Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Sprawa Paetza to wrzód, którego nikt nie chce przeciąć

Aktualizacja: 2019-12-27 11:51 am

Eryk Łażewski, Fronda.pl: 16 grudnia w mediach pojawiły się informacje o nałożeniu na księży Adama Pawłowskiego i Daniela Wachowiaka dekretu, którym arcybiskup Stanisław Gądecki zakazał im działania na forum mediów społecznościowych oraz rozmów z dziennikarzami. Późniejsze próby kontaktu z wymienionymi księżmi, na przykład z księdzem Wachowiakiem, potwierdziły treść dekretu: ksiądz Wachowiak nie chciał, inaczej niż wcześniej, rozmawiać z dziennikarzami. Opinii publicznej nie jest znany oficjalny powód wspomnianych zakazów. Jak ksiądz skomentowałby całą tą dziwną sprawę?

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, historyk Kościoła, Prezes Fundacji imienia Brata Alberta: Jest to bardzo przykra sprawa. Z kilku powodów.

Po pierwsze: tego typu problemów nie da się rozwiązać przez zakazy czy wydawanie dekretów. W obecnych czasach, obecność księży na portalach społecznościowych, w mediach, także w Internecie – w szerokim tego słowa znaczeniu, jest bardzo ważna. Sam czytam często wypowiedzi księdza Daniela Wachowiaka i uważam, że on bardzo dobrze spełnia swoją posługę: informuje ludzi o wielu ciekawych sprawach, zabiera głos w wielu sprawach. I to jest bardzo ważne. To samo dotyczy innych księży, z bardzo wielu środowisk. Dlatego też uważam, że takie blokowanie jest bardzo złe dla działalności duszpasterskiej.

Po drugie: oczywiście czytałem dekret arcybiskupa Gądeckiego I wprawdzie, tam ani razu nie pada nazwisko arcybiskupa Paetza, ale zakazy zostały wydane tym księżom, którzy podpisali list do metropolity poznańskiego o to, żeby zmarły hierarcha nie był pochowany w katedrze. Nawiasem mówiąc, ten zakaz dostali także inni księża. Więc to już jest większa grupa, nie tylko dwóch kapłanów. I nie ma cienia wątpliwości, że ten zakaz jest bezpośrednio związany ze wspomnianym listem. Co więcej inni księża, którzy także są obecni na portalach społecznościowych, a wspomnianego listu nie podpisali, mogą dalej swobodnie w mediach funkcjonować.

Trzecia sprawa: bardzo mi się nie podobały te zarzuty, które postawiono księdzu Danielowi Wachowiakowi. Dlatego, że to były sprawy sprzed roku. On wtedy – w liceum, w którym był katechetą – zajął bardzo jasne stanowisko w sprawie „Tęczowego Piątku”: to jest pewna forma prowokacji, jeżeli chodzi o promocję ideologii LGBT. I on bardzo wyraźnie, po kapłańsku, powiedział co o tym myśli. Skutek był taki (śmiech), że został przez władze kościelne odwołany z funkcji katechety i przeniesiony z Poznania do bardzo odległej parafii w Piłce. To też znak zapytania, dlaczego arcybiskup Gądecki – zamiast wspierać księży w tej sprawie – pod presją wielu środowisk dokonuje działań ich usuwania. Niby to był awans, że ksiądz Wachowiak z wikarego został proboszczem. Ale to był tak zwany „kop w górę”, żeby się go pozbyć z Poznania.

I ostatnia taka moja refleksja, że wspomniana sprawa arcybiskupa Paetza to jest ogromny wrzód, którego nikt do tej pory – od dwudziestu lat – nie chce przeciąć. Nie zrobił tego arcybiskup Stanisław Gądecki, chociaż przez siedemnaście ostatnich lat był bezpośrednim następcą arcybiskupa Paetza. Nie wyjaśnił jednak tej sprawy. Jedynie w tym roku, w maju, na spotkaniu z księżmi w Poznaniu, na pytanie księdza Marcina Węcławskiego: „Czy arcybiskup Paetz był winny?”, odpowiedział, że był winny. Ale powiedział to dopiero po siedemnastu latach. Nie zrobił tego oczywiście prymas Polski – obecny i poprzedni. Także obaj poprzedni prymasi. Ani Konferencja Episkopatu, ani Nuncjatura Papieska. I myślę, że takie dalsze udawanie, że sprawa nie istnieje, że po śmierci arcybiskupa Paetza sprawa umarła „śmiercią naturalną”, jest oczywiście fałszywe, bo sprawa będzie bez przerwy, przy różnych okazjach, wznawiana.

Jeszcze jedną rzecz dodam, że ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, zakaz wydany księżom poznańskim, poparł ksiądz Wojciech Lemański – związany bardzo ściśle ze środowiskami lewicowymi i z „Gazetą Wyborczą” – który sam swego czasu taki zakaz otrzymał. I wtedy właśnie „Gazeta Wyborcza” była po jego stronie: pisała, że jest kneblowany i tak dalej. A teraz, zmienił całkowicie „front” i wspiera kneblowanie innych księży. To też jest bardzo złe świadectwo. Pokazuje, że poglądy księdza Lemańskiego są -mówiąc delikatnie – „obrotowe”. I że on też stoi po stronie tych, którzy nie chcą prawdy o sprawie arcybiskupa Paetza.

Myślę zresztą, że ogólnie w Kościele jest przekonanie, że obowiązuje „zasada BMW: bierny, mierny, ale wierny”. Tacy księża więc, którzy nie są aktywni; którzy w ogóle nie mają swojego zdania, są uznawani przez władzę kościelną za „dobrych księży”. A tak, jak wspomniani księża z Poznania, są traktowani ci, którzy mają swoje zdanie, wychodzą naprzeciw potrzebom duszpasterskim, organizują różne akcje dla dobra Kościoła. I myślę, że ta sprawa na pewno się nie uspokoi. Ona będzie dalej komentowana. Nie daj Boże, gdyby okazało się, że kolejni księża będą obkładani zakazem milczenia.

Ksiądz czytał dekret. Mam więc pytanie: czy ten dekret obejmuje pewną grupę księży?

Dekret de facto, z tego co wiem, został wydany czterem księżom poznańskim. To znaczy, obok tych dwóch, których pan wymienił, jest jeszcze ksiądz Marcin Węcławski, który angażował się dwadzieścia lat temu w przesłanie listów do nuncjatury papieskiej, do papieża Jana Pawła II, w sprawie Paetza. Największy paradoks polega na tym, że Marcin Węcławski nie ma żadnych profili (śmiech) społecznościowych. Ale zakazano mu kontaktów z mediami. I jest czwarty ksiądz, którego nazwiska nie chcę wymieniać, młody wikary, który także się wypowiadał w tych sprawach. Kuria poznańska również jemu zabroniła kontaktów i dalszej działalności w Internecie. Więc to dotyczy już czterech księży. Może są jeszcze inni, o których nie wiem. Natomiast owa akcja pacyfikacyjna jest zaprzeczeniem tego, co powiedział arcybiskup Stanisław Gądecki po pogrzebie, że wyjaśnienie tych spraw, czyli sprawy Paetza, będzie oczyszczeniem Kościoła. Stało się dokładnie odwrotnie.

Jest jeszcze jeden bardzo ważny element w tej sprawie: arcybiskup Gądecki to nie tylko metropolita poznański, ale też Przewodniczący Episkopatu. Już drugą kadencję! A więc można przypuszczać, że to jest stanowisko nie tylko jego jako metropolity, ale też jako Przewodniczącego Episkopatu, co jest raczej zapowiedzią dalszych konfliktów, niż tego, żeby spokojnie trudne sprawy Kościoła wyjaśniać.

Mówił ksiądz o sprawie Paetza. Tymczasem, w nawiązaniu do niej, rzecznik poznańskiej Kurii, ksiądz Maciej Szczepaniak wydał dla Katolickiej Agencji Informacyjnej następujące oświadczenie: „Nie wypowiadamy się na temat spraw personalnych księży i doniesień medialnych na ich temat. Kuria nie upomina i nie będzie upominać nikogo za wypowiedzi na temat arcybiskupa Paetza, a tym bardziej za składanie podpisów pod listem w sprawie jego pochówku”. Jeżeli zatem wspomniany dekret to nie kara za wypowiedzi o arcybiskupie Paetzu i podpisywanie się w sprawie sposobu jego pogrzebu, to w takim razie o co tu w ogóle chodzi? Za co księża Wachowiak, Pawłowski i pozostali, nie mogą się udzielać medialnie?

Z przykrością muszę stwierdzić, że cytowana wypowiedź rzecznika zaprzecza temu, co jest w dekrecie. Bo w dekrecie jest wyraźnie napisane, że biskup poznański udziela „braterskiego upomnienia” księdzu Danielowi Wachowiakowi. Oczywiście, ja już nie chcę dyskutować o tym, co to znaczy „braterskie upomnienie”. Bo jeżeli nie rozmawia się z kimś, tylko blokuje się go dekretami, to trudno mówić o jakimś braterstwie.

W tym dokumencie jest wyraźny zakaz kontaktu z mediami. Ksiądz Wachowiak ma totalny zakaz i nie może komentować niczego: czy sprawy Paetza, czy innych rzeczy dotyczących: Kościoła poznańskiego, lub w ogóle Kościoła w Polsce. Może jedynie wypowiadać się na temat życia swojej parafii w Piłce,

Ale ta pokrętność rzecznika jest – moim zdaniem – jeszcze gorsza, niż sam dekret. Bo to pokazuje, że strona kościelna jakby sama sobie „strzela w stopę”. Ja napisałem na jednym z portali, że to jest ruch samobójczy arcybiskupa Gądeckiego, który – wydaje się – nie rozumie w ogóle sytuacji, w jakiej jest Kościół w Polsce. A także roli mediów. To nie jest tak, że za wszystko są winne media. Kościół sam popełnia takie błędy, które są publicznymi błędami. I to, że właśnie przez siedemnaście lat arcybiskup Gądecki nie miał cywilnej odwagi powiedzieć prawdy, to jest jego błąd. Nie może za to winić dziennikarzy, czy księży, którzy są aktywni w Internecie. Szkoda więc, że są takie pokrętne wypowiedzi, jak ta księdza Szczepaniaka.

Przypomina mi to sytuację z Krakowa, kiedy nie tak dawno temu zastępca Przewodniczącego Episkopatu, a zarazem Metropolita Krakowski, arcybiskup Jędraszewski, sam sobie zaprzeczał, wydając trzy kolejne komunikaty w sprawie zwolnienia trzech pracownic z Kurii. Jeżeli zatem, ktoś wydaje takie komunikaty i nie potrafi powiedzieć, że „dwa plus dwa jest cztery”, a dziennikarze wyłapują później przeróżne nieprawdziwe sformułowania, to trzeba mieć pretensje do samego siebie. I myślę, że obaj arcybiskupi wyraźnie nie chcą czytelnego opowiedzenia tego, o co w ogóle chodzi w tej, czy innej sprawie. Niestety, stwarzają takie wrażenie, że po pierwsze Kościół chce coś ukryć. A po drugie, że ich rzecznicy prasowi, czy inne osoby, ciągle próbują być nieszczerymi, mieszać w tych sprawach, a nie mówią wyraźnie. W Ewangelii jest jasno powiedziane: „Niech mowa wasza będzie: Tak, tak; nie, nie. A co jest nadto, pochodzi od Złego”. Trzeba umieć jasno stanąć w prawdzie. Nawet jeżeli jest to bardzo trudna prawda, należy powiedzieć, że „popełniono błąd. Stało się źle. Trzeba to naprawić”. A nie być nieszczerym, mieszać, bo wtedy wrażenie jest bardzo negatywne. Mówię o byciu nieszczerym, czyli o powiedzeniu części prawdy, następnie zmienieniu tego, a później znów dodaniu czegoś. Trzeba wyraźnie powiedzieć, jak sytuacja wygląda.

To w takim razie: czy w dekrecie jest napisane, za co jest „braterskie upomnienie” arcybiskupa Gądeckiego?

Zarzuty są stawiane z poprzednich lat. To nie jest sprawa obecna: nie dotyczy tego roku. Pytanie więc, jak nagle, po roku, ktoś wydaje dekret, który dotyczy „Tęczowego Piątku”? Co więcej, podpisał go biskup pomocniczy, ale w imieniu arcybiskupa. Stawiane są zarzuty, że są skargi ludzi świeckich, księży i kleryków. No dobrze: ale jakich? Ani słowa: kto się skarży i na co się skarży. Oskarżono tutaj księdza Wachowiaka, nie wyjaśniając, o co tak na dobrą sprawę chodzi. Co to znaczy sformułowanie „klerycy się skarżą”? To znaczy: piszą do rektora, piszą do arcybiskupa? Jeżeli się skarżą, to niech powiedzą, na co się skarżą. Przecież to jest taki „wytrych”. A może właśnie ksiądz Wachowiak ma rację w sprawach i LGBT, i w wielu innych. Ale pewnym ludziom to się nie podoba. Pytanie więc: gdzie jest prawda? Powinno być jasne powiedzenie o co chodzi. Jeżeli bowiem arcybiskup Gądecki użył sformułowania „braterskie upomnienie”, to braterstwo polega na tym, że się z zainteresowanym rozmawia, wyjaśnia się wszystko i sprawdza się również to, czy zarzuty są prawdziwe, czy nie. Bo co znaczy takie powiedzenie „klerycy się skarżą”? Na miejscu kleryków poznańskich, bym się obraził. To znaczy: wszyscy klerycy nie mają nic innego, tylko piszą skargi do proboszcza? Nie może być takich rzeczy, bo one tworzą wrażenie, że to jest jakaś oszczercza akcja przeciwko wymienionym księżom. Moim zdaniem: sprawa „jest szyta grubymi nićmi”.

Jest to próba odegrania się na tych księżach, którzy mieli odwagę, a teraz „się szuka dziury w całym”. Co ciekawe, ksiądz Wachowiak ma również zakaz komentowania tego dekretu. Nie może więc nawet wypowiedzieć się na jego temat. To już jest kompletne „curiosum”!

Pamiętam sytuację – niech to będzie może takie podsumowanie – jaka była trzynaście lat temu w archidiecezji krakowskiej, kiedy wybuchł problem z ujawnianiem akt dawnej Służby Bezpieczeństwa. Ja byłem za jawnością, za autolustracją; za tym, żeby Kościół dokonał sam lustracji, a nie czekał na dziennikarzy świeckich. I wtedy co robił kardynał Dziwisz? Raz się zgadzał, później się wycofywał. Później znowu się zgadzał, i znowu się wycofywał. Sam sobie zaprzeczał. W końcu mnie zakneblował i straszył suspensą. Książka jednak się ukazała. Zawierała fakty. I nikt jej nie zaskarżył: ani w sądzie kościelnym, ani w sądzie cywilnym. A straszono mnie też sądami: że będę ukarany i tak dalej, i tak dalej. Te wszystkie błędy popełnione – co mówię z wielką przykrością – przez kardynała Dziwisza, po kilkunastu latach powtarzają obaj metropolici: obecny metropolita krakowski arcybiskup Jędraszewski, oraz obecny metropolita poznański, następca Paetza w Poznaniu. Nie wyciągają wniosków z poprzednich sytuacji. Uważam, że to są „strzały” właśnie samobójcze. Można to było wszystko rozwiązywać inaczej.

A czy takie dziwne oskarżenia o wydarzenia z przeszłości dotykają nie tylko księdza Wachowiaka, lecz także trzech pozostałych księży?

Ja nie znam dekretów tamtych trzech księży. Znam jeden dekret. Po prostu mogłem go przeczytać. Ale co jest w innych dekretach? Wszędzie mniej więcej to samo: nakaz milczenia.

I nie ma żadnego jasnego uzasadnienia, o co w ogóle chodzi. Poza tym, myślę, że przed wydaniem dekretu powinna być rozmowa. Byłoby to zgodne z Prawem Kanonicznym. Najpierw trzeba rozmawiać, wyjaśnić, dać możliwość stronie (osobie, grupie) możliwość wypowiedzenia się, i dopiero wydawać dekret. A tu się stało odwrotnie: najpierw został podpisany dekret, a później wręczano go osobom zainteresowanym. Na dobrą sprawę, stawiając ich przed faktem dokonanym. To co to jest za rozmowa braterska, jeżeli ktoś przyjeżdża do kurii i już dekret jest gotowy? To o jakim braterstwie tu mówimy i o jakiej rozmowie? Nawet w sądzie każdy przestępca ma prawo wypowiedzieć się w swoich sprawach. Zwłaszcza, że według mnie postawa księdza Daniela Wachowiaka nie jest przeciwko Kościołowi. Jeżeli on wtedy, rok temu, jasno zadeklarował się przeciwko „Tęczowemu Piątkowi”, to odwrotnie: powinno się go wspierać, a nie po roku mówić mu, że jest osobą konfliktową. Bo on działał w słusznej sprawie.

Kolejna rzecz: pojawiła się opinia, ze podobne dekrety mają spaść też na księży w innych diecezjach. I czy tak przypadkiem nie działa „homolobby”, które broni „Tęczowego Piątku”?

Nie wiem. Uważam, że to są dwie rzeczy. Nieoficjalnie słyszałem, że to jest wspólna decyzja kilku biskupów. Sam fakt, że wspomniany dekret wydał Przewodniczący Episkopatu, oznacza, że musiał mieć wsparcie innych księży biskupów. Nie umiem w tej chwili odpowiedzieć na pytanie: czy to dotyczy tylko i wyłącznie archidiecezji poznańskiej, czy też innych diecezji?

Natomiast, homolobby na pewno działa. Ono bardzo mocno daje znać o sobie. Widać wyraźnie, że nie tylko sprawa arcybiskupa Paetza, ale i sprawa arcybiskupa Józefa Wesołowskiego, to są rzeczy, które nadal są tuszowane. Oczywiście chodzi o działania zakulisowe. W efekcie, nie ma jasnego stanowiska w tych sprawach. Mimo wszystko myślę, że trzeba bardzo uważnie obserwować, co będzie się dalej z nimi działo.

Kończąc: czy ksiądz nie obawia się, że niego też może coś spaść?

A nie! Ja (śmiech) nie chcę się w swojej sprawie wypowiadać. Dwa razy byłem kneblowany, poddawany innej presji (śmiech), ale jestem już za długo księdzem, żebym się w tej chwili tym przejmował. Zobaczymy!

Tags: , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=111337 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]