W owym czasie… Spis powszechny, czyli historia zatacza koło – Stanisław Michalkiewicz

„W onym czasie wyszedł dekret od Cesarza Augusta, aby spisano wszystek świat. Ten popis pierwszy stał się od starosty Syryjskiego Cyryna…” – zapisał Jakub Wujek w tłumaczeniu Ewangelii według św. Łukasza o spisie w Palestynie.

Teraz ta Ewangelia została zmodernizowana, toteż piękne, bajeczne sformułowanie: „wszystek świat” przyjęło brzmienie: „aby przeprowadzić spis ludności w całym państwie”, które z pewnością jest ściślejsze, ale odarte z tajemniczości, zbliżając się do współczesnego żargonu biurokratycznego.

Nawiasem mówiąc, również pruderia skłania niektórych ludzi do zmieniania tekstu dawnych pieśni, na przykład w starej, bodaj czy nie najstarszej pieśni religijnej polskiej – „Krzyżu święty”. Tacy wrażliwcy, zamiast trzymać się pierwotnego tekstu: „Odmień teraz onę srogość, którąś miało z przyrodzenia”, śpiewają: „Odmień teraz onę srogość, którąś miało z urodzenia”, tak jakby drzewo – bo autor zwraca się ku drzewu – się „rodziło”.

Tymczasem „z przyrodzenia” znaczy tyle, co z natury, więc ta podyktowana pruderią zmiana jest czystym nonsensem. A cóż dopiero się wyprawia przy okazji tak zwanych ekumenicznych tłumaczeń Biblii! Jak tak dalej pójdzie, to zaczniemy się obawiać, czy nie zostaniemy potępieni wskutek jakiegoś błędu drukarskiego.

Wróćmy jednak do spisu, o którym wspomina święty Łukasz. Niektórzy miłośnicy historycznej ścisłości do których dołączył dawny przewielebny ojciec dominikanin Łukasz Bartoś – ale dopiero, gdy wystąpił z zakonu dominikanów, gdzie miał wikt i opierunek – więc ci miłośnicy twierdzą, że nie było żadnego spisu ani Jezusa, słowem: że nie było niczego – jak to w swoim czasie postulował pan Kononowicz.

Przyjmijmy jednak, że spis był, choćby dlatego, że po nim były kolejne spisy i kolejne – aż wreszcie dotarliśmy do roku bieżącego, to znaczy 2021 po Chrystusie, w którym kolejny spis przeprowadzi już nie „starosta Syryjski Cyryn”, tylko Główny Urząd Statystyczny.

GUS od roku 1921 przeprowadzał już wiele spisów; w jednym takim uczestniczyłem w charakterze „rachmistrza spisowego”, podobnie jak kol. Marek Przybylik, który przy tej okazji natrząsał się z informacji, czy ustęp w spisywanym mieszaniu jest spłukiwany, czy nie – bo i takie rzeczy też trzeba było wtedy spisywać na użytek komunistycznej władzy, która ustępami dlaczegoś interesowała się szczególnie.

Kto nadstawia uszu

Teraz nikt się ze spisowych pytań nie natrząsa, przeciwnie – ludzie traktują je z powagą i to co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że spis jest obowiązkowy, a po drugie dlatego, że część obywateli podejrzewa, iż zdobyte w ten sposób informacje zostaną wykorzystane – jeśli nie przez rząd do nałożenia podatku katastralnego, to przez żydowskie organizacje przemysłu holokaustu przy realizowaniu tak zwanych roszczeń.

Oliwy do ognia dolał w dniach ostatnich amerykański sekretarz stanu Antoni Blinken, w liście do Światowej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego zapewniając o swoim gorącym poparciu dla tej sprawy, a w dodatku całkiem niedawno poruszył ten temat w rozmowie z polskim ministrem spraw zagranicznych panem Rauem, który dlaczegoś się tą rozmową przed opinią publiczną nie pochwalił.

W tej sytuacji przydałaby się jakaś interpelacja w Sejmie, czy pan minister przypadkiem nie złożył w imieniu Polski jakichści obietnic – jak to się przytrafiło w roku 2006 panu premierowi Marcinkiewiczowi. Kancelaria pana premiera oczywiście wypierała się, jakoby pan Marcinkiewicz składał jakieś obietnice, ale – jak pisał święty Paweł – „zbawienie przychodzi od Żydów” i wkrótce na jednej ze stron internetowych żydowskiej organizacji przemysłu holokaustu najgorsze podejrzenia zostały potwierdzone.

Jak tam będzie, tak tam będzie, zawsze jakoś będzie, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – ale te wątpliwości pokazują postępującą erozję zaufania obywateli do Umiłowanych Przywódców naszego bantustanu – i to nie tylko z obozu „dobrej zmiany”, ale również z obozu zdrady i zaprzaństwa, który przed Żydami też skacze z gałęzi na gałąź. Ale bo też i zestaw pytań w kwestionariuszu spisowym nastręcza wątpliwości.

Spis powszechny. Co chcą wiedzieć?

Chodzi o to, że GUS niezwykle wnikliwie interesuje się stanem prawnym mieszkań i w ogóle nieruchomości. I tak, po kolei: tytuł prawny gospodarstwa domowego do zajmowanego mieszkania, rodzaj pomieszczeń mieszkalnych, stan zamieszkania mieszkania, własność mieszkania, liczba osób w mieszkaniu, powierzchnia użytkowa mieszkania, wyposażenie mieszkania w urządzenia techniczno-sanitarne, rodzaj stosowanego paliwa do ogrzewania mieszkania, tytuł prawny zamieszkiwania mieszkania przez gospodarstwo domowe, rodzaj budynku, w którym znajduje się mieszkanie, stan zamieszkania budynku, wyposażenie budynku w urządzenia techniczne, powierzchnia użytkowa mieszkań w budynku, liczba izb w budynku, własność budynku, liczba mieszkań w budynku i wreszcie – rok wybudowania budynku.

Z kolei inni obywatele są zaniepokojeni wnikliwymi pytaniami o status zatrudnienia, fakt przebywania kiedykolwiek za granicą, o kraj i miejsce zamieszkania osób, które kiedykolwiek wyjeżdżały za granicę, o przynależność narodową lub etniczną, wyznanie czy język, w którym mieszkańcy posługują się „w kontaktach domowych”.

Wszystko to niby proste, chociaż w podejrzliwcach to właśnie wzbudza dodatkowe podejrzenia, tym bardziej że niektórzy pamiętają, co mówił Beniamin Disraeli: że są kłamstwa, ohydne kłamstwa i statystyka. I oto pewien obywatel daje wyraz następującej wątpliwości: mieszka z rodzicami i jeśli każdy poda, że mieszkają z nim dwie osoby, to wtedy będzie ich sześcioro?

Bezpiecznie jak w Izraelu

Gwoli uspokojenia podejrzliwców GUS zapewnia, że wszystkie informacje będą objęte ochroną i powołuje się przy tym na faszystowskie przepisy RODO, które pozornie służą ochronie danych osobowych, ale tak naprawdę używane są do blokowania swobody wypowiedzi, czego doświadczyłem na własnej skórze.

Warto zwrócić uwagę, że to całe RODO zostało wprowadzone akurat w epoce totalnej inwigilacji – o czym mogliśmy przekonać się choćby na przykładzie pana Obajtka, którego rozmowy były podsłuchiwane w czasie, gdy nie tylko nie był prezesem PKN Orlen, ale nawet wójtem Pcimia!

W jaki sposób żydowska gazeta dla Polaków weszła w posiadanie tych nagrań mimo RODO? Wprawdzie operatorzy telefonii komórkowej muszą rejestrować wszystkie rozmowy, utrwalać je na elektronicznych nośnikach informacji, a następnie przechowywać w kancelarii tajnej pod nadzorem ubeka, to jest pardon – oczywiście pracownika posiadającego certyfikat dostępu do informacji niejawnych – oraz udostępniać je na żądanie tajnych służb, ale czy „Gazeta…” jest tajną służbą? A jeśli tak, to czy polską, czy może izraelską? Ładny interes!

Tak czy owak, skoro dziennikarze, mimo RODO, jakby nigdy nic drukują zapisy z podsłuchanych rozmów, to jakże mamy traktować zapewnienia, że informacje uzyskane przy okazji spisu zostaną utrzymane w tajemnicy? Jeśli bowiem nawet, to nie przed każdym.

Oto fragment rozmowy, jaką przy okazji spisu powszechnego w roku 2011 przeprowadziła pani Teresa Semik z „Dziennika Zachodniego” z panią Grażyną Witkowską, zastępczynią dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Statystycznego w Katowicach.

Pani Semik pyta, czy to prawda, że dane ze spisu 2011 będą przechowywane w Izraelu – na co pani dyrektor odpowiada: „Do dwóch lat pozostaną w Polsce, dopóki nie ogłosimy wszystkich wyników. Potem w formie zagregowanej przekażemy je Unii Europejskiej, a ona zdecydowała, że dane pozyskane we wszystkich krajach członkowskich będą przechowywane na serwerach w Izraelu” – podał „Dziennik Zachodni” z 25 maja 2012 roku. Ale skoro nasi generałowie, którzy coś tam na temat bezpieczeństwa naszego demokratycznego państwa prawnego muszą przecież wiedzieć, przechowują swoje oszczędności, jakie uzbierali sobie z pensyjek, na kontach w bankach szwajcarskich, to dlaczego dane uzyskane ze spisu nie mogą być przechowywane w Izraelu?

Przecież zarówno rząd „dobrej zmiany”, jak obóz zdrady i zaprzaństwa przed Izraelem nie ma żadnych tajemnic. W przeciwnym razie pan redaktor Michnik sprawiłby, że popamiętaliby ruski miesiąc.

Stanisław Michalkiewicz

Za: Najwyższy Czas! (8 maja 2021)

 


 

 


 

KOMENTARZ BIBUŁY: Tak, z tego co pamiętamy, podczas poprzedniego spisu powszechnego (2011) wpłynęła interpelacja poselska, która zdaje się nie doczekała się odpowiedzi, a temat medialnie był niemal nieobecny. A chodziło wtedy o to, że Unia Europejska zgodziła się, że dane krajów członkowskich, pochodzące m.in. ze spisów powszechnych, mogą być przechowywane w serwerach Izraela.

Jak wygląda ta sprawa dzisiaj? Czy ktoś podnosi ją? Czy interesuje się tematem? Przecież Ustawa mówi, że „dane będą przechowywane przez 100 lat”, czyli ktoś-kiedyś-gdzieś będzie mógł je wykorzystać do jakichś łajdackich celów. Już sam fakt, że najbardziej bezpieczne i strzeżone systemy informacyjne na świecie (włączając w to Pentagon, elektrownie atomowe czy wielkie korporacje) systematycznie są ograbiane ze swoich danych przez tzw. hackerów (najczęściej chodzi o służby wywiadowcze różnych państw), to zaufanie systemowi GUS-u jest po prostu naiwnością graniczącą z głupotą.

W przypadku tak szczegółwych i bezzasadnych pytań stawianych w Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań 2021, oraz wobec zagrożenia płynącego ze strony coraz bardziej narastającego terroru państwowego i opresyjnego Państwa, a także wątpliwości co do nielegalnego i nieetycznego ich wykorzystania przez służby państwowe oraz pozapaństwowe, w tym obcych państw, uważamy, że należy wybierać opcję „Nie chcę odpowiadać na to pytanie”, wszędzie tam gdzie to jest możliwe, a w przypadku innych pytań rozważyć w sumieniu inną drogę.

Pamiętaj: unikaj składania aplikacji przez domowy komputer (oprócz udzielonych odpowiedzi, instytucje państwowe i pozapaństwowe będą znały wiele innych danych). Samo logowanie się do systemu, to też jakieś żarty z bezpieczeństwa sieciowego (logowanie się za pomocą numeru PESEL oraz nazwiska panieńskiego matki jest, według GUS-u… bezpieczne. Czy oni żartują sobie? A tak przy okazji: jak zalogowałby się pan Adam Niedzielski, jakie nazwisko panieńskie matki wpisałby? Może np. Shapiro?) Zatem, lepiej umów się na rozmowę telefoniczną z rachmistrzem – jak chcesz wziąć udział w tej machinacji.

Ponadto, nie masz obowiązku znajomości danych dotyczących współmieszkańców. W samej Ustawie mamy takie nieścisłości. Na przykład, z jednej strony mówi się o podawaniu numerów PESEL współmieszkańców, a z drugiej w Załączniku nr 1 do Ustawy już mówi się tylko o obowiązku podawania liczby współmieszkańców, więc niekoniecznie PESELu. No bo dlaczego niby mamy obowiązek znajomości numerów PESEL – i innych danych – współmieszkańców? A co z ustawą RODO? Przestaje obowiązywać?

Co jeszcze: można spotkać normalnie żyjących ludzi, którzy nie brali udziału w poprzednim Spisie i jakoś nikt nie czepiał się ich, nie płacili żadnej kary. Może obecny system został wzmocniony i Państwo będzie ścigało teraz takich „kryminalistów”, ale i to trzeba rozważyć, czy może ewentualna kara jest warta zapłacenia niż utrata prywatności. Kara za niewypełnienie formularza to grzywna od 20 złotych do 5000 złotych, raczej w dolnych granicach tych widełek. Jeśli jednak miliony ludzi odmówiłoby wzięcia udziału w tej inwigilacji, to nie byłoby żadnych kar dla nikogo, bo sądy udławiłby się. Innymi słowy: mądrzy Polacy obeszliby podstępny system i opresyjne Państwo.

Wyjście jest jedno, sprawiedliwe, rzeczowe, prawdziwe: Spis Powszechny ANONIMOWY. Wtedy nie byłoby żadnych wątpliwości, a jakieś ewentualne odpowiedzi niezgodne z rzeczywistością można byłoby rozwiązać narzędziami statystyki matematycznej. Ale widać cel jest inny niż rzeczowe zbieranie informacji: INWIGILACJA.

Niestety, obserwując coraz większą ingerencję Państwa w sferę życia prywatnego, Spis Powszechny będzie (BĘDZIE!) wykorzystany do niecnych celów i nie możemy mieć wobec tego żadnych wątpliwości. Raz jeszcze powtórzmy: dane BĘDĄ wykorzystane kiedyś do pozastatystycznych celów, pomimo zapewnień ustawodawcy, że tak nie będzie. Zbyt wiele razy władza łamała swoje własne przepisy aby im wierzyć. Wyglada na to – a przykład sprawowania władzy w okresie tzw. pandemii, ohydnej propagandy covidowej i lansowania groźnego preparatu o nazwie „szczepionka przeciwko Covid-19”, pokazuje to – że jakakolwiek władza nie byłaby w tej biednej, okupowanej Polsce – czy to PiSu, czy PO-KO-SRAJPO…, to BĘDZIE łamała prawo gdy tylko zechce. Tak jak dotyczas. I tym samym, zawierzanie władzy szczegółowych informacji o każdym obywatelu, jest nieodpowiedzialnością.

Ale jak unikać takich ingerencji w prywatność, jak zachować się w obliczu obecnego „Spisu Powszechnego”? – oto pytania dla kreatywnych. Podobno Polacy słynęli z takich umiejętności. Np. podczas II wojny światowej obowiązkiem patriotycznym było nawet wprowadzanie w błąd okupantów. Jednak po przebytej 50-letniej pandemii komunizmu, 30-letniej żydowskiej kampanii antypolskiej (licząc od 1989 roku), a teraz po zmasowanej medialnej propagandzie „pandemii koronawirusa”, prowadzonej przez „rząd dobrej zmiany”, Polacy chyba już potracili taką kreatywność i samozachowawczość.

 


 

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content