Dlaczego dozbrajanie Ukrainy to naprawdę bardzo zły pomysł

Aktualizacja: 2015-02-19 11:23 pm

Rosja nie jest ambitną, wschodzącą potęgą jak nazistowskie Niemcy czy współczesne Chiny. Jest starzejącą się, wyludniającą i chylącą się ku upadkowi wielką potęgą próbującą trzymać się jakiegokolwiek wpływu na sytuację międzynarodową, jaki jeszcze posiada i zachować skromną strefę wpływu w pobliżu swych granic, by silniejsze państwa –szczególnie Stany Zjednoczone – nie mogły osiągnąć korzyści z jej rosnącej wrażliwości – pisze na łamach Foreign Policy Stephen M. Walt.

Mędrcy z Waszyngtonu aż skaczą na myśl o propozycji wysyłania broni na Ukrainę. Oto dlaczego wszyscy oni powinni wziąć głęboki oddech.

Czy USA powinny zacząć zbroić Ukrainę, by ta mogła lepiej przeciwstawić się, a może nawet pokonać wspieranych przez Rosję separatystów w jej wschodnich obwodach? Wielu doświadczonych amerykańskich dyplomatów i specjalistów od polityki zagranicznej wydaje się myśleć w ten sposób. „Oddział specjalny” złożony z Instytutu Brookings (Brookings Institution), Rady Atlantyckiej (Atlantic Council) oraz Chicagowskiej Rady ds. Globalnych (Chicago Council on Global Affairs) chce, by Stany Zjednoczone wysłały Ukrainie pomoc wojskową wartą miliard dolarów najszybciej, jak to tylko możliwe i nie poprzestają tylko na tym.

Administracja prezydenta Obamy przemyśla swoją wcześniejszą niechęć, zaś kandydat na stanowisko sekretarza obrony Ash Carter [ostatecznie objął on to stanowisko 17 lutego – Kresy.pl] powiedział podczas wysłuchania w Senacie, że on także jest „bardzo skłonny” opowiedzieć się za takim kierunkiem działania.

Wydaje się, że dopóki “chłodniejsze głowy” nie będą przeważać, dopóty USA będzie dążyć do podbijania stawki na Ukrainie. Ta decyzja jest jednak w pewnym sensie zaskakująca, ponieważ tylko nieliczni eksperci są zdania, że ten upadły [dosł. “zbankrutowany” – Kresy.pl] i podzielony kraj jest ważnym interesem strategicznym [dla USA – Kresy.pl], zaś nikt nie wspomina o wysyłaniu amerykańskich wojsk, by walczyły w imieniu Kijowa. Tak więc pytanie brzmi: czy wysyłanie Ukrainie pęczków zaawansowanego uzbrojenia ma sens?

Odpowiedź brzmi: nie.

Jednym z powodów, by sceptycznie odbierać raport trzech wspomnianych think tanków, jest prześledzenie rejestru ich członków, którzy wszyscy myślą bardzo podobnie. Owa grupa nie składa się ze zróżnicowanego grona ekspertów, chcących badać szeroki wachlarz opcji i znajdować jakąś kreatywną płaszczyznę porozumienia. Jest dokładnie odwrotnie. Wszyscy ich członkowie to ludzie, którzy od dawna popierają ekspansję NATO i posiadają oczywiste pragnienie by bronić tej polityki, która odegrała centralną rolę w doprowadzeniu do obecnego kryzysu. Ostatecznie, są to ci sami luzie, którzy od końca lat 90. mówią nam, że ekspansja NATO na wschód nie stwarza dla Rosji żadnego zagrożenia, lecz zamiast tego tworzy szeroką i trwałą strefę pokoju w Europie. Te przewidywania są dziś w strzępach, niestety, ale mimo tego owi eksperci dwoją się i troją, by bronić polityki, która była wątpliwa od samego początku i wyraźnie zaszła za daleko. Tak jak ostrzegali krytycy, nieograniczona ekspansja NATO zrobiła więcej by popsuć relację z Rosją, niż jakakolwiek pojedyncza zachodnia linia polityczna.

Ci którzy popierają uzbrajanie Ukrainy stosują środki zaradcze według tzw. „modelu odstraszania” podczas gdy niemal na pewno mamy do czynienia z tzw. „modelem spirali”. W swojej klasycznej książce „Postrzeganie i nieporozumienie w polityce międzynarodowej” [ang. Perception and Misperception in International Politics – Kresy.pl], politolog Robert Jervis wskazuje, że wiele państw może podejmować działania, które wydają się być agresywne z dwóch powodów.

Czasem państwa zachowują się agresywnie, ponieważ ich przywódcy są zachłanni, szukają czegoś w rodzaju osobistej chwały lub są ideologicznie ukierunkowani na ekspansję i nie reagują na groźby ze strony innych. Klasycznym przykładem jest, rzecz jasna, Adolf Hitler i nazistowskie Niemcy. W takich przypadkach kompromis nie zadziała. Tu ma zastosowanie „model odstraszania”: jedynym co można zrobić to stosować ostrzeżenia i wiarygodne groźby, by potencjalny agresor został zniechęcony do realizacji swoich nieodwołalnie rewizjonistycznych celów.

W przeciwieństwie do powyższego, “model spirali” ma zastosowanie, gdy pozornie agresywna polityka państwa jest motywowana głównie strachem i brakiem bezpieczeństwa. Stosowanie gróźb i próby odstraszenia lub przymuszania jedynie wzmocnią obawy takiego państwa i sprawią, że stanie się ono jeszcze bardziej agresywne, w rezultacie uruchamiając akcje i reakcje nakręcające spiralę narastającej wrogości.

Jeśli brak poczucia bezpieczeństwa jest korzeniem działań rewizjonistycznych, stosowanie gróźb jedynie pogorszy całą sytuację. Prawidłową odpowiedzą w przypadku „modelu spirali” jest dyplomatyczny proces porozumienia oraz zaspokajania-appeasementu (tak, appeasementu), by uspokoić obawy niepewnego państwa. Takie wysiłki nie wymagają dawania oponentowi wszystkiego, czego może chcieć czy usuwania każdej z jego obaw. Wymagają za to poważnych wysiłków, by zaspokoić brak pewności i bezpieczeństwa, które motywują niewłaściwe zachowanie drugiej strony.

Problemem jest rzecz jasna to, że te odpowiedzi, które świetnie sprawdzają się w jednych sytuacjach mają skłonność poważnie zawodzić w drugich. Zastosowywanie „modelu odstrzazania” wobec niepewnego adwersarza zwiększy jego paranoję i napędzi jego reakcje defensywne, podczas gdy ugłaskiwanie niepoprawnego agresora zapewne tylko zaostrzy jego apetyt i sprawi, że odstraszenie go w przyszłości będzie trudniejsze.

Ci, którzy teraz popierają dozbrajanie Ukrainy wyraźnie wierzą w to, że “model odstraszania” jest w tym przypadku poprawną drogą myślenia. Według tego, Władimir Putin to bezwzględny i nieustępliwy agresor próbujący odtworzyć coś na kształt dawnego imperium sowieckiego, i stąd nie przeciwstawienie mu się w sprawie Ukrainy doprowadzi go do podejmowania agresywnych działań w innych miejscach. Dlatego jedyną rzeczą, którą można zrobić, jest zwiększenie kosztów [tych działań –Kresy.pl] na tyle, by Rosja wycofała się i dała Ukrainie wolną drogę w realizacji swojej polityki zagranicznej. Dokładnie taki jest kierunek działania zalecany w raporcie trzech wymienionych wcześniej think tanków:  poza „wzmocnieniem odstraszania” jego autorzy wierzą, że uzbrojenie Ukrainy pomoże „stworzyć warunki, w których Moskwa zdecyduje się negocjować autentyczne porozumienie, które umożliwi przywrócenie Ukrainie pełnej suwerenność”. W skrócie, poza wzmocnieniem odstraszania dostarczenie Kijowowi broni ma w zamierzeniu zmusić Moskwę do robienia tego, czego chcemy.

Jednak w tym przypadku dowody sugerują, że model spirali jest znacznie bardziej odpowiedni. Rosja nie jest ambitną, wschodzącą potęgą jak nazistowskie Niemcy czy współczesne Chiny. Jest starzejącą się, wyludniającą i chylącą się ku upadkowi wielką potęgą próbującą trzymać się jakiegokolwiek wpływu na sytuację międzynarodową, jaki jeszcze posiada i zachować skromną strefę wpływu w pobliżu swych granic, by silniejsze państwa –szczególnie Stany Zjednoczone – nie mogły osiągnąć korzyści z jej rosnącej wrażliwości. Putin i spółka są także autentycznie zaniepokojeni wysiłkami Ameryki promującymi „zmiany reżimu” na świecie, w tym na Ukrainie, czyli politykę, która ostatecznie może zagrozić ich własnej pozycji. To raczej przewlekły strach niż nieustępliwa ambicja podbudowuje reakcję Rosji na Ukrainie.

Co więcej, kryzys ukraiński nie rozpoczął się od śmiałego ruchu ze strony Rosji czy nawet serii bezprawnych rosyjskich żądań. Zaczął się, gdy USA i UE spróbowały wyrwać Ukrainę z rosyjskiej orbity wpływów i umieścić ją w strefie wpływów Zachodu. Ten cel mógł być abstrakcyjnie pożądany, lecz Moskwa całkowicie jasno dała do zrozumienia, że będzie z tym zaciekle walczyć. Amerykańscy przywódcy beztrosko zignorowali te ostrzeżenia – które wyraźnie wynikały z rosyjskiego braku poczucia bezpieczeństwa aniżeli z żądzy terytorialnej –  i nic dziwnego, że zostali zaskoczeni reakcją Moskwy. Niepowodzenie amerykańskich dyplomatów, którzy nie przewidzieli twardej odpowiedzi ze strony Putina, było aktem nadzwyczajnej niekompetencji dyplomatycznej i można jedynie zastanawiać się, dlaczego osoby, które odpowiadają za tę porażkę wciąż tkwią na stanowiskach.

Jeśli znajdujemy się w sytuacji odpowiadającej modelowi spirali, uzbrajanie Ukrainy tylko pogorszy sprawę. Z pewnością nie pozwoli jej to pokonać znacznie silniejszej armii rosyjskiej; ona zwyczajnie zintensyfikuje konflikt i przysporzy dalszych cierpień Ukraińcom.

Nie jest też prawdopodobne, by uzbrajanie Ukrainy przekonało Putina by dał za wygraną i pozwolił Waszyngtonowi na robienie tego czego chce. Ukraina jest historycznie powiązana z Rosją, są oni bardzo bliskimi sąsiadami, rosyjski wywiad posiada zadawnione powiązania wewnątrz ukraińskich instytucji bezpieczeństwa, zaś Rosja jest militarnie znacznie silniejsza. Nawet potężne dostawy broni ze Stanów Zjednoczonych nie przechylą szali na korzyść Kijowa, zaś Moskwa może zawsze eskalować konflikt, jeśli walka obróci się przeciwko separatystom, jak minionego lata.

Najważniejsze jest jednak to, że los Ukrainy jest znacznie ważniejszy dla Moskwy niż dla nas, co oznacza, iż Putin oraz Rosja będą skorzy zapłacić większą cenę by osiągnąć swe cele niż my. Bilans determinacji [ang. balance of resolve], jak również lokalna równowaga sił silnie faworyzują Moskwę w tym konflikcie. Stąd przed wkroczeniem na drogę eskalacji Amerykanie powinni zapytać sami siebie jak daleko są skłonni pójść. Jeśli Moskwa posiada więcej opcji do wyboru, jest skłonna do zniesienia większego bólu i zaryzykować więcej niż my, wówczas rozpoczynanie rywalizacji na determinację, której zapewne nie wygramy, nie ma sensu. I nie – to nie pokazuje, że Zachód jest niezdecydowany, tchórzliwy czy pozbawiony zasad. To oznacza po prostu, że Ukraina jest ważnym interesem strategicznym dla Rosji, lecz nie dla nas.

Wysiłki na rzecz rozwiązania tego kryzysu są również upośledzone przez skłonność USA do rozkoszowania się dyplomacją w stylu “albo bierzesz albo do widzenia” [ang. take-it-or-leave-it diplomacy]. Zamiast angażować się w prawdziwe negocjacje, amerykańscy oficjele raczej mówią innym co mają robić, a następnie podnoszą ciśnienie, jeśli ktoś się do tego nie stosuje. Dziś ci, którzy chcą uzbrajać Ukrainę domagają się od Rosji zaprzestania całej swojej aktywności w tym kraju, wycofania się z Krymu oraz pozwolenia Ukrainie na przystąpienie do Unii Europejskiej i/lub NATO jeśli tego zechce i spełni warunki uczestnictwa. Innymi słowy, oczekują od Moskwy porzucenia jej własnych interesów na Ukrainie – całkowitego. Byłoby wspaniale, gdyby zachodnia dyplomacja była w stanie zrealizować taki cud, ale na ile jest to prawdopodobne? Biorąc pod uwagę historię Rosji, jej sąsiedztwo z Ukrainą oraz zadawnione obawy związane z bezpieczeństwem, trudno jest wyobrazić sobie Putina kapitulującego przed naszymi żądaniami bez długiej i kosztownej walki, która przyniesie Ukrainie jedynie dodatkowe szkody.

I nie zapominajmy o szerszych kosztach takiej nieudolnej polityki. Pchamy Rosję coraz bliżej Chin, co nie leży w długofalowym interesie USA. Doprowadziliśmy współpracę z Rosją w kwestii bezpieczeństwa nuklearnego do zakończenia, pomimo tego, że w Rosji nadal istnieją duże ilości nieadekwatnie zabezpieczonego materiału nuklearnego. I z całą pewnością przedłużamy cierpienia ukraińskiej ludności.

Rozwiązaniem tego kryzysu jest porzucenie przez USA oraz ich sojuszników niebezpiecznego i niepotrzebnego celu w postaci niekończącej się ekspansji NATO, a także zrobienie wszystkiego w celu przekonania Rosji, że chcemy, by Ukraina była neutralnym buforem już na zawsze. Powinniśmy zatem opracować wspólnie z Rosją, UE i MFW program gospodarczy, by postawić ten nieszczęsny kraj z powrotem na nogi.

Z drugiej strony, dozbrajanie Ukrainy jest receptą na dłuższy i bardziej wyniszczający konflikt. Prosto jest zalecać takie działania, kiedy siedzi się bezpiecznie w waszyngtońskim think tanku, ale niszczyć Ukrainę by ją uratować – to mało mądra czy moralnie poprawna dyplomacja.

Stephen M. Walt

Stephen M. Walt jest profesorem stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Harvarda. Walt jest jednym z najbardziej znanych teoretyków stosunków międzynarodowych. Jest twórcą teorii realizmu defensywnego.

Tłumaczenie i opracowanie na podstawie Why Arming Kiev is a Really, Really Bad Idea: Marek Trojan

 

Zobacz także: 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: , , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=79918 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]