- Bibula – pismo niezalezne - https://www.bibula.com -

Nie podpisywać Traktatu Lizbońskiego! – Wywiad z prof. dr. Jerzym Robertem Nowakiem

Panie Profesorze, mamy za sobą wybory do Parlamentu Europejskiego. Czy niska frekwencja, bo niespełna 25 proc. świadczy o zdrowej czy chorej reakcji Polaków?

– Ja bym inaczej ujął tę kwestię i mówił o chorej sytuacji w Polsce. Przecież Polacy doświadczają bez przerwy oszustw kolejnych ekip rządzących. Bo przecież nie tylko postkomuniści oszukiwali, by wspomnieć choćby o rządach wyprzedaży Polski AWS-UW, najgorszych prócz rządu Tuska, który wyprzedził Buzka, a jest to duża sztuka. Przestali więc wierzyć komukolwiek.

Do unio-parlamentu weszli tylko przedstawiciele partii establishmentu. W związku z tym rodzą się dwa pytania. Pierwsze – skąd się bierze tak ogromna popularność zaciekle antypolskiej a jednocześnie ogromnie nieudolnej PO?

– Odpowiedź jest prosta. O takim wyniku zadecydowało otumanienie przez telewizję i niektóre gazety. Przyznać też trzeba, że Platforma ma ogromne umiejętności propagandowe, zwane dziś z angielska PR. PO bazuje na tym, że wielu ludzi nie myśli, nie pamięta o wielu sprawach i reaguje tylko na to, co im się podrzuci srebrny ekran. Pod tym względem prawdziwe są stwierdzenia sławnego ludobójcy i arcydemagoga – Hitlera, który mówił, że masy nie mają pamięci. Z kolei jego pomocnik – mistrz propagandy – Józef Goebbels uważał, że propaganda jest dla tych wszystkich, którzy nie pamiętają, co się zdarzyło dwa dni temu. Sytuacja jest żałosna. Mamy kryzys i większość ankietowanych przez ośrodki badania opinii publicznej stwierdza, że mamy zły rząd, a jednocześnie głosują na Platformę. Z drugiej strony płacimy za błędy PiS-u, który wielu rzeczy nie dokończył, nie był konsekwentny i skuteczny, nie zadbał o trafienie do młodego pokolenia. Dam przykład. Niedawno miałem okazję rozmawiać z Jarosławem Kaczyńskim i powiedziałem mu: „Panie premierze, miał Pan doskonałe wystąpienie w Rzeszowie, bardzo dobre merytorycznie, nie za długie, bo półgodzinne. Ale nie uśmiechnął się pan ani razu, więc co robią pańscy ludzie od PR?” Nawet Balcerowicza, jednego z największych ponuraków, nauczono uśmiechać się. A takich błędów jest więcej. Ponadto PiS jest utożsamiany tylko z Kaczyńskimi, partia ta za mało pokazywała inne indywidualności, a nawet przeciwnie – indywidualności tłamsiła. Poza tym PiS niejednokrotnie wysuwał dość dziwne kandydatury, wepchnął spadochroniarzy w różne okręgi, zabierał Mularczyka z Krakowa, do Warszawy, by osłabić Zbigniewa Ziobro, za to do Krakowa wepchnął Kowala, który dostał się do PE dzięki Ziobrze, choć są to politycy z różnych skrzydeł. Taka była polityka liderów partii, a zabiegi te nie wpływały na zainteresowanie wyborami, wręcz odwrotnie.

I drugie pytanie. Sojusznik PO – Polskie Stronnictwo Ludowe ledwo przeszło do PE, zdobywając zaledwie trzy miejsca. Czy wynik ten nie zapowiada zejścia ze sceny politycznej ludowców? Czy nie będzie to cena, jaką partia Pawlaka zapłaci za koalicję z PO?

– Przypomnę, że PSL miało w przeszłości równie złe sojusze, bo dwa razy z SLD. Z drugiej jednak strony liderzy PO nie będą specjalnie płakali, jeśli PSL zniknie jako licząca się siła polityczna. Tak jak PiS nie martwił się, gdy z mapy politycznej Polski zniknęły LPR i Samoobrona, zresztą nie bez ich ciężkich błędów, zwłaszcza Ligi. Wygląda na to, że zarówno Platforma, jak i PiS dążą do ukształtowania systemu dwupartyjnego, co traktuję jako poważne zagrożenie polskiej demokracji. Osobiście żałuję upadku LPR, albowiem Polska bardzo potrzebuje siły na prawo od PiS, ugrupowania konsekwentnego i jednoznacznego, choćby w sprawie odrzucenia Traktatu Lizbońskiego, tak bardzo niebezpiecznego dla naszej niepodległości.

Wśród wielu komitetów określających się jako prawicowe żadne z nich nie stało się przysłowiowym „czarnym koniem”. Uzyskały one wyniki wręcz żenujące. Jak zwykle od 20 lat tzw. prawica znowu wystąpiła rozbita, prócz tego skłócona. można powiedzieć, że ciężko zapracowała na swoją klęskę. Czy zgadza się Pan Profesor z taką oceną?

– Oczywiście. Pół roku temu działałem jako rzecznik wspólnego wystąpienia pozapisowskich ugrupowań prawicowych. Rozmawialiśmy z „Naprzód Polsko”, „Piastem”. W rozmowach tych uczestniczyli bardzo konstruktywnie Jan Łopuszański, Witold Tomczak i kilku innych. Rokowania rozbiły się o małostkowość niektórych polityków. Np. Zdzisław Podkański domagał się, aby komitet wyborczy miał w nazwie koniecznie słowo „Piast”, czym warunkował kontynuowanie rozmów. Ja rozumiem, że nazwa „Piast” może robić wrażenie u części rolników, ale już nie w miastach. Proponowałem inne nazwy, np. Front Polski, Akcja Narodowa. W pewnym momencie jeden z rozmówców zaproponował, aby komitet nosił nazwę Ruch Przełomu Naprzód Polsko Stronnictwo Piast, co wywołało ogólną wesołość zebranych. Bardzo trudne okazały się też kontakty z Markiem Jurkiem, który na spotkanie liderów chciał przysłać osobę trzeciorzędną. Toteż Zarząd Ruchu Przełomu Narodowego doszedł do wniosku, że nie ma sensu tworzyć kilku komitetów wyborczych.

I z tego powodu zdecydował się Pan Profesor poprzeć PiS?

– Nie PiS, ale niektórych kandydatów tej partii, którzy znajdują się w nurcie patriotycznym, w przeciwieństwie do nurtu lizusów, reprezentowanych np. przez. Kamińskiego, Bielana czy Czarneckiego. Liderzy PiS-u lansowali ich na siłę.  Wspierałem m.in. Cymańskiego, który prezentuje jednoznaczna orientację Polski solidarnej, a nadto głosował przeciw Traktatowi Lizbońskiemu. Z tych samych powodów popieraliśmy Krzysztofa Jurgiela i Ziobrę, którzy zdecydowanie odrzucają ten Traktat. Arkadiusz Mularczyk wprawdzie nie głosował przeciw Traktatowi, ale obecnie wypowiada się przeciw jego przyjęciu. Różnice między obu nurtami odzwierciedlał program Lisa. W jednym z nich Mularczyk i Beata Kempa ostro starli się z Siwcem i Protasiewiczem w sprawie zagrożenia niemieckiego. Tych ostatnich oczywiście popierał Lis. Natomiast w innej odsłonie tego samego programu występowali Michał Kamiński i Danuta Huebner, córka i wnuczka funkcjonariuszy UB. Kamiński wręcz wdzięczył się do Huebner – najwięcej szkodzącą sprawom polskim w Unii. Za te dusery Kamiński otrzymał pochwały od Lisa. To dowodzi, jak wielkie są różnice między politykami PiS-u.

Wśród swarów na “prawicowisku” doszło do ostrej polemiki z Panem Profesorem publicysty prof. Adama Wielomskiego. Czy zechciałby Pan Profesor odnieść się do tej sprawy?”

–  Sprawa ma początek w portalu „konserwatyzm pl.” Portal ten mocno optował za „Libertas”, który z kolei popierał prezes TVP Piotr Farfał. Zaznaczam, że wśród usuniętych przez niego dziennikarzy znaleźli się m.in. Wojciech Reszczyński, Wojciech Cejrowski czy Anita Gargas. Witryna ta zaatakowała mnie i dra Krzysztofa Kawęckiego za to, że popieraliśmy w czasie kampanii wyborczej PiS. Przypominam raz jeszcze z całym naciskiem: popierałem patriotyczną część PiS-u. Co więcej, na portalu ukazały się niezwykle obelżywe epitety pod adresem moim i Radia Maryja. Rozgłośnia toruńska była określana jako agentura niemiecka, o. Tadeusz Rydzyk jako agent niemiecki, a ja zostałem agentem ojca dyrektora. Ładne, prawda? Ani pan Wielomski, ani kierownictwo portalu nie odcięli się od tych pomówień. Ponadto insynuowano mi w sposób wyjątkowo podły moje rzekome pochodzenie. Odpowiem krótko, cytując Romana Dmowskiego: „Jestem Polakiem…” Natomiast w walce z antypolonizmem niemieckim, żydowskim, rosyjskim, ukraińskim i innymi. niewiele jest osób, które mi dorównują. A z pewnością nie pan Wielomski, który nie zrobił jednej setnej tego, co ja. Zajmował się różnymi innymi sprawami, m.in. wywiadem z gen. Jaruzelskim, który dla mnie nie stanowi przykładu polskiego patrioty. Za wyjątkowo podłe uważam określenie Radia Maryja jako agentury niemieckiej. Choćby Stanisław Michalkiewicz i ja wielokrotnie zabieraliśmy głos na antenie Radia, ostrzegając przed niebezpieczeństwem niemieckim. Również wiele naszych publikacji prasowych poświęciliśmy temu tematowi. Przypomnę, że red. Michalkiewicz mówił o funkcjonowaniu stronnictwa pruskiego w Polsce, a ja pisałem w kilkunastu artykułach na łamach „Naszego Dziennika” o pełzającej regermanizacji Wrocławia. Dzięki mnie powstał Komitet Obrony Polskości Dolnego Śląska. Niedawno byłem we Wrocławiu, gdzie przy kilkusetosobowej sali piętnowałem takie odrestaurowanie pałacu królów pruskich, gdzie czołową postacią uczyniono rozbiorcę Polski Fryderyka II. Piętnowałem ponad 300-stronicowy katalog z tej wystawy, wybielający rozbiorców, o czym zresztą mówiłem w Radiu Maryja. W swoich książkach demaskowałem publicystów i sprzedajnych historyków fałszujących stosunki polsko-niemieckie, czy wręcz wybielających Krzyżaków, jak czynił to np. Adam Krzemiński w „Polityce” czy Tomasz Jastruń.

Podnosiłem jako skandal przy omawianiu stosunków polsko-krzyżackich przemilczanie rzezi 10 tysięcy gdańszczan w 1308 r., co tak plastycznie opisał Paweł Jasienica w „Polsce Piastów”. To przymilanie się „wielkiemu bratu” niemieckiemu przypomina, jak w historiografii PRL pomijano wyrżnięcie przez Suworowa Pragi, aby przypodobać się tamtemu „wielkiemu bratu” – sowieckiemu. Nie zauważyłem, aby pan Wielomski czy jego koledzy z portalu konserwatyzm.pl równie ostro jak ja atakowali antypolonizm niemiecki czy żydowski. Toteż stanowczo odrzucam zawarte w oświadczeniu insynuacje jakobym atakował autorów portalu. Atakowałem ich natomiast za to, że nie odcięli się od paszkwilantów, występujących na ich witrynie. Czyżby zadaniem portalu mieniącego się konserwatywnym było atakowanie ludzi walczących o polskość i z antypolonizmem? A co jednocześnie oburzające i żałośnie śmieszne, w portalu zarzucano mi, że popieram kandydaturę Lecha Kaczyńskiego na prezydenta. A ponieważ Kaczyński przegra, to tym samym popieram kandydaturę Donalda Tuska. Nie wiadomo co bardziej podziwiać przewrotność czy głupotę tego zarzutu. Tymczasem p. Wielomski zdaje się nie wiedzieć, że demaskowałem dwór prezydencki, krytykując takie osoby, jak p. Junczyk-Ziomecką czy Jakubiec w starannie opracowanych od strony faktograficznej artykułach zamieszczanych w „Naszym Dzienniku”.

Od dawna krytykuję Lecha Kaczyńskiego za wiele posunięć nie mających nic wspólnego z polskim interesem narodowym. W zeszłym roku Ruch Przełomu Narodowego stanowczo zaprotestował przeciwko wycofaniu się prezydenta z patronatu nad obchodami 65 rocznicy ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na ludności polskiej Kresów Wschodnich. Protestowałem też przeciwko haniebnej decyzji nadania doktoratu honoris causa Wiktorowi Juszczence, który kreuje zbrodniarzy z UPA na bohaterów narodowych.

Tymczasem komplikuje się sprawa ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Irlandczycy wywalczyli sobie bardzo poważne odstępstwa od Traktatu przed ponownym referendum w tej sprawie. Wyrok Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe uzależnia ratyfikację Traktatu do wzmocnienia roli parlamentu niemieckiego wobec władz UE oraz zmiany ustaw okołotraktatowych. Co więcej, Trybunał stwierdził, że Unia nie stanowi państwa europejskiego lecz strukturę suwerennych państwa. To bardzo ważne. Po spodziewanym zwycięstwie konserwatystów w Wielkiej Brytanii, prawdopodobnie odbędzie się w tym kraju referendum, którego wynik będzie bardzo negatywny dla unio-entuzjastów. Polski prezydent zachowuje się biernie, czekając na wynik referendum w Irlandii, zamiast umacniać pozycję Polski w Unii. Rząd z Tuskiem na czele ciągle domaga się od L. Kaczyńskiego podpisania TL bez żadnych zastrzeżeń. Co, zdaniem Pana Profesora powinien zrobić Prezydent?

–  Po prostu nie podpisać Traktatu Lizbońskiego. Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że L. Kaczyński nawet za tę bierność jest atakowany przez polityków establishmentu i media lewicowo-liberalne. Ale właśnie jak najszersze kręgi patriotyczne powinny jednoznacznie naciskać na prezydenta z drugiej strony. Musimy mówić jednym mocnym głosem: prezydent nie powinien podpisać tego dokumentu. W każdym razie będzie to dla niego papierek lakmusowy.

Dziękuję za rozmowę.

Nr 31-32 (2-9.08.2009)

[Wywiad przeprowadził Zbigniew Lipiński]