- Bibula – pismo niezalezne - https://www.bibula.com -

Jak rozpętamy trzecią wojnę światową – Przemysław Piasta

Parlamentarzyści rodzimego chowu odzwyczaili nas od ponadpartyjnej współpracy. Z tym większym zaciekawieniem prześledziłem treść sejmowego druku 467 z dnia 19 czerwca br. Przedmiotem druku jest projekt uchwały „w sprawie naruszenia przez rząd Chińskiej Republiki Ludowej autonomii Hongkongu”. Wśród jego sygnatariuszy znajdujemy posłów niemal wszystkich (poza PSL) ugrupowań.

Co połączyło skrajnie lewicową feministkę Magdalenę Biejat i deklarującego się jako ideowy prawicowiec Artura Dziambora? Otóż troska o demokrację… w Hongkongu. „Obecne działania rządu w Pekinie stanowią najpoważniejsze od roku 1997 zagrożenie dla autonomii Hongkongu i budzą obawy co do przyszłości Hongkongu jako międzynarodowego otwartego miasta Chin. – czytamy w druku. – Zachowanie władz chińskich łamiące postanowienia układu chińsko-brytyjskiego poddadzą w wątpliwość wiarygodność państwa chińskiego jako partnera na arenie międzynarodowej i wzbudzą uzasadnioną nieufność co do respektowania przez nie także przyszłych potencjalnych zobowiązań. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wzywa w związku z tym do wycofania się przez władze Chińskiej Republiki Ludowej z prób naruszania autonomii Hongkongu”.

Jaki cel ma rzeczona uchwała? – jeden Bóg raczy wiedzieć. Jeśli mielibyśmy rozpatrywać to w kategoriach rozumowych, prawdopodobnie nasze Lechickie Imperium przygotowuje sobie casus belli przed oczekiwaną inwazją na Chiny. No, w wersji minimalistycznej, czeka nas kilka dziesięcioleci zimnej wojny…

Lata obserwacji nauczyły mnie jednak, że racjonalny charakter motywacji niezbyt często towarzyszy działaniom naszych polityków. Zatem wyjścia są dwa. Albo motywem do podjęcia inicjatywy było tutaj wazeliniarstwo wobec USA, albo czysta, radosna głupota. Pierwsze rozwiązanie jest mało prawdopodobne. W służalczości wobec Wielkiego Brata prym wiodą zazwyczaj politycy PiS, którzy w tej sytuacji byliby znacznie szerzej reprezentowani w gronie sygnatariuszy druku. Pozostaje więc rozwiązanie drugie.

Jakie racje każą naszym przedstawicielom wtrącać się w wewnętrzne sprawy Chińskiej Republiki Ludowej? – otóż żadne. Jakiż to interes ma Rzeczpospolita Polska w utrzymaniu bądź nieutrzymaniu ustalonego przed ponad trzema dekadami statusu Hongkongu? – żaden. Co możemy na tej fanfaronadzie zyskać? – nic. A co stracić? – całkiem sporo.

Przyznam, że zadziwia mnie konsekwencja, z którą wbrew własnym oczywistym interesom, psujemy sobie relacje z Chinami. Jak dotąd robimy to bezskutecznie, co jest jednak wyłączną zasługą stoickiej cierpliwości strony chińskiej. Kiedyś jednak owa cierpliwość ulegnie wyczerpaniu, a my po raz kolejny sami zapędzimy się w kozi róg.

Przemysław Piasta
za: FB