Rozgonić michnikowszczyzn&#281! – Stanisław Michalkiewicz

Aktualizacja: 2006-12-11 12:00 am

Jak powiadają Rosjanie, łarczik prosto atkrywajetsia. Jeszcze Michnik nie zdążył w Gazecie Wyborczej rozkręcić na dobre rozporkowej afery z udziałem najnowszego nabytku Salonu, pani Anety Krawczykowej, a tu już wyszło na jaw, że to praczka, która tak jest zajęta przy balii, że nawet nie wie, kto jej od tyłu zrobił dziecko.

Zanim jednak to wyszło na jaw, Salon został puszczony w ruch i wyrazy solidarności zdążyły złożyć pani Anecie wszystkie "siostry", z panną Kazimierą Szczukówną i Izabelą Jarugą-Nowacką na czele. Kiedy okazało się, że poseł Łyżwiński nie jest ojcem córki pani Anety, michnikowszczyzna z początku trochę się zacukała. Zaraz jednak odzyskała tupet, przyjmując nową formułę, że przecież nie chodzi o dziecko, tylko o "molestowanie", a w ogóle tak czy inaczej, to Samoobrona "i tak się skompromitowała".

Nie bardzo wiadomo, co znaczy to „i tak”; widać michnikowszczyźnie do tego stopnia uderzyła do głowy pycha, że uważa, iż zdemaskowane oszczerstwo kompromituje pomówionego, a nie oszczercę. Taką wykładnię można było wydestylować z udzielonej na gorąco wypowiedzi red. Stasińskiego, dla którego trzeba będzie chyba ustanowić nagrodę Miedzianego Czoła z Oślimi Uszami.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz każdy może przekonać się, jak niebezpieczne jest tolerowanie bezkarności żydowskiej gazety dla Polaków. Dotychczas bowiem organy ścigania patrzyły przez palce na panoszenie się poprzebieranych za dziennikarzy bezczelnych łobuzów, w obawie przez posądzeniem o „antysemityzm”, zaś dygnitarze państwowi powściągali rękę sprawiedliwości, żeby nie narazić kraju na ostracyzm rozpętany przez hałaśliwą „diasporę”.

Ale nie można dłużej chować głowy w piasek; „nie bądź słodki, bo cię zliżą”. Jeśli nadal będziemy nadskakujący, albo chociaż bojaźliwi wobec coraz bardziej rozzuchwalonej „mniejszości”, to w trujących wyziewach „cybuli” w końcu się podusimy. Zdaję sobie sprawę, że po publikacji tego felietonu znowu może odezwać się klangor od oceanu do oceanu, ale przecież ktoś musi się poświęcić i powiedzieć verba veritatis. Tym bardziej, że ta hucpa nie ma charakteru samoistnego, tylko jest zaprzęgnięta w służbę obcoplemiennych interesów.

Miejmy zatem nadzieję, że tym razem prokuratura ośmieli się przesłuchać nie tylko panią Anetę, ale i inne damy, co to na sygnał „GW” zgłaszały się na wyścigi, żeby zeznawać („nie brak świadków na tym świecie” – mówił u Fredry Rejent Milczek), kto je poinstruował, ile obiecał i tak dalej. No a potem – że ośmieli się zidentyfikować i przycisnąć również tego „ktosia”. W przeciwnym razie razwiedka do spółki z kurwiszonami zacznie wodzić za nos całe państwo. Adwokatka pani Anety, też sprawiająca wrażenie jakiejś takiej wyluzowanej, już nosi się z zamiarem przebadania DNA wicepremiera Leppera. A jak i on zostanie wykluczony? To może posła Filipka? A jak z nim też nie wyjdzie? To może cały pułk zmechanizowany?

Jeśli tedy nie chcemy za sprawą michnikowszyczny pogrążać się w oparach absurdu, konieczne jest uchylenie przepisów karnych o tak zwanym „molestowaniu”. Nie tylko stanowią one zachętę dla wszelkiego rodzaju szantażystów, ale człowieka oskarżonego doprowadzają praktycznie do sytuacji bezbronności. Rzecz w tym, że istoty tego „przestępstwa” nie można wyprowadzić z samego czynu, tylko przede wszystkim – z odczucia osoby zainteresowanej: czy poczuła się nieprzyjemnie molestowana, czy nie.

Przy takiej konstrukcji prawnej nikt nie może być pewien dnia ani godziny, bo przecież, przy odrobinie dobrej woli, nieprzyjemne wrażenie molestowania może wywołać cokolwiek! Nigdy zatem nie wiadomo, czy właśnie nie została przekroczona cienka, czerwona linia. Warto zwrócić uwagę, że tak się jakoś składa, iż oskarżenia o „molestowanie”, często po wielu latach, kierowane są z reguły wobec ludzi zamożnych, albo przynajmniej wpływowych, z których można wycisnąć forsę.

Niewątpliwie intencją socjalistów, którzy nadają dzisiaj ton całemu Eurokołchozowi, podobnie zresztą, jak intencją równie wpływowego w Eurokołchozie lobby sodomitów, jest zniszczenie wszelkich autentycznych więzi społecznych, które wymagają minimum lojalności i zaufania. Forsowanie praw stanowiących zachętę dla szantażystów i zacierających granicę między legalnym i nielegalnym, skutecznie podkopuje zaufanie i lojalność, a także – przyjazny charakter relacji między mężczyznami i kobietami. Prawa te w miejsce życzliwości wprowadzają podejrzliwość, tym bardziej uzasadnioną, że wkładają w ręce kobiet potężne narzędzie niszczenia.

Patrząc jak używa go dzisiaj pani Aneta Krawczykowa, wraz ze swoimi protektorami i impresariami z razwiedki, „Gazety Wyborczej” i TVN nabieramy pewności, że stwarza to zagrożenie bezpieczeństwa powszechnego. Wobec takich zagrożeń najwyższe władze państwa nie mogą pozostać obojętne.


Stanisław Michalkiewicz
  www.michalkiewicz.pl

Komentarz  ·  „Tygodnik nr 1” (pow. poznański)  ·  12 grudnia 2006  |  www.michalkiewicz.pl

 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=788 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]