Majdanek premiera Tuska

Aktualizacja: 2014-04-2 10:08 am

Co tu ukrywać; rozwój wydarzeń potwierdza i to w dodatku jaskrawo, że państwa dzielą się na dwie grupy; państwa poważne i pozostałe. Podstawowa różnica polega na tym, że państwa poważne potrafią zdefiniować własny interes państwowy, a kiedy już to zrobią, próbują go realizować bez względu na okoliczności zewnętrzne i wewnętrzne, podczas gdy państwa pozostałe albo nie potrafią zdefiniować swego interesu, albo jeśli nawet potrafią, to szybko o nim zapominają i w rezultacie zataczają się od ściany do ściany w zależności od tego, w która stronę zostaną popchnięte przez państwa poważne, albo przez okoliczności. Ale jest jeszcze jedna właściwość pozwalająca odróżnić państwa poważne od pozostałych. Polega ona na tym, że w państwach poważnych wszystko, albo prawie wszystko dzieje się naprawdę, podczas gdy w państwach pozostałych mnóstwo, albo może nawet wszystko dzieje się na niby.

Na przykład Polska w wieku XVI była jeszcze państwem poważnym – co wyrażało się zarówno w egzekucji Samuela Zborowskiego, który z inspiracji austriackiej prowadził antypolską dywersję, jak i w pomyślnej kampanii rosyjskiej, w której królowi Stefanowi Batoremu udało się odepchnąć Rosję od Bałtyku na ponad 100 lat – ale później, a zwłaszcza po „potopie” szwedzkim, było coraz gorzej, zwłaszcza, że pojawiła się warstwa społeczna, której przedtem nie było, tzn. szlachta gołota – bezmajętna masa posiadająca jednak pełnię praw politycznych. Szkodliwy dla państwa charakter tej warstwy społecznej został dostrzeżony w wieku XVIII przez posłów Sejmu Wielkiego, którzy pozbawili ją prawa głosowania na sejmikach, gdzie wybierano posłów na Sejm – a więc praw politycznych – ale było już za późno, bo rozbudowana i wpływowa agentura państw ościennych potrafiła zablokować każdą próbę ratowania państwa. W rezultacie – jak zauważył Otto Magnus von Stackelberg, „ La liberte polonaise n’ayant jamais porte, gue sur l’imagination a accutume la nation au seul culte de l’appareil exterieur” (wolność polska, zawsze skierowana w stronę wyobraźni, przyzwyczaiła naród do kultu działań zewnętrznych). I tak już zostało.

Dlatego zdecydowana większość Polaków bardziej ceni patetyczny frazes, niż działania prowadzące do położenia fundamentów siły państwa, co sprzyja traktowaniu polityki jako w gruncie rzeczy szczególnej gałęzi przemysłu rozrywkowego. W tym stanie rzeczy nic dziwnego, że taki np. pan Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, absolwent wydziału wiedzy o teatrze warszawskiej PWST, został fachowcem od polityki zagranicznej przy ministrze Krzysztofie Skubiszewskim i dzięki tamtym zasługom biega za specjalistę aż do tej pory. Toteż słuchając deklaracji Umiłowanych Przywódców i komentarzy w niezależnych mediach głównego nurtu w związku z zawirowaniami wokół Ukrainy można odnieść wrażenie pożaru w domu wariatów.

Niekiedy jednak sytuacja wymusza bolesny powrót do rzeczywistości – i taki los spotkał właśnie premiera Tuska za sprawą rodziców dzieci niepełnosprawnych, którzy postanowili całymi rodzinami koczować w Sejmie dopóty, dopóki rząd nie podniesie im zasiłków pielęgnacyjnych do wysokości najniższego wynagrodzenia. Cała Polska mogła obserwować spoconego i skonfundowanego Donalda Tuska, który z miedzianym czołem wysłuchiwał oskarżeń o kłamliwość i jeszcze gorsze ludzkie przywary. Ale cóż; skoro razwiedka wystrugała go sobie na premiera, to mówi się trudno: na dnie każdego pucharu musi znaleźć się kropla goryczy. Takie są koszta własne tej posady, zwłaszcza w sytuacji, kiedy trzeba zachowywać pozory, to znaczy – podlizywać się suwerenom, by dzięki temu zyskać możliwość eksploatowania ich bez litości.

Fakt, że do tego koczowiska w Sejmie w ogóle doszło pokazuje, że nie tylko ktoś do tego dopuścił, ale i zainspirował, bo – jak mawiał ś.p. ksiądz Bronisław Bozowski – „nie ma przypadków, są tylko znaki”. Zresztą, jakże tu liczyć na przypadki na dwa miesiące przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, których rezultaty będą dla naszych okupantów ważna wskazówką, co trzeba będzie zmienić, żeby wszystko zostało po staremu. Nic tedy dziwnego, że Umiłowani Przywódcy unisono potępili posła Palikota, który w tym zawinił, że był bardziej szczery od innych, przez co popsuł efekt starannie zaplanowanego przedstawienia. W tej sytuacji rząd podobno już „pracuje” nad ustawą, która stworzy pozory legalności dla wypłacenia haraczu dla tej grupy społecznej, co z pewnością zachęci pozostałe przynajmniej do spróbowania.

W tym zresztą kierunku poszły zachęty pana przewodniczącego Dudy z Solidarności, który stwierdził, że rządowi trzeba „wyrywać z gardła”. Ale przecież nie z rządowego gardła sobie wyrywamy, tylko z własnego, podatniczego. Niestety z tego zdaje sobie w Polsce sprawę jakieś 5 procent obywateli, co z punktu widzenia naszych okupantów jest prawdziwym darem Niebios, bo ta fałszywa świadomość umożliwia im wyzucie wszystkich z władzy nad bogactwem, jakie swoją pracą wytwarzają i zmuszenia ich do pokornego skomlenia o łaskę. Dla podtrzymania tego modelu warto się trochę popocić w konfrontacji z rozżartymi matkami kalekich dzieci – bo jużci – nie ma róży bez kolców, więc i Umiłowani Przywódcy oprócz sławy i chwały muszą od czasu do czasu przeczołgać się po Majdanie. Ale Polska to nie Ukraina, gdzie majdaniarscy „aktywiści” bez ceregieli biorą tych wszystkich dygnitarzy za krawat, podsuwają im pod nos „bumażki” razem z piąchą, a tamci w podskokach bumażki podpisują. U nas żadnego Majdanu nie ma i nie będzie, bo nie po to razwiedka w 1989 roku perfekcyjnie urządziła cały nieszczęśliwy kraj, żeby teraz jakaś majdaniarska Schwein rozniosła im wszystko na ryjach. Jeśli tedy dopuszczają do koczowiska w Sejmie, to tylko w ramach przemysłu rozrywkowego, nie żaden Majdan, tylko taki sobie Majdanek – żeby premieru Tusku nie przewróciło się w głowie i nie zapomniał, skąd wyrastają mu nogi.

Stanisław Michalkiewicz

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    2 kwietnia 2014

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=74101 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]