Problem z dyni? A może to problem z szatanem? – Maria Kominek OPs

Aktualizacja: 2012-10-31 7:59 pm

Swoje refleksje snuję wieczorem 31 października. Przed chwilą dzwoniły do mnie jakieś dzieciaki – oczywiście chciały cukierka lub straszyły psikusem. Na pytanie czy były w kościele w niedzielę i czy słyszały, że uczestnictwo w Halloween jest grzechem odpowiedziały, że cukierek to nie Halloween i trzeba wiedzieć co to jest Halloween, by się na ten temat wypowiadać. Wyraźnie uważały, że nie wiem o czym mówię.

Kolejna grupa dzieciaków (podobnie jak pierwsza w wieku około 10 – 12 lat) na pytanie czy rodzice wiedzą gdzie oni się o takiej późnej porze wloką, odpowiedziały, że wiedzą i nie mają nic przeciwko temu. Oni przecież tylko chcą cukierki. Większość tych dzieciaków miało jakieś maski na twarzy – chyba też za wiedzą rodziców. Na pytanie czy chodzą do kościoła, odpowiedziały, że tak. Ale z tego spowiadać się nie będą, bo to nie jest grzech. Katecheta mówił, że grzech, ale to nie prawdą. I poszły do kolejnego domu.

Jak widać apel hierarchów przyszedł stanowczo za późno. Za późno w tym roku, bo wiele szkól już miało przygotowane imprezy, w niektórych odbywały się jeszcze w ubiegłym tygodniu. Za późno również ze względu na to, że od lat ten pogański i satanistyczny zwyczaj był wdrażany w społeczeństwie, a hierarchia milczała. Teraz okaże się za późno, bo handlarze nie zrezygnują ze sprzedaży dyni, a ci, którzy chcą Halloween propagować – nie muszą zbytnio się wysilać.

By się przekonać jak sprawy stoją, można przejrzeć sobie Internet. Dziś – w wigilię Wszystkich Świętych – pełno w Internecie różnych opinii. Większość to wyśmiewanie się z apelu hierarchów, wyśmiewanie się z powiedzianej prawdy. Tak jak w internetowym wydaniu Gazety Wyborczej, gdzie niejaka Katarzyna Wiśniewska stwierdza, że „kościół strzela sobie samobója”, gdy tłumaczy wiernym, że Halloween to święto zasadniczo satanistyczne. I że uczestnictwo w imprezach hallowenowych jest grzechem i to grzechem ciężkim. Bardzo to martwi K. Wiśniewską, osobę oczywiście mocno zatroskaną o Kościół i dlatego poucza ona nas, że kościół powinien zamiast straszyć Halloween lepiej proponować coś w zamian.

Oczywiście znajdzie się w Internecie mnóstwo innych opinii, ale chyba najistotniejszy jest przekaż, który dociera do największej grupy odbiorców. A takim przekazem jest przekaz telewizyjny.

Nie mam telewizora i nie oglądam telewizji. Co nie oznacza, że w ogóle nie wiem, co TV pokazuje. Na ogół włączam  portal TVN 24 i czytam nagłówki, co jest wystarczające, by się zorientować o czym TV informuje wiernych swoich widzów. Czasami tez otwieram niektóre linki – należy jednak wiedzieć co ludzie oglądają albo inaczej rzecz biorąc – jaki jest konkretny temat podawany im do wierzenia przez massmedia.

I tak obejrzałam dziś program Faktów, nazwany „Problem z dyni”: http://fakty.tvn24.pl/problem-z-dyni,285897.html

Sama nazwa programu jest podła, bo problem nie wynika z dyni – nie dynia jest problemem, ale sposób jej używania i cel. Jak to zwykle bywa w takich programach zapytano kilka osób o ich opinię. Sprzedawca dyni oczywiście jest za – bo przecież to są dla niego pieniądze. Potem wypowiada się o. A. Smolka, egzorcysta, który stanowczo ostrzega przed satanistycznymi wpływami obchodów Halloween. Podobnie, choć nie tak stanowczo ostrzega ks. J. Sikorski. Pojawia się komunikat Pasterza diecezji szczecińsko-kamieńskiej abp. A. Dzięgi na temat zagrożeń duchowych Halloween, nie wspomina się o podobnym komunikacie kard. K. Nycza. W końcu pojawia się o. dominikanin T. Franc z Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach. I tu dowiadujemy się, że apel hierarchów Kościoła i ostrzeżenia przed możliwymi skutkami zabawy w Halloween to: w słusznej wierze strzelanie z armaty do wróbla!! Mówi to bądź to bądź specjalista od sekt (czyli i od satanizmu), jego wypowiedź pełna lekceważenia dla wypowiedzi biskupów (zgodnych zresztą z nauką Kościoła) następuje po wypowiedzi egzorcysty, czyli jest odbierana jako ważniejsza (tak naucza socjotechnika – dawać na koniec to, co ma być zapamiętane). Dla o. Franca zagadnienie Halloween to rzecz mało ważna. Porównanie armaty z wróblem ma nam uświadomić, że nie ma co mówić o grzechu w tak błahej sprawie. I konkluduje – nie spotkał nigdy nikogo, kto z powodu zabawy z dynia stał się satanistą.  Przekaz jednoznaczny – nie obawiajcie się – satanizm wam nie grozi.

Ostatecznie pokazany jest przykład pewnego księdza, który stwierdza, że nie ma zamiaru walczyć z czymkolwiek, zamiast Halloween  on proponuje Bal Wszystkich Świętych. Najciekawsza jest wypowiedź pewnego chłopczyka  (może 6 a może 7 lat), który stwierdza, że teraz zamienili Halloween na bal świętych. Dziecko ostatecznie wszystko jedno – ważne, że będzie zabawa!

Wniosek, który wyciąga reporterka jest pouczający – najistotniejsze to mieć dobrą zabawę, a która nowa tradycja (tak, dokładnie tak – nowa tradycja! ona ma na myśli Halloween i Bal świętych) zwycięży, zależy od poczucia estetyki. Bo jednych kują rogi, a drugich aureole.

No i widzowie dostali porcję wiadomości, z których mogli wyciągnąć pożądany wniosek:

Nic strasznego nie ma w zabawach Halloween. Egzorcysta widzi wszędzie diabła, ksiądz Sikorski owszem ostrzega, ale zaznacza, że nie wiele wiemy o duchach – więc należy uważać (nie wiemy o szatanie, o demonach?), biskup grzmi i straszy wiernych, nawet się powołuje na policyjne statystyki, które mówią o wzmożeniu aktów przemocy o charakterze okultystycznym właśnie w tym czasie. No i następuje natychmiast uspakajające zapewnienie – nie bójcie się słów biskupa – to po prostu strzał z armaty do wróbla. A wprowadzanie Halloween to jest promocja bylejakości! Tak właśnie powiedział dominikanin z Ośrodka Informacji o Sektach!  Dla niego promocja satanizmu to tylko promocja bylejakości!

No i niech będzie wesoło.

Może za długi opis tej kilkuminutowej telewizyjnej migawki. Ale zatrzymałam się nad nią tak długo, ponieważ jest ona majstersztykiem manipulacji. Jest pokazówką jak należy ustawiać opinię publiczną. Jest ona skierowana do ludzi niezdecydowanych. Jeśli po apelach hierarchów, ktoś miał jakieś wątpliwości, jeśli pomyślał choć na chwilę, że uczestnictwo w zabawach Halloween może być jednak grzechem, to jego wątpliwości zostały rozwiane. Przecież dominikanin mówi, że to nic takiego – taki „wróbelek”, do którego nie warto strzelać. Szczególnie z armaty!

A zresztą – jeśli można wybierać między rogami a aureolą – to nie jest tak istotne – jedna zabawę można zamienić na inną (to sugeruje równowartość). Jednemu się podobają rogi, drugiemu aureole.

I to zostanie zapamiętane przez ogromną ilość widzów.

Kończę ten artykuł w momencie, gdy prawdopodobnie „zabawa w duchy” w wielu miejscach trwa na całego. Jedyne co mi zostaje, to przeżegnać się wodą święconą i pomodlić się do Matki Bożej, by nikt nie wpadł dzisiaj w ręce szatana.

Maria Kominek OPs

31.10.2012

Tags: , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=62746 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]