List otwarty do pogubionych księży – arcybiskup Carlo Maria Viganò

Wielebny i Drogi księże,

Otrzymałem Twój list w którym zadajesz mi kilka poważnych pytań na temat kryzysu autorytetu w Kościele, kryzysu który pogłębiał się w ostatnich latach, szczególnie zaś podczas „pandemii”, podczas której chwała Boża i zbawienie dusz zostały odsunięte na bok na korzyść rzekomej troski o zdrowie ciała. Czynię tę rozbudowaną odpowiedż publiczną gdyż podobne pytania zadają mi księża i wierni z całego świata a ich udręczone sumienia oczekują odpowiedzi.

Pisze Ojciec:

Problem zdeprawowanej władzy czyli takiej, która nie działa w ramach swoich ograniczeń lub która samowolnie podejmuje się zadań sprzecznych z tymi dla których została ustanowiona, jest podniesiony w Piśmie Świętym, które napomina nas, że omnis potestas a Deo (cała władza pochodzi od Boga Rz 13:1) oraz qui resistit potestati, Dei ordinationi resistit (kto sprzeciwia się władzy, sprzeciwia się Boskiemu postanowieniu Rz 13:2). Jeśli więc Święty Paweł nakazuje nam być posłusznymi władzy cywilnej, tym bardziej jesteśmy obowiązani do posłuszeństwa władzy kościelnej ze względu na prymat spraw duchowych nad doczesnymi.

Piszesz drogi księże, że nie do nas należy ocena władzy, ponieważ to Syn Człowieczy przy końcu czasów powróci aby czynić sprawiedliwość. Jeśli jednak musielibyśmy czekać do Dnia Sądu na ukaranie złoczyńców, w takim razie w jakim celu Boski Majestat ustanawiałby władzę doczesną i duchowną? Nie jest zatem ich zadaniem jako Wikariuszy Chrystusa Króla i Najwyższego Kapłana, panowanie i zarządzanie nad ich poddanymi na tej Ziemi, wymierzanie sprawiedliwości i karanie złoczyńców? Jeśli samowola tych, którzy sprawują władzę nie mogłaby być ukarana przez tych, którzy są ustanowieni ponad nimi, w jakiż to sposób ich poddani, zarówno świeccy jak i kościelni mogą liczyć na ziemską sprawiedliwość? 

Obawiam się, że Twoja uwaga dotyczącą hierarchii kościelnej, której władza wynika z autorytetu stanowiska jakie zajmują, może być sądzona dopiero przy końcu czasów, może z jednej strony prowadzić do fatalizmu i poczucia rezygnacji u poddanych a z drugiej może stanowić rodzaj zachęty do nadużywania władzy przez zwierzchników.

Posłuszeństwa zdeprawowanej władzy nie można traktować jako wymogu lub moralnego dobra, tłumacząc to powrotem Syna Człowieczego przy końcu czasów. Pismo Święte nawołuje nas do posłuszeństwa, cierpliwej powściągliwości w duchu pokuty ale nie wzywa nas do absolutnego posłuszeństwa nakazom, które noszą w sobie zło, tylko dlatego że ci którzy takie nakazy wydają posiadają autorytet władzy. Autorytet taki już w momencie w którym sprzeniewierza się celom do których został powołany, pozbawia się legalności, która go uzasadnia. Co więcej, jeśli  władza nawet  nie popada w błąd, powinna od czasu do czasu wymagać od poddanych oceny i opinii. 

Wraz z rewolucją, Ordo Christianus, który uznawał ustanowiony Autorytet jako pochodzący wprost od Boga, został obalony aby ustąpić miejsca dla tzw. demokracji w imię sekularyzacji państwa i rozdziału od Kościoła. Wraz z SWII to wywrócenie zasady autorytetu posiało się w samej  hierarchii, powodując anulowanie porządku Boskiego nie tylko w społeczeństwie ale zagroziło samemu Kościołowi. Jest sprawą oczywistą, że jeśli zaczniemy manipulować przy rzeczach Boskich i odrzucamy Jego Autorytet, władza nieodwracalnie słabnie i tworzą się warunki dla tyranii lub anarchii.

Kościół nie jest tutaj wyjątkiem, jak możemy z bólem zaobserwować. Władza kościelna często dopuszcza się karania sprawiedliwych i nagradzania złoczyńców. Sankcje kanoniczne prawie zawsze dotyczą tych, którzy są wierni Ewangelii. Dykasterie i organa Stolicy wspierają błąd i blokują głoszenie prawdy. Bergoglio, który sam powinien powinien reprezentować najwyższy autorytet na ziemi, używa władzy kluczy do wspierania globalistycznej agendy i heterodoksyjnych doktryn, świetnie zdając sobie sprawę, że zasada prima sedes a nemine indicatur( najwyższa władza nie może być przez nikogo oceniana) pozwala mu na swobodne działanie. 

Sytuacja jest oczywiście nienormalna, gdyż w Bożym porządku, autorytetowi należy się posłuszeństwo. Niestety, do tego wspaniałego kosmosu szatan wprowadza chaos, manipulując jego kruchym i grzesznym elementem, czyli człowiekiem.

Zwróciłeś, Drogi Księże na to uwagę w swoim liście, pisząc:

Najbardziej diaboliczną rzeczą, jaka powiodła się naszym nieprzyjaciołom, jest posłużenie się tymi, którzy w oczach świata są obdarzeni autorytetem udzielonym im przez Jezusa Chrystusa w Jego Kościele aby czynili zło, z jednej strony angażując niektórych dobrych ludzi do czynienia zła, a z drugiej gorsząc innych, którzy zdają sobie sprawę z tej sytuacji.

Następnie odnosi ksiądz to do obecnej sytuacji:

Autorytet Jezusa Chrystusa został zszargany dla usprawiedliwienia i wsparcia okropnej operacji, która jest przedstawiana pod fałszywą nazwą wakcynacji.” 

Zgadzam się z księdzem co do oceny obiektywnej niemoralności tzw. szczepionki przeciw Covid-19, z powodu stosowania w niej materiału pobranego z abortowanych płodów. Podobnie zgadzam się co do całkowitej niestosowności, naukowej, filozoficznej i doktrynalnej, dokumentu promulgowanego przez Kongregację Doktryny Wiary, której Prefekt jakby bezwolnie wykonywał bardziej niż wątpliwe polecenia narzucone z góry. Posłuszeństwo tych nikczemników jest emblematyczne w takich sytuacjach, albowiem ukazuje jak w sposób mimowolny można zignorować autorytet Boga i Kościoła w imię dworskiej służalczości autorytaryzmowi bezpośredniego zwierzchnika.

Chciałbym przy tej okazji zaznaczyć szczególną podstępność tego dokumentu, który skupia się na, powiedzmy, drugoplanowym aspekcie składu leku (abstrahując od moralnego niedozwolenia na akt, który nie traci swojego ciężaru zła, bez względu na upływ czasu) ale ignoruje zupełnie potrzebę „odświeżenia” materiału pobranego z płodu w produkcji szczepionki, a co implikuje potrzebę kolejnych aborcji trzymiesięcznych płodów i oznacza pobranie tkanek z płodów, których serca wciąż jeszcze biją. 

Biorąc pod uwagę powagę sprawy oraz otwarte potępienie procedury przez katolickie środowisko naukowe, pominięcie tego niezbędnego elementu w produkcji szczepionki w oficjalnym dokumencie, potwierdza jeśli nie skandaliczną niekompetencję, co jest uprzejmym przypuszczeniem, to po poważnej analizie, rozmyślną intencję dopuszczenia szczepionki powstałej z abortowanych płodów jako moralnie uzasadnionej. 

Ten rodzaj ofiary z ludzi w swej najbardziej podłej i krwawej formie jest potraktowany z lekceważeniem przez Dykasterię Stolicy Apostolskiej w imię nowej zdrowotnej religii, której zagorzałym zwolennikiem jest Bergoglio.

Zgadzam się z Tobą, co do przemilczania pewnych genetycznych manipulacji dotyczących niektórych szczepionek, których celowość nie jest ujawniania przez firmy farmaceutyczne a długoterminowe konsekwencje nie są jeszcze znane a co zostało obszernie skrytykowane przez środowisko naukowe. Pomimo tego, Kongregacja skrupulatnie unika zajmowania stanowiska nawet na temat moralnej strony eksperymentów na ludziach, do czego przyznają się firmy farmaceutyczne, które rezerwują sobie prawo ujawniania danych dotyczących takich eksperymentów dopiero w nieokreślonej przyszłości, gdy będzie już można ustalić skuteczność takiego leku i koszt efektów ubocznych. 

W podobny sposób Kongregacja milczy na temat moralnej strony bezwstydnego manipulowania produktem, przedstawianym jako jedyna obrona przed wirusem grypy, który jeszcze nie został wyizolowany a jedynie odkryto jego kod genetyczny. W sytuacji gdy takiego wyizolowania nie dokonano, nie ma naukowej możliwości wyprodukowania antygenu i fakt ten odkrywa prawdziwe oblicze całej operacji covidowej każdemu, kto nie jest zaślepiony uprzedzeniem i fałszywą wiarą w całej złożoności przestępczego załgania i niegodziwości.

Jest to fałsz potwierdzany z nieomal religijną emfazą z jaką przedstawia się zbawienną rolę tzw. szczepionki ale również z uporczywą odmową światowych organizacji medycznych uznania słuszności, skuteczności i niskich kosztów już istniejących kuracji; takich jak osocze ozdrowieńców, hydroksychlorochina, iwermektyna, stosowania witamin C i D dla wzmocnienia odporności w początkowych symptomach. Nie zapominajmy, że jeśli ludzie starsi lub niedomagający zmarli z powodu Covid, to stało się tak dlatego, że WHO zaleciła lekarzom odstąpienie od leczenia symptomów, zalecając szpitalom opiekę zupełnie nieadekwatną i szkodliwą wobec pacjentów z komplikacjami. Stolica Apostolska milczy również na ten temat i tym samym staje się wspólnikiem spisku przeciwko Bogu i czlowiekowi.

Powróćmy teraz do kwestii autorytetu.

Ksiądz napisał:

Tym samym, ktokolwiek stanie w obliczu ludzi obdarzonych Autorytetem Jezusa, którzy w oczywisty sposób działają wbrew Jego mandatowi, staje wobec pytania czy powinien być posłuszny takiemu Autorytetowi czy też nie? Szczególnie w tragicznej sytuacji jak obecna, gdy ktoś stosujący Autorytet Jezusa, w sposób rażący sprzeciwia się Jego Mandatowi.

Z odpowiedzią przychodzi nam doktryna katolicka, która nakreśla bardzo jasne granice autorytetu Hierarchii i najwyższego autorytetu Papieża. W tym przypadku, wydaje mi się oczywistym, że nie leży w kompetencjach Stolicy Apostolskiej wyrażanie opinii, które zarówno ze sposobu w jaki są przedstawiane i analizowane jak i przeoczeń jakie zawierają, nie mogą nawet w minimalny sposób wchodzić w zakres spraw, które są prawomocnie determinowane przez Magisterium. Przy bliższej analizie jest to problem logiczny i filozoficzny a mniej teologiczny czy moralny, ponieważ terminy zawarte w questio są ułomne i błędne, stąd odpowiedż jest również ułomna i błędna. 

W żaden sposób nie zdejmuje to ciężaru z zachowania Kongregacji, gdyż tym samym dochodzi do przekroczenia właściwych  granic autorytetu kościelnego uzasadnianego przez ogólną doktrynę autorytetu, a za tym również nieomylności, którą Pan gwarantuje Swojemu Wikariuszowi, gdy Ten zamierza głosić prawdę w zakresie Wiary i Moralności jako Najwyższy Pasterz Kościoła. Jeśli nie ma prawdy, którą można by głosić, jeśli prawda nie ma związku z Wiarą i Moralnością, jeśli ten kto zamierza promulgować swoje nauczanie nie czyni tego w intencji Apostolskiego Autorytetu, jeśli intencją przekazania takiej doktryny nie jest utwierdzenie wiernych w tej prawdzie w sposób wyrażny, asystencja Ducha Świętego nie jest zagwarantowana i autorytet który takie nauczanie promulguje musi zostać zignorowany. Jest zatem możliwym dla wiernych oparcie się nielegalnemu działaniu legalnej władzy, działaniu nielegalnej władzy lub nielegalnemu działaniu nielegalnej władzy. 

Dlatego nie zgadzam się Tobą, gdy twierdzisz:

Gdy brak wiary ma wpływ na władzę, tylko Bóg może zareagować. Również w odniesieniu do niższych szczebli władzy będzie to miało odniesienie i w takiej sytuacji trudno mieć nadzieję na sprawiedliwość.” 

Pan może zareagować w pozytywny sposób w każdej chwili, w zdumiewający sposób manifestując Swoją Wolę, nawet skracając dni złoczyńców. Jednak niewierność tych, którzy zostali ustanowieni w pozycji autorytetu, choć niemożliwa do osądzenia przez poddanych, nie jest żadnym sposobem mniej karygodna ani nie upoważnia ich do egzekwowania nielegalnych i niemoralnych nakazów. Skutek jaki ta niewierność wywiera na poddanych to jedna sprawa, lecz ocena takiego działania to druga a jeszcze inną jest kara na jakie to działanie zasługuje. Zatem, jeśli to nie w mocy poddanych jest skazanie Papieża na karę śmierci za herezję( chociaż kara śmierci uznana jest przez Św. Tomasza za stosowną dla tych, którzy deprawują Wiarę), możemy go uznać jednak za heretyka i w oparciu o to w każdym jednostkowym przypadku odmówić mu posłuszeństwa do którego w innych okolicznościach byłby upoważniony. Nie oceniamy Papieża, ponieważ nie posiadamy takiej władzy, lecz uznajemy go za takiego jakim jest, w oczekiwaniu gdy Opatrzność pobudzi tych, którzy ogłoszą to definitywnie i autorytatywnie. 

Zatem, gdy piszesz, że „nie do podwładnych tych złoczyńców przynależy autorytet strącania ich z zajmowanych stanowisk”, jest koniecznym przede wszystkim rozróżnienie, o jakim autorytecie rozmawiamy, po drugie o jakim porządku autorytetu i jakie szkody może poczynić proponowane posłuszeństwo. Święty Tomasz uważa opór tyranii i królobójstwo jako moralnie uzasadnione w pewnych przypadkach, podobnie jak jest uzasadnione i legalne nieposłuszeństwo Hierarchii, która nadużywa władzy w sprzeczności z celem dla którego została powołana. 

W swoim liście zwracasz uwagę na ślad ideologii komunistycznej w buncie przeciwko autorytetowi. Rewolucja, a komunizm jest tylko jedną z jej cech, ma na celu obalenie suwerenów nie z powodu ich zepsucia lub tyranii lecz ponieważ są oni hierarchicznie wpleceni w cały kosmos, który jest strukturalnie katolicki a tym samym przeciwstawny marksizmowi. 

Jeśli opór tyranii byłby niemożliwy, Cristeros zgrzeszyliby, gdy zbrojnie wystąpili przeciwko masońskiej dyktaturze w Meksyku, która prześladowała swoich obywateli nadużywając swojej władzy. Wandejczycy, Sanfedyści i inni powstańcy również by zgrzeszyli, ofiary rewolucji, zdemoralizowanej i demoralizującej władzy, bunt przeciwko której był nie tylko legalny ale i obowiązkowy. Ci katolicy, którzy na przestrzeni wieków musieli buntować się przeciwko swoim hierarchom, są również ofiarami takiej władzy: na przykład angielscy katolicy, którzy musieli opierać się swoim biskupom, którzy przystąpili do schizmy anglikańskiej lub w Niemczech, gdy musieli odmówić posłuszeństwa biskupom, którzy przyjęli herezję luterańską. Władza tych hierarchów, którzy okazali się wilkami była w efekcie zerowa, ponieważ skierowana była na zniszczenie Wiary a nie Jej obronę, przeciwko Papiestwu a nie na jedność z nim. Słusznie Ksiądz nadmienia: „biedni wierni w obliczu swoich pasterzy, którzy popełniają takie przestępstwa w tak bezwstydny sposób, pozostają zdumieni. Jakże mogę iść za kimś w Imię Jezusa, jeśli ten ktoś czyni to, czego Jezus nie chce„.

Odrobinę dalej czytam Twoje kolejne słowa:

Ktokolwiek odmawia im autorytetu, odmawia Autorytetu Temu, Który ich ustanowił. Zatem ktokolwiek odmawia Autorytetu Jemu, musi odmówić autorytetu im. Natomiast kto pozostaje wierny duchownym ustanowionym przez Autorytet Jezusa, nie stając się wspólnikiem ich błędów, podporządkowuje się Autorytetowi Jezusa, który ich ustanowił.” 

Jest to stanowisko jaskrawo błędne z powodu nierozerwalności podstawowego Autorytetu Boga i osoby na którą ten Autorytet jest przeniesiony. Zachodzi wtedy rodzaj bezbłędnego związku, związku który zanika w momencie, gdy ten, który używa tego Autorytetu w Imię Boga w rzeczywistości wypacza Go i obala cel dla jakiego ten Autorytet został ustanowiony. Można powiedzieć, że dzieje się to dokładnie dlatego, że Autorytet Boski musi być traktowany z najwyższym szacunkiem i nie może być lekceważony przez kogoś, kto ze swojej natury jest temu Najwyższemu Autorytetowi podległy. Z tego powodu Święty Piotr w Dziejach Apostolskich (5:29) napomina nas abyśmy bardziej słuchali Boga niż ludzi. Władza doczesna, bez względu; duchowna czy świecka zawsze jest przedmiotem autorytetu Boskiego. Jest nie do pomyślenia, że dla przyczyn wyłącznie  biurokratycznych,  Pan Bóg chciałby zostawić Swój Kościół na łasce tyranów, stawiając ich proceduralną legalność nad celem dla jakiego ich powołał aby paśli owieczki Jego. 

Oczywiście problem posłuszeństwa łatwiej zastosować jest wobec Hierarchii niż wobec Papieża, ponieważ hierarchowie mogą być oceniani i usuwani przez Papieża, podczas gdy Papieża nikt na Ziemi usunąć nie może. Lecz nawet jeśli może się wydawać nieprawdopodobnym i bolesnym fakt, że Papież może być zły, nie zwalnia nas to z obowiązku skonfrontowania się z dowodami ani nie pozwala nam na bezwolną zgodę na nadużywanie władzy w Imię Boże, a w rzeczywistości przeciw Bogu. I nawet jeśli nikt nie zamierza dokonać najazdu na Święte Pałace w celu pozbycia się niegodnego gościa, istnieją legalne i stosowne formy opozycji, które mogą być zastosowane, włączając naciski w celu ustąpienia i porzucenia stanowiska. Celem jest obrona Papiestwa i świętej Władzy otrzymanej od Najwyższego i Wiecznego Kapłana, która jest niezbędna dla ukarania tego, który ją upokarza, niszczy i jej nadużywa. Ośmielam się nawet powiedzieć, dla uzupełnienia, że widoczna i arbitralna odmowa stosowania takiej władzy przez Rzymskiego Papieża jest bardzo ciężką raną (vulnus) i za to odpowiedzialny jest jeszcze bardziej niż Bergoglio, sam Benedykt XVI.

Stawia ksiądz pytanie, co o swojej władzy może sądzić jeden czy drugi hierarcha-tyran i sam stara się odpowiedzieć „taki sługa Boży powinien zrzec się wszelkiej władzy apostolskiej lub przekazanej przez Jezusa. Powinien uznać, że nie chce naśladować Jezusa i odejść. Tym sposobem rozwiązano by problem….”  Księże Drogi, oczekujesz od niegodziwca aby zachował się jak uczciwy i bogobojny człowiek, gdy to właśnie dlatego że jest zepsuty nadużywa swej władzy bez żadnych skrupułów i zahamowań, wiedząc że właśnie po to ją posiadł by ją unicestwić. Jako że jest samym uosobieniem tyranii, wypaczeniem sprawiedliwości i dobrej władzy, stara się nie tylko stosować tę władzę w wypaczony sposób ale również stara się tę władzę, której jest groteskową podróbką, zdyskredytować i obrzydzić. Okropności popełnione przez Bergoglio w ostatnich latach stanowią nie tylko niestosowne nadużycie władzy Papieskiej ale mają też bezpośrednie konsekwencje w zgorszeniu dobrych ludzi, ponieważ parodiując Papiestwo, nieodwracalnie kompromituje wizerunek i prestiż jakim Kościół do tej pory się cieszył, nawet pomimo wpływu ideologii modernistycznej przez ostatnie dziesięciolecia.

Ksiądz pisze:

Zatem jest nielegalnym posłuszeństwo złu i niesprawiedliwości, bezprawnym poleceniom lub czynienie czegokolwiek pod pretekstem posłuszeństwa. Lecz jednocześnie jest niedozwolone zaprzeczanie władzy Papieskiej, dlatego że stosuje ją w zły sposób, ponieważ oznaczałoby to odejście z Kościoła ustanowionego na skale Apostoła Piotra.

Trzeba tutaj rozważyć wyrażenie „zaprzeczenie władzy Papieskiej”, rozróżniając pomiędzy tym, że Bergoglio posiada władzę jako Papież oraz vice versa czy w danym określonym nakazie, jaki narzuca wiernym, ma prawo oczekiwać posłuszeństwa, gdy nakaz ten jest w konflikcie z autorytetem Papieża. Nikt nie zwracałby uwagi na nakazy Bergoglio, gdyby ten mówił tylko we własnym imieniu albo był pracownikiem notariatu lecz fakt, że jako Papież uczy heterodoksyjnych doktryn i gorszy niewinnych prowokacyjnymi twierdzeniami czyni jego błąd wyjątkowo ciężkim, ponieważ ktokolwiek słucha jego, daje wiarę temu, że on słucha głosu Najwyższego Pasterza. Moralna odpowiedzialność tego, kto jest w postawiony w pozycji autorytetu jest niezmiernie większa niż poddanego, który musi decydować czy musi mu być posłusznym czy nie. Nasz Pan nieubłaganie zapyta o zdanie sprawy, o konsekwencje jakie zło lub dobro dokonane przez przełożonego miało wpływ na jego podwładnych, również w kategoriach dobrego i złego przykładu. 

Przy bliższym spojrzeniu, to właśnie zachowanie hierarchicznej łączności z Rzymskim Papieżem jest powodem nieposłuszeństwa, odrzucenia jego błędów i wezwaniem do rezygnacji. Prośmy Boga aby wezwał go do siebie jak najprędzej jeśli będzie to dla dobra Kościoła. 

Oszustwo, okropne oszustwo o jakim wielokrotnie pisałem, polega na zmuszaniu dobrych ludzi, nazwijmy ich tak dla zwięzłości,  do uwięzienia ich w okowach prawa przez złych ludzi z wykorzystaniem fraudem legis (naginania prawa). To tak jak gdyby ci ludzie znali nasze „słabości”, ponieważ pomimo naszych wszelkich ułomności, kierujemy się religijnie i społecznie szacunkiem wobec prawa, posłuszeństwu władzy, danemu słowu, honorem i lojalnością. Dzięki wykorzystywaniu tych naszych szlachetnych „słabości”, zapewniają sobie nasze posłuszeństwo i podporządkowanie i co najwyżej łagodny sprzeciw i roztropne nieposłuszeństwo. 

Widzą, że my-biedni głupcy, jak o nas myślą, widzimy w nich Autorytet Chrystusa i próbujemy być posłuszni temu Autorytetowi, nawet jeśli wiemy, że taki akt posłuszeństwa, nawet moralnie nieistotny, zmierza w bardzo określonym kierunku… To właśnie w ten sposób narzucili nam zreformowaną Mszę, to właśnie w ten sposób przyzwyczaili na do słuchania sur Koranu płynących z ambon naszych katedr oraz przyglądania się gdy zamieniają się one w restauracje i hotele, to w ten sposób chcą nam przedstawić dopuszczenie kobiet do posługi ołtarza jako coś normalnego… Każdy krok podejmowany przez naszą władzę od czasów SWII był możliwy, ponieważ byliśmy posłuszni naszym Świętym Pasterzom, chociaż niektóre decyzje przez nich podejmowane wydawały nam się nienormalne, nie mogliśmy uwierzyć, że nas oszukują, a być może oni sami nie zdawali sobie sprawy, że polecenia i nakazy jakie wydawali, miały fałszywe intencje.

Dzisiaj, idąc tropem śladów, które łączą się w zniesieniu Święceń Niższych i wymyśleniu akolitek i diakonis, rozumiemy już, że ci którzy zreformowali Wielki Tydzień za Piusa XII już mieli na myśli Novus Ordo i jego ohydne współczesne formy. Uścisk Pawła VI i Patriarchy Athenegorasa wzbudził w nas nadzieje prawdziwego ekumenizmu, ponieważ nie rozumieliśmy, a niektórzy temu zaprzeczali, że jest to gest, który wyprostuje drogę do panteonu asyskiego, obscenicznej pachamamie i sabatowi w Astanie. 

Nikt z nas nie chce zrozumieć, że jedynym wyjściem z tego impasu jest nieustępliwość. Nie wolno nam wchodzić w zwarcie z przeciwnikiem, który dyktuje zasady tylko nas obowiązujące, podczas gdy jego nie dotyczą i mogą być łamane. Zignorujmy go. Nasze posłuszeństwo nie ma nic wspólnego ani ze strachliwym serwilizmem albo z niesubordynacją. Wręcz przeciwnie, pozwala nam zawiesić wszelkie rozważania nad tym kto jest lub nie jest Papieżem, pozwalając nam na bycie w dalszym ciągu dobrymi katolikami, nawet jeśli Papież nas wyśmiewa, pogardza nami czy nas ekskomunikuje. Paradoks nie leży w nieposłuszeństwie dobrych katolików przeciwko władzy Papieża lecz raczej w absurdzie nieposłuszeństwa osobie, która jest jednocześnie Papieżem i herezjarchą, Atanazym i Ariuszem, kimś kto de iure jest światłem lecz de facto, ciemnością. 

Paradoks polega na tym, że aby pozostać w komunii ze Stolicą Apostolską, musimy odseparować się od tego, który powinien ją reprezentować, zostać ekskomunikowanymi przez kogoś, kto jest obiektywnie w stanie schizmy z samym sobą. Ewangeliczny nakaz „nie sądzcie” nie może być rozumiany w sensie uchylania się od wydawania sądu moralnego lecz w sensie potępienia osoby, gdyż w takim razie nie bylibyśmy zdolni do definiowania moralnej słuszności naszego postępowania. Oczywiście to nie w mocy ludzkiej jest separowanie ziarna od kąkolu, lecz nikt nie powinien mówić, że ziarno to kąkol ani że kąkol to ziarno. Ci którzy przyjęli Świecenia, a szczególnie ci, którzy osiągnęli pełnię kapłaństwa, mają nie tylko prawo ale i obowiązek wskazania tych, którzy sieją kąkol, głodnych wilków i fałszywych proroków. Jest tak, ponieważ i w tym przypadku, wraz z uczestnictwem w Kapłaństwie Chrystusa zachodzi uczestnictwo w Jego Królewskim Autorytecie. 

To z czego nie zdajemy sobie sprawy, zarówno w przestrzeni społeczno-politycznej, jak i kościelnej, że nasza wstępna akceptacja, rzekomego prawa naszych adwersarzy do czynienia zła, oparta na fałszywym pojęciu wolności (moralnej, doktrynalnej i religijnej) mutuje obecnie w wymuszoną tolerancje dobra, gdy grzech i występek stają się normą. To co jeszcze wczoraj było rozpustą, dzisiaj domaga się pełnego uznania i wypycha nas na margines społeczeństwa, jako mniejszość na skraju wyginięcia. 

Wkrótce, wraz z ideologią antychrysta, która nadzoruje nieubłagane mutacje wartości i zasad, cnota zostanie zakazana i ci którzy ją praktykują zostaną potępieni w imię nietolerancji Dobra, które zostanie uznane za stwarzające podziały, fundamentalistyczne i fanatyczne. Nasza tolerancja wobec tych, którzy dzisiaj promują wymogi Nowego Porządku Świata i jego asymilację z ciałem Kościoła, prowadząc nieubłaganie do królestwa antychrysta, gdzie katolicy będą prześladowani jako publiczni przestępcy, podobnie jak w czasach chrześcijańskich traktowani byli heretycy. W skrócie, wróg skopiował system obrony społecznej wprowadzony przez Kościół w katolickich krajach, wywracając go i wypaczając. 

Wierzę, Drogi Ojcze, że Twoje obserwacje na temat kryzysu autorytetu będą wkrótce pogłębione, tak przynajmniej wygląda, patrząc na tempo w którym Bergoglio i jego dwór wymierzają Kościołowi ciosy. Ze swojej strony modlę się aby Pan oświetlił Prawdę, ukrytą do tej pory, pozwalając nam rozpoznać Wikariusza Chrystusa na ziemi, nie tyle po szatach ale po słowach wychodzących z jego ust i przykładzie jego działań.

Przyjmij moje Błogosławieństwo jak i ja z ufnością polecam się Twojej modlitwie

Karol Maria Viganò, Arcybiskup

31 stycznia 2021

 

Tłum. Sławomir Soja

 


 

Opracowanie: WWW.BIBULA.COM na podstawie: materiałów redakcyjnych | List otwarty do pogubionych księży: arcybiskup Viganó o posłuszeństwie, oporze, Franciszku i szczepionkach

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content