- Bibula – pismo niezalezne - https://www.bibula.com -

Puszka “z Pandorą” – Izabela Brodacka

Niedawno przypominałam, że dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło. Głupie ustawy wprowadzane nawet w dobrych intencjach stają się kryminogenne, prowokują przestępstwo.

 Każdy sąd rodzinny twierdzi, że działa wyłącznie dla dobra dziecka. Dla ich własnego dobra dzieci są wyrywane z ich (lepszej czy gorszej ale własnej) rodziny i powierzane tak zwanej pieczy zastępczej. Wśród ludzi zajmujących się opieką nad cudzymi dziećmi oczywiście są idealiści, którzy poświęcają się jak mogą prostowaniu ścieżek dzieci i młodzieży  z tak zwanych dysfunkcyjnych rodzin. Większość jednak robi to tylko dla pieniędzy i w  rodzinach, które dzięki lokalnym układom dostają dzieci pod opiekę te dzieci doznają prawdziwej przemocy. Przypomnę historię dwójki dzieci  z niezamożnej rodziny z Pucka zakatowanych w odstępie roku w rodzinie zastępczej. Nikogo nie zastanowił wypadek, któremu uległo pierwsze dziecko, dopiero druga śmierć w wyniku rzekomego upadku ze schodów zaniepokoiła prokuratora. Za rodzinę dysfunkcyjną może być natomiast uznana rodzina biologiczna w której mieszkaniu jest niezbyt czysto albo w kuchni latają muchy owocówki i takiej rodzinie odbiera się dzieci.  To autentyczne przykłady uzasadniania wyroków. 

Na pozór słuszna jest idea aby biologiczny ojciec dziecka miał prawo je widywać i wpływać na jego wychowanie niezależnie od swego prowadzenia się i zachowania. Z myślą o prawach ojca sąd rodzinny w Pułtusku nakazał swego czasu pewnej matce dowozić dzieci do zakładu karnego w którym ich ojciec, niebezpieczny kryminalista,  spędził z przerwami 30 lat. Miał na sumieniu gwałty, rozboje, morderstwa i porwania. Dzieci podczas tych wizyt słyszały wulgarne komentarze więźniów pod adresem matki, poza tym ojciec korzystając ze swych uprawnień wychowawczych szczegółowo opisywał w jaki sposób zaraz po opuszczeniu więzienia wprowadzi chłopców w swój świat i zrobi z nich prawdziwych mężczyzn. Sąd był zupełnie niewrażliwy na argumenty matki, która nie życzyła sobie wpływu kryminalisty na  dzieci. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że dziewczyna była wykorzystywana przez gangstera jako nieletnia i nikt w jej rodzinnym mieście nie chciał jej wówczas pomóc. Poradziła sobie uciekając za granicę, chłopcy niezwykle zdolni pokończyli  z wyróżnieniem szkoły, jeden jest na studiach drugi zdaje w tym roku maturę. Gangstera zabiła inna kobieta zmuszana przez niego po jego wyjściu z więzienia do seksu w obecności jej męża. Takie właśnie preferencje seksualne miał kryminalista, a sąd odniósł się z należytym szacunkiem do jego zboczeń skazując ofiarę ewidentnej przemocy, która działała w samoobronie na osiem lat więzienia. Dziewczyna która uciekła za granicę też była ofiarą przemocy sądu a nie tylko gangstera. To sąd kazał jej wozić dzieci do kryminału. To sąd na mocy Konwencji Haskiej chciał ją i dzieci sprowadzić siłą do kraju i oddać je w ręce gangstera  w którego resocjalizację chciał uwierzyć. 

Obecnie prasa zachłystuje się radością z powodu wejścia w życie tak  zwanej „ustawy antyprzemocowej” nakazującej sprawcy przemocy domowej natychmiastowe opuszczenie mieszkania niezależnie od  jego tytułu własności. Jak donosi prasa: „Nowe narzędzie dla policjantów obowiązywać będzie już za pół roku. W sytuacji stwierdzenia przemocy w rodzinie funkcjonariusz będzie mógł nakazać sprawcy opuszczenie mieszkania lub zakazać zbliżania się do niego. I to nawet jeśli nie będzie go w domu, czy gdy będzie musiał skorzystać z noclegowni”. Trudno uwierzyć, że twórcy tych przepisów nie rozumieją jak bardzo są one kryminogenne. 

Wiele lat temu prowadziłam dla pewnej przykościelnej organizacji charytatywnej magazyn odzieżowy. Jestem i zawsze byłam bardzo nieelegancka bo nie cierpię ciuchów, zakupów, ubierania się i przebierania, nadawałam się więc do pilnowania magazynu jak przysłowiowy pies do pilnowania sadu. Jedna z podopiecznych fundacji wybierając dla siebie ubrania opowiedziała mi szczerze w jaki sposób zdobyła piękne trzypokojowe kwaterunkowe mieszkanie na Saskiej Kępie.

Otóż kobieta zarabiała na życie gotując w kuchni polowej potrawy dla handlarzy ze Stadionu Dziesięciolecia, funkcjonującego przez wiele lat jako największe targowisko Europy. Na bazarze zaczepił ją pewien starszy pan, którego dzieci przebywały za granicą i zaproponował mieszkanie w zamian za gotowanie mu obiadów i sprzątanie. Kobieta wprowadziła się do niego z dwiema nastoletnimi córkami i wkrótce zrealizowała swój perfidny plan. Dziewczynki oskarżyły staruszka o molestowanie, były wiarygodne albo kogoś przekupiły, tego już nie pamiętam. Pamiętam, że przed wezwaniem policji podbiły dla efektu oko starszej dziewczynce i poszarpały jej ubranie Staruszek wyrokiem sądu został najpierw umieszczony w szpitalu psychiatrycznym a potem w domu opieki, a mieszkanie przypadło kobiecie i dziewczynkom.

Pani Piasecka dla zdobycia fortuny rodziny Johnson musiała wyjść za mąż dla starca, którym się opiekowała. To metoda stara jak świat ale dość kłopotliwa i wymagająca poświęcenia. Poprzez małżeństwo wiele osób zdobywało również mieszkanie, które w Polsce jest jednym z najtrudniejszych do uzyskania dóbr. Oskarżenie partnera o przemoc jest o wiele łatwiejsze i bardziej skuteczne. Wystarczy głośno się zachowywać, kilka razy wezwać policję, doprowadzić do założenia niebieskiej karty i imitować pobicie.

Oczywiście liczne kobiety (i nieliczni mężczyźni) doświadczają przemocy domowej i muszą tę przemoc tolerować tylko dlatego, że nie mają się gdzie wyprowadzić. Rozwiązaniem byłyby niedrogie mieszkania komunalne ( obiecywane nota bene przez rząd ) w których otrzymaniu pierwszeństwo miałyby ofiary przemocy domowej. W rachunku ciągnionym byłoby to rozwiązanie najtańsze. Nawet w najlepszych intencjach tworzona ustawa nie może być jednak kryminogenna. Wobec niemożliwości weryfikacji oskarżeń o przemoc dajemy oszustom do ręki niebezpieczny instrument  pozbawiania innych własności. A ludzie kierujący się odruchem serca zostaną za ten odruch ukarani.

Otwieramy – jak mówił klasyk – puszkę z Pandorą

Izabela Brodacka