Bogdan Dobosz: „pandemia” okazją do przebudowy świata na antywartościach

Aktualizacja: 2020-10-9 5:58 pm

W czwartek 8 października, francuski parlament w pierwszym czytaniu przegłosował wydłużenie ustawowego terminu aborcji z 12 do 14 tygodni. Sprawozdawcą ustawy jest Albane Gaillot wybrana w regionie paryskim z listy prezydenckiej partii Republika w Drodze (LREM). Obecnie należy do grupy „Ekologia, Demokracja, Solidarność” (EDS). Jej zdaniem ustawa ma na celu „wzmocnienie prawa do aborcji”. Lewica chce także zniesienia prawa do skorzystania przez ginekologów i położne z klauzuli sumienia.

Deputowana Albane Gaillot w wywiadzie radiowym z 8 października mówiła, że chce „uczynić Francję jednym z najbardziej postępowych krajów” i że ma być to „wzmocnienie” ustawy Veil. 45 lat temu ustawa Simone Veil legalizowała jednak aborcję jako „mniejsze zło”. Współcześnie zabijanie nienarodzonych dzieci stało się „dobrem” i „wartością”. Deputowana Gaillot twierdzi, że to realizacja postulatów aktywistek, stowarzyszeń i osób „wspierających kobiety”, bo te „napotykają trudności w dostępie do aborcji”, a w dodatku „sytuacja pogorszyła się w czasie pandemii koronawirusa”. Tutaj dotykamy sedna sprawy. Nie wiedzieć czemu pandemia stała się okazją do narzucania zasad „postępu”, chociaż nie ma to z nią żadnych związków. Koronawirus stał się okazją do narzucania lewicowych ideologii w każdym temacie i przemodelowania świata na modłę świata permisywizmu. O tym jednak będzie dalej…

Przyzwolenie na aborcję i idąca w tym kierunku propaganda doprowadziły już do tego, że rok 2019 był rekordowym rokiem ilości zabitych we Francji nienarodzonych dzieci. Dalsza banalizacja takich czynów i nadchodzące zmiany zapewne sprawią, że ten „rekord” w postaci 232 200 zabitych nienarodzonych zostanie szybko pobity. Dodajmy do tego modne ideologie „nieposiadania dzieci”, wspierane przez np. ekologów (bo nowy człowiek zanieczyszcza planetę), zakaz uświadamiania ciężarnych kobiet o skutkach aborcji (czynność penalizowana za rzekomą wiktymizację kobiet), czy przedstawianie aborcji jako „fundamentalnego prawa kobiet” i cenzurę ruchów pro-life w internecie. Wszystko to wspomaga postępy cywilizacji śmierci.

Te same argumenty od lat

Tymczasem współautorka nowej ustawy, Gaillot uzasadnia ułatwienia aborcyjne ograniczeniem dostępu do ginekologów w czasie pandemii i tym, że od 3 do 5 tys. kobiet w późnej ciąży podobno „wyjeżdża po aborcję za granicę”. To stały argument aborcjonistów, ale używanie go w przypadku hekatomby aborcyjnej we Francji brzmi już absurdalnie. Szef stowarzyszenia ginekologów prof. Israel Nisand ostrzega zresztą przed skutkami późnych aborcji dokonywanych za granicą. Z liberalnej pod tym względem Holandii, wracają często mocno okaleczone. Nisand wskazuje też różnicę w aborcji dziecka 12 i 14 tygodniowego. W tym drugim przypadku jest to już bardziej niebezpieczne dla zdrowia kobiety.

W sprawie „klauzuli sumienia”, która pozwalała lekarzom odmawiać aborcji, deputowana Gaillot stwierdza, że prawo i nauka mają służyć „interesowi ogółu”, a nie być „miarą moralności”. To też ciekawy pogląd.

Głusi na ludzi

Aborcyjni rewolucjoniści nie liczą się zresztą z opinią samych Francuzów. Ci nie widzą potrzeby zajmowania się w czasach pandemii ustawami z mocną konotacją ideologiczną. W  tej sprawie okazują się niemal konserwatystami. Przypomnijmy, że sondaż przeprowadzony tuż przed decyzją parlamentu o rozszerzeniu zabicia dziecka poczętego do 14. tygodnia, przynosi wyniki, które powinny ustawodawców zastanowić. Pomimo tego, że w ostatnich latach trwało utrwalanie w świadomości Francuzów, że zabijanie nienarodzonego dziecka jest „fundamentalnym prawem” kobiety” i banalnym zabiegiem, 51 proc. uważa, że ​​liczba aborcji wykonywanych każdego roku we Francji jest „niepokojąca”. 92 proc. Francuzów uważa, że ​​„aborcja pozostawia psychologiczne ślady, z którymi kobietom jest trudno żyć”. To wszystko pomimo tego, że we Francji praktycznie zakazano możliwości działania stowarzyszeń pro-life, aby nie „wiktymizować” kobiet. Za pikiety przed klinikami aborcyjnymi grożą wysokie kary, a próby ostrzegania kobiet przed takim czynem w internecie są cenzurowane.

Sondaż pokazuje też, że 73 proc. Francuzów uważa, że ​​„społeczeństwo powinno zrobić więcej, aby pomóc kobietom uniknąć przerywania ciąży”. Francuzi postrzegają aborcję generalnie jako zło i są znacznie bardziej konserwatywni od swoich polityków. Za utrzymaniem tzw. „okres refleksji” dla kobiet przed aborcją jest 84 proc. Francuzów. Chcieliby, aby rządowy portal przeznaczony dla kobiet szukających aborcji, nie tylko zawierał techniczne szczegóły dokonywania aborcji, ale też przedstawiał możliwość pomocy społecznej, psychologicznej i finansowej dla kobiet w ciąży. 88 proc. ankietowanych jest za badaniem przyczyn i skutków wyboru aborcji w celu znalezienia środków do jej zapobiegania.

Koronawirus krępuje opozycję

Przegłosowana ustawa to nie tylko wydłużenie czasu aborcji, ale też złożenie na barki położnych wykonywania zabiegów chirurgicznych do 10. tygodnia ciąży, co wcześniej było zarezerwowane dla ginekologów. Zwolennicy „postępu” się spieszą, chociaż nawet rząd zachowuje tu pewien dystans, ze względu na społeczne kontrowersje wobec tej ustawy. Od czego jednak pandemia. W weekend 10 i 11 października ma się w całej Francji obyć ponad 60 wydarzeń manifestacji przeciw nowej ustawie i tzw. PMA (in vitro dla par lesbijek i kobiet samotnych). 6 manifestacji zaplanowano w Ile-de-France. Skuteczność takich manifestacji zależy od frekwencji. Obecnie organizatorzy muszą zapewniać chętnych, że „zaplanowali wszystkie niezbędne środki, aby chronić zdrowie”. Z konieczności liczebność i siła oporu będą zapewne mniejsze, niż normalnie.

Rząd jak Piłat

Rząd dość sprytnie dystansuje się od tych pomysłów. Minister Solidarności i Zdrowia Olivier Veran odwołał się jeszcze do opinii Krajowej Konsultacyjnej Komisji Etyki (CCNE). Ma nadejść w listopadzie. To jednak nie sprzeciw, ale rodzaj politycznej gry, by nie utracić kolejnych grup poparcia. W rzeczywistości pro-prezydencka grupa deputowanych LREM poparła ustawę EDS. Deputowani partii prezydenckiej niemal jednomyślnie głosowali za odrzuceniem poprawek skreślających art. 1. ustawy, który dotyczy wydłużenia czasu aborcji.

Cywilizacja śmierci

Jedna aborcja przypada już na trójkę urodzonych dzieci. Jednak trzecia Francuzek swoje nienarodzone dziecko już zabiła. 232 tys. aborcji rocznie to już najwyższy poziom od trzydziestu lat. Raport parlamentu nie potrafił wyjaśnić tego zjawiska, chociaż według wszelkich statystyk Francja jest jednym z krajów, w których najczęściej stosowana jest… antykoncepcja. Jest refundowana, dostępna nawet w szkołach, prowadzi się kampanie „uświadamiające”, a liczba zabijanych dzieci nienarodzonych stale rośnie… Im więcej antykoncepcji i programów kierowanych do coraz młodszych grup, tym więcej niechcianych ciąż. Doszło więc do tego, że aborcję traktuje się coraz bardziej jako formę przedłużenia antykoncepcji.

Czy na 14. tygodniach się skończy? Deputowana LREM Cécile Muschotti, współautorka raportu parlamentu opublikowanego we wrześniu, w którym znalazł się taki postulat, przypomina, że „Światowa Organizacja Zdrowia uznała płód za zdolny do życia dopiero od 22. tygodnia”. Chce też zniesienia klauzuli sumienia, bo ta powoduje, że „aborcja nie jest takim zabiegiem medycznym jak każdy inny”. To już całkowita banalizacja zła.

Pandemia i „postęp”

PMA, czy aborcja to nie jedyne eksperymenty wprowadzane w czasie pandemii we Francji. Nie tak dawno zabrano się też za likwidację ferm futrzarskich, ograniczanie tradycji polowań, likwidację delfinariów, czy zakaz występów zwierząt w cyrkach. Zawieszane jest prawo własności, a dzicy lokatorzy bezkarnie wprowadzają się do cudzych mieszkań i zakładają tam squaty. Dochodzi do zmiany „tablic wartości” dla społeczeństwa francuskiego. Podobnie jak w Polsce, zwierzęta są coraz lepiej chronione, mówi się już o „prawach drzew”, a dzieci coraz bardziej narażone są na śmierć jeszcze w łonie matek.

Świat staje na głowie

Świat w czasach pandemii staje do góry nogami i następuje odwrócenie systemów wartości. „Ustawowo” usuwa z życia dziecka ojca (PMA), ale przedłuża urlop „ojcowski” do 28 dni. Wspiera się sztuczną prokreację par lesbijskich, ale i zabijanie nienarodzonych dzieci. Uwalnia się orkę z delfinarium, ale demoluje rodzinę. W kolejce jest jeszcze eutanazja, wspieranie coraz bardziej zwariowanych pomysłów i idei lobby LGBT, feminizmu, antyrasistowska przebudowa społeczeństwa, itd. Pandemia koronawirusa, która powinna skupić działania władzy na walce z zarazą, okazuje się okazją do eksperymentów ideologicznych. To już niemal przedsionek pełzającej rewolucji.

Bogdan Dobosz

Tags: , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=119257 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]