Zaproście jeszcze Gudrun Himmler

Aktualizacja: 2017-03-29 10:41 pm

,,Milczenie jest zgodą na triumf zła’’

,,Nim jednak do tego doszło całym swoim sercem i z całej duszy niewolniczej służyli bolszewikom w aspekcie anty-lechickim – przede wszystkim ochotnie zestawiali listy Polaków, którzy w pierwszej kolejności mieli być wywiezieni na Sybir; oni też tych Polaków, zerwanych ze snu pośród nocy, w grudniowym zmroku 1939 roku, konwojowali do najbliższej stacji kolejowej, ładowali do bydlęcych wagonów i z dzikim rechotem dawali im „krzyż na drogę”.

Dzisiaj ukraińscy nacjonaliści stanowczo temu zaprzeczają, oni zawsze „walczyli” z bolszewikami – podkreślają stanowczo – i to jest pierwszy bluff ukraińskich ekstremistów przedkładany światu w środku XX stulecia. Robią też „wielkie oczy” na zarzut, że także oni mają swój haniebny udział w katyńskiej zbrodni.

Na licznych wiecach i mitingach organizowanych przez nacjonalistów (którzy udawali komunistów) na rozkaz władz bolszewickich, były i takie, na których publicznie zestawiano listy Polaków przeznaczonych do wywózki z Hałyczyny jako „ochwiścia” (chwasty) zupełnie niepotrzebne na „ukraińskiej” ziemi – i to też był bluff. Albowiem ziemia ta od zarania historii była polską i aż do wypędzenia z niej Polaków przez NKWD na wschód a przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na zachód, mieściła więcej Polaków, niż Rusinów-Ukraińców’’.

Prof. dr. hab. Edward Prus

 

Od jakiegoś czasu obserwujemy nieprawdopodobnie niepokojące zjawisko. Otóż, na rocznice upamiętniające polskie święta narodowe, dni pamięci polskiego męczeństwa, zapraszani są ludzie, którzy z polskością mają raczej niewiele wspólnego. Jeśli przyjrzymy się ich prawdziwym życiorysom, pisanym w oparciu o fakty historyczne, okazują się być ludźmi spokrewnionymi z oprawcami i mordercami Polaków. Nie tylko nie wyrzekli się zbrodniczych czynów swoich ojców i dziadów, ale otwarcie deklarują zgodę na te odrażające czyny, uważając je za słuszne i tożsame z ich aktualnymi poglądami. Komunikują, bez cienia zażenowania, zadowolenie i satysfakcję z ,,osiągnięć’’ przodków. Często prowadzą propagandowy dyskurs, który fałszuje rzeczywistość historyczną oraz publicznie negują lub poddają w wątpliwość stosowanie bestialskich metod zagłady narodu polskiego. Jednocześnie, bezczelnie korzystają ze wszystkich przywilejów, jakie daje im państwo polskie. Jakże niemoralne wydaje się używanie w tych celach pieniędzy polskiego podatnika.

Ostatnio np. na wsparcie antypolskiej, neobanderowskiej gadzinówki ,,Nasze Słowo” (odpowiednik dwóch największych, sztandarowych brukowców wydawanych w III Rzeszy, czyli Völkischer Beobachter i Der Stürmer ) łącznie kwotą 1,6 miliona złotych na Związek Ukraińców w Polsce, czyli ekspozyturę Prowydu OUN na Polskę.

Rząd PiS przeznaczy właśnie taki prezent, jeden z wielu, dla tej właśnie gazety, w nagrodę za to, że ta na swoich łamach nazwała marszałka Piłsudskiego międzynarodowym terrorystą, a żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego, ustami swego szefa Petro Tymy określa mianem bandytów i zbrodniarzy, których pamięci nie należy czcić, ale należy ją całkowicie wymazać. To, że w tej gadzinówce bezczelnie negowane jest banderowskie ludobójstwo na Polakach, to już norma dnia codziennego.

Tak więc Ukraiński tygodnik „Nasze Słowo”, na łamach którego publikowane są artykuły zawierające antypolską propagandę i opluwające polskich bohaterów narodowych oraz bestialsko pomordowane polskie ofiary ukraińskiego szowinizmu, otrzyma jeszcze za to wszystko nagrodę, w postaci dotacji z budżetu państwa polskiego, a dokładnie z kieszeni polskiego podatnika, wobec którego nawet nie stara się ukrywać swojej zoologicznej nienawiści, w wysokości prawie pół miliona złotych…  Łącznie w 2017 rok rząd PiS dofinansuje działalność antypolskich, organizacji ukraińskich w Polsce kwotą ponad 1,6 mln zł. Najwięcej z tej sumy otrzyma właśnie nie kryjący swej antypolskości Związek Ukraińców w Polsce.

Mówi o tym oficjalna informacja, opublikowana na stronach internetowych MSWiA, Związek Ukraińców w Polsce, kierowany przez negacjonistę wołyńskiego Petro Tymę, otrzyma 420 tys. złotych na wydawanie swojego tygodnika „Nasze Słowo” w latach 2017-2019. Dofinansowanie w analogicznej wysokości pismo Ukraińców w Polsce otrzymało w ubiegłym roku, przy czym wówczas dotyczyło ono 2016 roku. Ponadto, ZUwP otrzyma także 9 tys. złotych na wydanie w 2018 roku rocznika „Almanach Ukraiński”.

Gdy dodamy do tego dotacje setek samorządów lokalnych w całym kraju na różnego rodzaju festiwale kultury ukraińskiej, wystawy, zjazdy, wsparcie dla szkół podstawowych i liceów ukraińskich w Polsce, to suma pieniędzy przekazywanych z kieszeni polskiego podatnika na te cele ukraińskiej mniejszości w Polsce zamknie się kwotą ponad 20 milionów złotych, a kto wie czy nie większej.

Zupełnie groteskową jest reakcja ministerstwa spraw wewnętrznych, finansującego antypolską gadzinówkę ukraińskich szowinistów w Polsce, którzy nie tylko nie ukrywają swojej otwartej wrogości i nienawiści wobec Państwa i Narodu Polskiego, ale na swoich łamach taką właśnie antypolską działalność prowadzą od ponad ćwierć wieku istnienia III RP. MSWiA w odpowiedzi na interpelację posłów Kukiz’15, Tomasza Rzymkowskiego, Bartosza Józwiaka oraz Wojciecha Bakuna w sprawie szerzenia historycznego fałszu i antypolskiej propagandy na przykładzie tygodnika „Nasze Słowo”, podsekretarz stanu w MSWiA Sebastian Chwałek w imieniu ministra Mariusza Błaszczaka stwierdził, że… nie ma ono wpływu na treści publikowane na łamach tygodnika mniejszości ukraińskiej „Nasze Słowo”, gdyż takie działanie mogłoby zostać odebrane jako naruszenie swobody wyrażania poglądów.

Pan podsekretarz stanu MSWiA jak widać na powyższym przykładzie zupełnie nie rozróżnia wolności słowa od działalności antypolskiej, uprawianej przez redakcję tego ukraińskiego tygodnika. Czy ktoś wyobraża sobie, żeby jakiekolwiek, mieniące się poważnym, państwo nie tylko tolerowało na swoim terytorium antypaństwową i antynarodową działalność jakiejkolwiek mniejszości i dalej finansowało w takim przypadku jej działalność ze swego budżetu ? Absolutnie nie ! W Polsce czasów panowania III RP to zupełna norma. Taka oficjalna reakcja MSWiA na kolejne już zgłoszenie, antypolskiej działalności oficjalnego dziennika mniejszości ukraińskiej, świadczy jednoznacznie, że obecna Polska i jej władze, to wyłącznie przedstawiciele kolonialnego bantustanu, ale w żadnym razie suwerennego państwa zobowiązanego do stania na straży interesów własnego Państwa i Narodu oraz neutralizowania w zarodku wszelkich, najmniejszych nawet przejawów działalności antypolskiej.

Należy w tym miejscu nadmienić, iż podobnych praw i przywilejów Polacy zamieszkujący kraje ościenne, są całkowicie pozbawieni. Prawo międzynarodowe, w tym traktaty unijne zobowiązują sąsiadujące z nami państwa do przestrzegania zasady symetryczności i wzajemności w kwestiach dotyczących praw mniejszości narodowych. Zasady te nie obejmują jedynie Polaków. Czyż nie jest to znamienne?

To samo prawo, dobry obyczaj, czy honor i godność narodów wreszcie, nie pozwalają, by w oficjalnych uroczystościach państwowych, mogli uczestniczyć ludzie nie kryjący wrogości do danego państwa. Rzeczą niedopuszczalną jest udział w nich potomków ludobójców.

Trudno nawet wyobrazić sobie, by w Armenii, takie uroczystości ,,uświetniali’’ swoją obecnością, czy zabierali głos, przedstawiciele mniejszości tureckiej, negującej do dziś ludobójstwo Ormian dokonane przez ich rodaków w 1915 r. A w Izraelu, podczas obchodów Dnia Pamięci Ofiar Holokaustu czy w Europie podczas obchodów kolejnych rocznic wyzwolenia niemieckich obozów zagłady, by uczestniczyły w nich osoby znane z jawnej nienawiści do tych ofiar i negujące ofiarę ich męczeństwa.

Heinrich Himmler z córką Gudrun

Czy byłyby moralnie uzasadnione obecność i wystąpienie córki Reichsführera-SS Heinricha Himmlera, Gudrun Himmler – Burwitz, skoro pielęgnuje ona do dziś wszelkimi metodami pamięć o swoim ojcu, jednym z największych zbrodniarzy jakich znała historia ludzkości? Określa czyny swego ojca jako chwalebne, godne naśladowania i powielania przez przyszłe pokolenia Niemców. Jest jednocześnie szefową organizacji Stille Hilfee (Cicha Pomoc) niosącej pomoc i wsparcie byłym nazistowskim funkcjonariuszom III Rzeszy takim m. in. jak Anton Wallot, Klaus Barbie, Erich Priebke i wielu innym oraz będącą protektorką organizacji byłych esesmanów ODESSA.

Heinrich Himmler z córką Gudrun. Po lewej stronie Gudrun Himmler w czasie obecnym

Nasz kraj, dotknięty przez dwa największe totalitarne reżimy pierwszej połowy dwudziestego wieku – III Rzeszę Niemiecką i Związek Sowiecki, wspierane przez litewskich i ukraińskich szowinistów, poniósł niewiarygodną wręcz ofiarę – prawie 11 milionów istnień ludzkich. Niemcy wymordowali 8 mln Polaków, Sowieci 2 mln, Ukraińcy 500 tysięcy, a szaulisi litewscy ok. 100 tysięcy. Czyż wobec tych zastraszających danych liczbowych, nie powinniśmy jako naród kierować się imperatywem moralnym, jakim jest duma narodowa? Wszak to kategoria wspólna dla CAŁEGO narodu, która służy budowaniu więzi grupowych i sprzyja wzmacnianiu zbiorowej tożsamości, jak przekonują aktualnie rządzący. Tylko czy oni sami nie wypaczają głoszonych przez siebie haseł? Definiują cechy patrioty jako umiłowanie ojczyzny i narodu. Zapominają o szacunku dla przodków, zwłaszcza tych, którzy ponieśli największą ofiarę – ofiarę życia. Jakże to, bowiem, jest możliwe, że na wielu uroczystościach, upamiętniających nasze narodowe tragedie, obecni są u nas w Elblągu potomkowie i kontynuatorzy idei ludobójców spod znaku OUN – UPA. Nie tylko nie potępili oni i nie wyrzekli się poglądów i zbrodniczych czynów swoich ojców, podobnie jak Gudrun Himmler – Burwitz, przeciwnie, ich zbrodnicze czyny uznają za słuszne, chwalebne i całkowicie uzasadnione. Z czynów tych, dokonanych przez ich rodziców są dumni! Co więcej, negują przy tym jawnie, bez zażenowania, w sposób wręcz butny i arogancki, bestialskie zbrodnie popełnione przez ich rodaków i bliskich na Polakach.

A jeśli już zostaną w jakiś sposób ,,przyparci do muru’’, to z tym samym nieskrępowanym tupetem i bezczelnością stwierdzają, że takie postępowanie względem Polaków, było w pełni uzasadnione, gdyż wymagała stosowania tego rodzaju zbrodniczych metod… idea walki o niepodległą Ukrainę!

Przypomnijmy, że ta swoiście pojmowana przez Ukraińców idea walki o rzekomą niepodległość, w następstwie, której wybuchło piekło na ziemi, stosowana była tylko wobec Polaków w celu zniszczenia ich jako grupy narodowej. Realizując tę ideę Ukraińcy stosowali wyrafinowane metody wyrzynania w pień bezbronnej ludności polskiej od niemowlęcia w kołysce po starca nad grobem. A przecież walka to działania taktyczne, rozumiane jako skupione w czasie i przestrzeni starcie militarne wrogich wojsk. Tego typu zmagania przerastały wyobraźnię Ukraińców, ich zdolności i odwagę. Poświecenie dla prawdziwej i dobrze pojmowanej idei wolności czy niepodległości i samostanowienia bez wyrządzania innym krzywd i popełniania wobec nich czynów zbrodniczych, jest obce ich systemowi wartości. Przekracza ich zdolności pojmowania, że takie cele można osiągnąć zupełnie innymi metodami, bez odwoływania się do czynów haniebnych i zbrodni.

Jak więc tłumaczyć zachowanie ludzi, którym powierzono władzę w naszym kraju? Dlaczego zapraszają do wygłaszania przemówień potomków zbrodniarzy? W czyim imieniu to robią? Zgodnie z ich własną retoryką, taką postawę nazywamy dyshonorem czy wręcz hańbą, zdradą. Mówiąc prościej, to siarczysty policzek wymierzony Polakom, ich pamięci narodowej, a przede wszystkim polskim ofiarom ukraińskiego ludobójstwa.

Czymś niepojętym jest dla nas, obecność i uczestnictwo niemal we wszystkich organizowanych w naszym mieście uroczystościach patriotycznych i państwowych, Mirona Sycza będącego synem Ołeksandra Sycza.

Sycz Oleksandr (ur. w 1914, w. Laszki Jarosławskiego pow., teraz Polska) – strzelec sotni “M-4” w oddziale specjalnym zabójców. Członek OUN od 1938 r. Od jesieni 1944 r. – w szeregach UPA, na początku jako członek podziemnej siatki OUN-UPA, a od jesieni 1945 r. – w kureniu “Mesnyky”. Ten oddział UPA miał na swoim koncie wiele zbrodni popełnionych na ludności polskiej na Rzeszowszczyźnie, i był odpowiedzialny za eksterminację polskich wsi w okręgach lwowskim, złoczowskim, sokalskim, rawskim, chełmskim. Jedną z nich – będącą zarazem największą zbrodnią popełnioną przez UPA w granicach Polski po 1945 roku – była zbrodnia w Wiązownicy w powiecie jarosławskim, w której to miejscowości Ołeksander Sycz i jego kompani z kurenia Mesynki bestialsko wymordowali 131 naszych rodaków.

Schwytany przez żołnierzy Wojska Polskiego wiosną 1947 r. oraz zasądzony na karę śmierci. Wyrok zmieniono na 15 lat więzienia. Karę więzienia odbywał w Goleniowie. Zwolniony w listopadzie 1953 r.

Miron Sycz zwierzył się Tygodnikowi Powszechnemu, że jest DUMNY ze swojego ojca I JEGO DOKONAŃ!!! Twierdził też, że ,,nie był  wychowywany, delikatnie mówiąc w miłości do Polaków. Tak w nienawiści.”

W lipcu 2013 r., w rozmowie z redaktorem Onetu, Miron Sycz stwierdza z goryczą, że komunistyczne sądy nie udowodniły żadnego zabójstwa jego ojcu (mimo kary śmierci zamienionej na 15 lat więzienia). Skarży się na brutalność z jaką traktowano ojca w komunistycznym więzieniu. Na koniec przyznaje, że ojciec znajduje się na liście IPN jako represjonowany. I tutaj pojawia się kolejne kuriozum. IPN, instytucja mająca rzekomo stać na straży dobrego imienia Polski i Polaków, i do której obowiązków należy również demaskowanie i ściganie zbrodniarzy przeciwko Narodowi Polskiemu, wystawia świadectwo pokrzywdzonego banderowskiemu ludobójcy… Polaków. I nie jest to bynajmniej jakiś jedyny, odosobniony ,,przypadek’’ w osiemnastoletniej działalności tej instytucji. Nie zdziwi nikogo sytuacja, gdy pewnego dnia IPN, zacznie także wystawiać świadectwa osób pokrzywdzonych niemieckim zbrodniarzom wojennym z Wehrmachtu i Waffen SS. No bo kto powiedział, że w ramach tzw. nowej polityki obecnie panujących jest to niemożliwe ?

Warto zacytować też posła Solidarnej Polski, Mieczysława Golbę.

,,Ojciec posła Mirona Sycza, Oleksander Sycz urodzony w Laszkach w powiecie jarosławskim, był członkiem OUN od 1938 roku. Od jesieni 1944 roku w szeregach UPA, strzelec sotni Mesnyki (Mściciele). Ta banda w okrutny sposób mordowała niewinne dzieci i kobiety. Ta banda w dniu 17 kwietnia 1945 roku spaliła moją rodzinną wieś, mordując ponad 100 mieszkańców, nawet kobiety w ciąży, czy dwuletniego Bronia Golbę, sześcioletniego Władzia Golbę, ośmioletniego Józia Golbę i nawet niemowlęta, 10-tygodniowe bliźniaki Anieli Kruk, padły ofiarą tej rzezi. Ojciec posła Sycza został schwytany przez żołnierzy Wojska Polskiego na wiosnę 1947 roku, otrzymał wyrok śmierci. Wyrok zamieniono na 15 lat więzienia. Ja nie oskarżam posła Mirona Sycza za haniebną działalność jego ojca. Ja przedstawiam jego zachowanie jako posła polskiego parlamentu, który kwestionuje ludobójstwo na Wołyniu i we Wschodniej Małopolsce oraz oskarża zasłużonych dla naszej ojczyzny żołnierzy AK. Zamiast przeprosić wszystkie dotknięte tą tragedią rodziny, głosi wszem i wobec, że był wychowywany w nienawiści do Polaków, że jest dumny z poczynań swojego ojca. Jako przewodniczący Sejmowej Komisji potępia “Akcję Wisła”. Może nie była ona najlepszym pomysłem, ale była mniejszym złem. Gdyby nie “Akcja Wisła” mordy niewinnej ludności trwałyby dalej. Przykładem braku obiektywizmu w działaniach posła Sycza może być jego stanowisko podczas 65 rocznicy tragedii wołyńskiej na Warmii i Mazurach, kiedy to starał się zminimalizować rangę obchodów tych zdarzeń. Pojednania nie można budować na fałszu i na nieprawdziwej historii”.

Sycz w sprawie pamięci o ludobójstwie na Wołyniu dał się poznać m.in. 5 lat temu.

„W wyniku nacisków posła Platformy Obywatelskiej, Mirona Sycza, przedstawiciela mniejszości ukraińskiej, wojewoda warmińsko-mazurski Marian Podziewski (PSL) musiał wycofać swój patronat nad uroczystościami związanymi z 65. rocznicą rzezi na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Zakazano także pracownikom Urzędu Wojewódzkiego wzięcia udziału (nawet prywatnie) w konferencji organizowanej przez Towarzystwo Miłośników Wołynia i Polesia, odbywającej się w sali Urzędu. Według naszych informacji Miron Sycz w rozmowach z wojewodą Podziewskim użył wsparcia wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych i administracji Grzegorza Schetyny”– informowała wówczas „Gazeta Polska”.

“Na 29 listopada zaplanowano sympozjum z udziałem historyków, świadków zbrodni. Jeszcze we wtorek, 25 listopada, nic nie wskazywało na jakiekolwiek kłopoty. W środę odwiedził wojewodę poseł Sycz z grupą kilku osób ze Związku Ukraińców w Polsce. W godzinach popołudniowych do dyrektor gabinetu wojewody, Marii Wrzesińskiej, został wezwany Władysław Walec, pełnomocnik wojewody ds. kombatantów i osób represjonowanych. To on reprezentował wojewodę Podziewskiego w Komitecie Organizacyjnym, przygotowywał sympozjum, miał je też osobiście poprowadzić. Od dyrektor Wrzesińskiej dowiedział się, że zostaje mu cofnięte pełnomocnictwo i ma niezwłocznie przekazać pismo wojewody panu Janowi Rutkowskiemu, prezesowi Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia, informujące, że wojewoda wycofuje swój patronat nad sympozjum. Otrzymał też zakaz uczestniczenia w imprezie” pisał Dariusz Jarosiński w “GP”.

Pojawia się też inna rzecz niesłychana. Miron Sycz porównuje żołnierzy Armii Krajowej do pospolitych bandytów i zbrodniarzy. Wiadomo, że z takich ludzi w 100% składała się ukraińska UPA, która dokonywała okrutnych zbrodni ludobójstwa na pojmanych przez siebie żołnierzach AK. Wtóruje mu w takiej właśnie antypolskiej narracji, inny ukraiński neobanderowiec, szef Związku Ukraińców w Polsce Petro Tyma, który bohaterów Polskiego podziemia niepodległościowego, takich jak major Zygmunt Szendzielarz ,,Łupaszka’’, major Józef Kuraś ,,Ogień’’ i wielu innych, określa mianem przestępców, których pamięci nigdy nie należało przywracać, ani czcić ich ofiary życia.

Taka zajadłość w atakowaniu żołnierzy Polskiego podziemia niepodległościowego, przez jawnych pogrobowców i kontynuatorów idei oraz ,,tradycji’’ ludobójców z OUN-UPA raczej nie dziwi. Tym bardziej, gdy weźmiemy pod uwagę, jak we znaki dała się herojom spod znaku tryzuba 27 Wołyńska Dywizja Piechoty i Brygada majora Łupaszki oraz oddziały WiN i NSZ. Sycz i Tyma wiedzą o tym doskonale, że tacy Polscy dowódcy jak Wołyniak i Żubryd z założenia, całkowicie odrzucali wszelkie rozmowy z UPA, na jakikolwiek temat bez względu na sytuację. Major Józef Kuraś ,,Ogień’’ bez ogródek groził otwarcie swoim podwładnym kulą w łeb, za podjęcie choćby jednej próby rozmów z banderowcami na jakikolwiek temat!

Gdy wiosną 1945 roku banderowcy opanowali niemal całkowicie cały powiat Lubaczowski, spowodowało to natychmiastową kontrakcję ze strony polskiej. Do walki z kureniem ,,Mesnyky’’ przystąpiły współdziałające ze sobą oddziały Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, poakowskiej samoobrony i … Milicji Obywatelskiej. Był to chyba jedyny przypadek, gdzie w jednym szeregu stanęli obok siebie członkowie polskiego podziemia antykomunistycznego i milicjanci.

Tak więc, jak wynika z powyższych przykładów, może poza kilkoma przypadkami, gdy dowódcy WiN dali się nabrać, ogromna i zdecydowana większość dowódców podziemia przeciwstawiała się jakimkolwiek rozmowom z OUN-UPA, jak również wspólnym akcjom zbrojnym przeciwko np. wojskom Armii Czerwonej czy NKWD. Banderowcy z kolei bardzo chcieli zawrzeć takie porozumienie z polskim podziemiem niepodległościowym, by stało się ono w ten sposób ,,listkiem figowym’’ przykrywającym rzeź Wołyńską i zdjęło tym sposobem z OUN-UPA odium zbrodniarzy. Pozwoliłoby to tej formacji przedstawiać się potem wszystkim jako rzekomi sojusznicy Polaków w walce o wolność. Jednak zdecydowana postawa i przeciwstawienie się wszelkim próbom rozmów z OUN-UPA zarówno przez Komendę Główną WiN oraz przez rząd Polski w Londynie pokrzyżowało banderowcom te plany.

Że nie mogło być mowy o współpracy AK z UPA, wyjaśnia „stała formuła oskarżenia… winny… brał udział w nielegalnym związku UPA mającym na celu oderwanie południowo – wschodnich części obszaru Państwa Polskiego” … a o to ani AK, ani WiN i NSZ oskarżyć się nie da.

Dlatego też, czymś niepojętym i zarazem groteskowym, była obecność w Elblągu 1 marca 2016 r., w czasie lokalnych obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych – tegoż Myrona Sycza. Nikt z obecnych, również kapelan Armii Krajowej ksiądz infułat Mieczysław Józefczyk, nie zaprotestował przeciwko samej obecności tego człowieka. Czyżby dla księdza infułata pamięć, honor i ofiara życia, bestialsko pomordowanych przez OUN-UPA jego towarzyszy broni z Armii Krajowej, nic dzisiaj już nie znaczyła i można ją bez problemu złożyć na ołtarzu fałszywie pojmowanego pojednania z ludźmi, którzy żadnego pojednania opartego na prawdzie wcale nie chcą ?! Co stało się z ludźmi, którzy przywołują naszych bohaterów, powołują na honor i tradycję, a jednocześnie pozwalają zabrać głos panu M. Syczowi na uroczystości uświęconej krwią Polaków? Chciałoby się zakrzyknąć:

,,Dlaboga, panie Wołodyjowski! Larum grają! wojna! nieprzyjaciel w granicach! a ty się nie zrywasz? szabli nie chwytasz? na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu?’’

17 września tego roku, w czasie obchodów 77 rocznicy Sowieckiej agresji na Polskę, Myron Sycz, znów ,,zaszczycił’’ swoją obecnością lokalne, elbląskie uroczystości.

W towarzystwie prezydenta Witolda Wróblewskiego, przybył negacjonista ukraińskiego ludobójstwa dokonanego na Polakach, na Wołyniu, Małopolsce Wschodniej, Podkarpaciu i Lubelszczyźnie. Po raz kolejny udzielono mu głosu. W śmiałych słowach przestrzegał, nas Polaków, przed sowietami. Nie zająknął się jednak o roli, jaką odegrali po 17 września jego rodacy u boku tychże ,,Rosjan’’ dokonujących zbrodniczej agresji na Polskę od wschodu. Zapomniał ,,bidulek’’ czy struga wariata?

Ukraińcy zaatakowali bowiem Polskę zarówno 1 września u boku Niemców, wystawiając tzw. Legion Ukraiński pod dowództwem członków prowydu OUN Romana Suszki i Osypa Bojdunyka. A 17 września u boku sowietów kroczyło tysiące zaprzysiężonych członków OUN, którzy zaczęli za pełną zgodą i aprobatą swoich nowych sojuszników, dokonywać masowych ataków na ludność Polską zamieszkującą Kresy i mordować ją bez żadnej litości. Oblicza się, że tylko od 1 września do końca października bandy szowinistów z OUN wycięły w pień ponad 20 tysięcy naszych rodaków.

Poza tym ochoczo dostarczali NKWD gotowe listy proskrypcyjne polaków i polskiej inteligencji, którzy w wyniku ukraińskich donosów, byli następnie masowo wywożeni na Sybir i do Kazachstanu. Byli i pozostają do dziś obok Litwinów i Białorusinów beneficjentami paktu Ribbentrop – Mołotow.

Złożenie kwiatów przez Myrona Sycza pod tablicą upamiętniającą masowe deportacje Polaków na Syberię i do Kazachstanu, przypominało jako żywo, podobny gest w wykonaniu niejakiego SS-Hauptsturmführera Klausa Barbiego, kata Lyonu, który w 1954 roku złożył osobiście wieniec na grobie zamordowanej bestialsko przez siebie samego 11 lat wcześniej ofiary, z napisem:

,,W hołdzie wielkiemu przywódcy i bohaterowi francuskiej Resistacne dr. Jeanowi Moulin – Klaus Barbie”.

Tak jak kilka miesięcy wcześniej, w czasie podobnej uroczystości, tak i teraz zdumiewał brak reakcji, choćby pojedynczego głosu protestu ze strony obecnej na uroczystości, nielicznej grupy Sybiraków. Czekaliśmy, by ludzie, którzy przeżyli tę gehennę i pamiętają, kto zgotował im ten los, wyartykułowali choć jeden głos protestu, jak wołanie Jonasza o opamiętanie. Przynajmniej jeden głos wzywający do uznania tego człowieka, jako osoby persona non grata. Ale nic podobnego się nie stało. Czyż nie jest to zastanawiające?

Następnie pan Sycz jako wicemarszałek województwa warmińsko- mazurskiego, zabrał głos, w trakcie tej uroczystości i, jak donosi lokalny portal internetowy portel.pl, pouczał Lachów mówiąc, że….

,,Trzeba pamiętać o tym, co się stało, bo historia lubi się powtarzać.’’ 

Nagle zrobiło się ciekawie! Zwykłe przejęzyczenie czy freudowska pomyłka? Co tak naprawdę mówca miał na myśli? Jakie pragnienia można zdemaskować na podstawie tego przejęzyczenia? Czego pragnie, choć być może to dla niego nieosiągalne? Musiał być bardzo rozluźniony, czuł się wyjątkowo swobodnie, skoro spadła jego czujność i nie wyhamował ciągu skojarzeń. Nieopatrznie ujawnił głęboko ukryte w podświadomości pragnienia, które ujawniły się przez wypowiedziane słowa.

A może to sam Pan Bóg pomieszał szyki, obnażając w tak prosty sposób najskrytsze myśli i zamiary jego serca?

Pomyłki takie spowodowane są nieświadomymi, zablokowanymi motywacjami, które mimo woli wychodzą na światło dzienne. Mają charakter kompromisu: z jednej strony wyrażają odrzucone życzenie, a z drugiej strony sposób, w jaki wyraża się to życzenie jest tak zawoalowany, że zwykle nie daje się jednoznacznie świadomie zinterpretować i dzięki temu pomyłkę taką można zlekceważyć. Taki prawdopodobnie był zamysł pana Sycza. Od dłuższego już czasu, bowiem, obserwujemy w przestrzeni publicznej unoszące się widmo gróźb kierowanych pod naszym adresem przez Ukraińców.

Na początku 2014 roku w nagranej przez kogoś rozmowie, w jednej z Kijowskich restauracji, odbytej przez przywódcę banderowskiego Prawego Sektora Dmytro Jarosza z szefem neonazistowskiej partii Svoboda Ołechem Tiahnybokiem, Jarosz wypowiedział znamienne dla nas słowa, a mianowicie że:

,,zrobimy Polakom drugi Katyń”.

Biorąc pod uwagę to, iż mieli już doświadczenie z przeszłości, jako współsprawcy w zbrodni na polskich oficerach w Katyniu, Ostaszkowie, Starobielsku i Miednoje, to słów Dmytro Jarosza nie należy bynajmniej traktować jako przejęzyczenia czy żartu rzuconego ot tak, mimochodem. Jest to raczej jawna i otwarta, świadomie rzucona nam w twarz pogróżka, że gdy nadejdzie odpowiedni moment, to oni nie zawahają się zrobić nam Polakom powtórki z przeszłości. Zarówno tej z Katynia, jak i Wołynia, z której jak widać nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków jako Naród po dzień dzisiejszy. Na razie powstrzymuje ich walka zbrojna w Donbasie z tamtejszymi powstańcami. I tylko temu faktowi zawdzięczamy, że do tej pory nie podzieliliśmy losu tychże mieszkańców Donbasu.

Wydarzenia nabierają tempa. Ukraiński parlament pracuje nad ustawą uznającą Polskę za okupanta Chełma, Przemyśla i Rzeszowa.

,,Jak wiadomo polskie władze wykazują daleko idącą ukrainofilię. Popieramy naszych ,,braci’’ bez względu na wszystko. Przymykamy nawet oczy na powszechną tam gloryfikację ludzi, którzy stoją za ludobójstwem ponad 150 tysięcy Polaków mieszkających na Wołyniu. Teraz miłość rządzących do Ukrainy będzie wystawiona na kolejną próbę. Okazuje się, że ukraiński parlament pracuje nad ustawą uznającą Polskę za okupanta Chełma, Przemyśla i Rzeszowa. Za ustawą stoi prawnik, Aleksiej Kuriennoj, który jest związany z ultranacjonalistyczną partią Svoboda. Ich bojówkarze odegrali znaczącą rolę podczas wydarzeń na Majdanie. W projekcie dokumentu przewiduje się uznanie tak zwanego Zakerzonia, za terytorium “etnicznie ukraińskie”, które jest obecnie okupowane przez Polskę. W rozumieniu Ukraińców, termin Zakerzonie określa obszar od Białej Podlaskiej przez Chełm, Przemyśl i całe Bieszczady. Dodatkowo w ustawie stwierdzono, że deportacje Ukraińców z tych terenów, do których doszło już po wojnie, to zbrodnia przeciwko ludzkości. Oczywiście polskie media zapomniały o tym wspomnieć i nadal promowany jest wizerunek Ukrainy, która jest naszym sojusznikiem, podczas gdy w rzeczywistości może się okazać, że Ukraińcy nie odwzajemniają jednak tej miłości rusofobicznych polityków PiS i najwyraźniej zamierzają zwrócić się z roszczeniami terytorialnymi względem Polski’’.

Podobnych gestów ,,przyjaźni’’ ukraińskiej pojawia się coraz więcej. Tak, historia lubi się powtarzać, a my Polacy na własną zgubę próbujemy odrzucać tę prostą myśl. Może się okazać, że swoją pasywną postawą wobec tych groźnych faktów, dopuścimy do recydywy zbrodni, być może w jeszcze tragiczniejszym wymiarze. Dwa lata temu, w wywiadzie dla redakcji I Programu Polskiego Radia pewna urzędniczka ówczesnego ministra spraw zagranicznych, w przededniu rocznicy ludobójstwa na Wołyniu stwierdziła, że zbrodniarze i zbrodnie nie ukarane powodują ich recydywę.

Bezwolność i inercja narodu wobec faktów i działań polityków może doprowadzić do unicestwienia państwa polskiego. Jak powiedział marszałek Piłsudski:

,,Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium.’’

Tak więc, spychając w niepamięć zbrodnię ludobójstwa na Narodzie Polskim popełnionym przez banderowców, czynimy rzecz godną najwyższego potępienia. Zastąpienie prawdziwej istoty tego barbarzyństwa eufemizmem, iż była to czystka etniczna o znamionach ludobójstwa, to największa hańba III RP i nas samych jako Narodu, że coś takiego tolerujemy. Jeśli natomiast pragniemy zapobiec jej powtórzeniu się, a tym samym powtórzeniu w naszym pokoleniu tragicznego losu naszych przodków musimy ostatecznie doprowadzić do definitywnego i skutecznego uznania tych zbrodni za ludobójstwo i wprowadzenia penalizacji w sprawie tzw. kłamstwa wołyńsko-małopolskiego. Pozwoli to nam, jako pokoleniu, wypełnić zarówno historyczny depozyt dziedzictwa kulturowego Kresów, pozostawiony nam przez naszych przodków, a zarazem zapobiec powtórzeniu się tej samej tragicznej historii w skali całego naszego Narodu.

Dlatego nie można tych okrutnych zbrodni  wykreślić z pamięci, wymazać z historii, nie pozostawiając żadnej przestrogi dla potomnych. Nie wolno nam tego zapomnieć, bo zbezcześcilibyśmy tę straszną ofiarę i padli wobec katów na kolana. Trzeba zacząć głosić całą prawdę wolną od przemilczeń, przeinaczeń i manipulacji. Prawdę odważną, która sięga do korzeni zła. Abyśmy wyprowadzili z tego właściwe wnioski, zwłaszcza w obliczu odradzającego się i rosnącego w siłę faszyzmu i nazizmu w wielu krajach Europy zachodniej oraz banderowskiego integralnego nacjonalizmu spod znaku OUN UPA na Ukrainie. Wzrost jego znaczenia na ukraińskiej scenie politycznej to scenariusz bardzo i dla nas, i dla całego naszego regionu niekorzystny i groźny. Przykładając więc rękę do jego rehabilitacji, działamy wbrew żywotnym interesom naszego państwa i jego bezpieczeństwa. Pojednanie nie jest przecież żadną wartością, gdy opiera się na kłamstwie.

Znamy wszak kłamliwe zawołanie: ,,Nie ma wolnej Polski, bez wolnej Ukrainy!’’, wtłaczane nam do głów przez establishment III RP. W świetle słów znamienitego przywódcy OUN UPA Stepana Bandery z 1939 r.

,,Polacy nie chcą samostijnej Ukrainy, bo dobrze wiedzą, że tylko Ukraina może im zadać śmiertelny cios i rozwalić Polskę’’.

W świetle tych złowrogich słów, sprawy polsko-ukraińskie nabierają zupełnie innego znaczenia. Zależność jest jasna: wolna Ukraina może istnieć tylko na gruzach Polski. Taką też wizję Ukrainy na trupie Polski, zgodną właśnie z powyższym zaleceniem Stepana Bandery przedstawia Uchwała Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów z 22 czerwca 1990 r. i o czym również pisze w jednej ze swoich książek profesor Jacek E. Wilczur, że najważniejszym celem OUN jest doprowadzenie do rozbioru i ostatecznej likwidacji państwa Polskiego, którego finałem będzie podzielenie jego terytorium pomiędzy odrodzoną i umocnioną już Ukrainę oraz Niemcy, jako dwie zwycięskie strony tych geopolitycznych zmagań.

A oto te w/w główne cele dotyczące osłabienia, rozbicia wewnętrznego naszej Ojczyzny oraz jej ostatecznego rozbioru według dyrektyw Prowydu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów:

Stanowczo rozprawiać się z antyukraińskimi poglądami na historię działaności UPA – E. Prusa, W. Hraniewskiegp, J. Sobiesiaka, H. Cybulskiego, kś. Kuczyńskiego, J. Jastrzębowskiego, W. Romanowskiego, J. Popiela, M. Fijałki, kś. Szetelnickiego, J. Gietrycha, Z. Alberta, A. Oliwy, W. Kalabińskiego, J. Węgierskiego, S. Myślińskiego, M. Juchniewicza, W. Szoty, J. Turowskiego, Siemaszki i j. Sereta. Najlepiej to robić piórem samych Polaków, wśród których znajdą się osoby sprzedajne (obiecać wysokie honoraria i stypednia zagraniczne). 

Wskazane jest opanowanie niektórych polskich pism, w tym „Semper Fidelis”, „Tak i nie” i in. Wejść do władz Archiwum wschodniego, infiltrować Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich (GKBZHwP), przeszkadać w zbieraniu obciążających Ukraińców materiałów z wydarzeń drugiej wojny światowej, nie dopuszczać do publikowania materiałów obciążających ukraiński nacjonalizm rewolucyjny OUN. 

Zestawić ściśle poufne listy osób (nazwiska i adresy) nieprzychylnych ruchowi rewolucyjnemu. Zestawić także listę Polaków, którzy są przychylni rewolucyjnej OUN. Listy, jako dokumenty ważnej wagi państwowej dostarczyć Prowydowi Krajowemu. Będą się upierać, to Ukraina względem nich bez najmniejszego wahania użyje siły zbrojnej. Doprowadzić do zwrotu przez Kościół Polski katedry ukraińskiej w książęcym grodzie Przemyślu. Tu powinno znaleźć się biskupstwo Ukraińskiej Katolickiej Cerkwi oraz powinny osiedlić się ukraińskie zakony.(Jak doniosły ostatnio media  taki uniwersytet ma zostać powołany w Lublinie. A dlaczego nie we Lwowie – – P.J.)

Przed wojną Polacy nie zezwolili na otwarcie Uniwersytetu Ukraińskiego we Lwowie, my zaś przełamiemy wszelkie opory i powołamy Uniwerystet Ukraiński w starożytnej stolicy Polski.

To wszystko ma służyć osłabieniu Polski, a w przyszłości doprowadzić nawet do zupełnej dekompozycji państwa polskiego – co leży w interesie polityki Ukrainy, w której siłą awangardową jest i będzie rewolucyjna OUN. Nigdy nie zależało nam na sile Polski i teraz nie zależy, wręcz przeciwnie, na jej osłabieniu wewnętrznym i międzynarodowym. Zależy nam na tym, żeby w Polsce istniała słaba służba wewnętrzna (i kierowana przez ludzi nam życzliwych) i słaba, nieliczna armia. Zależy nam także na rozbiciu narodu polskiego i osłabieniu Solidarności.

Należy zatem podsycać w łonie narodu polskiego seperatyzmy regionalne: Górnoślązaków, Kaszubów, Górali. Robić to należy w sposób jak to czynili Polacy żebraczej Polski przedwojennej z Ukraińcami, Poleszukami, Hucułami i Łemkami. Podsycać aktywność narodową Ukraińców, Białorusinów, Żydów, Czechów, Słowaków a przede wszystkim Niemców. Próby hamowania ich dynamizmu określać jako ucisk, brak demokracji i polską nieszczerość w głoszeniu haseł równości i wolności. 

Nie dopuszczać do zbliżenia polsko-niemieckiego. Podkreślać aktualność hasła „Jak świat światem, Niemiec Polakowi nie będzie bratem”. Obecna Polska nie powinna być zbyt silna, ale też nie może być zbyt słaba. Wobec zupełnego rozprężenia sieci polskiego kontrwywiadu, z którego solidarnościowy rząd wypędził wszystkich fachowców pochodzących z nomenklatury, odbudować tajną sieć OUN i zacząć kontrolować wszystkie dziedziny życia Rzeczypospolitej .”

Ostatni dłuższy wywód uchwały z 22 czerwca 1990 roku stanowi coś w rodzaju wizji przyszłej Europy. Zgodnie z tą wizją, potężna samostijna Ukraina wejdzie w ścisły alians z Niemcami, podzieli się z nimi strefami wpływów, co doprowadzi do kolejnego rozbioru Polski.

W strefie wpływów imperialnej Ukrainy znajdują się: Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Mołdawio-Rumunia, kraje dawnej Jugosławii oraz państwa bałtyckie.

Dyrektywy dla ekspozytur służb specjalnych OUN – w USA, Kanadzie, Austrii, w Niemczech, podporządkowane były zawsze aktualnym potrzebom kierownictwa tej organizacji, która nigdy, od czasu powołania jej do życia, do dnia dzisiejszego nie zrezygnowała z generalnego celu:

Stworzenia imperium Ukrainy bez względu na koszty własne i koszty cudze, stworzenia imperium Ukrainy również wówczas, gdyby wymagało to oceanu krwi narodów uznanych przez OUN za wrogie. Dla osiągnięcia tych celów zalecano stosować wszystkie niedozwolone prawem narodów formy gwałtu, terror pojedynczy i zbiorowy; topić we krwi grupy i całe narody – obce sprawie narodowej przyszłej Wielkiej Ukrainy. Od dnia powołania do życia OUN, jej wytyczne, instrukcje oraz rozkazy były i są wypełniane z żelazną konsekwencją.

Na terytorium państwa polskiego, po ostatecznym rozbiciu ukraińskich nacjonalistów w wyniku Operacji Wisła w 1947 roku, pozostała głęboko zakonspirowana szczątkowa struktura organizacyjna OUN. Po roku 1956 siatka zaktywizowała się nieco, ale polskie służby kontrwywiadowcze działały sprawnie i nie pozwoliły uaktywnić się ukraińskim nacjonalistom. Koniec lat siedemdziesiątych, wydarzenia wynikłe z powstania Solidarności, powszechny bunt przeciw staremu porządkowi – wszystko to ułatwiło centrali OUN uaktywnienie i wznowienie na pełną skalę swej działalności w Polsce. Wielu agentów OUN weszło w skład poszczególnych ogniw ,,Solidarności’’ i od wielu już lat, w charakterze kombatantów tej antykomunistycznej organizacji, realizują cele wskazane im przez zaoceaniczną centralę, w jej bezlitosnej walce przeciwko Narodowi i Państwu Polskiemu.

Tak więc obserwując już od wielu lat, to co dzieje się w naszym kraju w stosunkach z Ukrainą, trudno jest nie dostrzec, że wszelkie możliwe ustępstwa oraz bezwarunkowe popieranie dosłownie w ciemno, w każdej sprawie bez wyjątku obecnej Ukrainy i tym samym rosnących w siłę ukraińskich nacjonalistów, jest dokładnie wcielaniem w życie, czyli pełną realizacją słów Stepana Bandery sprzed 77 lat oraz postanowień uchwały OUN z 1990 r.

Zwracam się z apelem do elbląskich polityków organizujących obowiązkowe uroczystości patriotyczne. Zapraszajcie nie tylko Myrona Sycza, kierujcie inwitację do Gudrun Himmler, Estebana Volkova, wnuka Lwa Trockiego czy nawet Jewgienija Dżugaszwili, wnuka Józefa Stalina. W świetle prowadzonej obecnie polityki ,,polskiego’’ rządu, wydaje się, że ich obecność nie byłaby niczym niestosownym. To doborowe towarzystwo dziedziców, odwiecznych katów Polskiego Narodu, znów może odnowić między sobą żelazny alians. Marzą od dziesięcioleci o jego wskrzeszeniu naszymi własnymi rękami, a w swoich programach politycznych zaakcentowali jako najważniejszy punkt. Drodzy politycy, powtarzacie historię ideowych poprzedników z lat 30-ych ubiegłego wieku, z której nie wyciągnęliście absolutnie żadnych wniosków. Cena jaką przyjdzie nam za to zapłacić będzie straszliwa. My, prości Polacy, utoniemy znowu w morzu krwi.

Aby nie być gołosłownym zacytuję fragment ksiązki ,,Ścigałem Iwana ,, Groźnego’’ Demianiuka. Autor, profesor Jacek Wilczur, już w 2009 r., przestrzegał:

,,Wiele wskazuje na to, że w aktualnej sytuacji politycznej prokuratura, polskie instytucje państwowe, wyższe uczelnie odpowiedzialne za utrwalanie i publikowanie prawdy o ludobójstwie na narodach polskim i żydowskim, dokonanym przez ukraińskich i litewskich nacjonalistów, nie podejmą działalności, do której są zobowiązane.

Decyduje o tym w roku opublikowania przedstawionej czytelnikowi książki – 2009 – polityka. Decyduje zła wola, która nie pozwala dostrzec politykom i ekipom rządzącym Polską śmiertelnego zagrożenia dla Polski ze strony skrajnego nacjonalizmu ukraińskiego – odmiany hitleryzmu według ideologii Dmytro Doncowa – ukraińskiego Adolfa Hitlera, według programu OUN- UPA zakładającego całkowitą, fizyczną zagładę Polaków i Żydów na całych południowo-wschodnich Kresach RP.

Głoszony od dziesiątków lat i do dziś program pogrobowców Stepana Bandery, Dmytro Doncowa, przywódców zbrodniczej, ludobójczej formacji OUN-UPA zapowiada zabór Przemyśla, Rzeszowa, Chełmszczyzny, całego południowego obszaru państwowego Polski, aż do Nowego Sącza.’’

Jacek Boki

Elbląg 17 wrzesień – 13 listopad

Dodano uzupełnienia 31 grudnia 2016 i 16 stycznia 2017 r.

 

Źródła:

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=94810 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]