Wolność: świecka i katolicka. Kryzys i co z tego wynika? – ks. Richard Gennaro Cipolla

Lektura „Wyznań” św. Augustyna to nie tylko konfrontacja z niezwykle osobistą historią nawrócenia ale również przypomnienie zawiłości jakie dotyczą kwestii ludzkiej wolności. Nikt poza nim, przynajmniej z mojego punktu widzenia, nie przedstawił z większą klarownością i wnikliwością, batalii, która toczy się w ludzkim sercu, nie tylko między wolą a rozumem, ale także batalii, która toczy się w samej woli. Niewielu było w stanie jasno pokazać złożoność pragnień, woli i rozumu, które składają się na ludzki umysł, duszę i serce. Jeśli ktoś podąża za Augustynem aż do Miasta Bożego, widzi, jak zaciekle walczy on z kwestią wolnej woli i wolności człowieka. Nawet na tym etapie jego życia, zawsze był  świadomy, że ludzka wolność, niezależnie od tego, czy jest definiowana na sposób świecki, czy religijny, jest podatna na chaos. Jeśli spojrzymy na historię ludzkości, zobaczymy kolejne próby pozbycia się tego bałaganu, który jest częścią ludzkiej wolności w upadłym świecie. Wszystkie te wysiłki zawiodły, ponieważ zaprzeczają rzeczywistości, jaką jest człowiek.

Stany Zjednoczone od samego początku definiowały wolność człowieka w kategoriach teorii prawa naturalnego, twierdząc, że wszyscy ludzie są w rzeczywistości równi i że posiadają, parafrazując dobrze znane słowa Thomasa Jeffersona z Deklaracji Niepodległości, pewne niezbywalne prawa, którymi są obdarzeni „przez Stwórcę”. Takie rozumienie wolności oznacza, że nikt nie powinien ingerować w życie, wolność lub dobytek innych osób. Zadaniem rządu, samo- się-ograniczającego, była ochrona tych praw, jako niezbędnych dla zachowania wolności.

Można nazwać to rozumienie wolności, „świeckim”, w tym sensie, że nie zależy ono od przynależności do żadnego wyznania religijnego, chociaż w takim rozumieniu prawa naturalnego, Bóg jako „Stwórca” jest uważany za źródło tych praw, jednak ten „Bóg w tle” nie jest Bogiem Jezusa Chrystusa. To pojęcie wolności rezonowało od początków tego, co później  stało się Stanami Zjednoczonymi Ameryki, czyli wolnością od jakiejkolwiek „tyranii”.

Ludzie, których my, Amerykanie, nazywamy „pielgrzymami”, przybyli do tego kraju, uciekając przed tym, co uważali za religijną tyranię, a którą dzierżył Kościół anglikański, który dla purytańskich dysydentów znajdował się zaledwie o stopień niżej od papiestwa. Ironia polega na tym, że purytanie, którzy przybyli do Plymouth Rock i Nowej Anglii, nie tolerowali żadnej innej „wersji” chrześcijaństwa poza ich własną, mało sobie robiąc z tego, co obecnie jest znane pod pojęciem „wolności religijnej”. Jak się okazało, ponury moralizm purytańskiej odmiany chrześcijaństwa nie mógł się równać z postępującym w „nowym świecie”, rozkwitem romantycznego rozumienia wolności, którego wyrazem był Człowiek Wolny pragnący „żyć wolnym lub umrzeć” (Jean-Jacques Dessalines) i prosperować w kraju nieograniczonych możliwości. Ta wolność, nawet jeśli była praktykowana przez takich czy innych chrześcijan, była świecka i była podejrzliwa wobec jakichkolwiek dogmatów religijnych. Był to żyzny grunt dla powstania wielu sekt protestanckich, kilku importowanych, ale w większości lokalnych. Wszystkie jednak przyjmowały świeckie rozumienie wolności religii: wolność wielbienia Boga w dowolny sposób, rozumienia i praktykowania własnej religii w dowolny sposób i tolerancji wszystkich religii, byle nie wtrącały się  w czyjeś życie.

Klimat ten, był postrzegany przez niektórych członków hierarchii wczesnego Kościoła w Stanach Zjednoczonych jako idealny dla rozwoju Kościoła katolickiego w tym kraju. Nadzieja ta jednak została ufundowana na amerykańskiej filozofii „żyj i pozwól żyć”, której często jednak w praktyce odmawiano. Nie opierała się rozumieniu Kościoła katolickiego jako Kościoła założonego przez Jezusa Chrystusa i posiadacza prawd niezbędnych do zbawienia i życia wiecznego. Wcześniej czy później te dwa przeciwstawne założenia musiały się zderzyć. Tak się rzeczywiście stało i ma miejsce nadal, nie zawsze w oczywisty sposób, ale zderzenie to miało miejsce w czasach nowożytnych i trwa nadal w czasach ponowoczesnych, często  dezorientując  wielu ludzi, a zwłaszcza chrześcijan.

Ostatnie starcie i jego konsekwencje, rozpoczęły się w pierwszej dekadzie po zakończeniu drugiej wojny światowej. Lata sześćdziesiąte XX wieku były burzliwymi początkami upadku kultury judeochrześcijańskiej, która legitymizowała i nadawała znaczenie fundamentom prawa cywilnego. W tym samym dziesięcioleciu rozpoczęła się także, pogłębiająca  się centralizacja władzy i wzrastające poczucie jego paternalistycznej misji. Po zniszczeniu podstaw kultury, które to zniszczenie było po części samozniszczeniem w procesie szybkiej sekularyzacji oraz polityki rządu, który zaczął postrzegać siebie jako upoważnionego do wprowadzania zmian w obyczajach i postrzeganiu rzeczywistości  według zasad progresywizmu, całkowicie oderwanego od podłoża religijnego, doszło do sytuacji, z jaką mamy do czynienia w naszym kraju w 2021 roku.

Prawo do aborcji, prawo do „małżeństw” homoseksualnych, cały temat transpłciowości, są coraz częściej postrzegane jako prawo do decydowania o własnej tożsamości, negując obiektywną naturę ludzkiej seksualności: wszystko to w kategoriach świeckiego rozumienia wolności, która nie ma korzeni ani w filozofii, ani religii, ani niczym innym, co mogłoby przeciwstawić się radykalnemu indywidualizmowi. To, co umożliwia to szczególne rozumienie ludzkiej wolności, to zdecydowany nacisk rządu, który nabył takiego rozumienia wolności, które zaprzecza zarówno prawu naturalnemu, jak i wierze chrześcijańskiej czy innej . Z tego punktu widzenia,  zadaniem rządu jest usunięcie wszelkich ograniczeń dotyczących wolności osobistej, przynajmniej w zakresie decydowania o sobie. Wątpliwości dotyczące wolności muszą zostać brutalnie usunięte za pomocą liberalnych mediów i  lewego skrzydła Partii Demokratycznej. Nie może być tutaj żadnej dwuznaczności. Nie ma o czym rozmawiać. Ta wersja wolności „Alicji w Krainie Czarów” nie znosi prawdziwego braterstwa między ludźmi; domaga się bezwzględnego zastosowania się do ślepego relatywizmu, który jest destrukcyjny dla kultury, ludzkości i religii. Jest zaprzeczeniem tego, czym jest ludzka wolność: darem od Boga, z którego mają korzystać ci, których stworzył, pamiętając, że ta wolność może zostać wykorzystana zarówno w dobry, jak i zły sposób. W pewnym sensie możemy powiedzieć, że ludzka wolność jest częścią chaosu, można powiedzieć, że jest to dobry chaos,  ponieważ wynika z  łaski Bożej, która stworzyła nas, wraz z wolną wolą, która niewłaściwie wykorzystana obnaża grzeszność, przebiegłość i egoizm człowieka. Tylko dzięki cnotom uczciwości i pokory możemy przeciwdziałać nadużyciom ludzkiej wolności, które wypływają z odmowy wzajemnej miłości. Bez prawdziwej pokory nie można uznać ludzkiej grzeszności, która jest zakorzeniona w odmowie życia zgodnie z prawem naturalnym i prawem Bożym.

Wszyscy oglądaliśmy ceremonie, które upamiętniały śmierć kogoś, kto w jakiś symboliczny sposób zaznaczył się w życiu naszego  kraju. Widzieliśmy wielokrotnie, jak przedstawiciele rządu, w swoich wystąpieniach, w mętny sposób nawiązują do Boga i do modlitwy, wszyscy z ponurymi twarzami, które mają wyrażać ich szczerą  religijność. Nawet ci, którzy twierdzą, że są praktykującymi chrześcijanami, nigdy nie wspominają o Krzyżu i Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa jako podstawie „słów wiary”, które powtarzają. Do tego sprowadzono amerykańską „religię” w sferze publicznej: frazesy, ładne zwroty, niejasna religijność i straszny bezmyślny romantyzm; „kierujemy do was nasze myśli i modlitwy”.

Schizofreniczna dychotomia, która zaprzecza rzeczywistości wiary, jest  oczywista nie tylko w pustce nocnych programów telewizyjnych, ale także wśród katolickich polityków na wszystkich szczeblach władzy, którzy ulegli przekonaniu o prywatyzacji  wiary. Dla katolików jest to bezpośrednio związane z sekularyzacją pojmowania wolności, nawet w Kościele katolickim.

Aby zrozumieć tę zmianę w rozumieniu wolności, musimy spojrzeć na najnowszą historię Kościoła. To, co widzieliśmy w ciągu ostatnich stu pięćdziesięciu lat, to coraz większa centralizacja władzy w Rzymie. Teraz już nie ma wątpliwości, że Rzym jest centrum Kościoła. Nie ma wątpliwości, że Papież ma bezpośrednią jurysdykcję nad całym Kościołem. Nie ma wątpliwości, że ci, których Papież delegował do czuwania nad różnymi dziedzinami życia Kościoła, takimi jak doktryna i liturgia, mają prawowitą władzę. Nie ulega wątpliwości, że biskupi Kościoła mają udział w charyzmacie nauczania Kościoła, który chroni Kościół od doktrynalnych błędów. Ale negatywnym skutkiem rzymskiej centralizacji władzy jest to, że w umysłach wielu świeckich katolików pojawiło się przekonanie, że Rzym JEST Kościołem. Zadaniem Rzymu jest przemawianie i stanowienie prawa. „Naszym” zadaniem jest poddanie się temu prawu i podążanie za nim.

Oczywiście, taka postawa z pewnością usuwa trochę chaosu z rzeczywistości ludzkiej wolności, no ale jeśli nie trzeba myśleć o wolności,  staje się ona kwestią sporną. Usuwa to także element kreatywności w ramach wolności, kreatywności, która nie opiera się na indywidualnym guście lub uzdolnieniach intelektualnych, ale raczej na kreatywności, która opiera się na akcie życia wiarą i wynika z tego aktu życia wiarą, w ramach Tradycji katolickiej, tej Tradycji, która ma „wiele pokoi w różnych stylach”, z wieloma różnymi dźwiękami i kolorami, z wieloma różnymi twarzami o różnych kolorach i kształtach, ale wszystkie są głęboko związane Tradycją przekazaną przez Chrystusa i Apostołów.

Być może jest jeszcze za wcześnie, aby ktokolwiek w obiektywny sposób opisał rewolucję społeczną, która miała miejsce w naszym kraju i większości  świata zachodniego w latach sześćdziesiątych XX wieku. Jest jednak oczywistym, że w tym okresie,  wydarzyło się coś bardzo ważnego i że to, co się wydarzyło, wywarło głęboki i trwały wpływ zarówno na świat, jak i na Kościół. Dokumenty Soboru Watykańskiego II należy rozumieć w kontekście rewolucji społecznej. Kiedy się czyta dokument Soboru Watykańskiego II o „Kościele w świecie współczesnym” Gaudium et spes, nie sposób nie zauważyć w nim refleksji na temat  „optymizmu-dzieci kwiatów”, które naznaczyły rewolucję lat 60., a który to optymizm ma niewielkie znaczenie dla świata. w którym obecnie żyjemy.

Kiedy porównuje się tradycyjną liturgię rzymską z rytuałem Novus Ordo, który był wytworem lat 60., ponownie można dostrzec ślady tamtej rewolucyjnej epoki, które w tym przypadku miały tak przygnębiający wpływ na życie liturgiczne Kościoła katolickiego. Dzisiejsza liturgia utknęła w 1970 roku i nie ma sposobu, aby wydostała się z tej zakrzywionej czasoprzestrzeni , ponieważ nie ma ona podstaw w organicznym rozwoju liturgii, która jest żywą częścią tradycji katolickiej. Jest to raczej „dzieło rąk ludzkich” w komisji liturgicznej.

Okropna porażka hierarchii kościelnej w tych postmodernistycznych czasach, w których żyjemy, sama w sobie będąca produktem rewolucji lat 60., w przekonującym, intelektualnym i wiernym stawieniu czoła coraz bardziej zdecydowanemu atakowi na chrześcijańskie rozumienie moralności i wolności jest głównym dowodem tego paraliżu, który jest jednym z trwałych skutków świadomego zapominania o istocie wiary katolickiej. Ten akt zapomnienia jest odbiciem kultury negacji, w której żyjemy. Kościół, który neguje swoją przeszłość i żyje tylko teraźniejszością, próbując dogonić kierunek, w jakim zmierza kultura, nie może nadal być Kościołem założonym przez Jezusa Chrystusa. Istnieje niebezpieczeństwo, że stanie się nieistotną, pustą religijną skorupą. Ale biorąc pod uwagę to wszystko, nigdy nie możemy tracić nadziei, nigdy nie możemy stać się zgorzkniali, musimy robić wszystko, co w naszej mocy, aby żyć katolickim życiem, które jest wierne i radosne, szczególnie w obecnych  czasach, kiedy jest to trudne. Jest to jednak głęboko i absolutnie możliwe, jeśli będziemy pamiętać o tym:

I choć glob na zachodzie czarna czeluść wchłania,
Spójrz, brzask bryzga nad wschodu rumiane rubieże –
Jasnoskrzydły Duch Święty ogrzewa, osłania
Pisklę-świat piersią świtu i ach! światła pierzem[1].  

G.M. Hopkins ” Blask Boga” 

ks. Richard Gennaro Cipolla

 

Źródło: Rorate Caeli (5/15/2021)  – „Freedom: Secular and Catholic. The Crisis and Where do we go from here”

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content