Krzysztof Wyszkowski: Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI

Aktualizacja: 2016-02-22 10:00 am

„Jeżeli ta sprawa budzi we mnie pewien niepokój, to właśnie dlatego, że tu nagle teraz Kamiński [szef IPN Łukasz Kamiński – przyp. red.] i kierownictwo IPN, w tym taki człowiek jak prof. Friszke, nagle zdecydowali się skupić uwagę publiczną na Wałęsie. Wałęsa jest punktem straconym, jest pozycją nie do obrony, więc skoro nie da się go obronić to się go poświęca. Uznali, ze „Wałęsę oddajemy”, ale nadal ukrywają informację na temat tego co się znajduje w pozostałych materiałach. A ja uważam, że Lech Wałęsa w tej chwili jest już postacią nieinteresującą, co najwyżej w sensie sensacyjnym dla pism brukowych. Powiedziałbym nawet, że to informacja „dla głupich”. A robi się tą sztuczna sensację, żeby zasłonić innych – mówi w rozmowie z Izabelą Kozłowską Krzysztof Wyszkowski

Izabela Kozłowska Tygodnik Solidarność: Kim dla pana był Lech Wałęsa w okresie walki z komunizmem? 

Krzysztof Wyszkowski: Kiedyś był przyjacielem. W pewnym czasie nawet bliskim.

Przyszedł do mnie kiedyś, do mojego mieszkania, w czasie kiedy prowadziliśmy głodówkę a mój brat siedział w więzieniu i tam prowadził głodówkę. To był moment pewnego napięcia psychicznego i emocjonalnego. No i w tym momencie zapukał taki przestraszony człowieczek i zaproponował wysadzanie komend milicji w powietrze, mordowanie milicjantów granatami. Uznałem, że to biedny, bardzo nierozumny człowiek, ale może dobrze chce. No i niestety się nim zaopiekowałem. A później przez całe lata, nie zdając sobie sprawy, że to człowiek który pracuje na dwie strony, współpracowałem z nim, aż do wyboru na prezydenta.

A kiedy i w jakich okolicznościach zorientował się pan, że z Wałęsą jest coś nie tak?

Sygnałów było bardzo wiele, ale proszę pamiętać, że środowiska niepodległościowe i antykomunistyczne nie miały żadnego przeszkolenia kontrwywiadowczego, byliśmy zwykłymi naiwniakami, tak jak każdy przeciętny człowiek. Tak jak słyszymy w telewizji, że ludzie dają się nabierać „na wnuczka”, podobnie naiwnie myśmy się dawali nabierać agentom. Szczególnie jeżeli było to dobrze przygotowane a ci ludzie umiejętnie pozorowali swoją chęć działania.

Pamiętam, że Wałęsa pierwszego dnia od razu poszedł do kościoła, trochę zdziwiony i nieufny do tego typka, spytałem czy do tego kościoła dotarł, odbywały się tam akurat modlitwy w intencji mojego brata, powiedziano mi wtedy, że tak dotarł i modlił się bardzo skupiony, przyznaję, że takie rzeczy robiły wówczas na nas wrażenie uwiarygadniające.

Pamiętam też w 79′ roku była taka ważna historia, kiedy dowiedzieliśmy się, że do mieszkania Wałęsy, który mieszkał wtedy na Stogach, przyszło dwóch funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa z wódką i że kiedy wypili ta wódkę, Wałęsa z jednym z nich, poszedł, jak to się kiedyś mówiło, „na melinę” i tam dokupili jeszcze pół litra. Ja zapytałem Wałęsę o tę sprawę. Był wystraszony, przyznał się bez żadnych oporów, ględził coś chaotycznie choć pokornie.

Więc były takie sygnały. Jednak przyznaję szczerze, dawaliśmy się nabierać właśnie jak starsze panie „na wnuczka”

Jak Pan odebrał sprawę „Szafy Kiszczaka” i częściowe ujawnienie informacji na temat ukrytych w niej dokumentów TW Bolek?

W sensie naukowym, faktograficznym sprawa jest od dawna oczywista. To dla mnie nie podlega żadnej dyskusji co do agentury Wałęsy w latach 70′. Oczywiście dobrze, że te dokumenty zostały ujawnione, ale nie jest to dla mnie żadna nowość w sensie merytorycznym.

Ważniejszy jest fakt, że IPN broni się przed ujawnieniem, że Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa po 76′ roku, już może nie jako agent „Bolek”, ale nadal była to współpraca. Przecież 14 sierpnia 80′ roku, kiedy przyszedł na strajk, to było też zorganizowane przez SB. Wprowadzał go agent „Kolega”, nazwijmy go w skrócie Jurek K., w ostatniej chwili, kiedy już się okazało, że strajk wybuchł i potrzebny jest ktoś, kto panuje nad tym buntem. W tym momencie „Kolega” wprowadził Wałęsę na polecenie Służby Bezpieczeństwa do stoczni. Wałęsa biegiem zdążył się jeszcze zapisać na przewodniczącego komitetu strajkowego. I to było charakterystyczne, bo uczciwi ludzie zwykle nie pchają się w takich sytuacjach żeby być na czele. A Wałęsa odwrotnie. Czekał pod stocznią, gdyby się strajk nie udał wróciłby do domu, ale jak dostał sygnał, że ma wchodzić, wtedy wszedł i natychmiast ogłosił się przewodniczącym.

IPN powinien badać współpracę Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa również po tym okresie. Sam się do tego przyznawał. W latach 80-81′ również spotykał się z szefostwem SB. Po 13 grudnia poparł wprowadzenie stanu wojennego, oddał się do dyspozycji i tylko dlatego, że władze komunistyczne, że nie trzeba Solidarności „odtwarzać w formie robotniczej”, tylko w ogóle można ją zlikwidować, po kilku miesiącach trzymania Wałęsy „w zapasie” pod Warszawą, odesłano go do Arłamowa. I tam w Arłamowie, w listopadzie, napisał swój pokorny adres do Jaruzelskiego „Kapral Wałęsa”. To były wszystko rzeczy ohydne, odrażające. Ja wtedy napisałem do niego list, który przekazała moja przyjaciółka, bo ja się ukrywałem. On wiedział, że zdradził, chodziło tylko o ratowanie interesu publicznego. Namawiałem go do tego żeby się wycofał, nie afiszował z tą zdradą. Chodziło mi o to żeby nie pogłębiać upadku ducha ludzi Solidarności. W 1982 to było ważne.

I tak to trwało. Później z kolei, po Okrągłym Stole, myśleliśmy nie o tym, żeby ujawniać agenturę w Solidarności, tylko o tym jak obalić Jaruzelskiego. Uznaliśmy, że bierzemy Wałęsę i przy jego pomocy, używając go jak bili w bilardzie, tutaj do rozbijania układu. W tym czasie stała się rzecz nieprawdopodobna, która do dzisiaj ma konsekwencje dla Polski, Tadeusz Mazowiecki zechciał sam zostać prezydentem. Od tego momentu przestałem z nim współpracować, ponieważ miałem dość jego prymitywizmu.

On w stosunku do mnie był zawsze pokorny, uległy, „Krzysiu, ty wiesz lepiej”, pisałem mu wywiady, oświadczenia, których on nawet nie czytał. To mnie przez długi czas utrzymywało w takim przekonaniu, że skoro mam na niego wpływ, to warto z nim współpracować. Dzisiaj żałuję tej swojej naiwności.

Czy w pana ocenie proces ujawniania dokumentów z tzw. „Szafy Kiszczaka” przebiega prawidłowo?

To jest rzecz drugorzędna, ważne żeby te dokumenty poznać. Jeżeli ta sprawa budzi we mnie pewien niepokój, to właśnie dlatego, że tu nagle teraz Kamiński [szef IPN Łukasz Kamiński – przyp. red.] i kierownictwo IPN, w tym taki człowiek jak prof. Friszke, nagle zdecydowali się skupić uwagę publiczną na Wałęsie. Wałęsa jest punktem straconym, jest pozycją nie do obrony, więc skoro nie da się go obronić to się go poświęca. Uznali, ze „Wałęsę oddajemy”, ale nadal ukrywają informację na temat tego co się znajduje w pozostałych materiałach. A ja uważam, że Lech Wałęsa w tej chwili jest już postacią nieinteresującą, co najwyżej w sensie sensacyjnym dla pism brukowych. Powiedziałbym nawet, że to informacja „dla głupich”. A robi się tą sztuczna sensację, żeby zasłonić innych. IPN oczywiście takich rzeczy nie bada, nie prowadzi śledztw, a przecież to jest jego obowiązkiem. Właśnie Kiszczak w 89′ i 90′ roku, kiedy był wicepremierem w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, to właśnie on i jego aparat prowadzili wielką akcję tworzenia partii politycznych, wyszukiwania zdolnych młodych ludzi, którzy chętnie wezmą pieniądze i staną się reprezentantami tego układu sowieckiego na nowe czasy.

Kiszczak działał na zlecenie KGB, na zlecenie Związku Sowieckiego w owym czasie, później w interesie Rosji. Wszyscy ci ludzie, którzy wystartowali dzięki SB, którzy są kreaturami SB, osoby i środowiska wytworzone do polityki przez Służbę Bezpieczeństwa, są uzależnieni od sponsorów, a sponsorem głównym było KGB, Służba Bezpieczeństwa była tylko terenowym lokalnym oddziałem służb sowieckich. A jak się doda do tego jeszcze niemieckie służby i służby innych krajów, które chciałyby Polskę traktować przedmiotowo, rozgrywać tu sprawy, pilnować żeby Polacy się nie buntowali, które chciałyby obrabować Polskę, bo Polska w ostatnim okresie została obrabowana z majątku narodowego, otrzymujemy międzynarodowy układ, który nie musi być wrogi Polsce, bo np. Amerykanie nie chcieli żeby jakiś bunt Polaków utrudnił im rozładowanie problemu Związku Sowieckiego, ale w którym Polska miała pełnić rolę służebną. Geopolityka.

Więc lepiej się było dogadać z agentami KGB w Polsce, niż pozwolić Polakom na niepodległość i rządzenie się samym.

Czy po latach walki, również na sali sądowej, o prawdę o Lechu Wałęsie, odczuwa Pan satysfakcję?

Nie, satysfakcję odczułem kiedy wyborcy, wbrew totalnemu zakłamaniu przez absolutnie dominujące media, przede wszystkim TVN, Polsat, radia, Gazeta Wyborcza, prawie wszystkie możliwe gazety i rozgłośnie, które oszukiwały Polaków, pomimo to wybrali wreszcie ludzi, którzy chcą dla Polski niepodległości i dobrobytu, którzy nie będą Polski zdradzać i rozkradać. To jest wydarzenie, które mnie cieszy.

A to, że jeszcze się okazuje, że Wałęsa był agentem, no to naturalny efekt. To nieprzypadkowo pani Kiszczakowa przyniosła te materiały w pierwszą rocznicę Okrągłego Stołu po śmierci męża. Czekam aż IPN podejmie śledztwo w sprawie tworzenia przez Kiszczaka partii politycznych i wyposażenia w środki finansowe przez Służbę Bezpieczeństwa. To jest kwestia, ujawnienie tej agentury. Wałęsa jest już starym człowiekiem, który do końca będzie udawał niewiniątko, bo tak wyszkolono. Przechodził szkolenie kontrwywiadowcze, Służba Bezpieczeństwa swoich szpicli uczyła, że nie wolno się przyznawać, co jest absolutnym nakazem. I on wypełnia to polecenie do dzisiaj. Ale tak jak mówię, Wałęsa jest już nieinteresujący.

Czy gdyby kiedykolwiek Wałęsa się przyznał, byłby mu pan w stanie przebaczyć?

Jak pani sięgnie do internetu, to ja pisałem do niego listy tego rodzaju, że Lechu ja ci pomogę, ja się tobą zaopiekuję, ja cię będę bronił. Przecież znam żonę, dzieci. Ileś lat znajomości. I z takiej litości, współczucia dla człowieka, który co ma zrobić? Pójść do piekła? To tak jak było tych Dwóch Łotrów, z których jeden przed śmiercią powiedział „wierzę” i w ostatniej chwili uratował się od piekła. A drugi do końca złorzeczył. No więc życzę Wałęsie żeby nie był jak ten drugi, który z jakąś skamieniałą  podłością, odrzucił zbawienie, odrzucił prawdę, żeby był chociaż jak Kiszczak, który do pewnego momentu trzymał teczki jako polisę ubezpieczeniową, żeby szantażować i żeby nikomu nie przyszło do głowy wsadzać go do więzienia. To się wybroniło, Jaruzelski itp. a Wałęsa był przecież świadkiem obrony na procesie Jaruzelskiego, to się udało. Natomiast fakt, że Kiszczak polecił zonie przekazanie tego archiwum, wtedy kiedy był już chory, z trudnością mówił, to pokazuje, że nawet Kiszczak wolał być tym dobrym Łotrem i w ostatniej chwili przekaże Polakom i polskiej opinii publicznej prawdę o tym, że przez ostatnie 26 lat byli kierowani przez zdrajców.

Wiele osób idzie nadal w zaparte, broniąc Wałęsy…

Głupich nie sieją. Cała ta akcja obrony Wałęsy, to jest akcja obrony ludzi służb specjalnych. To reszta, wielu musi bronić Wałęsy, np. na zasadzie „wszyscy zawsze wiedzieli”, żeby uwaga opinii publicznej nie skierowała się na nich samych. Kłóćcie się o to czy Wałęsa był czy nie był, czy był prawdziwy, czy nieprawdziwy, analiza pisma i inne bzdury. Zajmujcie się  bzdurami, po to żeby nie zająć się tym układem, którego częścią był Wałęsa, który stworzył Kiszczak.

Z „Szafy Kiszczaka” trzeba wyprowadzić wniosek, że to Kiszczak, Jaruzelski i ich ludzie zbudowali III RP i kierowali nią do ubiegłego roku, a w dużym stopniu kierują nią do dzisiaj.

Dziękuję za rozmowę

Izabela Kozłowska

Źródło: Tygodnik Solidaeność, 21 lutego, 2016

Za: Polish Club Online (22-2-2016)- [Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI – Krzysztof Wyszkowskie dla „TS”]

 


 

Kukiz: „Bolek” to temat zastępczy. O czym w tych dniach milczy telewizja?

Paweł Kukiz wypowiedział się o sprawie „TW Bolka”. Stwierdził, że to oczywiste, iż Wałęsa był agentem SB, dodał jednak, że miał szansę się z tego wyzwolić, co się niestety nie stało. Zdaniem lidera Klubu Parlamentarnego Kukiz15, podgrzewanie atmosfery wokół tej sprawy może wynikać z chęci przykrycia innych, ważniejszych dla Polski tematów.

„To, że Wałęsa bolkował jest dla mnie oczywiste od co najmniej 15 lat” – napisał na Facebooku Kukiz. “Wcześniej przekonany byłem, że jest to postać krystalicznie czysta, robotnicza-chłopska, skarb jak wielokilogramowy samorodek złota dla głodnej Rodziny. Niepokalany symbol zwycięstwa nad znienawidzoną komuną” – dodał.

Paweł Kukiz stwierdził, że „gdyby Wałęsa w 1989-90 roku wyspowiadał się, publicznie powiedział grałem ze skurwysynami tak, by nie popłynęła krew, gdyby zaraz po tej spowiedzi optował za dekomunizacją, gdyby sprzeciwił się tej bandyckiej grubej kresce, która bandziorom bolszewickim dała nie tylko możliwość uniknięcia kary za zdradę Państwa ale na dodatek pozwoliła im się uwłaszczyć na Polsce i jej Obywatelach” do dziś broniłby go własną piersią i wciąż byłby dla niego bohaterem.

„Ale z niewiadomych powodów Wałęsa tej spowiedzi nie dokonał. Jeśli to tylko zwykły ludzki strach przed niezrozumieniem przez Naród homo sovieticusów – pół biedy. Bo Naród do dziś jest odurniony i żyje w przekonaniu, że Polska od 1989 to kraj demokratyczny”- pisze poseł. Dodał, że to między innymi z winy Wałęsy „do dziś właścicielami Państwa są zdrajcy, potomkowie hołoty kolaborującej z Sowietami”.

Kukiz przyznał także, że do tej pory nie wypowiadał się na temat sprawy „Bolka”, gdyż obawia się, że „w ciągu najbliższego czasu nie będziemy mówić o deficycie budżetowym, o niepełnosprawnych, 500 plus, emeryturach, gospodarce…. Będzie temat “Bolek” podobnie jak za rządów PO aborcja, związki partnerskie i marihuana. Zastępcze tematy, które jeszcze bardziej mają otępić Lud otumaniony przekonaniem, iż żyje w demokratycznym, wolnym kraju”.

Podobną tezę postawił na łamach PCh24 Grzegorz Braun. “Jeśli bowiem reżimowa telewizja mówi o czymś na okrągło przez 3 dni, to trudno nie pomyśleć jakie tematy schodzą z czołówek. Na przykład wypowiedzenie przez Polskę, nie pierwszy to już raz, wojny państwu rezunów islamskich. Także inne czarne chmury, które zbierają się nad Polską. Moim zdaniem jeszcze w tym sezonie będziemy świadkami kulminacji… Kto wie, czym zostaniemy w pierwszej kolejności zbombardowani: kryzysem finansowym, wojną ukraińską, czy zamachami, których autorstwo przypisane zostanie “ekstremistom” – niekoniecznie już tylko islamskim? W tej sytuacji zatykanie mediów na całe doby seansem hipokryzji i zakłamania z pewnymi tylko pierwiastkami prawdy nie jest z pewnością dobre” – mówił reżyser. 

Źródło: Facebook

kra

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2016-02-22)

 


 

Bolek, Bolkiem, ale Ministerstwo Finansów wciąż zaciąga nowe długi! Wczoraj powiększyło zadłużenie o kolejne 6 miliardów złotych!

Zgodnie z komunikatem opublikowanym przez Ministerstwo Finansów, wczoraj na aukcji polskiego długu rząd sprzedał obligacje Skarbu Państwa za łączną kwotę 6 miliardów złotych. Była to już czwarta aukcja polskiego długu licząc od początku tego roku.

Niestety, pokusa na dalsze zadłużenie będzie wysoka, bowiem – wbrew międzynarodowej nagonce na nasz kraj, jaka w ostatnich tygodniach miała miejsce – ilość podmiotów, które chciały zostać wierzycielami Polski była wczoraj całkiem spora.

Według oficjalnych komunikatów MF popyt na polski dług wyniósł wczoraj niemal 12 mld zł (aż tyle pieniędzy inwestorzy byli chętni przeznaczyć na zakup obligacji emitowanych przez rząd). Ostatecznie zadłużenie naszego kraju powiększyło się „jedynie” o 6 mld zł (MF sprzedało obligacje typu PS0421 za 4 mld 335 mln zł i obligacje typu WZ0120 za 1 mld 665 mln zł).

Wiem, że wczoraj w mediach królował Bolek i szafa Kiszczaka, nie mniej warto pamiętać o ciągle powiększającym się zadłużeniu naszego kraju. W tym roku była to już czwarta aukcja długu organizowana przez Ministerstwo Finansów. Wcześniejsze akcje odbyły się 7 stycznia (sprzedano obligacji za 4,56 mld zł), 28 stycznia (sprzedano obligacji za 8,07 mld zł) oraz 4 lutego (sprzedano wówczas obligacji za 1,5 mld zł).

Licząc z wczorajszą aukcją, od początku roku MF powiększyło w ten sposób zadłużenie naszego kraju już o 20,13 mld zł!

Źródła:
MF sprzedało obligacje za 4,56 mld zł przy popycie 7,24 mld zł (Bankier.pl)
MF sprzedało obligacje za 8,07 mld zł, popyt sięgnął 11,9 mld zł (PB.pl)
MF sprzedało obligacje o wartości 1505 mln zł (PB.pl)
MF sprzedało obligacje za 6 mld zł (Bankier.pl)

http://niewygodne.info.pl/

Za: Dziennik gajowego Maruchy (2016-02-20)

 


 

Dajmy spokój z Wałęsą – kto jeszcze siedzi w szafie Kiszczaka?

Dyskusja o Wałęsie uświadamia jedno: proponowani nam od ponad dwóch dekad „herosi” to banda uwikłanych kombinatorów. Czyż nie świadczy o upadku naszego państwa fakt, że za wielkich bohaterów uznano ludzi, którzy mogą zostać w jednej chwili skompromitowani przez dokumenty ukryte prawem kaduka w tekturowym pudle generała – członka służalczego wobec obcego najeźdźcy reżimu?

Ten sympatyczny dziadzio – można powiedzieć – wywinął niezły numer wszystkim tym, którzy szczerze wierzyli, że ani jeden dokument i ani jedno zdjęcie kompromitujące elity III RP nie ujrzy światła dziennego. A przynajmniej nie z woli tych, którzy III RP powołali do życia przy Okrągłym Stole. Czesław Kiszczak – szef komunistycznej bezpieki – postanowił jednak zakpić sobie okrutnie z tego, co stworzył, zdecydowawszy o ujawnieniu bezpieczniackich materiałów po swojej śmierci.

Czy chciał w ten sposób uderzyć w instytucje III RP budowane, jak wiadomo, przez komunistów i solidarnościowców pospołu, czy też po prostu uczynił tak dla hecy? Trudno powiedzieć. Ale wydaje się, że ujawnienie dokumentów skrywanych dotąd w „szafie Kiszczaka” nie jest wyłącznie jego pomysłem. Z zamiarem takim nosił się bowiem już w 1996 roku, wszak właśnie z kwietnia tego roku pochodzi list, który skrobnął do szefa Archiwum Akt Nowych, informując o przekazaniu dowodów na współpracę Lecha Wałęsy z bezpieką. Co się stało, że list ów – podobnie zresztą jak sensacyjne dowody – nie trafił do adresata? Doprawdy, trudno zgadnąć. Ale ktoś lub coś skłoniło Kiszczaka do tego, by decyzję o ostatecznym zdemaskowaniu „Bolka” odłożyć ad Kalendas Graecas. A może, napisawszy list, schował go do szuflady, by zaufana mu osoba wysłała go na wypadek jego nagłej śmierci? Pytania, które pojawiają się w kontekście numeru, jaki Kiszczak wywinął ludziom określającym go mianem „człowieka honoru” (cyt. za: Adam Michnik), jest mnóstwo. Problem jednak w tym, że próba zrozumienia działań byłego szefa bezpieki wydaje się warta funta kłaków, wszak prowadzone przez tajne służby rozgrywki zwykle są dla naszych oczu głęboko ukryte. Stąd jesteśmy skazani na spekulacje i zadawanie pytań, które mogą zasiewać konieczny sceptycyzm. Ale jest coś jeszcze: stos dokumentów z domu Kiszczaka, które trafiły wreszcie w ręce IPN-owskich badaczy. A te każą postawić co najmniej dwa istotne postulaty.

Ujawnijcie wszystkie dokumenty!

To niesamowite, że od kilku dni liczni komentatorzy toczą absurdalną dyskusję o uwikłaniu Wałęsy we współpracę z bezpieką. Znalezione u Kiszczaka teczki nie są przecież żadnym wiekopomnym odkryciem, ani krokiem milowym dla polskiej historiografii. Z całą pewnością są one bezcenne dla historyków, stanowią wielką satysfakcję dla atakowanych za pisanie o współpracy przywódcy „Solidarności” z SB oraz – oby! – bezcenną motywację dla samego Lecha Wałęsy, by stanąć w końcu w prawdzie i rozliczyć się ze swoją przeszłością. Ale dla debaty publicznej czy świadomości społecznej znaczenie tych dokumentów jest po prostu znikome. Kto (obrazoburczo przyznajmy) traktuje Okrągły Stół, jako wydarzenie porównywalne w swojej mierze z chrztem Polski, uzupełnienia luk w wałęsowskich teczkach nie potraktuje poważnie, a ten, kto postrzega III RP jako twór nieuczciwego paktu w Magdalence, wzruszy ramionami. Fakty dotyczące współpracy Wałęsy z SB znane są wszak od dawna. Wiedzą o niej zarówno bliscy współpracownicy byłego prezydenta, jak historycy, a opinia publiczna miała szansę zgłębić temat gdy prof. Sławomir Cenckiewicz wraz z dr. Piotrem Gontarczykiem wydali książkę „SB a Lech Wałęsa”. Cóż nam więc z tego, że IPN ujawnia podpisane przez Wałęsę dokumenty dotyczące współpracy? Niewiele, choć – co do zasady – bardzo dobrze, że każdy będzie mógł je obejrzeć.

Zdecydowanie bardziej niepokojące jest jednak inne pytanie: co znajduje się w pozostałych materiałach znalezionych w domu Kiszczaka? I dlaczego nawet słowem nikt zająknął się dotąd o ich zawartości? Prezes IPN co prawda wspomniał o „kolejnych pakietach dokumentów”, które mają być poddawane podobnej procedurze do tych wałęsowskich, ale czy naprawdę to one muszą czekać w kolejce? Że były Polski prezydent był tajnym współpracownikiem – to żadna nowość. Można jednak przypuszczać, że Kiszczak miał w szafie znacznie ciekawsze materiały niż potwierdzenie uwikłania Wałęsy. Czy są tam informacje dotyczące takich ludzi, jak Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki czy Leszek Balcerowicz? Wszak wszyscy ci „ojcowie założyciele” mieli (lub mają, bo ostatni nadal żyje) na swoim sumieniu kooperację z wrogim komunistycznym systemem. Każdy z nich jest też wykreowany na nieskazitelną legendę, podobnie jak Wałęsa. Inna sprawa, że do szafy wszechwładnego niegdyś Kiszczaka mogły trafić też materiały kompromitujące polityków rządzącej obecnie prawicy. Przecież wszystkie formacje polityczne po 1989 roku powstawały na warunkach dyktowanych przez porozumienie z postkomunistami i w każdej znajdują się tacy, którzy co najmniej romansowali z systemem, o ile nie trzymali w szufladach swoich biurek legitymacji partyjnych. A co jeśli, obok takich legitek, znalazło się również zobowiązanie do współpracy?

Co więc dokładnie znajdowało się w szafie Kiszczaka? Dlaczego jako pierwsze otrzymujemy dokumenty dotyczące Wałęsy? Czy chodzi o rozpętanie burzy, która ułatwi przetrzebienie pozostałych teczek z „niebezpiecznej” zawartości? Dlaczego IPN nie mógł poczekać miesiąc, przeglądnąć całości materiałów i opublikować wszystkich? Po co owe igrzyska z Wałęsą w roli głównej?

Czas zabrać się z historię!

Drugi postulat nierozerwalnie wiąże się z pierwszym. Wszak sprawa dokumentów Kiszczaka uzmysławia, w jaki sposób historia minionych kilkudziesięciu lat oddziałuje na obecną sytuację polityczną. Rozliczenie z komunizmem i przełożenie historycznych akcentów z promowania wykreowanych przez słusznie miniony system elit III RP, na przypominanie o prawdziwie chwalebnych postaciach polskiej historii wydaje się być obecnie jednym z priorytetów. Dlaczego obecna władza – mimo siedzenia przez osiem lat w opozycyjnych ławach z sutą dotacją wpływającą na partyjne konto – nie ma jeszcze gotowych konkretnych propozycji dotyczących zmiany ustawy o IPN, pomysłów na promowanie polskiej historii poprzez filmy czy sztuki teatralne, a także koncepcji wielkich projektów muzealnych, jak choćby Muzeum Historii Polski? Gdzie są te obiecywane szuflady pełne ustaw? Gdzie gotowość do rządzenia? Jak dotąd bowiem słyszymy dość mgławicowe zapewnienia, że ustawa o IPN zostanie zmieniona, zaś wkrótce powstanie jakaś wielka superprodukcja związana z polską historią. Pytajmy więc: jakie są założenia tej ustawy? Czy przywrócona zostanie silna władza prezesa Instytutu na niekorzyść niesławnej Rady? Czy Instytut przestanie inwestować w durne projekty badawcze, jak np. badanie tego, co pod pierzyną wyprawiali żyjący w czasach PRL? Kiedy dokładnie ruszą prace nad wielką superprodukcją filmową o Polsce? Jaką konkretnie historię nam ona opowie?

Czas wziąć się na poważnie za Polską historię i opowiedzieć prawdę o polskich bohaterach, z których wielu zostało dzisiaj zapomnianych. Dyskusja o Wałęsie uświadamia bowiem jedno: proponowani nam od ponad dwóch dekad „herosi” to banda uwikłanych kombinatorów. Czyż nie świadczy o upadku naszego państwa fakt, że za wielkich bohaterów uznano ludzi, którzy mogą zostać w jednej chwili skompromitowani przez dokumenty ukryte prawem kaduka w tekturowym pudle generała – członka służalczego wobec obcego najeźdźcy reżimu? Naprawdę, śmiechu warte.

Krzysztof Gędłek

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2016-02-22)

 


 

Stanisław Michalkiewicz o sprawie ujawnionych teczek TW “Bolka”

Published on Feb 20, 2016

 


 

Michalkiewicz: Maria Kiszczak uratowała sobie spokojną starość i możliwość śmierci naturalnej

Oddając dokumenty, Maria Kiszczak uniknęła losu małżeństwa Jaoroszewiczów – uważa Stanisław Michalkiewicz.

Wydaje mi się, że gen. Kiszczak poprosił żonę, żeby się tej zawartości z domu pozbyła. W taki sposób pozbyła, aby cała Polska się o tym dowiedziała. W przeciwnym razie groziłby jej los małżeństwa Jaroszewiczów, którzy nie tylko zostali zamordowani w 1992 r., ale przed śmiercią byli torturowani – mówił Stanisław Michalkiewicz na antenie TVP. – Maria Kiszczak wszystko oddała w świetle kamer, więc już każdy wie, że nie ma się po co do niej fatygować – dodał znany publicysta.

Jego zdaniem w tej sprawie nie chodziło o pieniądze.

Moim zdaniem Maria Kiszczak ratowała życie, a przynajmniej spokojną starość i możliwość śmierci naturalnej – powiedział Michalkiewicz. 

TVP/KRESY.PL

Za: Kresy.pl (23 lutego 2016)

 


 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=85978 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]