Elektrownie atomowe drogą donikąd

Ze Stéphane’em Lhomme’em, rzecznikiem prasowym federacji „Wyjść z atomu”, skupiającej 841 francuskich stowarzyszeń antynuklearnych, liczących ponad 260 tys. członków, rozmawia Franciszek L. Ćwik

Francja jest europejskim liderem w produkcji energii pochodzącej z elektrowni jądrowych. Jakimi metodami lobby nuklearne wpływa na polityków, by uzyskać ich wsparcie dla swoich propozycji?
– Francja jest nietypowym krajem, bo lobby nuklearne stanowi samo państwo, które inicjuje i kontroluje rozwój energii atomowej.

Jak do tego doszło?
– Rozwój atomistyki i w konsekwencji elektrowni atomowych datuje się od epoki generała de Gaulle’a, który w wyposażeniu Francji w broń jądrową widział metodę na zapewnienie jej narodowego bezpieczeństwa. Rozwój elektrowni nuklearnych to konsekwencja tej decyzji. Trzeba pamiętać, że Francja jest krajem bardzo scentralizowanym, państwo chce decydować o ważnych dziedzinach życia gospodarczego i bezpieczeństwie ludności. Energia atomowa doskonale się do tego nadaje. Dlatego kolejne rządy robią wszystko, by rozwijać programy atomowe, kontrolować je, a jednocześnie tworzyć cały system „zabezpieczeń”, angażując w to państwową policję i armię. Wszystko po to, by pokazać, jak państwo dba o „żywotne interesy ludności”. Energia atomowa we Francji stała się ideologią. Dlatego bardzo trudno jest podważać jej sens czy dyskutować o ekonomicznym rachunku. W tej sytuacji żadne racjonalne argumenty nie przemawiają. Niezależnie od nich energia nuklearna jest czymś „najlepszym, najekonomiczniejszym i pewnym”. Jest to też na rękę władzom lokalnym, bo w każdym regionie znajduje się elektrownia nuklearna, więc spełniają one ważną rolę w zarządzaniu i bezpieczeństwie. Taki sam mechanizm promowania energii atomowej może przyświecać innym krajom, które widzą w niej realizację swojej polityki energetycznej i krytykującym niezależne inicjatywy korzystania z innych źródeł energii np. geotermii.

Nicolas Sarkozy chciałby rozszerzyć francuski model energii nuklearnej na całą Unię. Czy, Pana zdaniem, uda mu się to osiągnąć?
– Nie sądzę, bo inne kraje patrzą na problem energetyczny pod kątem jego ekonomicznej opłacalności. Okazuje się, że inwestycje EDF (Électricité de France) w Finlandii, USA i Wielkiej Brytanii będą kosztować znacznie więcej niż zakładano. Dlatego potencjalni zwolennicy elektrowni atomowych powinni bardzo ostrożnie podchodzić do francuskich propozycji i do „opłacalności” inwestowania w atom.

Głównym problemem elektrowni jądrowych są ogromne ilości odpadów radioaktywnych, z którymi nie wiadomo, co zrobić…
– We Francji EDF ma poważne kłopoty ze znalezieniem kolejnych miejsc ich składowania. Lokalne samorządy odmawiają lokalizacji odpadów. Niestety, do sfer rządowych nie przemawiają argumenty największych francuskich uczonych takich jak Claude Allegre, były dyrektor Państwowego Biura Badań Geologicznych i Kopalnianych, który twierdzi, że „geologiczne podziemie jest najgorszym miejscem składowania odpadów długowiecznych, bo woda, która przepływa, penetruje wszystko i nikt nie może zagwarantować niezawodności kontenerów z odpadami przez tysiące lat”.

Dlaczego te argumenty nie przemawiają?
– Bo obowiązuje przekonanie o wszechmocy postępu i nauki, a w przyszłości ludzie mają dysponować znacznie większymi możliwościami poradzenia sobie z odpadami radioaktywnymi niż obecnie. Owa ślepa wiara w postęp sprawia, że rząd nie martwi się skutkami składowania groźnych odpadów radioaktywnych.

Koszty budowy nowego reaktora we Flamanville znacznie przekraczają pierwotne założenia, co sprawia, że wytwarzany prąd będzie kosztować tyle samo, co z elektrowni opalanych węglem czy gazem. To przemawia za postawieniem pytania o opłacalność atomu.
– Mimo wieloletniej propagandy o opłacalności elektrowni nuklearnych, ostatnie inwestycje EDF w kraju i za granicą zadają kłam tej ideologii. Dowodem na to jest praktyczne bankructwo EDF. Gdyby była to firma prywatna, musiałaby ogłosić upadłość. Okazuje się, że na atomie nie można robić interesów, jak twierdzono przez lata we Francji, a energia atomowa nie jest tańsza od prądu produkowanego przez inne elektrownie.

Jakie rozwiązanie problemu energetycznego proponuje federacja „Wyjść z atomu”?
– Uważamy, że jedynym rozsądnym wyjściem jest wykorzystanie naturalnych, niewyczerpalnych źródeł energii, takich jak: wiatr, słońce i geotermia. Sądzimy, że ludzkość nie ma innego wyboru, bo niezależnie od kosztów, korzystanie z innych źródeł energii, takich jak gaz czy uran, jest ograniczone w czasie. Trzeba, abyśmy jak najszybciej zdali sobie z tego sprawę.

Dziękuję za rozmowę.

Za: Nasz Dziennik, Czwartek, 23 lipca 2009, Nr 171 (3492) | http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20090723&typ=my&id=my12.txt

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content