„Grecki kryzys” – czy przyszłość Europejskiej Unii Walutowej jest zagrożona?  – Kazimierz Dadak

Aktualizacja: 2011-04-1 10:34 am

Wielu ekonomistów jest przekonanych, że Europejska Unia Walutowa (EUW) jest raczej wynikiem kalkulacji politycznych, a nie ekonomicznych (między innymi Laidler 1991, Feldstein 1997, Klaus 2004 i Bernanke 2005). Ten wniosek wynika z faktu, że kraje członkowskie nie spełniają wymogów optymalnego obszaru walutowego (OOW), co wykazali, na przykład, Eichengreen (1992), a także Artis, Kohler i Mélitz (1998).

Optymalny obszar walutowy

Prace pióra Mundella (1961), McKinnona (1963) i Kenena (1969) tworzą podwaliny teorii OOW. Ogólnie rzecz biorąc, pożytki ze stworzenia unii walutowej mogą przewyższać koszty takiego przedsięwzięcia, jeśli obroty handlowe pomiędzy państwami członkowskimi są bardzo wysokie, występuje wysoki stopień mobilności wszystkich czynników produkcji (szczególnie siły roboczej), a struktury gospodarek państw-kandydatów są wysoce zdywersyfikowane i jednocześnie zbliżone, dzięki czemu ich cykle koniunkturalne są wysoce skorelowane. Jeśli wszystkie powyższe kryteria nie są spełnione, wówczas jest wysoce prawdopodobne, że zaistnieje sytuacja odwrotna, koszty przewyższą pożytki.

Potencjalne koszty mogą być szczególnie dotkliwe, jeśli wystąpią tak zwane ujemne wstrząsy asymetryczne od strony popytu1. Obecny kryzys finansowy jest właśnie znakomitym przykładem takiego zaburzenia i jego cięższy przebieg w Euro-strefie, niż w USA może stanowić podstawę do twierdzenia, że powołanie do życia wspólnej waluty w istocie rzeczy zmniejszyło odporność europejskiej gospodarki na wstrząsy. W 2009 USA zanotowały spadek Produktu Krajowego Brutto (PKB) w wysokości 2,6%, podczas gdy w Euro-strefie wskaźnik ten wyniósł aż minus 4,1%. Także w pierwszej połowie bieżącego roku Stany Zjednoczone szybciej wychodziły z kryzysu niż kraje wchodzące w skład EUW, stąd Eurostat (2010) przewiduje szybsze tempo rozwoju ekonomicznego w USA w 2010 (2,8% wobec 0,9%), a także w 2011 roku (odpowiednio 2,5% i 1,5%). Co więcej, obecny rozwój wypadków potwierdza trendy notowane od początku powstania tworzenia unii walutowej (Dadak 2008).

W następnym fragmencie Autor omawia skutki wprowadzania Euro dla gospodarek różnych krajów w pierwszej dekadzie istnienia tej waluty. Dadak konluduje jednak, że mimo pewnych korzyści, tempo rozwoju gospodarczego spadło, a państwa są bardziej podatne na kryzys ze względu na mniejszą elastyczność gospodarki.

Unia Europejska wobec kryzysu

Reakcja władz Unii na obecny kryzys finansowy jest nierówna, z jednej strony Węgry, nie będące członkiem EUW, nie uzyskały żadnej pomocy od Brukseli – państwo to musiało uciec się do pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Podobnie Polska zawarła umowę kredytową z tą instytucją międzynarodową, a nie z władzami Unii. Z drugiej strony, Grecja, państwo członkowskie EUW, otrzymała daleko idącą pomoc finansową od Brukseli. To ostatnie wydarzenie jest wynikiem utworzenia Europejskiego Funduszu Walutowego (EFW), instytucji teoretycznie dysponującej zasobami w wysokości 750 miliardów euro.

Jednak utworzenie EFW dobitnie wykazuje kłopoty, na jakie w praktyce napotyka sztandarowe hasło przyświecające procesowi europejskiej integracji – hasło „europejskiej solidarności”, albowiem jedna trzecia wspomnianej kwoty pochodzi spoza Unii, od MFW. Mówiąc wprost, Euroland nie jest w stanie zorganizować poważniejszej akcji pomocy swemu członkowi bez udziału strony trzeciej. Co gorsze, ten plan ponad wszelką wątpliwość wykazuje, że Unia nie posiada poważniejszych własnych środków – zaledwie 60 miliardów euro pochodzi z kasy Komisji Europejskiej, podczas gdy reszta, 440 miliardy, pochodzi od poszczególnych krajów członkowskich. Jest rzeczą godną podkreślenia, że EUW nie posiada w ramach UE żadnych instytucjonalnych ram, które by pozwoliły Euro-strefie na przeciwdziałanie skutkom wstrząsów gospodarczych. Ponadto, do tej pory nie określono jasno, jakie będą mechanizmy i kryteria udzielania pomocy poprzez ten fundusz. Nie bez znaczenia jest również fakt, że Wielka Brytania zdecydowanie odmówiła udziału w tym przedsięwzięciu2.

Stworzenie EFW może stanowić pierwszy krok na drodze do europejskiego federalizmu fiskalnego. Niemniej, trudno wątpić w to, że proces przekazywania Brukseli coraz większych uprawnień w zakresie nakładania podatków będzie nadzwyczaj długi i uciążliwy. Już samo utworzenie funduszu spotkało się z ogromnymi oporami ze strony wielu polityków i ogromnej części europejskiego elektoratu. Biorąc pod uwagę niesłychane trudności, na jakie natrafił Traktat Konstytucyjny, a po jego odrzuceniu, Traktat Lizboński, nie sposób optymistycznie oceniać przyszłość kolejnych etapów europejskiej integracji, szczególnie, jeśli w ich ramach należałoby oczekiwać poważnych, wieloletnich transferów finansowych do mniej rozwiniętych regionów Unii, lub Eurolandu3.

Ograniczenia w zakresie wysokości deficytu budżetowego i zadłużenia nie tylko wiążą rządom ręce w podejmowaniu kroków, które mogą złagodzić skutki wstrząsów gospodarczych, ale także odgrywają rolę dzwonków alarmowych pobudzających banki do działania w swej obronie. Napomnienia płynące z Brukseli nadają sprawie deficytu budżetowego niepomiernej wagi, siłą rzeczy skupiają uwagę analityków bankowych na tych kwestiach, a co za tym idzie wywołują zaniepokojenie rynków finansowych i podważają zaufanie do długu wypuszczanego przez rządy mające kłopoty budżetowe. Jest rzeczą ze wszech miar interesującą, że amerykański deficyt budżetowy w roku 2009 (jak i prognozy w tym zakresie na rok bieżący i na najbliższe lata) jest bez porównania wyższy niż w Eruolandzie, niemniej nie ma najmniejszych podstaw do tego, by sądzić, że rząd federalny, czy poszczególne stany natrafią na tak ogromny brak wiarygodności wśród finansistów, jak ma to miejsce w przypadku Grecji. Wypada dodać, że ten kryzys zaufania powoli rozszerza się także na inne kraje wchodzące w skład EUW, dotyczy to w szczególności Hiszpanii, Portugalii i Irlandii, choć kraje te podjęły ogromne wysiłki celem obniżenia deficytów budżetowych. Europejscy przywódcy kategorycznie opowiadają się za jak najszybszym obniżeniem deficytów i zadłużenia do poziomów określonych w Maastricht i tym samym podgrzewają atmosferę, przyczyniają się do powiększenia nerwowości na rynkach finansowych.

Tymczasem administracja prezydenta Obamy jest dużo bardziej zainteresowana odzyskaniem przed-kryzysowego tempa wzrostu gospodarczego i obniżką bezrobocia, stąd też jest wysoce prawdopodobne, że rozpiętość pomiędzy USA i EUW w zakresie wysokości deficytów budżetowych, a zatem i w tempie zadłużania się państwa, będzie występować także w przewidywalnej przyszłości. Mimo to, jak do tej pory, rynki finansowe nie reagują na to potencjalne zagrożenie, papiery wartościowe emitowane przez rząd USA przynoszą bardzo niskie oprocentowanie, a mimo to bez trudu znajdują nabywców.

Podobnie w zakresie polityki pieniężnej można bez trudu zauważyć zupełnie odmienne podejście do kwestii przezwyciężania kryzysu w obu regionach. Amerykański Fed nie tylko dużo bardziej obniżył stopę procentową niż EBC (0-0,25% wobec 2,0%), ale także na bez porównanie większą skalę zastosował „niekonwencjonalne” techniki – zakup prywatnych papierów dłużnych. W sumie bodziec monetarny w USA był bez porównania silniejszy niż w Euro-strefie na rozwój wypadków, który bez wątpienia ma wpływ na duża łagodniejszy przebieg kryzysu w Stanach Zjednoczonych niż na Starym Kontynencie.

Wielu ekonomistów stoi na stanowisku, że połączenie ekspansywnej polityki fiskalnej i pieniężnej może mieć istotny wpływ na zwiększenie tempa wzrostu cen. Niemniej, jak do tej pory, światowe rynki finansowe nie wydają się podzielać takich obaw. W USA zarówno krótko- jak i długoterminowa stopa procentowa pozostają na niesłychanie niskim poziomie, zaś dolar uległ istotnemu wzmocnieniu w stosunku do euro w okresie kryzysu4. Inaczej mówiąc, światowe rynki finansowe nie wydają się podzielać europejskiej obsesji na punkcie „stabilności”, ale zdają się premiować politykę ekonomiczną nakierowaną na dbałość o przyzwoite tempo wzrostu gospodarczego i pełne zatrudnienie. Najwyraźniej finansiści zgadzają się z opinią zdecydowanej większości amerykańskich ekonomistów, z których 90% uważa, że w przypadku, gdy gospodarka rozwija się w tempie dużo poniżej swych możliwości, wówczas pro-koniunkturalna, ekspansywna polityka fiskalna (obniżka podatków, czy też zwiększenie wydatków państwa, lub jakaś kombinacja tych dwu powyższych opcji) ma „poważny, pobudzający wpływ” (Alston, Kearl i Vaughn 1992, str. 204).

Dalej Autor powołuje się na dane udowadniające, że Euroland odniósł realne korzyści z wprowadzania wspólnej waluty. Możemy też przeczytać informacje o tych krajach, które skorzystało na wprowadzeniu Euro, oraz tych, w których opinia na ten temat nie jest jednoznaczna. Dadak wskazuje także i na to, że rozwój gospodarczy jest ściśle związany z czynnikami politycznymi, bowiem tylko tym państwom udało się skutecznie wprowadzić wspólną walutę, które stworzyły w miarę jednolity twór polityczny.

Wnioski

Obecny kryzys gospodarczy jest pierwszym poważniejszym testem dla EUW. Dotychczasowe doświadczenia nie dają całkowicie jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o sensowność tego przedsięwzięcia. Podobnie jak w trakcie poprzedzającego go dziesięciolecia, gospodarka Eurolandu rozwija się wolniej od amerykańskiej. Problemy związane z zadłużeniem i deficytem budżetowym, które ogarnęły Grecję i które mogą się rozszerzyć na inne kraje Eurolandu mają charakter fundamentalny, a nie przejściowy. Rynek pracy w Strefie-euro jest mało elastyczny, a możliwości używania polityki fiskalnej i pieniężnej do absorbowania skutków ujemnych wstrząsów od strony popytu są bardzo ograniczone. W szczególności zadania postawione przed EBC są w praktyce ograniczone do dbałości o stabilność cen. Ponadto, posiadanie wspólnego pieniądza uniemożliwia poszczególnym krajom odzyskanie konkurencyjności na światowych rynkach w drodze dewaluacji swej waluty. Ogólnie rzecz biorąc, z wyjątkiem deflacji, poszczególne regiony Eurolandu są zupełnie pozbawione mechanizmów dostosowawczych, zarówno automatycznych jak i wymagających podjęcia decyzji, pozwalających na przezwyciężenie wstrząsów gospodarczych.

Jedynym jaśniejszym punktem jest powołanie do życia EFM, niemniej bóle porodowe związane z tym przedsięwzięciem i powolność we wcielaniu w życie tej idei nie napawają optymizmem. Stąd też wprowadzenie mechanizmów pozwalających na prowadzenie aktywnej polityki fiskalnej na szczeblu Eurolandu (pan-europejskie podatki i wydatki) zapewne napotka na ogromne przeszkody.

Natomiast dotychczasowe doświadczenia jasno wykazują, że nie ma najmniejszych podstaw do tego by sądzić, iż W. Brytania i Szwecja, państwa, które zachowały własną walutę i prowadziły niezależną politykę pieniężną, poniosły jakiekolwiek straty z powodu rezygnacji w uczestniczeniu w procesie integracji walutowej. Stąd też kraje, które jeszcze nie przyjęły euro powinny dokonać bardzo dokładnej analizy możliwych kosztów i pożytków wynikających z tego przedsięwzięcia przed podjęciem osta-
tecznej decyzji.

Kazimierz Dadak

Cały tekst został opublikowany w 97. numerze Dwumiesięcznika ARCANA.

Niniejszy artykuł pod tytułem The „Greek Crisis”. Is the Future of the European Monetary Union at Stake? ukazał się w książce Analysis of consequences of financial crisis and perspectives for further trends at world markets, Peter Lipták (red.) Eastern European Development Agency, Bratysława 2010.

 


1 Wstrząsy asymetryczne to takie zaburzenia gospodarcze, które dotykają tylko określonej dziedziny. Jeśli gospodarki krajów członkowskich nie mają zbliżonych struktur (czyli ten przemysł napotykający trudności nie wytwarza podobnej części produktu krajowego brutto we wszystkich państwach) i nie są one wysoce zdywersyfikowane, to wówczas tylko kraj specjalizujący się w danej dziedzinie przeżywa trudności gospodarcze. W przypadku, gdy każde państwo posiada odrębną jednostkę pieniężną, taki wstrząs jest automatycznie amortyzowany poprzez spadek wartości (deprecjację) waluty kraju dotkniętego kryzysem, lub w drodze celowej zmiany polityki pieniężnej (bank centralny obniża stopę procentową, czyli stosuje tzw. ekspansywną politykę monetarną). Natomiast, gdy kraj ów jest członkiem unii walutowej, to ani deprecjacja, ani pobudzanie gospodarki poprzez stosowną politykę pieniężną nie są możliwe. Kurs wymienny wspólnego pieniądza zależy od sytuacji we wszystkich krajach członkowskich (a w innych nie ma kryzysu, więc nie ma powodu, by kurs wymienny spadał). Polityka pieniężna jest prowadzona przez wspólny bank centralny, który może tylko obniżyć stopę procentową dla całej unii, a nie poszczególnych członków i, skoro kryzys dotyka tylko jednego kraju członkowskiego, wówczas ekspansywna polityka monetarna grozi pojawieniem się presji inflacyjnej w krajach nie przeżywających trudności gospodarczych. W takiej sytuacji, jedynym wyjściem z tych tarapatów jest przemieszczenie się czynników produkcji (kapitału i pracy) do innych gałęzi gospodarki, lub innych państw. W przypadku, gdy mobilność środków produkcji jest niska, wówczas polityka fiskalna (programy przekwalifikowania siły roboczej, lub zasiłki dla bezrobotnych) może być pomocna w złagodzeniu kryzysu.

2 Islandia, która została dotknięta kryzysem już w 2007 r. rozpoczęła starania o przyjęcie do Unii Europejskiej w nadziei uzyskania pomocy finansowej. Kłopoty, na jakie natrafiła w tym względzie Grecja, najwyraźniej ochłodziły zapały mieszkańców Islandii, ponieważ dziś większość opowiada się za rezygnacją z tego projektu.

3 Celem niniejszej wypowiedzi jest przedstawienie wyników badań ekonomicznych na temat unii pieniężnej, określenie, jakie są optymalne rozwiązania w sytuacji, gdy państwa już wstąpiły na drogę integracji walutowej. Natomiast w żadnym stopniu nie sugerujemy, że wprowadzenie wspólnej waluty jest celowe, w szczególności nie należy jej rozumieć jako sugestii, że powyższe rozwiązania są optymalne dla krajów niebędących członkami EUW.

4 Decyzje banków centralnych tyczące się stopy procentowej mają wpływ tylko na oprocentowanie na wkłady i pożyczki krótkoterminowe, natomiast w wynika decyzji banku centralnego nie da się obniżyć długoterminowej stopy procentowej (np. stopy przychodu z 5-cio, czy 10-cio letnich obligacji). Bywa, że gwałtowne obniżenie krótko-terminowej stopy procentowej przez bank centralny może mieć skutek odwrotny od oczekiwanego, czyli spowodować podwyżkę długoterminowej stopy procentowej. Powodem takiego zjawiska może być właśnie oczekiwanie wyższej inflacji w przyszłości i wówczas prywatne banki naliczają wyższą premię inflacyjną i udzielają długoterminowego kredytu na wyższe oprocentowanie. Formalnie rzecz biorąc, związek ten obrazuje tzw. reguła Fishera: nominalne stopa procentowa jest sumą realnej stopy procentowej i szacunku tempa przyrostu cen. Przyjmuje się, że realna stopa procentowa jest stosunkowo stała, tak więc długoterminowa nominalna stopa procentowa i szacowna inflacja wykazują związek wprost proporcjonalny.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Za: Portal Arkana (31-03-2011 ) -- [Org. tytuł: « „Grecki kryzys” - czy przyszłość Europejskiej Unii Walutowej jest zagrożona?  - pisze Kazimierz Dadak w Dwumiesięczniku ARCANA (nr 97)»]
Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=35583 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]