Druga szansa Kaczyńskiego. Sprzątanie stajni Augiasza

Aktualizacja: 2015-11-13 12:58 pm

Prawo i Sprawiedliwość gromko deklaruje chęć odbudowy państwa zrecenzowanego przez wybitnego przedstawiciela ustępującej władzy jako teoretyczne. To zadanie wręcz karkołomne, o czym wiadomo już teraz, chociaż bilans otwarcia dopiero poznamy i z szaf powysypują się kolejne trupy po niesławnej pamięci poprzednikach.

Z dwuletniego zaledwie okresu swoich koalicyjnych współrządów (2005-2007) PiS wyszedł mocno poobijany, zaś ze wspomaganej katastrofy 10 kwietnia 2010 – poważnie ranny. Zaliczane raz za razem kolejne wyborcze porażki nie rokowały dlań dobrze przed rokiem 2015, kluczowym w perspektywie najbliższych kilku lat, biorąc pod uwagę „kumulację” głosowań prezydenckiego i parlamentarnych. Rzec można, powrót Prawa i Sprawiedliwości nastąpił w najmniej spodziewanym momencie. Do dzisiaj nie wiemy, czy Jarosław Kaczyński wystawił Andrzeja Dudę do wyborczego wyścigu o najważniejszy fotel w państwie dlatego, że był przekonany o jego realnej szansie na powodzenie, czy też wręcz przeciwnie – bo z góry pogodził się z porażką. Nadspodziewanie skuteczna okazała się kampania prowadzona pod wodzą Beaty Szydło w stylu jakże różniącym się od paru poprzednich. Szerzej nieznanemu wcześniej Dudzie otworzyła drogę po prezydenckiego pałacu, zaś samej szefowej jego sztabu – do premierowskiej nominacji.

Kontynuacja czy przełom?

Podobnego zwrotu sytuacji potrzebuje teraz, niczym tlenu, nasze państwo. Rusza kadencja nowego parlamentarnego rozdania. Prawo i Sprawiedliwość otrzymało od wyborców pełnię władzy i zapowiada “dobrą zmianę”, lecz pamiętajmy, że samo wciąż przez wielu zaliczane jest do pookrągłostołowego establishmentu od ćwierćwiecza niszczącego Polskę. Na własne życzenie. Przecież pomimo konfrontacyjnej z reguły retoryki, w istotnych momentach występowało nieraz ramię w ramię – w złej sprawie – z partiami uosabiającymi patologie III RP (za akcesją z UE, Traktatem Lizbońskim, wspierając postbanderowskie siły na Ukrainie, pilnując tzw. kompromisu aborcyjnego, itd.).

Pejzaż rządów sprawowanych przez ostatnie osiem lat sprawił jednak, że PiS nie musiałoby nawet szczególnie się wysilać, by na tle poprzedników wręcz błyszczeć (widać to już na przykładzie zmiany na fotelu prezydenta, tym bardziej, że Andrzej Duda zaczął swoją kadencję dość aktywnie). „Wystarczyłoby” nie marnować pieniędzy z budżetu i europejskich funduszy, zatrzymać rozrost napuchłej do patologicznych rozmiarów administracji, racjonalnie, a nie pod dyktando wpływowych sitw przeprowadzać przetargi. Powstrzymać lewicową rewolucję w prawodawstwie i edukacji, zaniechać sprzedaży resztek narodowych aktywów.

Wszystko to zaledwie odsunęłoby w czasie kompletną rozbiórkę. Dzisiaj partia Kaczyńskiego deklaruje jednak gromko chęć odbudowy państwa zrecenzowanego przez wybitnego przedstawiciela ustępującej władzy jako teoretyczne. To zadanie wręcz karkołomne, o czym wiadomo już teraz, chociaż bilans otwarcia dopiero poznamy i z szaf powysypują się jeszcze kolejne trupy po niesławnej pamięci poprzednikach. Zaplecze PiS okazało się silniejsze kadrowo niż dekadę temu, partia ma też nieporównanie większe poparcie społeczne. Prezes Kaczyński nabrał odporności na presję ze strony nieprzychylnych mediów, czego wyrazem są ministerialne nominacje permanentnie atakowanych Antoniego Macierewicza, Mariusza Kamińskiego i – w mniejszym stopniu – Zbigniewa Ziobry. Dzięki nim możemy spodziewać się (oby nie na wyrost) przynajmniej wyczyszczenia służb specjalnych, policji i sił zbrojnych z absolwentów moskiewskich uczelni, prób odbudowy armii i naprawy wymiaru sprawiedliwości, tkwiącego wciąż po uszy w pokomunistycznym grzęzawisku.

Rozdawnictwo czy rozsądek?

Więcej dowiemy się po exposé premier Szydło. Na razie można jednak ocenić obsadę rządu – także w sferze dotyczącej gospodarki – jako rokującą nie najgorzej, oczywiście, biorąc pod uwagę to, czego mogliśmy oczekiwać. Już teraz warto też pokusić się o wstępne cenzurki, przynajmniej w kilku kwestiach.

Na minus zapisać trzeba Prawu i Sprawiedliwości, że mocno przeszarżowało w przedwyborczej licytacji na obietnice socjalne. O ile jest kwestią oczywistą, że w obliczu demograficznej katastrofy wsparcia wymaga polska rodzina, to już zastosowana metoda (rozdawnictwo zapomóg, czy jak wolą powtarzać politycy PiS – „świadczeń”) stanowi tylko kolejny krok w otchłań skrajnie nieodpowiedzialnego zadłużania państwa. Także zwiększanie kwoty wolnej od podatku, samo w sobie bardzo słuszne, powinno odbywać się stopniowo, w miarę jak publiczne finanse zaczną łapać coraz głębszy oddech. Zamiast zaczynać od szastania gotówką, należy jak najszybciej obciąć biurokrację, zmniejszyć i uprościć podatki (czyli, w konsekwencji – paradoksalnie dla wyznawców państwa socjalnego – zwiększyć wpływy fiskalne) i poluzować rygory obciążające przedsiębiorców.

Stajnie Augiasza

Przed dekadą Kaczyński popełnił poważne błędy, na które tym razem nie może już sobie pozwolić. Wśród wielu priorytetów jako wręcz potrzeba chwili jawi się tutaj konieczność posprzątania stajni Augiasza przy ulicy Woronicza (TVP) i w siedzibach Polskiego Radia. Media publiczne określane tak chyba jeszcze tylko z przyzwyczajenia (bądź z racji analogii z innymi niechwalebnymi instytucjami, również nazywanymi w ten sposób) dawno przekroczyły wszelkie granice już nawet nie profesjonalizmu i rzetelności, ale elementarnej przyzwoitości. Bije z nich niechęć, wręcz pogarda dla Polski (wyjąwszy imprezy sportowe bądź festyniarskie przedsięwzięcia z czekoladowym orłem w roli głównej) oraz Kościoła. Ten wrzód trzeba radykalnie przeciąć i wszystko wskazuje, że to wkrótce nastąpi. Łatwe to, oczywiście nie będzie, podobnie jak usunięcie zaciągu Geremka, Sikorskiego i Komorowskiego z nominalnie tylko polskiej dyplomacji – przy założeniu, że prezes Kaczyński, minister Waszczykowski i prezydent Duda w ogóle zechcą to drugie zadanie wykonać.

Gdy nowa władza naprawi publiczne media, nieodzowny kanał komunikacji ze społeczeństwem, będzie można powiedzieć, że dała sobie szansę na skuteczne działanie. Ministerialne nominacje wyglądają dość obiecująco, przynajmniej na etap odgruzowania państwa i postawienie jego nowych zrębów.

Większość spośród nowych szefów poszczególnych resortów powstrzymuje się od jakichkolwiek deklaracji, ale niektórzy już zapowiadają, czego możemy spodziewać się po nich w najbliższej przyszłości. Anna Zalewska awizuje szybką likwidację gimnazjów i szkolnego przymusu dla sześciolatków, Piotr Gliński – uczynienie z TVP instytucji kultury, Konrad Szymański – asertywne stanowisko Polski w kwestii imigrantów, a także próbę zablokowania budowy gazociągu Nord Stream 2. Jacek Sasin zdążył natomiast skontrować społeczne oczekiwania dotyczące zakazu zabijania nienarodzonych oraz hodowli ludzi metodą in vitro.

Czy PiS dokona owego mocnego zwrotu w kierunku prawdziwie suwerennej polityki? Czy zechce, czy zdoła? Odbudowa państwa potrwać może wiele lat. Na bierzmowanie – oparcie go na chrześcijańskiej (a więc jedynej do Polski pasującej) aksjologii – musimy najwyraźniej poczekać. Bynajmniej nie biernie. Oby niezbyt długo.

Roman Motoła

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=84151 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]