Polityk grubej kreski

Aktualizacja: 2013-11-3 7:39 pm

Dziś pożegnano Tadeusza Mazowieckiego, ostatniego premiera PRL i pierwszego premiera III Rzeczypospolitej. Trumna z ciałem byłego premiera została złożona w niedzielę po południu w grobie na cmentarzu w podwarszawskich Laskach, gdzie pochowana jest także jego żona Ewa.

Modlitwę na cmentarzu prowadził metropolita warszawski ks. kard. Kazimierz Nycz, który wcześniej odprawił Mszę św. żałobną w warszawskiej archikatedrze św. Jana Chrzciciela.

* * *

Mógł być pierwszym niekomunistycznym premierem w powojennej Polsce, ale działalność rządu, na którego czele stanął, pozwala nazywać go raczej pierwszym premierem postkomunistycznego układu.

Okres tzw. transformacji, kiedy to Tadeusz Mazowiecki „przeszłość odkreślił grubą linią”, pozwolił przenieść układy funkcjonujące w PRL-owskim systemie władzy do nowej, postkomunistycznej rzeczywistości i świetnie się w niej ulokować. W ten sposób zostały zabezpieczone interesy komunistycznych prominentów oraz funkcjonariuszy dawnego systemu, a oni sami mieli zapewnione poczucie bezpieczeństwa.

Propagandysta

Karierę rozpoczął w 1949 r. współpracą z PAX-owskim tygodnikiem „Dziś i Jutro”, rok później, mając zaledwie dwadzieścia trzy lata, został zastępcą redaktora naczelnego dziennika „Słowo Powszechne”.

Na jego łamach Mazowiecki publikował m.in. takie deklaracje ideowe koncesjonowanych katolików: „Uważam, iż katolik nie ma żadnej potrzeby zaprzeczać wielkiej doniosłości, jaką w rozwoju myśli ludzkiej odegrały teorie Marksa i jego następców. Uznaję wielki wkład myśli marksistowskiej do ogólnego dorobku ludzkiej kultury”.

Jako sprawne narzędzie komunistycznej propagandy zabłysnął broszurą pt. „Wróg pozostał ten sam”, w której pisał o żołnierzach podziemia niepodległościowego: „Gdybyśmy przeglądnęli kroniki procesów członków organizacji podziemnych, spotkalibyśmy ludzi, którzy z całym cynizmem i premedytacją mordowali swych towarzyszy, kiedy uznali ich za niebezpiecznych”. W innym miejscu, porównując ich do hitlerowców, oskarżał o to, że są sojusznikami „wczorajszych oprawców z Dachau, Oświęcimia, Mauthausen”.

Kiedy kończyła się wojna, Tadeusz Mazowiecki miał osiemnaście lat, ale w przeciwieństwie do ogromnej części swoich rówieśników nie angażował się w żadne formy oporu przeciwko okupantowi.

Jednak gdy jego rówieśnicy w powojennej Polsce byli mordowani w komunistycznych więzieniach, pisał: „Byłoby jakąś ahistoryczną, sentymentalną ckliwością nie widzieć tego, że każda wielka przemiana dziejowa pociąga za sobą ofiary także w ludziach. Każda rewolucja społeczna przeciwstawia sobie tych, którzy bronią dotychczasowego porządku rzeczy, i tych, którzy walczą o nowy” i wzywał Kościół katolicki do potępienia „band podziemia” i zastosowania wobec nich sankcji kanonicznych.

Obiektem ataków Tadeusza Mazowieckiego był także „rewanżystowski” i „agenturalny” rząd londyński, któremu „ideologia lancy ułańskiej na usługach kapitalistycznej wolności zasłoniła historyczną szansę wydobycia Polski z wielowiekowych zaniedbań cywilizacyjnych”.

Katolik koncesjonowany

Bardzo trafnie o środowisku, z którym związany był Tadeusz Mazowiecki, wyraził się Prymas Polski Stefan Wyszyński, nazywając ich „katolickimi odszczepieńcami społecznymi”. Starali się oni przekonać społeczeństwo, że można połączyć bolszewizm z katolicyzmem, nie zważając na dekret Świętego Oficjum z 1949 r. grożący ekskomuniką wszystkim katolikom, którzy „wyznają komunizm, propagują go lub współpracują z komunistami”.

Jako lojalny i posłuszny partii propagandysta w 1953 r. został redaktorem naczelnym „Wrocławskiego Tygodnika Katolików”. Za ten awans odwdzięczył się obrzydliwym atakiem na księży kurii krakowskiej oraz ks. bp. Czesława Kaczmarka.

Po wydaniu przez sąd wyroku skazującego ks. bp. Kaczmarka na 12 lat więzienia nowy redaktor naczelny „WTK” pisał: „Na rozprawie sądowej zanalizowana została przestępcza działalność oskarżonych, jak i jej skutki. Wychowanie nacechowane podejrzliwością i wrogością wobec postępu społecznego, atmosferą środowiska społecznego rozniecającą lub choćby tylko podtrzymującą bezwzględną wrogość wobec osiągnięć społecznych Polski Ludowej, wpływy polityczne przychodzące z zewnątrz i wyrosła na tym wszystkim błędna postawa polityczna ks. bp. Kaczmarka, która doprowadziła go do kolizji z prawem – oto sumarycznie ujęte przyczyny działalności przestępczej oskarżonych. Doprowadziły one do czynów skierowanych przeciwko interesom własnego narodu i postępu społecznego w okresie przedwojennym, okupacyjnym i w Polsce Ludowej”.

Ten atak Mazowieckiego na Kościół przypadł w sytuacji, gdy na księży zapadały wyroki śmierci, a w więzieniach przetrzymywano ponad tysiąc księży.

Postępowy katolik

W 1955 r. Mazowiecki rozstał się PAX-em i dwa lata później zaangażował się w tworzenie Klubów Postępowej Inteligencji Katolickiej, które uzyskały aprobatę władz. W 1958 r. Mazowiecki zakłada i zostaje redaktorem naczelnym „katolickiego” miesięcznika „Więź”, do którego Episkopat ustosunkowuje się krytycznie ze względu na propagowanie lewicowych poglądów.

O środowisku „Więzi” Prymas Stefan Wyszyński mówił: „Mienią siebie katolikami postępowymi, ale ten ich postęp nie idzie do przodu, lecz do tyłu”. Wkrótce – zgodnie z życzeniem władz – otwarcie zaangażowali się w walkę z Prymasem, któremu Mazowiecki zarzucał anachroniczną wizję Kościoła, zacofanie i konserwatyzm, nieustępliwość wobec władz, co rzekomo miało utrudniać nawiązanie dobrych stosunków PRL z Watykanem.

W 1963 r. Mazowiecki razem z Jerzym Turowiczem, Andrzejem Wielowieyskim i Stanisławem Stommą udał się do Rzymu, gdzie podczas Soboru Watykańskiego II intrygowali przeciwko Prymasowi. Jednym z ich zarzutów wobec ks. kard. Wyszyńskiego była jego maryjność.

Sam Prymas uważał, że ten atak jest skierowany nie tylko przeciwko niemu, ale także przeciwko Wielkiej Nowennie przed Milenium Chrztu Polski. Autorem tych intryg i zleceniodawcą działań podjętych przeciwko Prymasowi na Soborze był Zenon Kliszko, o czym zresztą ks. kard. Stefan Wyszyński pisał w wyjaśnieniu wysłanym do Papieża Pawła VI.

Również „Orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich” z 1965 r. spotkało się z atakiem „Więzi” i Koła Poselskiego „Znak”, w którym Mazowiecki zasiadał od 1961 roku. Krytyka ta była odpowiedzią na oczekiwania władz i doskonale współbrzmiała z komunistyczną propagandą. Prymas krytykował lewicowe i promarksistowskie poglądy prezentowane przez redakcję „Więzi”, a pod koniec lat 60, po zamieszczonym w miesięczniku artykule na temat stanu kapłańskiego w Polsce, zabronił duchowieństwu pisania w periodyku Tadeusza Mazowieckiego.

Po wydarzeniach marca 1968 r. wobec dyskusji środowiska posłów Koła „Znak” Mazowiecki zdecydował się na poparcie Gomułki i lojalność wobec I sekretarza KC PZPR. 22 lipca 1969 r. pierwszy sekretarz uhonorował Mazowieckiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Tadeusz Mazowiecki ze względu na brak poparcia nowej ekipy rządzącej nie uzyskał zgody na kandydowanie do Sejmu w 1972 roku.

Obdarzony kredytem zaufania

Powszechnie uważa się, że w sierpniu 1980 r. Mazowiecki przywiózł do Stoczni Gdańskiej apel poparcia ze strony warszawskich intelektualistów dla strajkujących robotników. W rzeczywistości był to apel do MKS o podjęcie dialogu i wolę kompromisu. 22 sierpnia Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek przyjechali do stoczni i zgłosili się do prezydium MKS, oferując pomoc jako doradcy.

Zaraz potem na wniosek Mazowieckiego z Warszawy samolotem przylecieli kolejni doradcy. Miejsce w samolocie załatwił im wojewoda gdański, a na Okęciu w pokonaniu formalności pomagał pułkownik MSW, życząc na pożegnanie „pożytecznej pracy dla państwa socjalistycznego” (S. Cenckiewicz, „Anna Solidarność”).

– Pewnego dnia – wspomina Andrzej Gwiazda – Mazowiecki zaczął nam doradzać, abyśmy rezygnowali z rejestracji wolnych związków i zażądali nowych wyborów do rad zakładowych. Na moje zdziwienie, że to chyba jakaś pomyłka, usłyszałem: „No tak, wiedzieliśmy, że się nie zgodzicie, ale musieliśmy wam tak powiedzieć”. Zaraz też złożyli nam drugą propozycję, abyśmy się rejestrowali w CRZZ. Akurat przechodziło pięciu stoczniowców, więc powiedziałem im, żeby wyprowadzili panów doradców za bramę stoczni, a jak będą chcieli przyglądać się strajkowi, to załatwię im przepustki. Na drugi dzień wrócili skruszeni i więcej już takich propozycji nie składali. Do wyjaśnienia pozostaje kwestia, kto im kazał złożyć te propozycje – mówi Andrzej Gwiazda.

Mazowiecki próbował też forsować koncepcję rejestracji nie jednego związku, ale utworzenia federacji związków, co oczywiście w znaczący sposób osłabiałoby jego pozycję. Zachowawcza i ugodowa postawa doradcy „Solidarności” musiała być bardzo wyrazista, skoro w styczniu 1981 r. Jerzy Urban wystosował list do I sekretarza KC PZPR Stanisława Kani, w którym proponował, aby jako przeciwwagę dla „Solidarności” utworzyć rząd koalicyjny z „katolikami typu Mazowiecki”.

Urban oczywiście nie pełnił jeszcze wtedy żadnych funkcji w rządzie, bo jego rzecznikiem został pół roku później, ale to z pewnością ciekawa ocena.

Po wprowadzeniu stanu wojennego Tadeusz Mazowiecki został internowany, przez następne lata pełnił funkcję doradcy Lecha Wałęsy. W 1989 r. został zaproszony do obrad Okrągłego Stołu, przy którym odgrywał kluczową rolę, a jednocześnie był podobnie jak Bronisław Geremek, Marcin Król czy Stefan Bratkowski zwolennikiem daleko idących ustępstw wobec władzy.

Ochroniarz układu

– W 1990 r. jechałem z Mazowieckim pociągiem do Gdańska i zapytałem go o to, jakie powinny być perspektywy naszych dalszych działań – opowiada Piotr Ł. Andrzejewski, wieloletni senator. – W odpowiedzi usłyszałem: „Panie mecenasie, nie możemy zrobić niczego, co nie byłoby w ich interesie”.

Rzeczywiście interes władz PRL został przez premiera dobrze zabezpieczony. Opozycyjni działacze stanu wojennego z goryczą przyjęli nominację na szefa MSW (i na stanowisko wicepremiera) gen. Czesława Kiszczaka, a na szefa MON gen. Floriana Siwickiego. Pod ich rządami funkcjonariusze dawnego systemu natychmiast przystąpili do czyszczenia archiwów i palenia akt.

Polityka grubej kreski, jaką wprowadzał w życie Mazowiecki, prowadziła do licznych protestów młodzieży, która postrzegała kontraktową, pomagdalenkowską rzeczywistość jako zdradę. W tym przekonaniu utwierdzało ich zachowanie rządu, który nie wahał się w styczniu 1990 r. wysłać ZOMO, przemianowane na Oddziały Prewencji MO, do rozpędzenia demonstracji przed Salą Kongresową w Warszawie, gdzie odbywał się ostatni zjazd PZPR.

Jednak znacznie bardziej haniebnie zachował się premier Mazowiecki, kiedy kazał oddziałom prewencji i brygadzie komandosów rozpędzić młodzież, która zajęła budynek KW PZPR w Gdańsku, aby uniemożliwić rozpoczęte już palenie akt. OMPO rozbiły także demonstrację zawiązaną spontanicznie w pobliżu budynku partii.

W wyniku czyszczenia archiwów, za przyzwoleniem premiera Tadeusza Mazowieckiego, bezpowrotnie zniszczonych zostało setki tysięcy dokumentów – m.in. prawie wszystkie materiały Departamentu IV MSW, który zajmował się walką z Kościołem. Dawni funkcjonariusze aparatu represji po pozytywnej weryfikacji zasilali szeregi UOP, milicjanci przeszli do policji, a komu to nie odpowiadało, szedł na emeryturę lub do biznesu.

Uległość wobec Berlina

Rząd Tadeusza Mazowieckiego nie potrafił i nie chciał odciąć pępowiny łączącej Polskę z Rosją, czemu dał wyraz minister Krzysztof Skubiszewski podczas wizyty w Moskwie, deklarując, że „sojusz polsko-radziecki musi być kontynuowany bez względu na zmienione okoliczności”. Przedstawiciele rządu kilkakrotnie zapewniali, że Polska nie wystąpi ani przeciwko RWPG, ani przeciwko Układowi Warszawskiemu. Zresztą pierwszym zagranicznym gościem nowo powołanego premiera był Władimir Kriuczkow, szef KGB.

Zdaniem prof. Tadeusza Marczaka, Tadeusz Mazowiecki polskiej polityce zagranicznej nadał klientystyczny charakter. Doskonale to widać w relacjach z Niemcami.

– Co prawda udało mu się doprowadzić do traktatu granicznego z Niemcami, ale główna zasługa w tym przypada prezydentowi USA – to dzięki stanowczej postawie Amerykanów kanclerz Helmut Kohl uznał granicę na Odrze i Nysie, czemu wcześniej się opierał – przypomina prof. Marczak. – Jako premier Mazowiecki nie odważył się postawić na porządku dnia kwestii odszkodowań wojennych dla Polski, czym otworzył drogę do aroganckiego wysuwania roszczeń materialnych ze strony Niemców wobec Polski.

Z kolei jako doradca Bronisława Komorowskiego ds. zagranicznych Tadeusz Mazowiecki wziął udział w spektaklu w całym tego słowa nikczemnym. 10 lipca 2011 roku w Jedwabnem odczytał list prezydenta, w którym znalazło się sformułowanie o Narodzie Polskim jako „sprawcy” zbrodni na ludności żydowskiej.

– Brak danych, by ustalić, jaki był wkład Mazowieckiego w treść przesłania, ale trudno przypuszczać, żeby doradca prezydencki ograniczył się li tylko do roli lektora. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę, że główną wytyczną polityki historycznej Berlina jest przypisywanie współsprawstwa w zbrodni holokaustu innym narodom europejskim, a ostatnio szczególnie Polakom – rola Mazowieckiego rysuje się w jednoznacznie negatywnym świetle – stwierdza prof. Tadeusz Marczak.

Mazowiecki jest też symbolem tzw. transformacji ustrojowej w Polsce zapoczątkowanej planem Balcerowicza. – Po 24 latach coraz dobitniej widzimy jej efekty: zagłada przemysłu polskiego, stworzenie patologicznego systemu finansowego, obrócenie Polski w kraj kolonialny, a Polaków w lud kolonialny – podkreśla prof. Marczak. A wszystko to za cenę, jak zauważył znany chiński ekonomista Song Hongbing, „bolesnej utraty majątku narodowego”.

Anna Kołakowska

Nasz Dziennik

fot. PAP

Za: Radio Maryja (03 listopada 2013)

Jak Mazowiecki zwalczał podziemie 

Przyszły premier III RP w szczytowym okresie stalinizmu wzywał do brutalnej rozprawy z Żołnierzami Wyklętymi i emigracją niepodległościową – pisze w „Historii Do Rzeczy” Sławomir Cenckiewicz.

W oficjalnych panegirycznych publikacjach poświęconych Tadeuszowi Mazowieckiemu skrzętnie pomijana jest napisana przez niego w 1952 roku książka „Wróg pozostał ten sam”. Mazowiecki napisał ją wspólnie z Zygmuntem Przetakiewiczem, byłym działaczem przedwojennej „Falangi” i bliskim współpracownikiem Bolesława Piaseckiego. Książka była elementem bezwzględnej komunistycznej kampanii wymierzonej w polskie podziemie niepodległościowe i wszelką opozycję.

Żołnierze Wyklęci zostali przez Mazowieckiego przedstawieni jako mordercy, a prowadzona przez nich działalność jako „bezsensowna” i „szkodliwa”. Gdy Sowieci i ich kolaboranci stosowali powszechny terror wobec podziemia niepodległościowego, Mazowiecki pisał w swojej książce, że koncepcja „drugiego wroga” (komunistów) jest wytworem od lat ciągnącej się propagandy antykomunistycznej i antyradzieckiej, którą w nowych warunkach kontynuują ośrodki dywersji w rodzaju BBC, Głosu Ameryki, Radia Madryt i Radia Wolna Europa ze swoim przekazem: „zabijajcie się wzajemnie”. W ten sposób próbuje się – stwierdzał Mazowiecki – zakwestionować owoce „rewolucji społecznej” w Polsce.

Przyszły premier III RP zaznaczał, że owa rewolucja musi rodzić ofiary: „Byłoby jakąś ahistoryczną, sentymentalną ckliwością nie widzieć tego, że każda wielka przemiana dziejowa pociąga za sobą ofiary także w ludziach. Każda rewolucja społeczna przeciwstawia sobie tych, którzy bronią dotychczasowego porządku rzeczy, i tych, którzy walczą o nowy; przeciwstawia bezlitośnie. Jej prawa są twarde. ” Co więc zrobić z antykomunistycznym podziemiem? Mazowiecki tłumaczył: „Człowiekowi, który świadomie i uporczywie daje posłuch tej dywersyjnej propagandzie, musimy otwarcie powiedzieć, że wraz z nią stawia na zapomnienie i schodzi na stromą drogę. Trzeba to wyrazić brutalnie, bo podobno śpiącego nigdy, nawet dość delikatnie – listkiem róży – przebudzić nie można.”

W książce groził ludziom Kościoła nie uznającym treści wymuszonego na episkopacie Polski porozumienia z komunistami z kwietnia 1950 roku, które potępiało „bandy podziemia”. Przestrzegał przed „lepem zachodniej propagandy”. Pisał również o „agenturalnym, rewanżystowskim polskim Londynie”, składającym się z „kondotierów polskiego wstecznictwa”. Mieli oni uprawiać zakłamaną propagandę antykomunistyczną i podburzać świat do wojny. Oczywiście wszystko w imię interesów klas posiadających.

W swoim opublikowanym w „Historii Do Rzeczy” artykule Sławomir Cenckiewicz zwraca uwagę, że książka „Wróg pozostał ten sam”, choć ukazała się w nakładzie 15 tys. egzemplarzy, jest dziś skrzętnie przemilczana. W bibliotecznych katalogach można ją znaleźć tylko po tytule, a nie według nazwisk autorów.

Sławomir Cenckiewicz

27.02.2013 http://dorzeczy.pl/

 

 

Historia jego życia jest niezwykle smutna

Wywiad z Krzysztofem Wyszkowskim [18.04.2012]

Stefczyk.info: W Pałacu Prezydenckim odbyły się uroczystości jubileuszowe Tadeusza Mazowieckiego. Słyszeliśmy słowa podziękowań i opis wielkich dokonań rządu jubilata. Jak z dzisiejszej perspektywy oceniać tamte wydarzenia i tamten gabinet?

Krzysztof Wyszkowski: Moja ocena jest bardzo krytyczna. Mazowiecki obejmował władzę w czasie galopującej inflacji, która była główną zmorą tego okresu. Ona została drastycznie zahamowana, ale metodą wylewania dziecka z kąpielą. Okradziono Polaków, żeby ratować stabilizację gospodarczą na korzyść nomenklatury. To jest jednak mniejsza strata, ponieważ z tego można było wyjść. Znacznie większą winą Mazowieckiego i jego formacji jest to, co Bronisław Geremek nazwał kontraktem.

O co chodzi?

O zawarcie z komunistami – zdrajcami, ludźmi, którzy walczyli z Polską i polskością, agentami obcego mocarstwa – kontraktu na współrządzenie i na ochronę zdrajców, zbrodniarzy i złodziei. Ta sprawa miała ogromne konsekwencje.

Ma do dzisiaj niszczący wpływ na życie narodowe, społeczne i ekonomiczne. Za to Tadeusz Mazowiecki odpowie na tym i na tym drugim świecie. Składając Mazowieckiemu życzenia zdrowia z okazji urodzin, trzeba zaznaczyć, że to człowiek, który zaczął od działalności, jako kolaborant stalinowski, a skończył jako kolaborant Jaruzelskiego i Kiszczaka. Historia jego życia jest niezwykle smutna.

Dziś Mazowiecki jest doradcą Prezydenta RP. O czym to świadczy?

Doradzanie Prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu to dowód kontynuacji poprzednich zadań, jakie Mazowiecki wykonywał na korzyść komunizmu i postkomunizmu.

W Pałacu mówiono, że duch Mazowieckiego jest potrzebny i dziś, że potrzebne jest umiarkowanie. Pan również tak uważa?

Mówienie, że potrzebne jest umiarkowanie, jest fałszywym stawieniem problemu. Obecny system jest kontynuacją tego, co robił Mazowiecki w 1989 roku. Trzeba z tym jednak zerwać. Czym prędzej, czym bardziej radykalnie, tym lepiej. To jest choroba, rak, które niszczą Polskę. Jeśli tego nie zablokujemy, to Polska upadnie. Mazowiecki jest reprezentantem Polski zniewolonej, Polski dumnej ze swojego zniewolenia i służącej temu zniewoleniu. Tego nie można kontynuować. Czym prędzej Polska wyrwie się do wolności i demokracji, tym nasze szanse na przetrwanie są większe.

http://www.stefczyk.info/, 18.04.2012 

 

 

Droga Mazowieckiego

1949 – Tadeusz Mazowiecki związał się z tygodnikiem „Dziś i jutro” (środowiskiem Bolesława Piaseckiego) oraz ze Stowarzyszeniem PAX.

1950-1952 – Tadeusz Mazowiecki (23 lata) zostaje zastępcą redaktora naczelnego „Słowa Powszechnego”

8.01.1951 – aresztowano bp. Kaczmarka pod zarzutem szpiegostwa na rzecz USA i Watykanu. W kilka dni po aresztowaniu, Tadeusz Mazowiecki napisał we „Wrocławskim Tygodniku Katolickim” (redaktor naczelny 1953-55): „Ludowa ojczyzna przywróciła godność milionom prostych ludzi, w olbrzymiej większości wierzących (…) i buduje w niezwykle trudnych warunkach powojennego życia podstawy lepszego bytu. (…) Ku szkodliwej działalności kierowały ks. bp. Kaczmarka i współoskarżonych poglądy prowadzące do utożsamienia wiary z wsteczną postawą społeczną, a dobro Kościoła z trwałością i interesem ustroju kapitalistycznego. (…) Proces ks. bp. Kaczmarka udowodnił również naocznie, i to nie po raz pierwszy, jak dalece imperializm amerykański, pragnący przy pomocy nowej wojny, a więc śmierci milionów ludzi, narzucić panowanie swojego ustroju wyzysku i krzywdy społecznej krajom, które wybrały nową drogę dziejową, usiłuje różnymi drogami oddziaływać na duchowieństwo oraz ludzi wierzących i kierować ich na drogę walki z własną ojczyzną, stanowiącą wspólne dobro wszystkich obywateli”. (…)

Proces ordynariusza kieleckiego, bp. Kaczmarka i jego „współpracowników” odbywał się w dniach 14-21 września 1953 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie (nawet w PRL-u sądzenie duchownego przed wojskowym trybunałem było ewenementem). Akt oskarżenia – jak czytamy w stenogramie – dotyczył: „działalności w antypaństwowym ośrodku” w interesie „imperializmu amerykańskiego i Watykanu” w celu „obalenia władzy robotniczo-chłopskiej” drogą „działalności dywersyjnej i szpiegowskiej”. Proces był transmitowany w radio.

Wyroki:

– bp. Czesław Kaczmarek 12 lat więzienia, utrata praw obywatelskich i publicznych na 5 lat, utrata mienia na rzecz Skarbu Państwa
– ks. Jan Danielewicz (skarbnik kurii kieleckiej) 10 lat więzienia,
– ks. Józef Dąbrowski (kapelan biskupa) 9 lat więzienia,
– ks. Władysław Widłak (prokurator Seminarium Duchownego w Kielcach) 6 lat więzienia,
– siostra Waleria Niklewska (Zgromadzenie Sióstr Służebniczek) 5 lat więzienia.

25.09.1953 – trzy dni po skazaniu ks. bp. Czesława Kaczmarka, aresztowano ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego.

8.02.1953 – Rezolucja pisarzy i krytyków literackich: >Pełny tekst

„W ostatnich dniach toczył się w Krakowie proces grupy szpiegów amerykańskich powiązanych z krakowską Kurią Metropolitarną. My zebrani w dniu 8 lutego 1953 r. członkowie krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich wyrażamy bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe duchowe stanowiska i wpływ na część młodzieży skupionej w KSM działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali – za amerykańskie pieniądze – szpiegostwo i dywersję.

Potępiamy tych dostojników z wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali knowaniom antypolskim i okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne zabytki kulturalne.

Wobec tych faktów zobowiązujemy się w twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu – dla dobra Polski silnej i sprawiedliwej”.

Rezolucję podpisali pisarze i krytycy literaccy, między innymi:

Karol Bunsch, Kornel Filipowicz, Andrzej Kijowski, Jalu Kurek, Władysław Machejek, Włodzimierz Maciąg, Sławomir Mrożek, Tadeusz Nowak, Julian Przyboś, Tadeusz Śliwiak, Maciej Słomczyński, Olgierd Terlecki, Henryk Vogler, Adam Włodek, Jan Błoński, Henryk Markiewicz, Bruno Miecugow, Anna Świrszczyńska, Wisława Szymborska.

1955 – Tadeusz Mazowiecki wyrzucony ze Stowarzyszenia PAX za krytykę Bolesława Piaseckiego

1957 – Tadeusz Mazowiecki jest jednym z założycieli KIK (Klub Inteligencji Katolickiej)

1958-1981 – Tadeusz Mazowiecki jest założycielem i redaktorem naczelnym katolickiego miesięcznika „Więź”. Episkopat jako całość krytyczniej ustosunkowywał się do „Więzi” z racji jej zbyt lewicowej orientacji [“Kościół w Polsce”, Zygmunt Zieliński, str. 207-208, Radom 2003]. Organizacje katolików świeckich (PAX, KIK, środowisko „Więzi”) -”…Kiedyś Ksiądz Prymas [Wyszyński] mówiąc o tych osobach użył takiego określenia: – Mienią siebie katolikami postępowymi, ale ten ich postęp nie idzie do przodu, lecz do tyłu…” [“W cieniu Prymasa Tysiąclecia. Z Romualdem Kukołowiczem rozmawia Piotr Bączek”, str. 95, Warszawa 2001]. Katolicy „postępowi” – „Adresowana do księży parafialnych krytyka tzw. kręgów intelektualnych nie miała odniesienia do rzeczywistości, lecz była rezultatem pewnych wyobrażeń budowanych na bezkrytycznej recepcji modelu katolicyzmu zachodniego. To właśnie słane do Rzymu w 1963 r. dezyderaty takich osób jak Tadeusz Mazowiecki, Stanisław Stomma, Jerzy Turowicz i Andrzej Wielowieyski miały zmusić prymasa Wyszyńskiego do przyjęcia liberalnej, zachodniej opcji katolickiej, a jak sądzi Peter Raina, chodziło w istocie o „odizolowanie czy zneutralizowanie niewygodnych dla komunistów kapłanów”. Taki był cel władz, a tzw. katolicy „postępowi” ku temu samemu de facto zmierzali.” [“Kościół w Polsce”, Zygmunt Zieliński, str. 239, Radom 2003]

1961-1972 – Tadeusz Mazowiecki posłem na Sejm PRL (III, IV i V kadencji)

1968 – Tadeusz Mazowiecki interpelował w sprawie wydarzeń marcowych

„Doradcy” protestujących robotników w sierpniu 1980 r. – „Zarówno Tadeuszowi Mazowieckiemu jak i Bronisławowi Geremkowi rząd umożliwił przybycie do stoczni. Wszystkie swoje posunięcia konsultowali z ówczesnymi władzami. Wpływając na decyzje podejmowane przez Komitet Strajkowy starali się zrealizować dwa cele: po pierwsze – jak najszybsze zakończenie strajku, po drugie – nie dopuszczenie do rozprzestrzenienia się protestu na cały kraj. Dlatego dążyli do przekonania robotniczych przywódców, że należy zakończyć protest. Później dowiedziałem się, że czyniono takie próby. (…) W Stoczni panowała ogólna konsternacja i zdziwienie faktem, że Geremek, Mazowiecki i inni wysłani zostali do Gdańska specjalnym samolotem w asyście oficera MSW. (…) Dla mnie Mazowiecki nie był wiarygodną osobą, wiedziałem bowiem jak zachowywał się w latach pięćdziesiątych. Natomiast co można powiedzieć o panu Geremku, który w partii był od wczesnej młodości, a w latach 60. należał do egzekutywy KU PZPR Uniwersytetu Warszawskiego oraz pełnił funkcję dyrektora Instytutu Kulturalnego w Paryżu. Przypomnę tylko, że każdy sekretarz musiał składać swoim partyjnym zwierzchnikom comiesięczne raporty. Do robienia rakich sprawozdań zobowiązany był i pan Geremek. Niestety, nie zachowały się one jednak, w archiwum MSW najstarsze dokumenty dotyczące pana Geremka pochodzą z 1989 r. Powstaje kilka pytań – co stało się z aktami z poprzednich lat, co w nich było, dlaczego zniknęły? Dlatego uważam, że w rozwiązywaniu konfliktu na Wybrzeżu panowie Geremek i Mazowiecki byli bardziej związani z komunistyczną władzą niż z protestującymi.” [“W cieniu Prymasa Tysiąclecia. Z Romualdem Kukołowiczem rozmawia Piotr Bączek”, str. 145-146, Warszawa 2001]. Dogadali się z łatwością w 1989 roku.

8.12.1990 – Mocą postanowienia Prokuratora Generalnego RP, ks. bp Czesław Kaczmarek został pośmiertnie całkowicie uniewinniony i zrehabilitowany.

W Kielcach przemianowano ul. Marcelego Nowotki na ul. Biskupa Czesława Kaczmarka.

11.11.2007 – Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie ks. bp. Czesława Kaczmarka Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej oraz za działalność duszpasterską i charytatywną. 11 listopada 2007 r. podczas Mszy Świętej z okazji Narodowego Święta Niepodległości, w imieniu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej wicepremier Przemysław Gosiewski przekazał order na ręce biskupa kieleckiego ks. bp. Kazimierza Ryczana.

2.08.2009 – Tadeusz Mazowiecki na młodzieżowym „Przystanku Woodstock” powiedział m.in.: „rocznica Powstania Warszawskiego nie powinna być świętem narodowym (…) lustracja jest tematem zastępczym (…) problemem jest niski poziom nauczania religii w szkołach…” Tadeusz Mazowiecki na zadane pytanie, co mu się najbardziej w dzisiejszej Polsce podoba, odparł: „– W tej chwili? „Przystanek Woodstock”. To dowód naszej wolności, a to, że mnie słuchacie, to dowód waszej dojrzałości.” [>Rzeczpospolita, 3.08.2009]

Z zaangażowaniem i bez problemów poparł kandydata Bronisława Komorowskiego w drugiej turze wyborów prezydenckich 4 lipca 2010 roku.

 

 

 

Kariera „postępowego katolika”

– Chciałbym ujawnić moje głębokie wzruszenie, że mogę wśród moich doradców witać Tadeusza Mazowieckiego wraz z jego gigantycznym doświadczeniem, wielką mądrością i wielkim formatem człowieka i polityka – oświadczył w ubiegły wtorek Bronisław Komorowski.

Ten rok w ogóle jest dla Mazowieckiego szczęśliwy: 7 kwietnia premier Tusk zabrał go do Katynia, 4 lipca był pierwszą osobą, której zwycięzca wyborów prezydenckich podziękował za poparcie, a 30 sierpnia za sprawą Henryki Krzywonos Mazowiecki został ogłoszony głównym bohaterem strajku z 1980 r. Dlatego, choć były premier ma już 83 lata, warto przypomnieć, skąd się wzięło jego “gigantyczne doświadczenie”, które tak wychwala prezydent.

 

Pierwsze pióro PAX-u

Tadeusz Mazowiecki ma szczęście nie tyle do biografów, co do hagiografów. Jeden z nich, Tomasz Wołek, tak opisywał jego młodość: „W ściskanej coraz szczelniej stalinowską obręczą Polsce niemal z dnia na dzień kurczyły się możliwości publicznej aktywności. Szczególnie dotyczyło to ludzi jawnie manifestujących swe przywiązanie do religii i Kościoła, właśnie takich jak młody student Mazowiecki. W tamtych czasach jedną z nielicznych enklaw względnej autonomii wydawał się katolicki tygodnik „Dziś i Jutro”- (T. Wołek, „Tadeusz Mazowiecki – polityk zgody” [w:] Rodem z „Solidarności”. Sylwetki twórców NSZZ „Solidarność”, Warszawa 1997).

„Dziś i Jutro” było tygodnikiem wydawanym przez grupę Bolesława Piaseckiego (później zorganizowaną w Stowarzyszenie PAX), deklarującą katolicyzm, ale i akceptację ustroju komunistycznego. Mazowiecki zaczął tam publikować w roku 1949 jako 22-latek, a już rok później został zastępcą redaktora naczelnego PAX-owskiego dziennika „Słowo Powszechne”. Wołek oczywiście nie wspomina, co było przyczyną tak błyskotliwej kariery niedoświadczonego politycznie młodzieńca – i trudno się temu dziwić. Musiałby bowiem sięgnąć do pożółkłych roczników „Dziś i Jutro” z najciemniejszych lat stalinizmu i zacytować ówczesną publicystykę Mazowieckiego. Na przykład takie wywody:

„Nie wydaje mi się, aby istniała tylko alternatywa: integralna wrogość do marksizmu albo integralne przyjęcie marksizmu. W każdym razie dla katolika nie istnieje lub może nie powinna istnieć żadna z tych możliwości. (…) Uważam, iż katolik nie ma żadnej potrzeby zaprzeczać wielkiej doniosłości, jaką w rozwoju myśli ludzkiej odegrały teorie Marksa i jego następców. Uznaję wielki wkład myśli marksistowskiej do ogólnego dorobku ludzkiej kultury, wkład, którego największa doniosłość polega nie tylko na rehabilitacji znaczenia pierwiastka materialnego i procesów społeczno-ekonomicznych, ale na połączeniu tych założeń z walką wyzwoleńczą, słowem – na rewolucyjności zarówno intelektualnej, jak i społecznej. (…) Dziś, gdy spory światopoglądowe nabrały na całym świecie ostrych konturów, trzeba zdobywać się na szczególny wysiłek uniwersalistycznego obejmowania prawdy. Katolicy nie mają powodu do negowania słusznego dorobku myśli marksistowskiej i jakiejkolwiek innej niekatolickiej” („Dziś i Jutro”, 23.04.1950 r.).

„Naszym zadaniem jest trafnie wysnuć konsekwencje wynikające z faktu pierwszeństwa dziejowego marksistów w podniesieniu socjalistycznego buntu społecznego, z pierwszeństwa, które dało właśnie im w ręce ster historii nowej epoki. Widząc w postulatach społecznych marksizmu pierwiastki zagubione przez postawę katolicką, ale i nie zacierając świadomości różnic w konsekwencjach społecznych, powodowanych przez różnice światopoglądów, musimy ideowo pogłębić elementy zbieżne, pozwalające na współdziałanie, stwarzając przez to możliwość skuteczniejszego oddziaływania naszego światopoglądu na kształt nowego życia. (…) Stąd więc nie obrona zdrowych nawet pierwiastków indywidualizmu, ale pełne rozwijanie i wnoszenie personalizmu w treść rewolucji nadać winno właściwy charakter myśli katolickiej. Walka o personalizm w ustroju socjalistycznym jest bowiem tym zadaniem, które mamy wykonać? („Dziś i Jutro”, 2.07.1950 r.).

Trudno się dziwić, że tak zaangażowany autor został pierwszym laureatem PAX-owskiej Nagrody im. Włodzimierza Pietrzaka (czym dzisiaj się nie chwali). O rosnącej pozycji Mazowieckiego świadczy też fakt, iż jako 25-latek napisał słowo wstępne do wydanej w lipcu 1952 r. broszury pt. „Wróg pozostał ten sam”, zawierającej antyniemieckie i ogólnie antyzachodnie opinie całej plejady związanych z PAX-em intelektualistów, w tym wielu księży. Mazowiecki pisał tam m.in.:

„W roku 1952 historia dowodzi wyraźnie, że dokonane w Polsce przemiany społeczne są nieodwracalne. W świat zaś wyzysku kapitalistycznego i kolonialnego coraz to mocniej uderza powiew buntu społecznego. (…) Robota przeciw Polsce, jej nowej linii rozwojowej, wychodzi z tych samych kół politycznych Zachodu, które przerażone przebiegającą przez cały świat falą przemian społecznych, wyciągnąwszy swe stare zawołanie bojowe o „niebezpieczeństwie czerwonej zarazy”, usiłują wepchnąć ludzkość w tragedię nowej ogólnoświatowej wojny. Ostatni rok ujawnił szczególnie wyraźnie dla każdego nieuprzedzonego człowieka, że świat kapitalistyczny rozdzierany jest od wewnątrz sprzecznościami, a źródło wyzwoleńczej walki tkwi nie w tej czy innej ideologii, lecz w krzywdzącej rzeczywistości społecznej, jakiej poddane są masy ludzi ciemiężonych i wyzyskiwanych”

Pogromca biskupa Kaczmarka

Hagiografowie Mazowieckiego, przemilczając szczegóły jego aktywności w prasie PAX-owskiej, zawsze podkreślają, że już od roku 1952 był – „przeciwnikiem koncepcji ideologicznych Bolesława Piaseckiego” (jak pisze w jego biogramach Andrzej Friszke). W rzeczywistości chodziło o mało znaczące różnice w dyskusji nad dokumentami ideowymi stowarzyszenia, co jednak Piasecki uznał za próbę podważenia jego przywództwa i ?zesłał? Mazowieckiego do Wrocławia, mianując redaktorem naczelnym „Wrocławskiego Tygodnika Katolickiego”. O tym, że młody publicysta nie przeszedł wówczas żadnej widocznej przemiany, świadczy jego najgłośniejszy tekst z tamtych czasów pt. „Wnioski”, opublikowany na łamach „WTK” z 27 września 1953 r. Był to komentarz do skazania kilka dni wcześniej przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka i kilku innych duchownych, oskarżonych o „zorganizowanie ośrodka prowadzącego działalność dywersyjną, wymierzoną przeciwko państwu ludowemu”.

Mazowiecki pisał:

„Każdy, kto jest wiernym Kościoła, a zarazem uczciwym obywatelem ludowej ojczyzny rozumie, że religijna misja Kościoła trwająca przez wszystkie czasy może i powinna być pełniona w ustroju socjalistycznym. Równocześnie milionowe rzesze wierzących w naszym kraju dają codziennie ofiary, i twórczy wkład w nowe budownictwo gospodarczo-społeczne. I właśnie ludowa ojczyzna przywróciła godność ludzką milionom prostych ludzi, w olbrzymiej większości wierzących, przekraczając raz na zawsze stosunki społeczne, w których urodzenie czy majątek decydowały o wartości człowieka, otwarła dzieciom robotników i chłopów dostęp do nauki i kultury i buduje w niezwykle trudnych warunkach powojennego życia podstawy lepszego bytu (…). Na rozprawie sądowej zanalizowana została przestępcza działalność oskarżonych, jak i jej skutki. Wychowanie nacechowane podejrzliwością i wrogością wobec postępu społecznego, atmosfera środowiska społecznego rozniecająca lub choćby tylko podtrzymująca bezwzględną wrogość wobec osiągnięć społecznych Polski Ludowej, wpływy polityczne przychodzące z zewnątrz i wyrosła na tym wszystkim błędna postawa polityczna ks. bp. Kaczmarka, która doprowadziła go do kolizji z prawem – oto sumarycznie ujęte przyczyny działalności przestępczej oskarżonych. Doprowadziły one do czynów skierowanych przeciwko interesom własnego narodu. Doprowadziły ks. bp. Kaczmarka do działalności wrogiej wobec interesu narodowego i postępu społecznego w okresie przedwojennym, okupacyjnym i w Polsce Ludowej. Doprowadziły w szczególności nie tylko do postawy przeciwnej nowej rzeczywistości naszego kraju, nie tylko do podrywania zaufania w trwałość władzy ludowej i nowych stosunków społecznych w Polsce, ale i do uwikłania się we współpracę z ośrodkami wywiadu amerykańskiego, które pragnęłyby posługiwać się przedstawicielami duchowieństwa, jako narzędziem realizacji swych wrogich Polsce planów. (…) Postawa polityczna biskupa czy kapłana podlega takiej samej ocenie, jak postawa każdego innego obywatela. Dlatego więc nie tylko bolejemy, ale i odcinamy się od błędnych poglądów ks. bp. Kaczmarka, które doprowadziły go do akcji dywersyjnej wobec Polski Ludowej i kierowały w tej działalności jego postawą. (…) Ku tej szkodliwej działalności kierowały ks. bp. Kaczmarka i współoskarżonych poglądy prowadzące do utożsamiania wiary ze wsteczną postawą społeczną, a dobra Kościoła z trwałością i interesem ustroju kapitalistycznego. Z tego stanowiska wynikało wiązanie się z imperialistyczną i nastawioną na wojnę polityką rządu Stanów Zjednoczonych. (…) Katolicy polscy co dnia pogłębiając swój wielki udział w pracy całego narodu, jednocząc się we wspólnym Froncie Narodowym, będą dalej pracować nad tym, aby stwarzać perspektywę dla misji Kościoła w nowej epoce, usuwać istniejące trudności i nie dopuszczać do tragicznych konfliktów w sumieniach wierzących, jak to miało miejsce w związku z procesem ks. bp. Kaczmarka. Wierzymy bowiem najgłębiej, że nawet najbardziej bolesne i tragiczne pomyłki nie mogą zmienić faktu, że przyszłość należy do ustroju społecznego, w którym żyjemy, i że w tej przyszłości Kościół znajdzie właściwe swojej misji religijnej miejsce, a ludzie wierzący na równi z ludźmi innych światopoglądów będą tej przyszłości współtwórcami”.

Szczególnego posmaku temu tekstowi nadaje fakt, iż ojciec Tadeusza Mazowieckiego, Bronisław, z zawodu lekarz, był przed wojną znanym działaczem Akcji Katolickiej w Płocku, której diecezjalnym dyrektorem był właśnie ks. Czesław Kaczmarek, późniejszy biskup.

Z partią przeciw Piaseckiemu

Znajdując się poza bezpośrednią kontrolą Piaseckiego, we Wrocławiu, Mazowiecki skupił wokół siebie grupę młodych działaczy PAX-u, nazwaną później „frondą”, która zaczęła niemal jawnie podważać przywództwo szefa organizacji. I znów – wbrew temu, co piszą hagiografowie – nie chodziło o jakieś zasadnicze różnice polityczne.

Jeszcze 21 kwietnia 1955 r. PAX zorganizował we Wrocławiu manifestację z okazji 10. rocznicy powrotu Ziem Odzyskanych do Macierzy. Główny referat, który wygłosił Mazowiecki, poświęcony był „jeszcze mocniejszemu ukochaniu sprawy obrony pokoju, przyszłości naszego narodu i świata”. W tym samym czasie „fronda” już niemal jawnie głosiła, że stowarzyszeniem rządzi „mafia” złożona z dawnych podwładnych Piaseckiego z ONR-Falanga. Grupa Mazowieckiego domagała się zatem „demokratyzacji” PAX-u, czyli – jak łatwo zgadnąć – udziału we władzy. Piasecki zareagował stanowczo, ogłaszając 13 sierpnia zawieszenie przywódców „frondy” w prawach członków.

Co zrobił Mazowiecki i jego współpracownicy? Już następnego dnia wystosowali list do władz partii, w którym poskarżyli się na Piaseckiego.

„Niżej podpisani działacze katoliccy zwracają się z niniejszym pismem do Komitetu Centralnego PZPR jako do gospodarza politycznego naszego kraju, pragnąc poinformować go o przebiegu sprawy, która stała się przyczyną faktu, iż praktycznie znaleźli się w obliczu utraty możliwości aktywnej pracy dla celów ruchu społecznie postępowego katolików polskich. (…) Pragniemy też na wstępie z całym naciskiem podkreślić, zwracając się z tym pismem do KC PZPR, że czynimy to z pełnym zaufaniem wynikającym z głębokiego ideologicznego uznania przez nas partii klasy robotniczej za siłę kierowniczą naszego kraju oraz w pełni gotowości zastosowania się do jej oceny” – tak zaczyna się ów list. A właściwie donos na kierownictwo PAX-u, któremu zarzucono takie „grzechy”, jak „skłonność do arbitralnych decyzji, pogarda nawet pozorów kolegialności, dygnitarstwo i burżuazyjny, konsumpcyjny styl życia, które – stanowiąc relikty faszystowskiej przeszłości tych ludzi – kompromitują w opinii zewnętrznej nasze środowisko i osłabiają siłę jego oddziaływania na duchowieństwo”.

Ponieważ aktywność „frondy” zbiegła się w czasie z potępieniem jednej z książek Piaseckiego przez watykańskie Święte Oficjum, Mazowiecki wraz z kolegami usilnie starali się przekonać partię, że ich wystąpienie nie ma z tym faktem nic wspólnego: „Niżej podpisani wielokrotnie dawali wyraz zarówno w publicystyce, jak i w działalności politycznej, swojemu krytycznemu i negatywnemu stosunkowi do linii politycznej Watykanu”.

Dwa miesiące później, 14 października 1955 r., grupa Mazowieckiego wystosowała kolejny list do Komitetu Centralnego, składając go na ręce sekretarza KC Franciszka Mazura, odpowiedzialnego wówczas za politykę wobec Kościoła. Oba listy ewidentnie świadczyły o tym, że akcję przeciwko Piaseckiemu „fronda” podjęła przynajmniej za wiedzą, o ile nie na zlecenie części kierownictwa PZPR. Piasecki jednak okazał się mocniejszy i usunął wewnętrzną opozycję z PAX-u, dlatego też drugi list kończy się błagalną prośbą „do Partii jako do kierowniczej siły Frontu Narodowego” o „umożliwienie nam dalszej pracy we Froncie Narodowym i w tym jego ogniwie, jaki stanowi ruch społeczny postępowych katolików”.

„Lewe skrzydło” KIK-u

I rzeczywiście, partia dała „frondzie” możliwość dalszej pracy, tyle że już po październiku 1956 r. Mazowiecki został redaktorem naczelnym miesięcznika „Więź”, wydawanego od 1958 r. Hagiografowie byłego premiera o tym nie wspominają, ale z wydanych niedawno dzienników najbliższego wówczas współpracownika Mazowieckiego, Janusza Zabłockiego, jasno wynika, że miał to być organ „lewego skrzydła” ruchu Klubów Inteligencji Katolickiej – stanowiący prokomunistyczną przeciwwagę nawet dla środowiska „Tygodnika Powszechnego”, które zresztą długo traktowało rozłamowców z PAX-u nieufnie.

W programowym tekście pt. „Rozdroża i wartości”, zamieszczonym w pierwszym numerze „Więzi”, Mazowiecki – obok wołania o „Kościół otwarty” – podkreślał, iż:

„bezpłodna jest wszelka myśl i wszelki wysiłek nie liczący się z tym, że Polski nie można cofać do formacji kapitalistycznej. Chodzi natomiast o to, aby socjalistyczna formacja społeczno-ekonomiczna, w jaką Polska w wyniku dokonanych reform społecznych weszła, rozwijała się w kierunku najkorzystniejszym dla życia i praw człowieka, którym winna ona służyć”.

Natomiast w numerze 5. z 1960 r. Mazowiecki opublikował jeden z najgłośniejszych swoich esejów pt. „Antysemityzm ludzi łagodnych i dobrych”. W tekście jednoznacznie potępiającym zjawisko antysemityzmu nie omieszkał rozprawić się z poglądem o znacznym udziale Żydów w budowaniu komunizmu w Polsce:

„Przyczyn, które sprawiły, że w aparacie władzy w 1945 roku na odpowiedzialnych nieraz stanowiskach znalazło się dużo Polaków pochodzenia żydowskiego szukać należy w historycznej sytuacji tamtego okresu, a nie w jakichś wiecznych cechach charakteru żydowskiego, czy co gorsza w planach światowego żydostwa. Polacy ci należeli do zasymilowanej czy asymilującej się inteligencji żydowskiego pochodzenia. Byli to ludzie bądź już dawniej związani z ruchem komunistycznym bądź też wiążący się z nim szczególnie mocno po gehennie, jaką przeszli w czasie wojny. W założeniach tego ruchu, stanowiącego przecież siłę napędową armii, która rozgromiła faszyzm, widzieli oni trwałą zaporę przeciw możliwości odrodzenia się rasizmu i antysemityzmu. Wpływało to niewątpliwie na ich stosunek do nowej, rewolucyjnej władzy. Tymczasem zaś tradycyjna inteligencja polska była w olbrzymiej większości tak czy inaczej w opozycji. O faktach tych dziś łatwo się zapomina, gdy doszukuje się „proporcji pochodzeniowych”, czyniąc z nich argument nadający rzekomo antysemityzmowi w naszych warunkach jakieś racje”.

Nic dziwnego, że tak gorliwego sojusznika kierownictwo PZPR postanowiło w końcu nagrodzić mandatem poselskim. Po raz pierwszy Mazowiecki został posłem w 1961 r. – dla porównania zauważmy, że Bolesław Piasecki dostąpił tego „zaszczytu” dopiero 4 lata później. Okręgiem wyborczym redaktora „Więzi” stał się znowu Wrocław. Styl jego wystąpień przez 11 lat zasiadania w Sejmie pozostał niezmienny: zawsze podkreślał swoją lojalność wobec partii i jej aktualnego kierownictwa, uwagi krytyczne dozował zaś bardzo oszczędnie. Już w pierwszym swoim wystąpieniu sejmowym 14 lipca 1961 r. stwierdził:

„Można z czystym sumieniem i bez najmniejszej przesady powiedzieć, że gdyby Polska Ludowa miała na koncie swoich społecznych zdobyczy tylko to, co osiągnięto w upowszechnianiu oświaty, samo to wystarczyłoby dla zapewnienia jej szczególnego miejsca w tysiącletnich dziejach naszego narodu. (…) Rozumiemy, że ten wielki rozwój oświaty nie jest dziełem przypadku, ale wynika z założeń ustroju socjalistycznego. Bez przebudowy społecznej nie byłaby możliwa zakrojona na szeroką skalę, obejmująca wszystkie środowiska społeczne przebudowa oświatowa”.

Ordery i mieszkania

Hagiografowie Mazowieckiego podkreślają jego udział w sławnej interpelacji posłów koła „Znak” do premiera w obronie studentów represjonowanych w marcu 1968 r. Tyle że nie dodają, iż jedynym posłem, który poniósł konsekwencje tego gestu, był Jerzy Zawieyski. Ten znany pisarz stracił miejsce w Radzie Państwa i w Sejmie, a niedługo potem zakończył życie w do dziś nie wyjaśnionych okolicznościach. Natomiast pozostali sygnatariusze interpelacji – w tym Mazowiecki – w rok po jej złożeniu ponownie zostali posłami. Co więcej, w lipcu 1969 r. z okazji 25-lecia Polski Ludowej odznaczono ich wysokimi orderami. Mazowiecki otrzymał wtedy Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski – „oczko wyżej” niż Jerzy Turowicz, szef „Tygodnika Powszechnego”. Dla ścisłości dodajmy, że Krzyż Kawalerski OOP redaktor „Więzi” dostał już wcześniej, na 20-lecie PRL.

Cokolwiek by zatem robili piewcy legendy Mazowieckiego, w pamiętnym roku 1968 na pewno nie był on opozycjonistą. Jeszcze 21 grudnia tegoż roku podkreślał z trybuny sejmowej: „Zasadą ustrojową jest w Polsce socjalistycznej założenie, że kierownictwo polityczne rozwojem kraju sprawuje Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Na uznaniu tej zasady i my opieramy swą działalność”.

Do opozycji przeszedł dopiero w latach 70., po trzech kadencjach spędzonych w Sejmie PRL, mimo iż – jak wynika z dziennika Zabłockiego – w 1961 r. zapewniał swoje środowisko, że interesuje go tylko jedna kadencja. Trudno się jednak dziwić tej niekonsekwencji, skoro niespełna rok po wyborze otrzymał jako poseł nowe mieszkanie przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie („bardzo ładne, obszerne, urządzone estetycznie i wygodnie” – notował Zabłocki). Charakterystyczna jest także opinia innego posła z koła „Znak”, Stefana Kisielewskiego, który zapamiętał, że Mazowiecki „zawsze wierzgał, jak przeciwko socjalizmowi coś się mówiło”. No cóż, w końcu zawdzięczał temu ustrojowi niemało.

Paweł Siergiejczyk

„Nasza Polska” Nr 42 (781), 19 października 2010

 

Źródło, wybór powyższych tekstów i całość: Hej-kto-Polak!

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=70993 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]