Unia walutowa na rozdrożu – Tomasz Gabiś

Aktualizacja: 2011-01-18 3:14 pm

Bankructwo grożące Grecji, Irlandii i innym krajom strefy euro wywołuje w Niemczech ożywione dyskusje na temat przyszłości unii monetarnej i całej Unii Europejskiej. Na łamach gazet i na największych portalach internetowych, w radiu i telewizji bez żadnych tabu debatuje się, czy wspólna waluta przetrwa, czy powrót do marki byłby korzystniejszy, jakie byłyby koszty takiej operacji itp. Nagle nic nie jest już oczywiste, wszystko trzeba na nowo uzasadniać, na nowo przekonywać do rzeczy, zdawałoby się, dawno już rozstrzygniętych.

Na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Lisa Nienhaus napisała, że trzeba pomyśleć to, co wydawało się nie do pomyślenia: powrót do marki niemieckiej. Twierdzi ona, że za marką tęsknią nie tylko nostalgicy, ale na zimno kalkujący menedżerowie i przedsiębiorcy. Cytuje ekonomistów przewidujących, że w niezbyt odległej przyszłości niektóre kraje opuszczą unię walutową. Nikolas Busse, korespondent „Frankfurter Allgemeine Zeitung” w Brukseli, zastanawia się, co by było, gdyby strefa euro się rozpadła. Nie ulega wątpliwości, że przyszłość integracji europejskiej stanęłaby pod znakiem zapytania, gdyby stopił się rdzeń aktualnego projektu zjednoczeniowego, czyli euro. Busse przewiduje, że nastąpiłby wówczas nawrót protekcjonizmu, powstałyby bloki gospodarcze, ujawniłyby się stare rywalizacje o strefy wpływów i dominację – wcześniej rozmyte i zneutralizowane częściowo w unijnych gremiach i instytucjach. Upadek wspólnej waluty byłby niesłychanie kosztowny, ale równie kosztowne stać się może jej dalsze podtrzymywanie. Dziś, pisze Busse, rozstrzyga się los Unii Europejskiej. Inny publicysta „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Rainer Hank uważa, że państwa strefy euro weszły na śliską, wiodącą w dół, drogę. Jeśli euro upadnie, jądro idei europejskiej ulegnie zniszczeniu. Nie jest powiedziane, uważa Hank, czy uporządkowana renacjonalizacja walut byłaby droższą alternatywą niż to, co nadchodzi.

Jan Dams z „Die Welt“ konstatuje, że zaufanie do euro słabnie, a w Niemczech narasta eurosceptycyzm. Angela Merkel boi się; można to zrozumieć, gdyż chwieje się euro – waluta, którą wielu polityków uważa za spoiwo europejskiej jedności. Jeśli upadnie, zakupione za oszczędności Niemców przez niemieckie banki, fundusze, firmy ubezpieczeniowe obligacje irlandzkie, hiszpańskie, portugalskie etc. w mgnieniu oka stracą na wartości, a to boleśnie uderzy w miliony niemieckich drobnych ciułaczy. Trzeba zatem podtrzymywać unię monetarną, której koszty będą stale rosły. Merkel znalazła się w pułapce, z której desperacko szuka wyjścia.

W artykule wstępnym z 13 grudnia 2010 roku „Financial Times Deutschland” podaje swoją receptę na uratowanie wspólnej waluty. Kraje strefy euro – stwierdza „FTD” – dryfują w różnych kierunkach, oddalają się od siebie jeśli chodzi o podatki, rynki pracy, wzrost gospodarczy, deficyty budżetowe, bilans handlowy. Na dłuższą metę wspólna przestrzeń walutowa tego nie przetrzyma. Nie tylko strefa euro, ale cała Unia Europejska stoi dziś przed decyzją, jaką drogę i jaki kierunek wybrać. Albo rządy dogadają się co do zasadniczej reformy, albo w najbliższych latach strefa euro się rozpadnie, co bardzo zaszkodzi gospodarce i wywoła napięcia pomiędzy europejskimi państwami. Dlatego konieczne jest przeprowadzenie „małej rewolucji europejskiej”. Musi powstać ścisła unia polityczna, która umożliwi koordynację gospodarek i finansów w strefie euro. Bruksela powinna sprawować nadzór nad deficytem budżetowym i długiem publicznym, nad zadłużeniem osób prywatnych i firm, nad bilansem handlowym. Po trzebna jest centralna instytucja koordynująca politykę gospodarczą krajów strefy euro i nakładająca sankcje na tych, którzy nie przestrzegają reguł i norm. Wspólne europejskie obligacje winny być instrumentem tworzenia wspólnego budżetu o znaczącej wielkości, tak aby projekt unii politycznej był wiarygodny. W przyszłości wszystkie kraje Unii Europejskiej będą musiały się zdecydować, czy chcą należeć do takiej pogłębionej unii. Rządy i parlamenty narodowe będą musiały oddać kompetencje Brukseli i nowym instytucjom centralnym. Zgoda na to nie przyjdzie łatwo Niemcom, ale w tym kryje się – uważa redakcja „FTD”– jedyna szansa na uratowanie wspólnej waluty.

W uratowanie „starego” euro nie wierzy Hans-Olaf Henkel, wieloletni menedżer IBM w Niemczech, były prezes Związku Przemysłu Niemieckiego, wykładowca ekonomiki przedsiębiorstw na uniwersytecie w Mannheim. Właśnie opublikował on książkę Rettet unser Geld! Deutschland wird ausverkauft – Wie der Euro-Betrug unseren Wohlstand gefährdet (Ratujcie nasze pieniądze! Wyprzedaż Niemiec – Jak oszustwo z euro zagraża naszemu dobrobytowi). Co ciekawe, w imprezie promującej książkę wziął udział minister gospodarki Rainer Brüderle (FDP), który podzielił diagnozy, ale nie zasadnicze wnioski i propozycje autora. Zdaniem ministra, szerokiej dyskusji o problemach poruszonych w książce życzy sobie wielu Niemców.

(…)

Tomasz Gabiś

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

    Tags: , ,

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=30811 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]