- Bibula – pismo niezalezne - http://www.bibula.com -

Genius loci

No i jakże tu nie wierzyć w to, co starożytni Rzymianie nazywali „genius loci”? Genius loci do duch opiekuńczy, albo przeciwnie – demon konkretnego miejsca, który determinuje nie tylko jego funkcjonowanie, ale również postępowanie ludzi, którzy w tym miejscu się znajdą. Najlepszym dowodem, że pogłoski o istnieniu geniusa loci nie były pozbawione podstaw, jest rządowa telewizja. Ledwo widzowie ochłonęli z wrażenia po obejrzeniu meczu futbolowego między Niemcami i Francją, reprezentowaną przede wszystkim przez Francuzów z terytoriów zamorskich i pana Kościelnego, a już rozpoczęło się nocne czuwanie w oczekiwaniu na lądowanie samolotu wiozącego na swoim pokładzie prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę. Widać nieubłagany postęp, bo kiedy do naszego nieszczęśliwego kraju przybywał Leonid Breżniew, to partia nocnych czuwań nie urządzała. Oczywiście analogie z czasami pierwszej komuny występują, bo w przeciwnym razie teza iż w rządowej telewizji ulokował się genius loci, nie dałaby się obronić.

Otóż atmosfera oczekiwania, jaką rządowa telewizja usiłowała zaszczepić widzom, bardzo przypomina komunikaty o statkach z cytrynami lub pomarańczami, które płynęły do Gdyni lub Gdańska przed świętami Bożego Narodzenia lub Wielkiej Nocy. Radio i telewizja wprawdzie nie podawały jego pozycji, bo to była tajemnica państwowa, objęta ochroną kontrwywiadowczą – ale co godzinę, albo i półtora kolportowały komunikaty, że już się zbliża, już go wiozą. Emocje sięgały zenitu – ale przeważnie bywało tak, że statek – o ile w ogóle przypływał, to grubo po świętach, kiedy zainteresowanie cytrynami i pomarańczami gwałtownie spadało i w rezultacie zgniłe cytrusy wyładowywano widłami do pojemników, które od razu przewożono do przetwórni celem wyciśnięcia z nich soku. W przypadku prezydenta Obamy takie rzeczy są w ogóle nie do pomyślenia; władze naszego bantustanu zastygają przed nim w oczekiwaniu, niczym horodniczy na przybycie „rewizora iz Pietierburga”. Ta napięta atmosfera udziela się oczywiście kolegom-dziennikarzom, którzy w takich właśnie momentach muszą spłacać daninę krwi za pensje i splendory związane z posadą w „tej firmie kłamstwa, żelaza i papieru”. Oczywiście w telewizji żadnego „żelaza”, ani „papieru” już nie ma, chyba, że jakieś papiery wartościowe, ale kłamstwo zostało. Czyż to nie jest znakomita ilustracja potwierdzająca istnienie geniusa loci?

PS. Okazuje się, że genius loci ulokował się też przy ulicy Wiertniczej w Warszawie, gdzie mieści się stacja TVN, którą podejrzewam, że została założona i jest kontrolowana przez Wojskowe Służby Informacyjne, za pośrednictwem swoich agentów. To potwierdza w całej rozciągłości podejrzenia, że międzynarodowa konferencja naukowa „Most”, jaka odbyła się 18 czerwca ub. roku w Warszawie z udziałem przedstawicieli najważniejszych tubylczych ubeckich dynastii w asyście ubeków izraelskich, którzy całą rzecz żyrowali wobec ubeków amerykańskich, musiała doprowadzić do wpisania przez rząd Stanów Zjednoczonych „starych kiejkutów” na listę „naszych sukinsynów”. Dlatego TVN też skacze przed Dostojnym Gościem z gałęzi na gałąź, a to z kolei pokazuje, że genius loci może doznawać bilokacji, a nawet multilokacji. Esperons, że to doświadczenie niebywale wzbogaci filozofię i teologię – i to właśnie może okazać się najbardziej trwałym rezultatem rozpoczynającego się właśnie szczytu NATO w Warszawie.

Stanisław Michalkiewicz

Komentarz    specjalnie dla www.michalkiewicz.pl    8 lipca 2016

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]