- Bibula – pismo niezalezne - http://www.bibula.com -

Halloween. Kiedy diabeł się cieszy

Brak wiary i zrozumienia spraw ostatecznych powoduje u wielu ucieczkę w świat fikcji Halloween. Współczesny człowiek, nie mogąc sobie poradzić z własnym przemijaniem, nie mając silnego oparcia w Słowie Bożym, ucieka się do nowych zastępczych form wiary w nieśmiertelność.

Pseudo-święto z trupimi obyczajami

Jednym z pierwszych pytań jakie możemy postawić, dotyczy tego, co tak naprawdę rozumiemy przez „Święto Halloween”? Okazuje się że wielu ludzi, nie postrzega Halloween jako jakiegoś specjalnego święta. W USA Halloween dla sporej części społeczeństwa to przede wszystkim czas przystrajania domów w upiorne kostuchy, pajęczyny, mroczne nietoperze, wycinanie diabelskich uśmiechów w dyniach, naklejanie demonicznych dekoracji na okna, itp.

W wigilię Halloween organizuje się dla dzieci kostiumowe zabawy, a dorośli spotykają się na prywatnych przyjęciach. Na Uniwersytetach samorządy studenckie i inne organizacje studenckie organizują specjalne okolicznościowe imprezy. Znanym zwyczajem Halloween jest chodzenie po domach i zbieranie przez dzieci cukierków.

Co do zwyczajów związanych z Halloween to jest ich sporo i w dużej mierze zależą od regionu, kraju, miasta czy wręcz konkretnej rodziny, która w taki a nie inny sposób chce uczcić Halloween.    

Czy aby na pewno wyłącznie zabawa?

Widzimy wyraźne napięcie pomiędzy zwolennikami tego święta i jego przeciwnikami. W dobie wolności światopoglądowej i religijnej, każdy może wierzyć jak chce, i praktykować takie a nie inne zwyczaje o charakterze religijnym czy magicznym. Niemniej, angażowanie się w Halloween chrześcijan budzi wiele zastrzeżeń.

Sprzeciwiając się celebrowaniu Halloween mówimy przede wszystkim NIE zabobonowi, który w wersji soft przeniknął do naszego myślenia, także chrześcijańskiego.

Weźmy dla przykładu kwestię dekoracji Halloween. Pomijając aspekt ekonomiczny (a wiemy, że jest to świetna okazja dla producentów różnych maszkarad do zarobienia milionów dolarów), warto zadać sobie pytanie, jaki cel osiągamy, wydając setki a nie rzadko tysiące dolarów na przystrajanie domów w dekoracje upodabniając je do opętanych przez demony, kościotrupy i inne istoty? Jaki jest cel strojenia dzieci i młodzieży w kostiumy zamieniające je w zakrwawione zombie, kościotrupy, magów, wróżki, itp.? Logika myślenia, że „to co straszy to również śmieszy” wydaje się dość powszechna w młodym i starszym pokoleniu.

W ostatnich kilku tygodniach pytałem młodzież i dorosłych czym dla nich jest Halloween i co o tym święcie wiedzą? Nie spotkałem nikogo, kto byłby w stanie powiedzieć coś poza tym, że Halloween to dobra zabawa. Na szczęście kilku dorosłych podkreślało, że jest przeciwna zwyczajom Halloween, ale presja społeczna jest tak duża, że nie sposób dziś w jakiejś choćby najmniejszej mierze nie włączyć się w dekoracje czy praktyki Halloween. Dla przykładu, cóż ma zrobić rodzic, jeśli na lekcjach szkolnych dzieci zmusza się do wycinania z kartonu dyń, i naklejania na nich własnych zdjęć w ramach przygotowywanego szkolnej zabawy z okazji Halloween? Sytuacja dla wielu chrześcijan jest dość złożona.

Wydaje się, że na poziomie podświadomości, Halloween pozwala się zmierzyć wielu ludziom z problemem życia i śmierci, choć czyni to w sposób nieudolny. Brak wiary i zrozumienia spraw ostatecznych powoduje u wielu ucieczkę w świat fikcji Halloween. Współczesny człowiek, nie mogąc sobie poradzić z własnym przemijaniem, nie mając sensownego oparcia w Słowie Bożym, ucieka się do nowych zastępczych form wiary w nieśmiertelność. Przyjrzyjmy się po krótce choćby sprawie przebierania się za zombie, czy żywe kościotrupy. Zombie staje się nową formą nieśmiertelnego człowieka – pomimo śmierci, pomimo okaleczenia, żyje, bez ręki, bez nogi, z wyrwanymi wnętrznościami, wstaje i idzie (jak na filmach). Czy jest to tylko zabawa? Nawet jeśli tak, to wydaje się być wyrazem jakiejś porażki intelektu, estetyki i ducha.

Duch Halloween w katolickich domach i kościołach

Współczesne społeczeństwo, w tym niestety również katolicy, tak nasiąknęło ideami Halloween, że z otwartym sercem pozwalają ideologom tego pseudo-święta dyktować sobie nowe zasady i z radością witają wymyślane wciąż na nowo kolejne dziwaczne zwyczaje, za które muszą płacić setki dolarów.

Ze smutkiem przyglądam się jak katolickie świątynie przystrajane są różnokształtnymi dyniami, snopkami siana i innymi charakterystycznymi dla Halloween rekwizytami. Nie trudno spotkać, przy wejściach do kościołów i nawet przy samych ołtarzach (sic!)  wymyślne dekoracji nawiązujących do Halloween – co więcej, dla zachowania chrześcijańskiego wymiaru tych ozdób, niektórzy w dyniach wycinają krzyże, lub nalepiają twarze świętych.

W szkołach modnym zwyczajem stało się już na kilka tygodni przed Halloween angażowanie dzieci w przystrajanie klas szkolnych. Dotyczy to zarówno kilkuletnich dzieci, które wycinają z papieru nietoperze, kościotrupy czy dynie, jak i klas starszych. Te ostatnie z wielkim zaangażowaniem dokładają starań, by szkoła zamieniła się na jakiś czas w mroczne zamczysko pełne zombie, pająków, ludzkich szczątków, itp. Czemu ma to służyć?

Ciekawym doświadczeniem było dla mnie uczestniczyć kiedyś w komisji szkolnej, wraz z pewną siostrą zakonną, wtedy dyrektorem placówki. Zadaniem komisji było dokonanie oceny i wyboru najlepiej przystrojonych drzwi do klasy, które „ozdabiały” dzieci z okazji Halloween i święta Wszystkich Świętych. I tak przez ponad godzinę chodziliśmy po wszystkich klasach i ocenialiśmy. Ku mojemu zaskoczeniu, na jednych drzwiach znalazł się napis „Memento Mori” i duży krzyż – wnet pomyślałem, że oto przynajmniej jedna klasa coś z tego wszystkiego rozumiała. Szybko zaproponowałem więc pierwsze miejsce. Dowiedziałem się jednak natychmiast, że w opinii innych członków komisji krzyż i łaciński napis brzmią „zbyt pretensjonalnie, nieekumenicznie i staroświecko”. Po tym wydarzeniu nie pozwoliłem się już nigdy wciągnąć w podobne bzdury. Krzyż przegrał z trupimy czaszkami, pająkami i wyłupanymi i nawleczonymi na sznurek sztucznymi zakrwawionymi gałkami ocznymi.

Niezależnie od moich prywatnych doświadczeń, zadziwia mnie wciąż dziwaczne dążenie do kultywowania irracjonalnych, mrocznych i estetycznie wątpliwych zwyczajów. Wciąż dziwię się, dlaczego tak wielu ludzi odrzuca wiarę w Boga, ucieka przed pogłębioną refleksją na temat życia i śmierci a oddaje się praktyce pogańskich zwyczajów wątpliwego pochodzenia.

Wielu kapłanów odpowiadając na to pytanie wskazuje na wzmożoną aktywność złych duchów w przeddzień Halloween i w samym tym dniu. To także moje doświadczenie – gdy zbliża się 31 października, przychodzą do mnie coraz liczniejsze osoby prosząc o modlitwę uwolnienia od różnych dziwnych zależności od zła. Nie dawniej niż kilka dni temu zmuszony byłem do bardzo intensywnej modlitwy nad młodym chłopcem, który w niewyjaśniony sposób wykazywał objawy opętania. Modliłem się również nad kobietą, która pod działaniem złego ducha wijąc się w dziwacznych konwulsjach oddawała cześć mocom zła. Po kilkudziesięciu minutach udało się doprowadzić ją do wyznania wiary w Chrystusa, którego wcześniej opluwała. Czy to przypadek, że natężenie tego typu sytuacji przypada na okres wzmożonego angażowania się w praktyki Halloween?

Krzyż – razi, a śmierć i upiory – bawią?

I na koniec, jeszcze jedno wspomnienie, z okresu Wielkanocy, kiedy to w jednym z kościołów proboszcz zabronił wiernym przygotowania Grobu Pańskiego, w którym wierni chcieli umieścić figurę Jezusa dla celu adoracji. Jak dowiedzieli się, figurka Jezusa spoczywającego w grobie mogłaby przestraszyć dzieci. Cóż, wierni się podporządkowali. Również krzyż nie mógł zawierać zbyt realistycznego przedstawienia męki Chrystusa. Dziś jednak zastanawiam się, jak to jest, że te same dzieci nie boją się i nie popadają w depresję podczas Halloween, oglądając na każdym rogu ulicy i w swoich domach bogatą ekspozycję trupów, upiorów, i innych zjaw opuszczających czeluści piekielne w ten wieczór, a krzyż Chrystusa tak bardzo ma ich niepokoić i wywoływać obawy u rodziców.

Czyż nie jest to symptomatyczne, że krzyż Chrystusa razi tak wielu, a przebieranie się za upiory budzi radość i sympatię? Dokąd zmierza świat, w którym nie potrafimy pochylić się na grobami zmarłych naszych bliskich a z dziwną fantazją angażujemy się maskaradę pogańskiego Halloween? Jedynym skutecznym antidotum na to wszystko jest użyźnianie gleby naszej wiary, życie w rytmie liturgii Kościoła, który z szacunkiem pochyla się nad tajemnicą życia i śmierci.

Ks. dr Mariusz Gajewski

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2015-10-30)

 


 

A teraz, w ramach “pluralizmu w Kościele”, poniższe oświadczenie rzecznika wrocławskiej kurii, ks. Rafała Kowalskiego…

Skąd się tacy biorą?

http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/9041681,halloween-czy-katolikom-wypada-przebierac-sie-za-upiory,id,t.html

Czy katolikowi wypada zatem świętować halloween?

– To trudne pytanie, daleki jestem od tego, by mówić, że branie udziału w takich obchodach to grzech i zło – mówi rzecznik wrocławskiej kurii ks. Rafał Kowalski. – To tak jak pytanie, czy grzechem jest obrzucanie nowożeńców ryżem: jeśli wierzymy, że tylko i wyłącznie dzięki temu parę młodą czeka szczęście, jest to bałwochwalstwo. Jeśli z kolei robimy to dla zabawy i tradycji, nie ma w tym nic złego – wyjaśnia ks. Kowalski.

Napisał Dextimus dnia 31.10.15

Za: Breviarium – dawniej: Kronika Novus Ordo (31 października 2015)

 


 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]