Nad Konradem Lorenzem – Stanisław Michalkiewicz

Aktualizacja: 2014-09-19 5:35 pm

Konrad Lorenz (nawiasem mówiąc, jeden z Czytelników wytknął mi, że powołuję się na Konrada Lorenza, który nie tylko był „nazistą”, ale w dodatku maczał palce w prowadzonych w Wartegau badaniach nad przydatnością rasową Polaków do zniemczenia, w następstwie których osobników „odrzuconych” deportowano do Generalnej Guberni, albo od razu do kacetów. Wszystko to być może tym bardziej, że Konrad Lorenz na pewno był współautorem pracy zatytułowanej „Volkstum, Gesinnung und Charakter. Berichte uber psychologische Untersuchungen an Posener deutsch-polnischen Mischlingen und Polen” (Narodowość, przekonania i charakter. Sprawozdania o badaniach psychologicznych poznańskich niemiecko-polskich bastardów i Polaków) – więc Konrad Lorenz twierdził, groźne drapieżniki stosunkowo rzadko mordują się w walkach, w odróżnieniu od zwierząt nie wyposażonych przez naturę w żadną groźną broń. W odróżnieniu od wilków, które walczą w zasadzie tylko w celu ustanowienia hierarchii w stadzie, takie na przykład synogarlice mordują się nawzajem bardzo często.

Wspomniany Czytelnik, który zresztą od lat zaszczyca mnie korespondencją twierdził ponadto, że gdyby Lorenz, zamiast nad naszym, mniej wartościowym, prowadził swoje badania nad reprezentantami innego narodu, to nie dostałby nigdy żadnego Nobla, tylko zwyczajnie – czapę, albo stryczek. Coś rzeczywiście musi być na rzeczy, bo dzisiaj naukowcy nie tylko nie ośmielają się prowadzić żadnych badań nad ludzkimi rasami, ale nawet od samego zagadnienia rasowego trzymają się z daleka. Być może właśnie dlatego przodujący charakter, dajmy na to, narodu żydowskiego nie jest przez nikogo kwestionowany, bo brak po temu naukowych podstaw, podczas gdy w takim na przykład Talmudzie jest mnóstwo twierdzeń wskazujących nie tylko na rasową wyższość narodu żydowskiego, ale nawet trafiają się tam opinie, iż tylko on tak naprawdę zalicza się do rodzaju ludzkiego. A nie ulega wątpliwości (nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania…), że Talmud jest dziełem naukowym. Czyż w przeciwnym razie tylu mężczyzn całymi latami by go studiowało? Ale dociekliwy Czytelnik wraził też opinię, że ten cały Konrad Lorenz może i znał się na gęgaczach, ale o drapieżnikach nie miał zielonego pojęcia. Tutaj muszę już zaoponować, bo jakże Lorenz nie mógł mieć zielonego pojęcia o drapieżnikach, kiedy jego teoria właśnie potwierdza się na przykładzie Umiłowanych Przywódców naszego nieszczęśliwego kraju?

Oto pan prezydent Bronisław Komorowski pojechał do Berlina, gdzie Nasza Złota Pani taktownie pozwoliła mu na wygłoszenie przemówienia w Budenstagu, co – przynajmniej według opinii Władysława Bartoszewskiego, którego niemieckie MSZ dlaczegoś przestało tytułować „profesorem” – jest dlań rodzajem nobilitacji, pasowaniem na prawdziwego polityka. Klakierzy w niezależnych mediach głównego nurtu podkreślali z naciskiem, że pan prezydent Komorowski był pierwszym od początku świata polskim prezydentem, który dostąpił tego zaszczytu. Z pozoru to jest wielki sukces, porównywalny nawet z finansowym awansem Donalda Tuska, który z brukselskiej trafiki będzie ciągnął siedem razy większą forsę, niż z Rzeczypospolitej, ale po bliższym przyjrzeniu się temu komplementowi, niepodobna pozbyć się wrażenia pewnej dwuznaczności. To tak, jak tytuł „geniusza karpackiego”, jakim jeszcze za komuny pochlebcy obdarzyli rumuńskiego tyrana Mikołaja Ceaucescu. Niby „geniusz”, ale co z tego, kiedy tylko „karpacki”, a więc jakiś taki prowincjonalny, żeby nie powiedzieć – parafiański.

Nie chodzi jednak o to, by dokonywać tu krytycznej egzegezy propagandy sukcesu uprawianej przez współpracowników pana prezydenta Komorowskiego, którzy z pomocą zblatowanych oficerów prowadzących, muszą podkręcać funkcjonariuszy poprzebieranych za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu, tylko o merytoryczną stronę przemówienia pana prezydenta. Wezwał on tam do jakiejś bliżej nieokreślonej krucjaty przeciwko Rosji, przedstawiając na koniec wizję „Autostrady Wolności”, która z Berlina dociera nie tylko do Warszawy, ale biegnie na wschód coraz dalej i dalej. Jestem przekonany, że w niejednym słuchaczu przemówienia pana prezydenta Komorowskiego odżyło wspomnienie słynnego budowniczego autostrad, niejeden się rozmarzył, ale kierowany słynnym niemieckim poczuciem realizmu, rychło powrócił do rzeczywistości, której ramy wyznacza strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, nakreślone jeszcze przez „żelaznego kanclerza”. Ten „żelazny kanclerz” wypromował Prusy na politycznego kierownika Cesarstwa Niemieckiego, które w porozumieniu z Rosją mogłoby kierować Europą, gdyby nie narwany Wilhelm II, po którym odgrywać się chciał wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler. Zatem jeśli nawet któryś słuchacz się tam i rozmarzył, to po powrocie do rzeczywistości twardo powiedział sobie: „point de reveries!” A dlaczego?

Znakomicie wyjaśnia tę kwestię anegdotka o bacy, którego za komuny agitator namawiał do kołchozu. – Oddalibyście baco ko kołchozu konia? – Oddołbym. – A krowę? – I krowę oddołbym. – No a owiecki? – Ni, owiecek nie dom! – Jakże to baco – dziwuje się agitator – oddalibyście do kołchozu konia, oddalibyście krowę, a owiecek nie oddalibyście? Dlaczego? – Bo mom! Niemcy, podobnie jak Ameryka, ewentualnie mogłyby taką krucjatę przeciwko Rosji poprowadzić, chociaż diabli wiedzą, jak by się tam ona skończyła – i dlatego zachowują się powściągliwie, nawet jeśli chodzi o retorykę. Tymczasem nasz nieszczęśliwy kraj, któremu na nosie gra nawet potężne państwo litewskie, nie ma żadnych hamulców i rozkręca wojenną propagandę na czternaście fajerek. Czyż nie jest to znakomita ilustracja tezy Konrada Lorenza, że zwierzęta nie wyposażone przez naturę w żadną groźną broń, mordują się nawzajem znacznie częściej, niż drapieżniki? Być może, że fundamenty teorii Lorenza nie są trafne, ale cóż z tego, kiedy właśnie mamy spektakularny przykład, że ta teoria sprawdza się w praktyce? Pan dr Jan Pokrywka objaśniał mi kiedyś zasady akupunktury, podkreślając, że chociaż pierwotna teoria, na której ta metoda się opiera, jest z pewnością fałszywa, to jednak rezultaty terapeutyczne są zdumiewające. A cóż my dzisiaj, kiedy naukowcy jak ognia unikają badań nad ludzkimi rasami, a prawdy naukowe ustala się przez głosowanie, możemy powiedzieć o jakości badań Konrada Lorenza?

I na koniec rewelacja pokazująca, że przygotowania do stworzenia Żywej Cerkwi wchodzą w decydującą fazę nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju, ale w skali globalnej. Oto polityk, którego Kataw Zar nazywa „oszustem pokojowym”, czyli były prezydent Izraela Szymon Peres, właśnie zaproponował papieżowi Franciszkowi utworzenie Organizacji Religii Zjednoczonych, która podjęłaby walkę z terroryzmem – oczywiście na odcinku religijnym. Najwyraźniej pojawienie się islamskiego kalifatu, który rozszerza swoje panowanie z szybkością płomienia, musiało zrobić wrażenie również na starszych i mądrzejszych. Nie wiemy, co papież Franciszek mu odpowiedział; wiemy tylko, że „nie podjął żadnego osobistego zobowiązania”. Dobre i to, chociaż z drugiej strony ciekawe co będzie, jeśli Stolica Apostolska do tego religijnego kibucu się nie przyłączy? Nie można wykluczyć, że wówczas „święta wojna” skieruje swoje ostrze przeciwko chrześcijaństwu, zwłaszcza gdyby bezcenny Izrael poszedł w szpicy kalifatu.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    19 września 2014

Tags: , , , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=76686 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]