Moonwalker – reaktywacja

Aktualizacja: 2016-08-11 11:18 am
Można by powiedzieć, że ten człowiek-legenda wyłania się ze smoleńskiej mgły po raz trzeci. Za pierwszym razem „montażystę TVP” S. Wiśniewskiego widzieliśmy w kwietniu 2010 jako jedynego polskiego naocznego świadka „katastrofy”. Później „świat o nim zapomniał” jakoś aż do lutego 2011, kiedy to – miesiąc po „zamknięciu badań” przez MAK i niedługo po głośnej „prezentacji KBWLLP” (oba zdarzenia – styczeń 2011), w której premierowo upubliczniony został „mgielny sitcom”, tj. wideo-zapis z parapetu hotelowego – na swe posiedzenie zaprosił moonwalkera „zespół parlamentarny” A. Macierewicza. Z tej okazji skorzystała potem jedna z twórczyń „kinematografii smoleńskiej” A. Gargas, która z kolei wzięła moonwalkera do swojego filmu (o czym drobiazgowo i krytycznie pisałem nie tylko w Czerwonej stronie Księżyca, ale i w opracowaniu Wizja lokalna (por. choćby http://ift.tt/2aNju6l); teksty dostępne tu: http://ift.tt/2bhzFwF). Potem znów „świat zapomniał” o montażyście Wiśniewskim, ale oto po latach, w sierpniu 2016, smoleńska legenda powraca, znów nieco w cieniu jakiegoś wielkiego wydarzenia medialnego – tym razem chodzi o zbliżającą się dużymi krokami wrześniową premierę filmu A. Krauzego, który to film ma obrazować hipotezę wybuchową, na rozwijaniu której zęby zjedli eksperci ZP oraz uczestnicy kilku konferencji smoleńskich. Nie wiadomo jednak, czy ten comeback moonwalkera stanowi zarazem zwiastun końca „smoleńskiego sezonu ogórkowego”, jaki zapadł po przejęciu władzy przez PiS, czy nie.
 
Artykuł pt. Sławek Wiśniewski nie padł (aluzja do pewnej pieśni aż nadto czytelna) autorstwa Agnieszki Żądło (Polityka, 33/2016, s. 36-37) przybliża historię słynnego montażysty w kontekście miejskiej legendy (rozpowszechnianej przez trailery filmu Krauzego), zgodnie z którą autor materiału wideo pochodzącego z „miejsca katastrofy” zginął. Moonwalker więc żyje, jak się dowiadujemy i ma się całkiem dobrze, a nawet usiłował wykłócać się z producentami fabularnego filmu o to, by zamieścili jakieś sprostowanie (a przy okazji, by zapłacili za wykorzystane zdjęcia ze Smoleńska). Natomiast z pamięcią chyba nie jest u SW najlepiej. Niestety, zdani jesteśmy na relację autorki, a nie na zapis samej rozmowy moonwalkerem, więc w ostateczności w przekręcaniu elementów jego historii może być też częściowo wina Żądło, skoro pisze ona, że (s. 36):
 
montażysta Telewizji Polskiej, 10 kwietnia 2010 r. ustawił w oknie pokoju nr 201 hotelu Nowyj niedaleko smoleńskiego lotniska Siewiernyj prywatną kamerę. Chciał nagrać lądowanie prezydenckiego samolotu we mgle. Ciekawiło go, jak uda się to małemu tupolewowi, skoro dwa dni wcześniej duży Ił 76 ledwie sobie poradził.
 
Tak jest w oryginale, w druku. Mały tupolew, a w dodatku duży ił nieradzący sobie z lądowaniem „dwa dni wcześniej”. Ale czytamy dalej:
 
W sąsiednich pokojach spali koledzy z innych ekip telewizyjnych i prasowych. Odpoczywalipo wczorajszych zakrapianych urodzinach kierownika produkcji.           
 
Tak w oryginale. Zdając sobie sprawę z tego, że brać dziennikarsko-operatorska za kołnierz nie wylewa, a zatem i ma pełne prawo sobie potem, tj. po jakimś imprezowaniu, pospać, należałoby jednak uwzględnić (w tekście) to, że akurat „tamtego ranka” (10-04) od wczesnych godzin porannych ekipy żurnalistów tłumnie ciągnęły do Katynia, by „czekać” na delegację prezydencką. Oczywiście nie wszyscy wyjeżdżali o tej samej porze. Taki np. (nieco mniej legendarny od Wiśniewskiego) red. M. Pyza (wtedy związany z TVP) miał jeszcze osobiście słyszeć z hotelu Nowyj „podchodzenie tego samolotu do lądowania” (http://ift.tt/2aNiSNZ), o co go jednak żaden ekspert ZP analizujący właśnie „podchodzenie do lądowania” PLF 101 nie zapytał na żadnym posiedzeniu ZP.
 
Niektórzy ludzie mediów wszelako nie wyjeżdżali z goroda-gieroja rankiem 10-04. Taki red. P. Kraśko, który chyba jako pierwszy wydał później książkę o „Smoleńsku” i jako jedyny znalazł się tragicznego sobotniego ranka w okolicy wozu strażackiego blokującego dostęp do pobojowiska przy XUBS, w ogóle nie udał się do Katynia, gdyż akurat „wracał z centrum miasta” (http://ift.tt/2bhAs0D). I były też 10 Kwietnia osoby związane z TVP, które – tak jak Wiśniewski – pozostawały w hotelu Nowyj, gdy „prezydencki tupolew spadał”, jak np. (wspominana w książce Kraśki) A. Daniluk-Jankowska, do której pokoju Kraśko miał wejść (po „powrocie z miasta”) i od której miał się dowiedzieć o „awarii samolotu”, o której to awarii Daniluk-Jankowska miała się dowiedzieć od kogoś telefonicznie – co jakiegoś nierozgarniętego czytelnika mogłoby skłonić do głupawego wnioskowania, iż Daniluk-Jankowska żadnej katastrofy nie zauważyła ani nie usłyszała, siedząc w hotelu Nowyj. No ale może tak głośno rozdzwoniły się telefony po prostu. Pech chce, że ZP nie zainteresował się tym świadkiem – podobnie i kinematografia smoleńska a la Gargas.
 
Wracając jednak do „człowieka z mgły”, czyli Wiśniewskiego. W tekście Żądło natykamy się na kolejną zagadkę:
 
Około godziny ósmej Lolek [SW – przyp. F.Y.M] musiał wyłączyć sprzęt, bo za jego oknem robotnicy zaczęli remonty. Usłyszał nienaturalny huk, aż ziemia lekko zadrżała, zobaczył 30-metrowy słup ognia, oniemiał, nerwowo zaczął szukać baterii, karty pamięci do aparatu. Pobiec w stronę lotniska czy nie pobiec?
 
Wprawdzie pradawna (i też już owiana legendą) KBWLLP w jednym ze swych astronomicznych wyliczeń sytuowała „katastrofę” w czasowych okolicach godziny ósmej (pol. czasu) („raport Millera”, s. 39: Wschód słońca w Smoleńsku w dniu wypadku był o godz. 03:02 [UTC – przyp. F.Y.M., por. tamże s. 13 przyp. 1]. Wypadek zdarzył się w porze dziennej, około trzech godzin po wschodzie słońca), ale czy autorce artykułu także o to chodziło? Czy może z biegiem lat zatarła się jej w pamięci ta wałkowana do niemożliwości godzina 8:41 (co do sekund i ułamków sekundy specjaliści nie doszli do konsensusu) – po wcześniej wałkowanej 8:56? Czy też może sam świadek Lolekjuż zapomniał, iż jego hotelowy materiał wideo z „blacharzami” urywał się (wedle „zegara kamery”) o godz. 8:37, czyli raczej nie było to „około ósmej”? Żądło relacjonuje dalej:
 
Na rosyjskim wojskowym terenie nie można swobodnie się przemieszczać. Pobiegł, po około 5-6 minutach był już na miejscu. Nadal nie wiedział, co się stało, oprócz tego, że to katastrofa jakiegoś polskiego samolotu. [Autorka najpierw opowiada (za SW, jak się domyślamy), że świadek chciał nagrać lądowanie we mgle prezydenckiego samolotu, ale naraz, tj. po „katastrofie” miałby nie wiedzieć nic ponad to, że to „jakiś polski samolot” – przyp. F.Y.M.]. Krzyknął nieparlamentarnie: „Ja pierd…, to nasz!” i nagrywał. Jeszcze nie wiedział, że to tupolew prezydencki.
 
I jak wiemy z moonfilmu, czyli z księżycowego materiału Wiśniewskiego, wcale (świadek) nie usiłował się dowiedzieć. Nie pyta przecież (podczas filmowania) „strażaków”: co to za samolot? Ani też: co się stało? Nie pyta: co z rannymi? Ale mniejsza z tym, nie będę już powtarzał tego, co po wielokroć, analizując materiały SW, pisałem (zainteresowanych odsyłam choćby do analiz tu: http://ift.tt/2aNj2oD). Wiśniewski zaś powtarza (na potrzeby artykułu Żądło), jak wyglądały jego perypetie z ruskim służbami (zatrzymanie, przekazanie innej kasety, pokazanie, że „nic nie nagrał” etc.), wspomina też o tym, że stacja telewizyjna Russia Today chciała kupić materiał za 30 tys. dolarów – co jest o tyle dziwne, iż (jako się rzekło) SW miał podwójnie wystrychnąć na dudka ruskich bezpieczniaków (kaseta „na wabia” i okazanie „braku zapisu”). Skąd bowiem ludzie z RT mieli wiedzieć, iż SW ma jakiś niezwykle cenny dla telewizji materiał? I czy w takim razie nie zainteresowałyby się tym ruskie służby? Jak zwykle więc historia moonwalkera rozłazi się w szwach, ale kto by się tym przejmował. SW tak historycznie konkluduje: Jedni robią dzieci, inni piszą książki,  jeszcze inni podpalili Rzym. W ten sposób utrwalają się w pamięci świata. Ja byłem pierwszy w Smoleńsku.
 
Pytanie tylko: dokładnie kiedy? Nie wiemy tego do dziś.
 
Free Your Mind     

Za: FYM (10.08.2016) – [“Moonwalker – reaktywacja”]

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=88919 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]