Dajemy się Niemcom wykorzystywać jak dzieci – wywiad z dr. Mieczysławem Rybą

Likwidacja Hitlera wcale nie oznaczała tego, że Niemcy nie popełnialiby zbrodni. Nie przekreślała wcale tego wszystkiego, co oni złego zrobili

Z dr. hab. Mieczysławem Rybą, członkiem Kolegium IPN, historykiem z KUL, rozmawia Zenon Baranowski

W Sztynorcie na Mazurach uczczono wczoraj hrabiego Heinricha von Lehndorffa, jednego z uczestników zamachu na Hitlera. I to przy udziale polskich dyplomatów i samorządowców. Uważa Pan, że zasadnie?
– Musimy tutaj przypomnieć, że jeśli chodzi o akcje niemieckie podczas II wojny światowej, to były to tradycyjne działania imperialistyczne w pewnym stopniu porównywalne do tych z I wojny światowej. A druga rzecz, która była dodatkiem do tego tradycyjnego działania, to ideologia narodowego socjalizmu, na podstawie której organizowano obozy koncentracyjne, mordowano niewinnych ludzi. Tutaj się próbuje wyróżnić, że ten zamach na Hitlera zorganizowali ludzie mu przeciwni. To i tak nie jest do końca prawdą. Ale nawet gdybyśmy założyli, że oni nie popierali zbrodni ludobójstwa i nie wzięli bezpośredniego udziału w walkach, to bezwzględnie wpisywali się w kontekst tej imperialnej polityki niemieckiej, wielkich podbojów, które z definicji były antypolskie. I w tym sensie czczenie takich osób przez polskie instytucje automatycznie sugeruje relatywizowanie nie tyle zbrodni hitlerowskich, co imperialnej polityki niemieckiej na Wschodzie.

Jednym słowem, składamy kwiaty pod pomnikiem osoby wrogiej Polsce…
– Tak. Ona wpisywała się w imperialną politykę niemiecką i antypolską. W tym sensie jest to z punktu widzenia niemieckiego próba relatywizowania tamtych czasów, tzn. wyróżnianie Niemców dobrych i złych, a największym dobrem miałoby być jakoby zlikwidowanie Hitlera. Pamiętajmy, że likwidacja Hitlera wcale nie oznaczała tego, że Niemcy nie popełnialiby zbrodni. Nie przekreślała wcale tego wszystkiego, co oni złego zrobili. Natomiast w historiografii niemieckiej i w niemieckiej polityce historycznej chodzi o to, żeby pokazać, że sam Hitler i jego otoczenie to byli ci źli, nie tylko dla krajów podbitych, ale przede wszystkim dla Niemców, że Niemcy byli ofiarami Hitlera. A dowodem na to ma być fakt, iż część Niemców, typu Stauffenberg i inni, przygotowało zamach na niego, w z związku z czym wypędzenia itd. to były kolejne krzywdy, które dotknęły Niemców.
Takimi działaniami jak w Sztynorcie wpisujemy się w kontekst nowej polityki historycznej Niemiec, w wielu wypadkach nie mając tej świadomości…

A to nie leży w naszym interesie.
– Bezwzględnie tak. Dajemy się nieraz wykorzystywać jak dzieci. Ten temat jest o wiele szerszy. Pewnie będzie wydobywana większa liczba takich osób jak von Lehndorff. I to wszystko będzie ostatecznym dowodem na to, że byli dobrzy i źli Niemcy, dobrzy i źli żołnierze w czasie wojny. I Polacy to potwierdzają. Proszę zobaczyć: będą padały argumenty – tutaj uczestniczyły władze, tam uczestniczyli historycy, gdzie indziej grupa stowarzyszeń. W związku z tym będzie to potwierdzać tę tezę jako obowiązującą. I to jest skrajnie niekorzystne dla nas. Jeszcze raz powtórzę – dwa aspekty należy ocenić skrajnie negatywnie, ideologię narodowo-socjalistyczną i mordy na niewinnych ludziach, ale również imperialną politykę podbojów na Wschodzie i na Zachodzie dokonywanych przez Niemcy, która to polityka prowokowała wojny, ogromne zniszczenia i doprowadzała do likwidacji państw, takich jak państwo polskie.

Dziękuję za rozmowę.

Za: Nasz Dziennik | http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20090623&id=po02.txt | Dajemy się Niemcom wykorzystywać jak dzieci

Skip to content