniej nie rozumie, że w ten sposób Żydzi uzyskaliby od Polski to, na czym im najbardziej zależy, czyli uznanie przez Polskę zasadności ich roszczeń. Wystawiając taki weksel Polska stworzyłaby ów pozór legalności, którego na razie nie ma. Co więcej – zobowiązanie z weksla ma charakter abstrakcyjny, to znaczy – jego ważność nie musi wynikać z żadnego konkretnego zobowiązania. Weksel jest bowiem zobowiązaniem samoistnym, toteż gdyby Polska taki weksel Żydom wystawiła, to nic by już nie pomogło powoływanie się na obywatelstwo zamordowanych, ani na brak tytułu prawnego po stronie żydowskich organizacji przemysłu holokaustu. Mówiąc krótko, idąc za radą Księcia-Małżonka, Polska strzeliłaby sobie, nawet nie w kolano, tylko w samo serce. Jest to rzecz pewna tym bardziej, że Żydzi mając taki weksel, wcale nie musieliby przedstawiać go Berlinowi, tylko Warszawie. Myślę, że z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że obecna żydowska polityka historyczna jest ściśle skoordynowana z polityką historyczną niemiecką, a one obydwie nakierowane są na wytypowanie zastępczego sprawcy zbrodni II wojny światowej, na którego można by zwalić obowiązek realizowania kuponów obcinanych od holokaustu przez żydowskich cwaniaków. Ale jest jeszcze inny powód. Oto w roku 1945 nie istniała już ani III Rzeszka, ani żadne inne państwo niemieckie. Toteż w sprawach reparacji wojennych od Niemiec decydowała Konferencja w Poczdamie. Przyznała ona reparacje również Polsce – ale z sowieckiej strefy okupacyjnej. A Sowieci – jak to Sowieci – dzielili się z Polską „po bratersku” to znaczy – nie dawali nam nic, ale w zamian za to wybierali za darmo górnośląski węgiel. Dopóki Stalin żył, nikt nie ośmielił się pisnąć słówka, ale kiedy umarł, to ówczesny polski rząd zrzekł się tych bezwartościowych reparacji w zamian za obietnicę, że Sowieci już tego węgla wybierać nie będą. I rzeczywiście przestali – ale dopiero w roku 1956. Jednak Niemcy uznają, iż oni reparacje wypłacili – a jakie były rozliczenia między Polską, a Sowietami, to już ich nie obchodzi. To stanowisko podziela oficjalnie polski rząd, a wyraził to publicznie minister Czaputowicz stwierdzając, że „problem reparacji w stosunkach polsko-niemieckich nie istnieje”.

I pomyśleć, że Książę-Małżonek był u nas ministrem spraw zagranicznych, a wcześniej – ministrem obrony. Czy w tej sytuacji można się dziwić, że nasz bantustan wygląda tak, jak wygląda?

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    21 sierpnia 2021

 

Za: michalkiewicz.pl | http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5016

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content