Honorowy Tajny Współpracownik Miasta Tarnowa

Aktualizacja: 2012-01-5 11:37 am

Tato, tato, a ja jak dorosnę to chciałbym być Honorowym Obywatelem Tarnowa! Co trzeba zrobić żeby nim zostać? -Przynieś synku Wielką Encyklopedię Tarnowa, wydanie drugie nie poprawione. O, patrz tutaj, widzisz? -Tato, a kim był ten pan tutaj? -Eee, jakby to… on był biskupem – kapusiem. -A ten? -A ten akurat kapusiem nie był. Został uhonorowany za to, że za nasze pieniądze przez jakiś czas jeździł u nas na motorze. -A tamten? -A tamten to był nie tylko Tajnym Współpracownikiem w sutannie, ale przy tym grzmiał spod ołtarza na tych, co to modlić się chcieli nie po nowoczesnemu, tylko tak, jak robili to ich dziadowie. I Żydów do Tarnowa sprowadził, co to w Katedrze naszej nauki głosili, podczas Dni Judaizmu, by nas ubogacić, na dobrą drogę sprowadzić i od błędów niebu obrzydłych odwieść… I za to wszystko Honorowym Obywatelem naszego miasta został… Tak w nieodległej przyszłości, a nawet już teraz mogłaby wyglądać rozmowa ojca z synem. A swoją drogą, to już jakaś tradycja, że honorowymi obywatelami w Tarnowie „z automatu” zostają biskupi – Tajni Współpracownicy służb bezpieczeństwa PRL. Jest też coś ciekawego w tym, że w naszej radzie miejskiej, radnych PO, Tarnowian i PiS, wobec tylu różnic, nic nie było w stanie do tej pory połączyć – i trzeba było dopiero „TW”, by wobec Jego autorytetu zapanowała jednomyślność. Dzięki temu, wiemy przynajmniej, że na tym właśnie u nas polega „budowanie nowych, dobrych relacji ponad podziałami”, za które to działania honor ten spotkał „na odchodnym” biskupa Wiktora Skworca. Jak widać, „podziały te” nie są tak głębokie, jakby się to na pierwszy rzut oka wydawało, skoro można je zasypywać na gruncie współpracy z bezpieką – i fakt ten jest wielce wymowną podwaliną i jednym z symboli Rzeczpospolitej Trzeciej i Pół, w której nam przyszło się czołgać… Inną z kolei  przywoływaną w magistrackim uzasadnieniu zasługą biskupa, jest fakt zorganizowania w naszym mieście „Dni Judaizmu w Kościele Katolickim”, podczas których w tarnowskiej, katolickiej katedrze „słowo Boże”, głosił przedstawiciel religii, odrzucającej Jezusa Chrystusa, uważanego, delikatnie mówiąc, za oszusta i w wielu kręgach lżonego i nienawidzonego. Jeżeli więc biskup jest zasłużony dla judaizmu, czyli judaizowania Kościoła Katolickiego, niech go honorują Żydzi, a nie radni czy prezydent palący chanukowe świece (chyba że o czymś nie wiemy). Ale po kolei…

Tak czy owak, teraz przynajmniej już wiemy, jakie wzorce mamy naśladować. Wiemy, na czym polega bycie „człowiekiem dialogu, zrozumienia i spokoju”. Wiemy też, że jednym z głównych kryteriów (wymienionych w pierwotnym komunikacie magistratu) predysponujących osobę do tego, by zostać Honorowym Obywatelem Tarnowa, jest organizacja „Dni Judaizmu” – jak podrzucone jajo i gorący kartofel przerzucanych z diecezji do diecezji, a wszystko to wedle rozkazu, bo być może, jak niegdyś, tak i teraz żydowscy bankierzy trzymają niektórych watykańskich purpuratów za to i owo… Jakąż inicjatywą na tym odcinku będzie zatem musiał wykazać się „honorowy obywatel” kolejny? Skoro „zapalenie chanuki” zostało już zarezerwowane przez prezydenta Ryszarda Ścigałę? Może kolejny biskup podczas ekumenicznego nabożeństwa powinien przywdziać myckę i w ten sposób zasłużyć się dla „miasta”? Zakazać klękania podczas mszy, tak jak „źle widziane” jest u nas klękanie podczas przyjmowania Najświętszego Sakramentu? Może jakiś nowy TW wykaże się większą liberalnością w zachowywaniu tajemnicy spowiedzi, albo wyznaczał będzie „odpowiednią”, łamiącą charaktery i sumienia pokutę?

Tak czy owak, jest coś znamiennego w tym, że TW Dąbrowski stał się swego rodzaju symbolem, a może nawet patronem „pojednania między podziałami” – przynajmniej na lokalnym, tarnowskim urągowisku. Bo na urągowisku ogólnopolskim, takimi żywymi symbolami „narodowej zgody” są inni purpuraci, co to „bez swojej wiedzy i zgody”, „palili, ale się nie zaciągali”, więc nikomu nie zaszkodzili – i to zarówno „zadaniowani” TW jak i „zwyczajni” KO. W tym kontekście tytuł honorowego obywatela urasta do rangi symbolu tego, czym stała się Rzeczpospolita Trzecia i Pół, bez cienia wstydu na coraz to nowych odcinkach kontynuująca tradycje PRL.I okazuje się przy tym, że tajnych współpracowników służb PRL (na razie) nie trzeba nawet wynosić na ołtarze, gdy tylu z nich i tak pełni rolę autorytetów moralnych i gdy nie brak „ludzi honoru”, co to nawet wbrew ówczesnemu prawu, zaprowadzali stan wojenny, by przeprowadzić nasz ludek niby przez Morze – a jakże, Czerwone – ku świetlanej przyszłości zwiastowanej przez gwiazdę magdalenkowych, czy okrągłostołowych układów, kładących fundamenty pod system stosunków społecznych, politycznych i własnościowych obecnej RP, dzięki którym PiS i PO, na przekór pozorom, mają tak blisko do siebie, że przedstawiciele obu tych ugrupowań mogli, nawet w Tarnowie, ręka w rękę i bez cienia wstydu obdarzyć tytułem Honorowego Obywatela – Tajnego Współpracownika SB.

A przecież niefortunną inicjatywę można było obejść dyplomatycznie, skoro już zabrakło odwagi do głośnego powiedzenia „nie”. Można było choćby stwierdzić: „poczekajmy, tak szybkie przyznanie tytułu uwłaczałoby godności Biskupa”. A tak pozostał wstyd, zażenowanie i szemranie wśród wiernych, którzy swoje myślą i między sobą zwyczajnie się z tego wszystkiego śmieją. Tym samym rodzajem śmiechu, który wyciskał im z gardła PRL, swoimi absurdami, na które nic nie można było poradzić i wobec których już tylko „pusty śmiech” pozostawał, niezbędny dla zachowania psychicznej higieny.W dodatku ów „honor” przyznany będzie nie w Tarnowie, ale w Katowicach, 6 stycznia. Z jednej strony wystawi to biskupowi Wiktorowi Skworcowi „laurkę” przed tamtejszymi wiernymi, z drugiej – zapobiegnie niezdrowej atmosferze, jaka z pewnością musiałaby towarzyszyć takiej uroczystości, gdyby odbywała się ona w Tarnowie. Jest jeszcze i trzecia strona – nikomu nie będzie się chciało w tej sytuacji „węszyć” wokół tematu niespotykanej plagi samobójstw wśród kapłanów diecezji tarnowskiej, która zwieńczyła okres rządów biskupa, a nad którą kuria opuściła zasłonę milczenia, zwyczajnie „krętacząc” gdy zadaje się jej pytania…

W przypadku radnych PO i Tarnowian nie jestem decyzją o przyznaniu tytułu Honorowego Obywatela biskupowi Wiktorowi Skworcowi specjalnie zaskoczony, bo po większości z nich (nie wszystkich) niczego dobrego się już nie spodziewam, bo trudno spodziewać się czegoś dobrego po ludziach „zaczadzonych” partyjno – plemienny sekciarstwem i unurzanych po łokcie we współudziale we władzy, traktowanej  jak narkotyk. A poza tym wielu ludziom z tych ugrupowań wydaje się podobać lightowy „katolicyzm” w stylu  „new age”.Natomiast mimo wszystko dziwię się radnym PiS. Wstyd! Podobało się wam nabożeństwo w wykonaniu Żyda w Katedrze? Kiedy ostatni raz czytaliście katechizm? Być może już dziś wasze dzieci mówią wam, że w zasadzie to wszystko jedno, Budda, Kryszna, Mahomet czy Jahwe; kościół katolicki czy protestancki, przecież każdy zostanie zbawiony, wystarczy tylko spełniać dobre uczynki, a najlepiej wzorem Jana Pawła II, razem z szamanami modlić się o pokój? Podobało się wam sabotowanie postanowień papieża względem mszy trydenckiej i inne działania? Zaszczyt dla TW nie uwiera?Jedynie radny SLD Jakub Kwaśny, podczas sesji nawoływał do powściągliwości w szafowaniu tytułem Honorowego Obywatela. Wprawdzie w jego przypadku w jakiejś mierze był to po prostu antyklerykalizm, jednak również i ja jestem zdania, by tytułu honorowego obywatela nie przyznawać biskupom „z automatu”.Deprecjonujemy wówczas rangę tego wyróżnienia. A przecież nie brak też w Polsce miast, gdzie honorowe obywatelstwo miał Adolf Hitler. Podobnie ma się sprawa z odznaczeniami – np. „chlebowy” order Orła Białego otrzymywały osoby, które swoją postawą i życiem zaprzeczały tym wartościom, które order ten ma honorować. Tak więc bez przesady, panie i panowie…

Oczywiście, Biskupowi Wiktorowi Skworcowi nie ujmuję zasług dla miasta. Może po prostu wszyscy trochę słabo je znamy, bo jak dotąd były skrzętnie ukrywane i tak naprawdę po dziś dzień nie zostały przedstawione. Póki co musimy wierzyć „na słowo” inicjatorom całej tej hecy – i prezydentowi Ryszardowi Ścigale. Zaś oficjalne uzasadnienie jest w tej mierze kpiną. Nie ujmuję Księdzu Biskupowi również wszelakich posiadanych przez niego przymiotów ducha i charakteru. Jednak wszystko to jakby trochę mało, by być „Honorowym Obywatelem”, a radni – w każdym, a w szczególności w tym wypadku – powinni „dać sobie trochę czasu” na ochłonięcie, zachować więcej powściągliwości, w inny sposób podziękować biskupowi za posługę, która zresztą wzbudzała tak wiele kontrowersji i podziałów – albowiem od wielkości do śmieszność, jest tylko jeden krok…I naprawdę, czy koniecznie musimy znów z TW czynić wzór do naśladowania?A może niepotrzebnie się dziwię?

W końcu, czego się jednak spodziewać w kraju, którego jednym z patronów i świętym jest zdrajca, spiskujący z cesarzem Henrykiem IV, biskup Stanisław, a „zdrajcą” jest król, Bolesław Śmiały, będący wsparciem dla papieża Grzegorza VII, którego potem cesarz Henryk uwięził, a który też jest dziś świętym?Czegóż spodziewać się po kraju, który w odróżnieniu od innych, nie potrafi rozliczyć się z komunistycznych zbrodni, a niegdysiejsi kaci i sługusi systemu, są dziś jego beneficjentami lub chadzają w szatach autorytetów moralnych? Jakże chory musi być kraj, zbudowany na takich fundamentach moralnych – zdrada i zło nie tylko nie zostają ukarane, czy choćby napiętnowane, ale wręcz są tłumaczone, relatywizowane, uwznioślane i nagradzane!A jako że przykład idzie z góry, powiem tak: czegóż więc mamy spodziewać się po mieście, które zrodziło encyklopedię, pełną życiorysów wycieranych ordynarnie gumką, z wybielanymi postaciami? Czegóż spodziewać się po mieście, którego prezydent chciał uhonorować skwerem wysokiego, komunistycznego aparatczyka? Czegóż można się spodziewać, gdy współautorem albumu „Małopolska w PRL” jest były pracownik SB, dziś w randze historyka Muzeum przekonujący podczas konferencji prasowej, że przecie „PRL nie był wcale taki zły”?… Myśląc o tym wszystkim, aż chciałoby się powiedzieć: jakie miasto, tacy „honorowi obywatele” i jakie państwo – tacy „ludzie honoru” – jednak byłoby to krzywdzące dla niektórych, prawdziwie zasłużonych osób.Oczywiście, nie chodzi o to, by zaraz „potępiać” i wyszukiwać słabości u każdego. Bo są różne barwy.Jednak w pewnych sytuacjach musimy uznać, że coś jest czarne, a coś jest białe. Zgodnie z biblijnym „niech mowa wasza będzie tak-tak, nie-nie”. W przeciwnym wypadku jakimi mamy kierować się w życiu drogowskazami, skoro za drogowskazy i wzorce chcemy uznawać postacie i postawy niejednoznaczne? Czym skończy się to „wybielanie”, „zrozumienie” i „relatywizowanie” wszystkiego?!

Tak czy owak, radnym PO dziwię się jakby troszkę mniej, w końcu wiadomo z czyją pomocą powstawało to ugrupowanie i wszyscy wiemy, że prezydent Bronisław Komorowski „jak niepodległości” bronił WSI. Z tej strony taka atencja wyrażana przez nich wobec „TW” musi być zrozumiała. Ale PiS? Wstyd! Znam Was i szanuję i raczej się to nie zmieni (dotyczy to także „Ziobrystów”) – ale, przyznajcie, niektórzy z Was pewnie w duchu żałują tej decyzji i o ile jedni z waszego grona uczynili to z kurtuazji i grzeczności, zapominając że i one mają swoje granice – o tyle inni uczynili to z dławiącego strachu przed świętoszkowatym oburzeniem kolegów. A przecież nikt by wam za to nie wyrywał paznokci; potrzeba było odrobiny cywilnej odwagi, daleko mniejszej od tej, wykazywanej przez bohaterów i męczenników, którymi spadkobiercami się mianujecie.Zatem pytam: czy podnosząc rękę w geście „za” mieliście w pamięci sytuację, gdy biskup „przyznawał się” do współpracy dopiero wtedy, gdy było już wiadomo że sprawy dłużej ukrywać się nie da, zaś podlegli mu kapłani „spontanicznie” pisali list w jego obronie, a przeciwko mającej się ukazać książce ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego, której siłą rzeczy nawet jej nie czytali? Czy podnosząc rękę mieliście w pamięci męczenników? Czy wspomnieliście ofiary stanu wojennego? Czy rozmyślaliście o „zasługach”  licznych „TW” i SB-ków? Czy stanął wam przed oczami może ksiądz Jerzy Popiełuszko, za waszą sprawą pewnie teraz przewracający się w grobie? Z pewną dozą uzasadnionej przesady można stwierdzić, że doprowadziliście właśnie do symbolicznego zrównania ofiar z katami…

Oczywiście, od ostatecznych osądów jest Sędzia Najwyższy. On zna ludzkie sumienia. Być może i ja, pisząc to co piszę, nie dostrzegam belki w oku własnym. Księdza biskupa mogę szanować choćby za jednoznaczną postawę wobec aborcji i udzieloną pomoc gdy sprowadzano do Tarnowa antyaborcyjną wystawę. Ale, Szanowni Radni – czy naprawdę nie dostrzegać niestosowności tego, coście właśnie zrobili? Raz jeszcze pytam: jaki kolejny, dwuznaczny wzorzec pozostawiacie swoim dzieciom i przyszłym pokoleniom, dokonując przemieszania wartości? Jakimi zatem wzorcami mają się kierować wasze dzieci, widzące jakie postawy i działania są nagradzane?A przecież wy nie nagradzacie „artysty”, który niekoniecznie musi brać zaślubiny z etyką, którego dzieła mogą być znakomite pod względem formalnym – jak stalinowskie wiersze Szymborskiej, a którego postawa moralna nie musi być świetlana – choć i wówczas należałoby się zastanowić przy przyznawaniu, przynajmniej niektórych nagród; Wy natomiast, moi drodzy radni, właśnie wyróżniacie kapłana, biskupa, od którego oczekuje się więcej – i to tytułem mającym stanowić pewien wzór. Tym samym kolejny raz relatywizujecie wartości, za sprawą dwuznacznego kontekstu tej sytuacji.W takim razie w jaki sposób normalnym może być kraj, z taką busolą moralną, takimi symbolami i punktami odniesienia? Przyłożyliście rękę do czegoś, co wygląda jak zaprzeczenie wartości przez was deklarowanych. To bardzo, delikatnie mówiąc: nieładnie! I lepiej wyartykułować to teraz, jasno, wyraźnie, może trochę za mocno, głosząc to „w porę i nie w porę” – by dziwić się i wstydzić nie musiały przyszłe pokolenia, kiwające głowami ze zdziwieniem nad tym, że tak niewielu miało odwagę wydać z siebie choćby cień protestu.

Na zakończenie, zanim jeszcze przestaną się odzywać do mnie ci, którzy jako ostatni jeszcze się odzywają, w oczekiwaniu na konsekwencje, które za to co piszę mnie spotkają – pragnę skreślić słów parę, adresowanych w szczególności do osób najwyraźniej utożsamiających wiarę jedynie z zewnętrzną „religijnością”. Przy czym bynajmniej nie chodzi mi tu o puste i płytkie uzasadnianie „głębi” wiary „wierzących niepraktykujących” – co to, to nie; kapłani są nam wszystkim bardzo potrzebni i częstokroć zbyt mało doceniamy wagę ich posługi.Otóż chodzi mi o to, że prezentowany przez niektórych z was, „specyficznie” pojmowany klerykalizm – i palikotowy „antyklerykalizm” – to dwie strony tej samej momenty. Ta moneta jest fałszywa. I zaprawdę – nie kupi się za nią niczego naprawdę wartościowego.

Mirosław Poświatowski

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=49501 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]