- Bibula – pismo niezalezne - http://www.bibula.com -

Izraelczycy w polskiej kartoflarni – Jerzy Szygiel

Parę dni temu Gazeta Wyborcza opublikowała wywiad z autorem m. in. Sąsiadów i Złotych żniw Janem T. Grossem pod tytułem „Żydzi wracajcie. Cudowne”. Wywiad przeprowadziły osoby związane z polską sztuką współczesną – artysta Artur Żmijewski i kuratorka Joanna Warsza, które chciały się dowiedzieć co znany publicysta i historyk myśli o artystyczno-politycznej idei osiedlenia w Polsce trzech milionów izraelskich Żydów.

Jan Tomasz Gross zareagował najpierw pomysłem, by na przydrożnych tablicach z nazwami polskich miast i wsi napisać ilu mieszkało tam Żydów przed wojną – to jest, jak zaznaczył, jego pomysł na (symboliczny) powrót Żydów do Polski. Z wywiadu wynika, że pisarzowi podobała się akcja Rafała Betlejewskiego „Tęsknię za Tobą Żydzie”, ale jednocześnie gasi zapał artystów, co do osiedlania się polskich Żydów w Polsce. Według niego „nikt nie ma pomysłu jak rozwiązać konflikt z Palestyńczykami”, informuje, że „obywatele izraelscy, którzy mają polskie korzenie biorą masami polskie obywatelstwo”, ale sugeruje, że owi izraelscy Polacy wcale za Polską nie tęsknią… „prędzej wyjadą (by się ratować) do Paryża, do czego uprawnia polski paszport w zjednoczonej Europie”.

Zmieńmy tożsamość

Mimo to, niezrażeni artyści przekonują Grossa, że „wielu Polaków chciałoby być Żydami”, bo są „zmęczeni swoją duszną tożsamością, katolicką, narodową, zbudowaną z resentymentów”. Zgadzają się z Grossem, że grasującego „wampira antysemityzmu” (ciekawe odwrócenie: to obraz żywcem wzięty z antysemickiej propagandy, gdzie Żydów przedstawiano jako „wampirów” bądź „krwiopijców”) należy w związku z tym „przebić osinowym kołkiem”, co ograniczy „ciemnogród”. Gross na to, że optymizmem napawa go młode pokolenie, które wyjeżdża, więc „nie siedzi wyłącznie w polskiej kartoflarni. (…) na pewno dla Polski byłoby bardzo interesujące, gdyby tu zaczęli osiedlać się Żydzi.” I tak sobie gadają. Jest jednak jeszcze mały problem: to wszystko może artystom przynieść pewien zawód…

Idea Jael Bartany, izraelskiej artystki, która w tym roku reprezentuje Polskę na weneckim biennale, sprowadzenia do Polski 3 milionów Żydów nie jest nowa: pisał o tym już dawno inny żydowski artysta Philip Roth, a w zeszłym roku wygłosiła ją Helen Thomas – najdłużej akredytowana przy Białym Domu dziennikarka amerykańska (za co natychmiast wyleciała z pracy, gdyż w tym wypadku zinterpretowano to jako wypowiedź antysemicką). Bartana zilustrowała swój pomysł trzyczęściowym filmem, jednym z tych, które z jakichś powodów (są bardziej znaczące?) wyświetla się nie w kinach czy na festiwalach, lecz w galeriach sztuki (trzeba je oglądać na stojąco). Znani (w Polsce) Polacy nawołują w nim do masowego „powrotu” Żydów. W przyszłym roku w Berlinie ma dojść do kongresu Ruchu Odrodzenia Żydowskiego w Polsce.

Mały problem

Problem polega na tym, że jeśli pomysłodawcy myślą, że masowy przyjazd Izraelczyków przyczyni się do zwalczenia „ciemnogrodu” i zmieni identyfikowaną w ten sposób polską tożsamość na mniej „narodową i zbudowaną z resentymentów”, to tragicznie się mylą. Czy wielowiekowa obecność Żydów w Polsce zmieniła ogół Polaków w ludzi oddalonych od katolicyzmu, otwartych i przyjaznych Żydom? Wystarczy poczytać książki Jana Tomasza Grossa… Ale dajmy na to, że tym razem byłoby inaczej, w końcu – jeśli wierzyć Bartanie – wielu współczesnych Polaków chce wręcz zmienić się w Żydów. I tu też jest problem, bo pod wpływem przyjezdnych zmieniliby się w Izraelczyków!

Chodzi o to, że socjologicznie, politycznie i statystycznie Izraelczycy nie należą do ludzi otwartych i przyjaznych wobec ludzi obcych im kulturowo. Ich państwo jest zbudowane i ideologizowane na bazie resentymentów religijnych i narodowych tak mocnych i tak głęboko zakorzenionych, że w porównaniu nasze, polskie resentymenty, wyglądają spokojnie. Izraelczycy są przyzwyczajeni do niepodzielnego panowania w kraju, do którego przyjechali, by „powrócić”. Zorganizowali w Palestynie militarystyczne, silnie ideologizowane i sfanatyzowane, wyznaniowe i agresywne państwo rządzone przez skrajną prawicę, z którego wykluczyli tubylców. Wprowadzili rasistowski system apartheidu. Dla tych miejscowych, których nie zdołali wygnać, wytyczyli otoczone drutami i murami getta, które od czasu do czasu krwawo „pacyfikują”. Ich państwo przywykło do nieprzestrzegania żadnych praw czy rezolucji  międzynarodowych i jednocześnie do całkowitej bezkarności. Przez 6 dziesięcioleci tortury (na tubylcach) były tam legalne. Wojskowe masowe mordy, skrytobójstwa i pozaprawne egzekucje są tam legalne do dzisiaj, a grubo ponad 80% Izraelczyków popiera tę politykę, tak jak popierają zabór, nielegalną kolonizację i okupację resztek Palestyny za pomocą generalnego terroru.

Wielka sztuka

Oczywiście kiedyś (np. kiedy Ameryka osłabnie) Izrael, podobnie jak RPA, będzie musiał zrezygnować ze swego państwowego rasizmu i powstanie jedno państwo, w którym Żydzi i Palestyńczycy będą równymi obywatelami, ale na razie Izraelczycy nie mają zamiaru do tego dopuścić. Nie pozwala im na to ich dość prymitywny nacjonalizm, zbudowany na resentymentalnym kompleksie ofiary, zmienionej w tępego kata.

Niestety, nie można pokładać nadziei w izraelskiej młodzieży. Tej, która już do nas masowo przyjeżdża mówi się, że Polska jest zamieszkana przez agresywnych antysemitów, których należy zbrojnie trzymać na dystans, niczym poddanych Palestyńczyków, więc to nie zmienia sytuacji. Raczej nie założą tu sztetlu, chyba że z sentymentu do Izraela.

W Izraelu do pomysłu Bartany podchodzą ostrożnie. Uważa się ją za lewaczkę, w istocie antyizraelską, a może i antysemicką. Jeśli w to wierzyć, to znaczy, że Bartana chce wysłać do Polski ludzi, których nie lubi. Trzeba przyznać, że gdyby to się udało , byłaby to naprawdę wielka sztuka, a jednak…

Co pozostaje? Trzeba mieć nadzieję, że Polacy nie będą traktować uchodźców izraelskich, tak jak Izraelczycy traktują uchodźców palestyńskich, brak nam jednak tradycji w tym względzie. Chyba, że ją przejmiemy od Izraelczyków. Wtedy jednak nici z artystyczno-politycznych planów duchowego „przewietrzenia” Polski. I kto wie, czy tylko artyści byliby zawiedzeni.

Jerzy Szygiel